Sokała dla E24: Chiny mogą pchnąć Rosję do wojny w Europie. Polska zagrożona [WYWIAD]

18 sierpnia 2021, 13:51
840_472_matched__q6kghb_1l0ZZOsZjADY9e6sGnsvoWjxGjAeBDTR
Prezydenci: Federacji Rosyjskiej, Władimir W. Putin (po lewej) oraz ChRL, Xi Jinping. Fot. kremlin.ru

Podstawowe niebezpieczeństwo dla Polski to proces wasalizacji Rosji przez Chiny. W Pekinie może bowiem pojawić się pomysł wykorzystania Rosjan do dywersji względem Zachodu – mówi dr Witold Sokała.

Jakub Wiech: Czy mamy Nową Jałtę i nowy podział świata?

Dr Witold Sokała: Nową Jałtę – nie. Nowy podział świata – tak. Jałta była podziałem świata dokonanym przy zielonym stoliku, a obecny podział świata kształtuje się bardzo spontanicznie, nikt go nie ustala, nikt nie podpisuje jawnych czy tajnych porozumień o globalnym zasięgu. Natomiast bez wątpienia, po okresie chaosu zwanym czasami „pauzą strategiczną”, wyłania się z tego zamieszania nowy ład międzynarodowy. Z grubsza – oparty znów na rywalizacji strategicznej Zachodu i Wschodu, tyle, że centrala bloku wschodniego jest teraz w Pekinie.

Z polskiej perspektywy Jałta kojarzy się głównie ze zdradą sojuszników, m.in. przez USA. Czy teraz Amerykanie zdradzili nas ponownie?

Nie. USA realizują swoją politykę, co jest naturalne w krajach demokratycznych, gdzie wyborcy płacą ekspertom i politykom, by realizowali interesy tych właśnie podatników i miejscowego biznesu, nie zaś krajów trzecich. Natomiast kraj wiążą pakty międzynarodowe – i jeśli one zostaną naruszone, to wtedy można mówić o zdradzie. Ale niczego takiego po stronie Stanów Zjednoczonych nie dostrzegam. Widzę natomiast pewien deficyt myślenia politycznego po stronie części polskich ekspertów i opinii publicznej, polegający na myśleniu życzeniowym względem USA. Życzylibyśmy sobie, żeby Ameryka broniła naszych interesów. A gdy tak nie jest, strzelamy focha. Ten deficyt był widoczny szczególnie przy porozumieniu amerykańsko-niemieckim w sprawie Nord Stream 2. Sam wolałbym, żeby Zachód blokował ten gazociąg, natomiast Amerykanie podjęli pewną decyzję, z ich punktu widzenia logiczną, polegającą na przyznaniu Niemcom pierwszeństwa w polityce europejskiej. Zdjęcie z agendy sporu o Nord Stream 2 było bez wątpienia korzystne z perspektywy zarówno Waszyngtonu jak i Berlina. To był gest w założeniu proniemiecki, ale bynajmniej nie prorosyjski. Moskwę zresztą pewnie ucieszył tylko częściowo, bo towarzyszące mu mocne oświadczenia, informujące światową opinię publiczną, że Rosja ma w zwyczaju wykorzystywać gaz jako broń, spowodowały na Kremlu wściekłość i ostre reakcje. Tak więc, zdrady bym się tu nie doszukiwał. Jeśli jednak mówimy o pewnej nielojalności, to spójrzmy też z drugiej strony – bo Polska wykonała po drodze szereg gestów, które sojusznik amerykański mógł odczytać jako nieprzyjazne. Mam tu na myśli między innymi wyjazd pana ministra Raua do Chin i towarzyszące mu wyraźne sygnały, że Polska może być zainteresowana ściślejszymi więzami z ChRL, także natury strategicznej, na co strona chińska zareagowała czarną polewką. O ile z jednej strony rozumiem pewną grę ze strony Warszawy na rzecz przekształcenia relacji z Waszyngtonem w bardziej partnerskie, o tyle sposób wykonania tego jest przeciwskuteczny. Podważa naszą wiarygodność, powoduje też zdenerwowanie po stronie części amerykańskiej elity politycznej.

A czy takie ruchy, jak sprawa TVN, nie są próbą wykorzystania naszych aktywów właśnie do tego, by Amerykanie siedli z Polakami do partnerskich negocjacji?

