• Partner główny
    Logo Orlen

Wiadomości

Nowy energetyczny ład. Stany Zjednoczone zastąpią Rosję w dostawach gazu dla Europy [KOMENTARZ]

Prezydent USA Joe Biden ze współpracownikami
Fot. Wikimedia

Na naszych oczach tworzą się zręby nowego energetycznego ładu. Europa, przez dekady czerpiąca surowce energetyczna z Rosji, zdecydowała się od nich odejść i oprzeć swój system na innym fundamencie.

Unia Europejska zatwierdziła pod koniec maja embargo na rosyjską ropę. Dotyczyć będzie jednak tylko tej transportowanej drogą morską, a to około 2/3 całości importu, ale przyjmujące ropę drogą lądową ropociągiem Drużba Polska i Niemcy zobowiązały się do zaprzestania kupna. W efekcie, ok. 90% rosyjskiej ropy transportowanej obecnie na Stary Kontynent zniknie z rynku. Embargo na ropę wchodzi w życie 5 grudnia 2022 r., a na produkty ropopochodne 5 lutego 2023 r.

Wyłączenie lądowe to pójście na rękę Węgrom, Czechom i Słowacji, które z powodu braku dostępu do morzą mają ograniczone możliwości dywersyfikacji. Z drugiej strony, pojawił się pomysł nałożenia specjalnego cła unijnego na ropę, która wciąż płynęłaby do Europy. Dodatkowo, jest to polska koncepcja. „Cło byłoby elementem równoważącym przewagę konkurencyjną rafinerii czeskich, słowackich i węgierskich, które korzystają z rosyjskiej ropy. Ważne jest także z powodów etycznych, tak aby ci, którzy korzystają z tańszej rosyjskiej ropy, przeznaczali wynikające z tego faktu korzyści na udział w kosztach związanych z wojną" – powiedział Stały Przedstawiciel Polski przy UE Andrzej Sadoś.

Zmiana wektorów gazowych

Jeśli chodzi o gaz, sytuacja jest znacznie bardziej skomplikowana. Rosja wraz z Europą konstruowała infrastrukturę gazową przez ponad 60 lat. System gazociągów oplatający Stary Kontynent jest potężny i właściwie nie można go porównać do żadnego innego. Co więcej, bardzo intensywny rozrost tej sieci obserwowaliśmy w ciągu ostatnich dwudziestu lat, mowa o Nord Streamach i Turk Stream.

Rosja, która dostarczyła Europie ok. 155 mld m3 gazu w 2021 roku, co stanowiło ok. 40 proc. dostaw niebieskiego paliwa, jest dominującym graczem na europejskim rynku gazu. Na tyle wpływowym, że może w miarę spokojnie wpływać na ceny, regulować podaż manipulując rynkiem, co pokazuje bardzo często w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Czytaj też

Obecnie nie ma narzędzi ani możliwości co do szybkiego odejścia od rosyjskiego gazu w Europie. Pojedyncze państwa, które od dawna budowały alternatywne źródła dostaw tj. Polska, będą mogły w miarę spokojnie powiedzieć: „Dasvidaniya!" Gazpromowi, ale na takie działanie nie będą mogli pozwolić sobie Niemcy. W wielkim skrócie Berlin przez ostatnie dwadzieścia lat z hakiem zachowywał się jak głupi inwestor, który całe swoje oszczędności pakuje w jeden instrument finansowy, umieszcza wszystkie jajka w jednym koszyku, nabywa akcje jednej spółki o nazwie „Rosja", przynajmniej w obszarze gazowym. Brak budowy alternatyw, zabezpieczenia np. w postaci terminali LNG na własnym wybrzeżu doprowadziły do tego, że dziś Niemcy wprowadziły drugi stopień alarmowy po tym, jak przepływy przez Nord Stream 1 spadły o 60 proc. Swoją drogą, nie zanosi się na to, aby miały wrócić do poprzedniego poziomu, bo całe zamieszanie z turbiną NS1 będącą w naprawie w Kanadzie może mieć zaskakujący finał, w którym postulat Kijowa pokryje się z wolą Kremla. O co chodzi? Turbina NS1 popłynęła do Kanady w celach konserwacyjnych. Kijów i niektóre europejskie stolice nawoływały, żeby Kanada jej nie zwracała, bo byłoby to złamanie unijnych sankcji. Ottawa chciała zwrócić, ale nagle... Gazprom oświadczył, że w związku z „brakiem dokumentacji" nie ma możliwości ściągnięcia turbiny do Europy. Może to być kolejny etap wojny psychologicznej, straszenia, wywierania nacisku przez Kreml na Niemcy, ale jak na razie turbina pozostaje za Oceanem.

