• Partner główny
    Logo Orlen

Analizy i komentarze

Tej zimy będziemy palić pieniędzmi [KOMENTARZ]

Fot. Canva

Wydaje się, że jedynym pomysłem rządu na kryzys węglowy jest zasypanie obywateli pieniędzmi – bez względu na to, czy będą wydawane efektywnie.

Polska ma problem z węglem. Po wprowadzeniu embarga na dostawy z Rosji (co było ruchem słusznym) surowca zaczęło brakować. Rząd za późno zaczął kontraktować dostawy wypełniające lukę po surowcu rosyjskim, brakło komunikacji z wpadającym w panikę społeczeństwem, nie podjęto działań usprawniających logistykę i dystrybucję. Wszystko to sprawiło, że stojący tuż przed sezonem grzewczym Polacy zastanawiają się, czy będą mieli opał na zimę.

Patrząc na sytuację przez pryzmat obecnie zamówionych wolumenów, to sprawa nie wygląda najgorzej – nad Wisłę płynie węgiel z Australii, Indonezji, Kolumbii, RPA i USA. Rząd na przełomie czerwca i maja mówił o zakontraktowaniu 8 mln ton, teraz premier wydał dyspozycję zamówienia 4,5 mln ton. Ale problem leży gdzie indziej – zmiana wektora dostaw ze wschodu na północ sprawiła, że możliwości odbioru i dystrybucji surowca zostały wystawione na próbę. Mówiąc krótko: węgiel czeka na rozładunek w statkach stojących na redzie, patrząc jak porty dobijają do granic swoich możliwości przerobowych. A przecież wyładowanie węgla na brzeg to początek drogi do odbiorców końcowych. Na dalszych etapach również czekają problemy – np. z dostępnością węglarek. PKP Cargo, spółka odpowiedzialna za tego typu transporty, jest obciążona nie tylko transportami węgla z nowego kierunku, ale także logistyką dostaw zboża z Ukrainy. Na początku lipca 2022 roku Dariusz Seliga, prezes PKP Cargo, w wywiadzie z Rzeczpospolitą mówił, że jego firma bada możliwości wykorzystania węglarek do transportu zbóż ukraińskich do polskich portów (które też są zaangażowane w ten proces, co wpływa na ich obłożenie). Odbiór i dystrybucja węgla wymagają zatem nadzwyczajnych działań – a takie na razie nie są podejmowane.

Węglowe gardło logistyczne staje się coraz węższe – a pomysłów na rozwiązanie tego problemu brak. Zamiast tego, rząd inwestuje siły i środki w projekty wsparcia finansowego, które mają jeden wspólny mianownik: pozbawione są większego sensu i szans na efektywną pomoc.

Pierwszą taką propozycją była regulacja wprowadzająca cenę gwarantowaną węgla. Zakładała ona wprowadzenie dopłat dla sprzedawców surowca, które wyrównywałyby różnicę między ustaloną ceną (ok. 996 zł) a ceną rynkową. Jednakże według pomysłu rządu, przedsiębiorcy do momentu wypłaty wyrównania musieliby brać na siebie sprzedaż towaru za cenę niższą od rynkowej. Co więcej, na wypłaty przyszłoby im czekać kilka miesięcy – a te i tak nie pokryłyby najprawdopodobniej różnicy między ceną gwarantowaną a rynkową.

Czytaj też

Projekt ceny gwarantowanej został wycofany i zastąpiony dopłatą w wysokości 3000 złotych dla gospodarstwa domowego, które ogrzewa się węglem. Koszt programu – pozbawionego kryteriów dochodowych – może wynieść do 11,5 mld złotych, za taką cenę można kupić pół reaktora jądrowego. Jedyną zaletą takiego pomysłu jest fakt, że obywatele dostaną pewien zastrzyk pieniędzy w naprawdę trudnych czasach. Ale to by było na tyle. Dopłata nie nie rozwiązuje ani problemów energetycznych związanych z dostępnością węgla, ani problemów wynikających z panującej na rynku drożyzny. Biorąc pod uwagę obecne okoliczności, można szacować, że kwota 3000 złotych, przy dobrych wiatrach, starczy na 1-1,5 tony węgla.

Dodatek węglowy to mechanizm, który powinien być wdrożony ex post, po ustabilizowaniu podaży na rynku opału (wskutek sprawnych działań logistycznych). Co więcej, powinien trafić do jasno określonej grupy najbardziej potrzebujących. W obecnym kształcie wygląda to bardziej na umywanie rąk niż sposób wyjścia z podbramkowej sytuacji.

Polska potrzebuje obecnie sprawnych i kompleksowych działań logistycznych na polu węgla kamiennego. Być może trzeba rozważyć udział takich formacji, jak wojsko dla zapewnienia dostaw surowców. Zasypywanie obywateli pieniędzmi niewiele tu zmieni – banknoty mają małą wartość opałową.

Komentarze