Powtórzę: cel zbożny. Dążenie do poprawy relacji z USA w kierunku mniej wiernopoddańczych, a bardziej podmiotowych jest słuszne. Natomiast sposób, miejsce i czas – fatalne. Myślę, że wybór pola sporu był motywowany polityką wewnętrzną, bo elektoratowi partii rządzącej każdy atak na TVN się podoba. Ale sprawa w relacjach międzynarodowych jest nie do wygrania. U Amerykanów nic w ten sposób nie zyskamy, za to narazimy na szwank wspólne interesy. I to my na tym stracimy. Amerykanie bez współpracy z Polakami sobie poradzą. Ale dla nas byłaby to strata fundamentalna, alternatywą jest bowiem dryf w rosyjską strefę wpływów. A to byłby nie tyle przeskok z deszczu pod rynnę, co skok w przepaść.

Czy Amerykanie nie skaczą z kolei w przepaść zawierając porozumienie z Niemcami? Czy nie jest to powtórka błędów z kadencji Obamy?

Z pewnym niepokojem obserwuję politykę amerykańską dotyczącą Rosji, ale wydaje mi się, że gdybym był Amerykaninem, to sam bym próbował działać podobnie. Są to kroki zmierzające do pewnego resetu – i tu faktycznie można doszukiwać się analogii do polityki Obamy. Jednakże bardzo zmieniły się okoliczności. USA zidentyfikowały Chiny jako największe wyzwanie następnych dekad, a z tej perspektywy Rosja jest tylko pewnym zasobem. Wielu Polakom pewnie by się marzyło jakieś asertywne uderzenie w Rosję, ale z punktu widzenia globalnej rywalizacji z Chinami, patrząc całkiem na zimno, to ono nie jest Stanom do niczego potrzebne, przynajmniej teraz. Nie sądzę oczywiście, by Waszyngton wierzył, że da się w pełni przeciągnąć Rosjan na stronę amerykańską, ale być może uda się zapewnić przynajmniej ich neutralność. I to jest racjonalne. Ale pozostaje pytanie, czy sposób działania przybliża USA do celu? Nie wiem, nie znamy przecież wszystkich aspektów tych relacji. Z pewnością Amerykanie mają w zanadrzu szereg narzędzi, którymi naciskają lub mogą naciskać na Rosję, podejrzewam też, że liczą się z przesileniem wewnątrz rosyjskiej elity władzy. A żeby je wykorzystać, to trzeba mieć kontakty, pracować z ludźmi, którzy mogą przy następnych rozdaniach wypłynąć. Bo na jakąkolwiek pedagogikę względem kleptokratycznej ekipy obecnych władców Kremla to z pewnością nie ma co liczyć, pewne luzowanie też przecież nie spowoduje, że wpadną oni w objęcia Zachodu.

https://sklep.defence24.pl/produkt/sztuka-wojny-e-book/image

 Reklama

Czy dla obecnej polityki USA względem Europy Środkowej była jakaś alternatywa, polegająca na kierunku innym niż scedowanie odpowiedzialności za region na Niemcy? Np. opcja w postaci Trójmorza?

Z przykrością to powiem, ale moim zdaniem nie. Nie sądzę nawet, by ekipa Trumpa traktowała ten projekt jako realną alternatywę dla Unii Europejskiej. To była raczej gra na zdekomponowanie i osłabienie UE oraz na zablokowanie lądowych połączeń między Chinami a Zachodnią Europą, czyli w gruncie rzeczy – wiadomych i niemiłych Amerykanom projektów mocarstwa od Kanału La Manche po Władywostok. W sytuacji, kiedy nastąpił zwrot w polityce Waszyngtonu i Berlina, przygotowywany przecież jeszcze za Trumpa, i mamy poprawę relacji unijno-amerykańskich, to Stanom Zjednoczonym przestało zależeć na blokowaniu współpracy Europy Zachodniej z Chinami. Co więcej, Amerykanie znaleźli partnera w Europie, który naprawdę dysponuje potencjałem. Patrząc z perspektywy Waszyngtonu, Niemcy to sprzymierzeniec, który ma zdolności polityczne, gospodarcze, wywiadowcze, wizję rozwoju Unii (abstrahuję w tym momencie od ocen jakości tej wizji) – to dość oczywiste, że USA będą chciały się z RFN dogadać co do Europy, w zamian za niemiecką pomoc w rywalizacji z Chinami. I ta pomoc już ma miejsce – przecież niemiecka fregata rakietowa popłynęła już w bezprecedensowy rejs na Morze Południowochińskie, dołączając na tym newralgicznym akwenie do sił amerykańskich i brytyjskich. To symboliczny gest, Berlin wybrał stronę w nowej, zimnej wojnie.

Czy – patrząc na tę zmianę amerykańskiej polityki oraz takie sytuacje, jak ta w Afganistanie, skąd USA wycofywały się w chaosie – mamy podstawy, by obawiać się o swoje bezpieczeństwo?