USA na ratunek*

Dalsze robienie interesów z Kremlem nie wchodzi w grę. Głównym powodem jest wojna na Ukrainie i bestialstwo rosyjskich żołnierzy, ale również fakt, że Rosja stała się skrajnie nieprzewidywalna oraz po prostu wroga Europie. Pamiętamy, że Stany Zjednoczone przeszły przez ostatnie dwie dekady coś w rodzaju rewolucji energetycznej, ponieważ z kraju mocno uzależnionego od zewnętrznych dostaw stały się samowystarczalne. Dokonało się to w wyniku bardzo metodycznie i rozważnie prowadzonym procesie, w którym uczestniczyło państwo, świat nauki oraz biznes. Złoża gazu i ropy łupkowej w USA okazały na tyle duże, a ekonomiczne doświadczenie Amerykanów wystarczające, aby opłacalnie wydobyć nowe źródła energii, zaspokoić swoje zapotrzebowanie a nawet eksportować surowce.

Sztandarowym produktem stał się skroplony gaz ziemny, bo od tej nazwy pochodzi angielski skrót LNG. Na szczęście większość europejskich stolic wykazało się większą rozwagą niż Berlin i budowało terminale do odbioru gazu ziemnego w tej formie, dlatego w czerwcu w Europie możliwa stała się sytuacja, w której dostawy niebieskiego paliwa ze Stanów Zjendoczonych przewyższyły te z Rosji.

Oczywiście mowa tylko o jednym miesiącu (na razie) i rekordowo niskich przepływach ze wschodu, ale długotrwałe związanie się gazowo ze Stanami Zjednoczonymi ma głęboki sens. Na dłuższą metę również ekonomiczny, bo USA nie będą wykorzystywać gazu do celów politycznych, nie będą sztucznie pompować cen i manipulować rynkiem. Będą po prostu zarabiać a jednocześnie pomogą Europie uwolnić się od macek Putina.

USA w tym roku będą największym eksporterem LNG na świecie przebijając Katar i Australię. Warto zaznaczyć, że w 2021 r. największym odbiorcą LNG ze Stanów była Azja . Można się spodziewać, że o surowiec zza Oceanu będzie się toczyć walka, nawet jeśli Rosja będzie w stanie część europejskich dostaw przekierować do Chin. Produkcja niebieskiego paliwa w USA stale wzrasta. W 2021 r. sięgnęła 1 biliona(!) m3 z czego zdecydowaną większość, ok. 2/3, przeznaczono na użytek wewnętrzny.

Długoterminowe kontrakty na dostawy gazu i utworzenie nowej architektury bezpieczeństwa w Europie wpisuje się również w sojusze militarne. "Przestrzeń surowcowa, przede wszystkim w sensie źródeł energii, jest współcześnie wręcz naturalnie uznawana za kluczowy element budowania bezpieczeństwa państw na całym świecie. Stąd też uważam, że dla członków NATO, szczególnie w dobie rosyjskiej agresji na Ukrainę, rola współpracy w tym aspekcie tylko rośnie" - mówi dr Jacek Raubo z Defence24. pl. "Może to w sposób znaczący ułatwić relacje państw europejskich ze Stanami Zjednoczonymi, ale też chociażby wzmacniać głos przestrzeni transatlantyckiej wobec pozyskiwania gazu w innych regionach. Przede wszystkim dlatego, że wiemy już bardzo dobrze, iż Kreml wykorzystuje źródła gazu do próby destabilizacji sytuacji na Zachodzie. Mamy więc do czynienia z sytuacją win-win" - dodaje.

Do całkowitego zastępienia dostaw z Rosji przez USA droga bardzo daleka, być może w 100% to nigdy nie nastąpi, potrzebna by była gruntowna przebudowa infrastruktury. Udało się jednak w dość krótki okresie znacząco zwiększyć amerykańskie dostawy przy spadku rosyjskich z obecną infrastrukturą. Z ok. 50 proc. importu z Rosji w 2020 r. zejdziemy do ok. 35 proc. w 2022 r., a luka ta w większości zostanie wypełniona przez amerykańskie LNG. Czy ten proces będzie się pogłębiał i Stany połączą się z Europą trwale, "gazociągiem" zbudowanym z tankowców z LNG? To na razie jeden z głównych pomysłów Europy na odchodzenie od rosyjskiego gazu. I najbardziej logiczny.

Komentarze