Reklama

Najważniejszy chiński dyplomata jedzie do Afryki. Chodzi m.in. o surowce

Chiński minister spraw zagranicznych Wang Yi rozpoczął w środę w Afryce swoją pierwszą tegoroczną podróż zagraniczną.

Wang do przyszłego poniedziałku (12 stycznia) odwiedzi cztery strategiczne ważne dla Pekinu kraje Afryki wschodniej: Etiopię, Somalię, Tanzanię i Lesotho - poinformował rzecznik chińskiego MSZ, przypominając, że ta dyplomatyczna tradycja odwiedzania Afryki trwa od 36 lat.

Szef chińskiej dyplomacji, a zarazem członek Biura Politycznego Komitetu Centralnego Komunistycznej Partii Chin, rozpoczął podróż od Etiopii - najszybciej rozwijającej się dużej gospodarki Afryki, której stolica, Addis Abeba, jest siedzibą Unii Afrykańskiej.

Chiński MSZ w Afryce - o co chodzi?

Wyjątkowo ważna będzie piątkowa wizyta w Somalii, pierwsza od lat 80. XX wieku. Somalia, nie dość, że od lat zmaga się z rebelią podporządkowanego Al-Kaidzie islamistycznego ugrupowania Asz-Szabab, to ostatnio toczy też poważny spór dyplomatyczny z Izraelem, który w grudniu minionego roku jako pierwszy kraj formalnie uznał separatystyczną Republikę Somalilandu - regionu na północy kraju, który ogłosił niepodległość w 1991 r.

Pekin zapewnił Mogadiszu o swoim poparciu po tej decyzji izraelskich władz. Obecność chińskiego dyplomaty w Somalii wzmocni pozycję prezydenta Hassana Sheikha Mohamuda w jego dążeniach do zjednoczenia kraju i przeciwdziałaniu tendencjom separatystycznym. Chinom kraj ten ma natomiast zapewnić wpływy w rejonie Zatoki Adeńskiej, będącej bramą do Morza Czerwonego i Kanału Sueskiego, kluczowego dla chińskiego handlu.

Nie mniej ważna dla Chin jest Tanzania, gdzie Pekin inwestuje w linię kolejową Tanzara, biegnącą do zambijskich kopalni miedzi i rywalizującą z finansowanym przez Stany Zjednoczone i Unię Europejską kolejowym korytarzem Lobito, który łączy Zambię i sąsiednią Demokratyczną Republikę Konga z portami w Angoli na zachodnim wybrzeżu kontynentu.

Wizyta w Lesotho, jednym z najbiedniejszych krajów świata, ma dla Chin charakter symboliczny. Pekin chce bowiem pokazać światu, że jest orędownikiem wolnego handlu - w przeciwieństwie do USA, które w ubiegłym roku nałożyły na produkty eksportowe Lesotho 50-procentowe cła.

Reklama
Źródło:PAP
Reklama

Komentarze

    Reklama