Mamy takie powody, ale to ze względu na coraz bardziej negatywne zjawiska na wschód od nas oraz ze względu na fatalną politykę naszego rządu. Afganistan jest ciosem dla globalnego prestiżu USA, obecne wydarzenia mogą spowodować pewne korekty w globalnym środowisku bezpieczeństwa, ale nie przesadzajmy. To dało się przewidzieć. Decyzję w tej kwestii podjął w zeszłym roku Donald Trump i już wtedy było wiadome, że prędzej czy później Afganistan zostanie oddany Talibom. Ale ten problem nas bezpośrednio nie dotyczy. Najważniejszym dylematem przyszłości dla Polski będzie: po której stronie rywalizacji amerykańsko-chińskiej stanąć. Pamiętam lata 90. oraz początek XXI wieku, gdy mówiono, że naszym podstawowym celem jest współpraca jednocześnie z Europą i Waszyngtonem oraz zasypywanie tak zwanego „pęknięcia transatlantyckiego”, które wtedy faktycznie narastało. Teraz mamy dobrą współpracę na linii UE-USA, nie musimy wybierać między tatusiem a mamusią, więc nic tylko się wpasowywać w tę współpracę, a nie wykonywać gesty pod adresem liderów państw przeciwnych Zachodowi. Jednakże podstawowe niebezpieczeństwo dla Polski, w dłuższej perspektywie, to proces wasalizacji Rosji przez Chiny. To w dużej mierze już postępuje. Jeżeli postąpi dalej, przy jednoczesnej eskalacji konfliktu Zachód-Wschód, to w Pekinie bez wątpienia pojawi się pomysł wykorzystania Rosji do dywersji względem Zachodu po to, by część potencjału amerykańskiego, brytyjskiego czy niemieckiego związać siłami rosyjskimi. Moskwa, dopóki działa względnie suwerennie, musi ograniczać agresję skierowaną na Zachód – bo nie strzela się do najlepszego klienta swojego sklepiku z ropą i gazem. Ale na Kremlu zasiada coraz bardziej skorumpowana ekipa, podległa wpływom. I dlatego popchnięcie jej do jakiegoś ograniczonego konfliktu na Zachodzie, wbrew prawdziwym interesom kraju, jest czymś realnym. Polska mogłaby być niestety naturalnym polem do realizacji takiego scenariusza. A im mniejsze nasze zintegrowanie ze strukturami zachodnimi, im gorsza opinia w oczach tamtejszej publiki, im mniejsza skala interesów zachodnich w Polsce, tym mniejsza skłonność do tego, by zadbać o bezpieczeństwo kraju nad Wisłą.

Może właśnie dlatego powinniśmy zacząć grać na różnych fortepianach?

Żeby grać na różnych fortepianach, to trzeba w ogóle umieć grać. A ja niestety mam poważne zastrzeżenia co do techniki i muzykalności obecnych orkiestrantów. Poza tym, żeby grać, trzeba mieć też narzędzia. My zaś od lat ich nie tworzymy, a posiadane często psujemy – przykładem „deformy” służb specjalnych. Politykę zagraniczną podporządkowujemy polityce wewnętrznej. Zaniedbaliśmy na przykład do reszty coś, co i tak było w fatalnym stanie od wielu lat, czyli lokowanie młodych, zdolnych polskich urzędników i ekspertów w strukturach Unii Europejskiej. To w ten sposób się robi politykę europejską, nie przez Twittera, paski w TVP i tym podobne. Polak pracujący w Berlaymont dostarcza informacji o tym, co się dzieje, co jest planowane, ma wpływ na te projekty. A my tego nie robimy wcale. Pora to zmienić, uczyć się grać, i to muzykę współczesną, nie siedemnasto- czy dziewiętnastowieczną. Bo w międzyczasie wiele się zmieniło, w tym pojęcie suwerenności. No i powinniśmy grać niekoniecznie na wielu fortepianach, bo tak naprawdę, to nie ma ich zbyt wiele. W rzeczywistości jest do wyboru fortepian waszyngtońsko-europejsko-londyński i fortepian pekińsko-moskiewski. A jeśli przez mnogość fortepianów ktoś rozumie np. sojusz z Ankarą, to jest w straszliwym błędzie. Turcja nie zapewni nam bezpieczeństwa, bo ani może, ani chce. Ma własne utwory do zagrania.

Dziękuję za rozmowę!

Witold Sokała – wicedyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych UJK w Kielcach, przewodniczący Rady i analityk Fundacji Po.Int, publicysta „Nowej Konfederacji” oraz „Dziennika Gazety Prawnej”.

KomentarzeLiczba komentarzy: 205
JacekK
niedziela, 22 sierpnia 2021, 01:17

To nie jest analiza, raczej prezentacja swoich poglądów. Twierdzenie, że USA nie mają żadnej alternatywy prócz stawiania na Niemcy jest życzeniowe. USA mają różne alternatywy, w tym skutecznie są w stanie wywrzeć presję na Niemcy żeby bardziej gorliwie przykładały się do roli sojusznika. Poza tym jaki interes miałyby mieć Chiny w destabilizacji wojennej zachodniej Europy skoro to dla nich poważne źródło zysków i technologii. Wystarczy zwykła korupcja żeby uzyskać swoje cele. Nie wiem też jaki interes miałyby Chiny w agresji Rosji na naszą cześć Europy, co automatycznie usunęłoby przeszkody dla sojuszu Niemiec i Rosji. Połączenie potencjału Niemiec i Rosji nie jest w interesie Chin. Oczywiście Turcja nie zapewni nam bezpieczeństwa. Ale tym bardziej Niemcy. Turcja przynajmniej może mieć interes w osłabianiu Rosji. Nie możemy przeskakiwać z bezalternatywnego stawiania raz tylko na Niemcy, raz tylko na USA. Zdecydowanie Polska musi być aktywniejsza w regionie i budować bliskie relacje ze średnimi państwami, od których może pozyskać technologie.

Gagarin
piątek, 3 września 2021, 06:22

Podczas cudu nad Wisłą w wojnie z bolszewikami to dostawy amunicji z Węgier uratowały sytuację, a nie francuskie kule zalegające na statkach gdzieś w drodze! Niemcy nie są dla nas żadnym sojusznikiem ani USA. Między sobą prędzej się dogadają i już. W USA mieszka ponad 70 milionów potomków emigrantów z Niemiec. Polskie kawały o nas są darem narodu niemieckiego za to, że odważyliśmy się budować własne niepodległe państwo! Miejmy to wszystko na uwadze.

Fanklub Daviena i GB
niedziela, 22 sierpnia 2021, 14:44

Nie ma USA alternatywy! UE IV Rzesza Niemcy! Bez UE i NATO USA musi się wynieść z Europy, a bez tutejszych baz, również z Afryki i Bliskiego Wschodu. Bez Europy USA cofa się geostrategicznie do XIXw i staje się mocarstwem lokalnym, w peryferyjnych Amerykach, którego standardy techniczne, informatyczne, imperialny system miar itp. nikogo nie obchodzą - USA się o tym przekonały gdy ich standardy komórkowe przegrały z europejskim GSM i przekonuje dalej, gdy europejskie RODO zagraża dominacji amerykańskich firm IT, które tylko dlatego dominują, że KE tylko udaje, że wdraża wyrok Trybunału w Strasburgu w sprawie RODO. USA to tylko 324 mln ludności a UE 445 mln. Tylko z UE Amerykanie mają jakieś szanse z 1,4 bln rynkiem Chin. Gdyby UE odwróciła się od USA na Rosję (co dla UE byłoby najkorzystniejsze) a tym bardziej na Chiny, to USA przestają NATYCHMIAST być globalnym mocarstwem. USA, jak ostrzegał G. Kennan, spitoliło "epokowo" (tak to określił!) sprawę, gdy odrzuciło dłoń Jelcyna i jego ofertę sojuszu z USA na warunkach "młodszego brata" i zamiast tego postanowiły potraktować Rosję gorzej niż III Rzeszą i Japonię i "wykorzystać historyczną szansę na zniszczenie Rosji" i ją do szczętu rozwalić na 17 "niepodległych państewek" okupowanych przez USA. Wbrew temu, co głosił gen. Matis i Brzeziński, nic z tego nie wyszło, natomiast jak ostrzegał G. Kennan pchnęło to Rosję w objęcia Chin, co spowodowało, że zamiast nazistowskiego "The New American Century" mamy desperacką walkę USA o powstrzymanie swojego upadku... Szansę ratunku USA widzą w Indiach, ale... jak pisałem nierozwinięte Indie nie są przeciwnikiem dla Chin, a rozwinięte... stają się drugimi Chinami a nie marionetką USA, czyli kolejnym zagrożeniem dla dominacji USA, więc USA "chciałyby ale się boją"... :D

Jurji
piątek, 3 września 2021, 06:27

My w Europie mamy swoje do ugrania. Nas USA nie powinno ani ograniczać ani interesować. Tak należy być grzecznym i brać udział we wszystkich aspektach gry pozorów. Na koniec dnia musimy dbać o swoje interesy gospodarcze, samą gospodarkę i naszą narodową niezależność. Nikt nam w niczym nie pomoże, a już na pewno nie Niemcy, Rosja czy upadające USA.

JacekK
poniedziałek, 23 sierpnia 2021, 00:20

Traktuje Pan UE i USA jak dwa państwa o sterowalnej polityce. Tymczasem UE jest póki co organizacją a nie państwem. Tak, wiem, Niemcy tworzą z UE swoje imperium. Imperium, które gospodarczo wysysa południe i pasożytuje na wschodzie. Niemcy jednak nie mają tradycji, chęci, sił ani środków żeby całości zapewnić bezpieczeństwo na wzór pax romana. System oparty na podległości przez zadłużenie nie jest efektywny i nie zapewni spójności strategicznej. Zresztą sami Niemcy widzą swoją imperialną szansę w sojuszu z Rosją. Taki sojusz musi dla USA oznaczać całkowitą ewakuację z Europy. Cóż zatem za pożytek z baz w Niemczech? Na razie Biden wierzy w ideologiczne, tęczowo-klimatyczne pokrewieństwo dusz USA-Niemcy i zrozumienie, że interes jest wspólny i wzajemnie korzystny. Ale się przeliczy bo pruskich genów nie da się łatwo wykorzenić. Jednak póki dolar jest walutą światową, US Navy zapewnia bezpieczny transport niemieckich maszyn, Niemcy znakomicie zarabiają na handlu z USA - USA mają realne narzędzia zmuszenia Niemiec do posłuszeństwa. Potem może być różnie. Dlatego USA nie mogą dopuścić do sojuszu z Rosją. O dziwo, tutaj interes USA i Chin jest wspólny. Jest to również nasz interes ponieważ powstanie sojuszu Niemcy-Rosja może zaistnieć po likwidacji niezależności Ukrainy, całkowitej wasalizacji środkowo-wschodniej Europy i ponownym wchłonięciu przez Rosję Przymorza.

Obama
piątek, 3 września 2021, 06:31

Ta nasza znajomość z Niemcami i USA jeszcze nam bokiem wyjdzie. Niemcy nie mają dobrych w tym wszystkim intencji.

Fanklub Daviena i GB
sobota, 28 sierpnia 2021, 13:33

UE jest IV Rzeszą sterowaną przez Niemcy. Proszę mi pokazać CHOĆ JEDEN PRZYKŁAD decyzji UE wbrew Niemcom a ja pokażę dziesiątki decyzji Niemiec wbrew UE i narzucających UE decyzje wbrew interesom UE a na rzecz Niemiec. KE to wykonawcy decyzji Merkel! Dlatego Wielka Brytania wystąpiła z UE - nie chciała być okupowana przez Niemcy! :D

Boris
piątek, 3 września 2021, 06:33

Fakt faktem Wielka Brytania wygrała z aliantami drugą wojnę światową, ale gospodarczo to już padli na twarz w błoto. Nigdy się z tego chyba nie podniosą.

Hmmm.
niedziela, 22 sierpnia 2021, 13:57

Fakt. Pominięto Francję. Ani słowa o Wielkiej Brytanii. Nic o Indiach. Polska ma zapóźnienia i zaniedbania, ale również możliwości i aspiracje. Pytanie, czy starczy czasu.

Andrew
piątek, 3 września 2021, 06:36

Francja już jest pozamiatana na amen, zaś Indie mają garść swoich wewnętrznych problemów. To jest największa demokracja na ziem, a samo to nie stawia ich w najlepszej sytuacji.

Rafi373
poniedziałek, 23 sierpnia 2021, 04:15

Polska w tej rozgrywce się nie liczy. Aspiracje Polski? Jakie aspiracje? Jesteśmy klintem szeroko rozumianego zachodu, tj. USA i kilku krajów dominujących w zachodniej Europie. Korzystny dla nas układ to zwarty blok krajów zachodu, czyli USA + Europa + reszta (Kanada, Australia, Nowa Zelandia, Japonia), związek USA i Europy jest oczywiście dla nas kluczowy. Europa prowadząca asertywną politykę wobec Stanów i traktująca Stany jak jednego z graczy, to strategiczne dla nas zagrożenie zbliżenia Niemców i Rosji, na którym możemy tylko stracić. Proszę porzucić ulice, że możemy być poważnym graczem. Technologicznie nie liczymy się. Grafenu nie potrafimy wyprodukować, nie jest jejemy w.nlwkczesnych technologiach. Armii mogącej oprzeć się Rosji, bez pomocy z zewnątrz, mieć nie będziemg przez 20 lat, a jeśli potem mieć ją będziemy to nie z powodu naszej potęgi, tylko postępującego zacofania technologicznego Rosji.

Hmmm.
poniedziałek, 23 sierpnia 2021, 23:06

Myślę, że aspirujemy do bycia klientem na poziomie Holandii cz Hiszpanii, a także do podobnej pozycji w bloku. Stąd moim zdaniem te trzy fregaty o dość sporych możliwościach.

Rafi373
wtorek, 24 sierpnia 2021, 01:30

Zgoda, ekonomicznie aspirujemy do pozycji Hiszpanii i Holandi. Dyplomatycznie będziemy głośniejsi i lepiej słyszani z powodu położenia w strategicznie ważniejszym miejscu od wspomnianych krajów, między Niemcami i Rosją, i uwarunkowań historycznych. Ale na tym nasza rola się skończy, nie dopuszczą nas do stołu, jeśłi dojdzie do rewizji rzez silnych status quo. Tak, jak nie uwaględnili naszego interesu, interesu grupy państw z Ukrainą włącznie, w sprawie North Stream II.

Hmmm.
poniedziałek, 23 sierpnia 2021, 23:06

Myślę, że aspirujemy do bycia klientem na poziomie Holandii cz Hiszpanii, a także do podobnej pozycji w bloku. Stąd moim zdaniem te trzy fregaty o dość sporych możliwościach.

Rafi373
wtorek, 24 sierpnia 2021, 01:38

Trzy fregaty będą dobrze wyglądać na defiladzie, a sojusznicy z NATO będą doceniać nasz wkłąd do wspólnego wysiłu militarnego. Natomiast: - jeśli w czasach pokoju Rosja i Niemcy wymyślą projekt a la North Stream 3, niekorzystny dla nas, to fregaty nie pomogą; - jeśli Rosja nas zaatakuje, a nie otrzymamy wsparcia - to 3 fregaty będą hyżo podążąć w kierunku cieśnin duńskich o ile, czując pismo nosem, zawczsu ich z Bałtyku nie wyprowadzimy, bo lepsze fregaty na Atlantyku, niż na dnie Bałtyku. Rosjska flota bałtycka jest za silna.

Niuniu
sobota, 21 sierpnia 2021, 21:56

Mam wrażenie, że Polacy żyją w jakiejś alternatywnej rzeczywistości. Wyobrażamy sobie, że dziesiątki milionów chińczyków marzą o przesiedleniu się na Syberię. W ekstremalne warunki pogodowo-klimatyczne w rejon z zerową infrastrukturą. Dla czego mieli by to robić? To nie czasy budowy kolei na dzikim zachodzie. Już dekadę temu chińscy pracownicy w zakładach LG w Chinach zarabiali więcej niż polacy w zakładach LG w Polsce. Chińczycy żyją nie wiele gorzej niż Polacy. Są bardzo ambitni, pracowici i zdyscyplinowani. I nie są idiotami nie są głupsi niż Wy. Chcieli byście podbijać Syberię? Chiny jeśli w ogóle są zainteresowane ekspansją to ewidentnie w kierunku południowym. Już tam jest ich diaspora. To właśnie spędza sen z oczu amerykanów. I dla tego marzą im się scenariusze w których udaje się slierować miliony chińczyków na północ Rosji. Polacy przed wojną krzyczeli: żydzi na Madagaskar. Dziś tak samo realnie wołamy: chińczycy na Syberię.

Rafi373
poniedziałek, 23 sierpnia 2021, 04:02

Chińczycy żyją na poziomie Polaków, ale tylko w dużych aglomeracjach. Na wsiach chińskich życie przypomina bardziej początek XX, a nie XXI wieku. Robotnikami w aglomeracjach są wiesniacy z prowincji bez praw przysługujących miejscowym. Chińczycy mniej majętni chętnie skolonizują Syberię, o ile Rosja będzie dostatecznie słaba, a rząd Chiński będzie do tego stwarzał warunki. Na Syberii nie trzeba wielu Chińczyków, by odwrócić stosunki etniczne. Wystarczy garstka, jak na warunki chińskie, czyli z 5 mln. Oczywiście to nie stanie się za 10 lat, ale kiedyś stać się może. Przeciwwagi nie będzie, włodarze na Kremlu maja tylko jeden argument - ruszyć armię, bo Rosja dawno nie jest krajem, który ma tak podporządkowane społeczeństwo i tak pracowite, jak chińskie.

Dalej patrzący
sobota, 21 sierpnia 2021, 21:20

"USA nie zdradziło..." - oczywiście, że zdradziło. I zamierza zdradzić jeszcze bardziej. Czyli wykonać odwrócony manewr Nixona i obrócić Rosję przeciw Chinom. Co dla Polski i Europy Wschodniej oznacza nowa Jałtę 2.0 - i potraktowanie jako przedmiotu sprzedaży przez USA na rzecz Kremla. Cały ten wywiad jest bzdurą i manipulacją - bo opartą na fałszywym założeniu, że Chiny zaakceptują wzrost Rosji na zachodzie. Nic bardziej mylnego. Dla Chin to Rosja jest głównym konkurentem o hegemonię w Azji. Dopóki Rosja ma Syberię i Arktykę - dopóty Chiny nie mogą stać się hegemonem Azji - a co dopiero świata. Gdy w lipcu 2010 w Deauville Kreml, Berlin i Paryż ogłosiły budowanie "nowej lepszej unii euroazjatyckiej od Lizbony do Władywostoku] - Chiny od razu zrozumiały, że buduje im się za miedzą nowe, silniejsze supermocarstwo. Pekin zaczął budować własną strefę buforową w Europie Wschodniej - dla rozdzielenia Kremla od Berlina. Najpierw w 2011 było forum gospodarcze państw Europy Wschodniej zorganizowane przez Chiny w Budapeszcie, potem w 2012 w Warszawie Chiny ogłosiły budowanie bloku 16+1, w tym samym 2012 - po 57 martwych dyplomatycznie latach - do Polski przyleciał szef chińskiego MON gen. Liang Guangli, po tej wizycie nasi generałowie pod wodzą gen. Bogusława Packa latali na narady sztabowe z chińskimi generałami w Quingdao. Jakaś amnezja? - kłopoty z pamięcią wybiórczą? W 2013 w Astanie [w okresie dość mocnego ochłodzenia Kazachstan-Rosja] Chiny ogłosiły One Belt One Road - czyli Nowy Jedwabny Szlak - i wskazały Warszawę jako główny hub logistyczny w Europie. Wreszcie 8 lipca 2013 rządowa gazeta Wenweipo ogłosiła "6 wojen w których Chiny winny uczestniczyć w nadchodzących 50 latach" - gdzie wskazano konieczność wojny o odebranie 1,6 mln km2 "ziem rdzennie chińskich pod tymczasową administracją rosyjską" - czyli ziem odebranych Chinom przez Rosję narzuconym traktatem nierównoprawnym tzw. Traktatem Pekińskim 1860 - a była to - i jest do tej pory - największa strata i największe upokorzenie Chin z "wieku hańby" do wyrównania w ramach planu Xi tzw. Wielkiego Chińskiego Renesansu. Gdy po "zwrocie na wschód" [2014] Kremla na Chiny, urządzono pierwsze wspólne ćwiczenia wojskowe, chińscy generałowie rozłożyli wielka mapę sztabową - a tam cyrylicą opisano osobno odznaczone ziemie tych 1,6 mln km2 - właśnie z opisem po rosyjsku "ziemie rdzennie chińskie pod tymczasową administracją rosyjską". Rosyjscy generałowie struchleli - poprosili o przerwę - zatelefonowali na Kreml - po godzinie Putin rozkazał - "udawajcie, że nic nie widzicie - kontynuujcie ćwiczenia". I ten punkt z "odpowiednio opisaną" mapą ze strony chińskich generałów powtarza się przy okazji każdych wspólnych ćwiczeń. Oczywiście - po kremlowskim "zwrocie na wschód" - czyli na Chiny - Pekin wykorzystuje to maksymalnie. Czyli zakupuje wszystkie "srebra rodowe" technologii militarnych , wykorzystuje też Rosję jako klasycznego "pożytecznego idiotę" przeciw USA i Zachodowi - tym bardziej, że ten rosyjski taran na porządek atlantycki Pekin ma ze strony Rosji za darmo. Na razie Rosja wierzy w swoja siłę fundowana na tysiącach głowic jądrowych. Ale - Chiny są cierpliwe - z jednej strony narzucają Rosji niekorzystne traktaty handlowe, rolowanie kredytów na wysokiej stopie procentowej, kolonialną eksploatację surowców naturalnych - w zamian za sprzedaż cywilnych produktów high-tech - czyli właśnie dokładnie wg modelu kolonialnego. Na 2035 Xi naznaczył przegonienie USA w technologiach wojskowych - i wdrożenie systemów globalnych [i w kosmosie] opartych o rewolucję generacyjną RMA. WTEDY dopiero Chiny przestawią produkcję zbrojeniową najnowszych systemów i % wydatków PKB - na najwyższy poziom. WTEDY nie będa już obawiali się USA - a to oznacza, że będą mieli wolne ręce do rozprawy z Rosją - w ustanowieniu hegemoni w Azji [Syberia] i w pozyskaniu geostrategicznej Strefy Seversky'ego [czyli Arktyki] - kluczowej dla układu sł między Azja a Ameryką Północną. Rewolucja RMA przyniesie Chinom naziemne, powietrzne, morskie i kosmiczne systemy broni energetycznych wielkiej mocy - laserów przynajmniej megawatowych - i emiterów wiązek skierowanych różnych zakresów. I WTEDY "nagle" i "niespodziewanie" rosyjski jądrowy młot strategiczny - "nagle" i "niespodziewanie" spróchnieje. Bo żadna rakieta, żaden hipersonik nie przegoni promieni laserów i wiązek energetycznych. Chiny będzie stać i technologicznie i finasowo i produkcyjnie na wdrożenie defensywno-ofensywnego Wielkiego Muru Laserowo-Energergetycznego, by odeprzeć nawet atak saturacyjny. Rosji nie będzie stać na taki system [pomijając, że od przyszłej dekady zaczną wyraźnie robić bokami w technologicznym wyścigu] - i Rosja padnie po zmasowanym uderzeniu z powietrza i kosmosu. Generalnie okres krytyczny dla Rosji jest po 2035. Do 2040 spodziewam się, że względem Rosji Chiny napiszą końcowy rozdział dla tego ostatniego kolonialnego imperium białego człowieka - bo tak to widzi Pekin. Wniosek da Polski - budować sojusz realny z graczami Strefy Zgniotu - bo ten sojusz jest oparty o twardy wspólny interes bezpieczeństwa. USA patrzeć na ręce, a w razie próby Jałty 2.0 kopnąć ze wszystkich sił [razem z sąsiadami] w ten układ. Z Chinami poufnie dogadać strategiczne ruchy - w tym przekazanie Polsce głowic asymetrycznego odstraszania jądrowego w razie krytycznej sytuacji możliwości przerwania pomostu bałtycko-karpackiego - czyli Polski. Obowiązuje nas polska racja stanu i polski interes narodowy - a nie USA czy szeroko pojmowanego Zachodu, nie mówiąc o Rosji. Tylko Polska. Nasza racja stanu to nie dać się wciągnąć do cudzej wojny [np. Miecznikami na Morzu Południowochińskim], stworzyć regionalną siłę i sojusz bez patrzenia na USA, Niemcy, Francję itd.- i realizować wyłącznie własne interesy - by na końcu dołączyć niezniszczeni do zwycięzcy.

jpr
niedziela, 22 sierpnia 2021, 23:14

Mieszanina sensu i nonsensu... ;-) Relacje Chin i Rosji są takie: 1. Ludność: 10:1. 2. PKB: 8:1. 3. Tempo wzrostu gospodarczego: +7-10% rocznie : -2% rocznie. O jakiej konkurencji to może być mowa? Chiny nie muszą i nie będą walczyć z Rosją o Syberię, ani cokolwiek innego. Chiny połkną i przetrawią całą Rosję w ciągu najdalej 50 lat. Bez żadnej walki, czy oporu. Od 25 lat na Kremlu rządzi ekipa Chińskiej agentury, która wykonuje polecenia w zakresie "szczypania" po nogach USA (w wyłącznym interesie Chin) i w zakresie przekierowania gospodarki Rosyjskiej w zaplecze surowcowe Chin ("Siła Syberii"1 i 2 itp.)

inżynier
niedziela, 22 sierpnia 2021, 08:45

@dalej patrzący - świetny komentarz! Całkowicie się z Tobą zgadzam, a pijąc wielokrotnie w Pekinie chińską wódkę ze znajomymi schodziliśmy na tematy polityczne i fakt - oni cały czas uważają, że Syberię muszą odzyskać. Dlatego Polska (i inne kraje frontowe) jest naturalnym sojusznikiem dla Chin w przyszłej rozgrywce. Natomiast dodałbym, że w 2035 roku będziemy mieli już "jazdę" w Europie Zachodniej z muzułmanami. Sądzę, że wojna domowa czy przejęcie władzy przez islamistów na wielu miejskich obszarach we Francji, Niemczech, Szwecji czy BeNeLuksie będzie trwało w najlepsze (zresztą już każde większe miasto w tamtejszych krajach ma strefy eksterytorialne pod władzą prawa szariatu). To także diametralnie zmieni sytuację polityczną w Europie.

Rafi373
wtorek, 24 sierpnia 2021, 01:49

Mała poprawka, a w zasadzie duża, tak jak duża jest Syberia - Chińczycy mówią o odzyskaniu Mandżurii, nie Syberii, bo Syberia jako taka nigdy nie była chińska.

Rafi373
poniedziałek, 23 sierpnia 2021, 04:18

.kwiac ściśle, Chińczycy nie mówią o odzyskaniu Syberii, bo jej nigdy nie mieli. Oni zawsze pamiętają, że ich jest MANDŻURIA. Ale po Syberię sięgną niedługo potem, jak odzyskają Mandżurię. Jeśli będzie pierwszy Chiński rozbiór Rosji, to potem będzie i będzie drugi.

Dualram
niedziela, 22 sierpnia 2021, 04:13

Te dalej patrzący? Dlaczego nie przepowiedzialeś, ze tak to wszystko walnie w Afganistanie w czasie swoich wcześniejszych komentarzy? No i co będzie za rok od sierpnia 2021roku? Słucham Pana.

Syplog
sobota, 21 sierpnia 2021, 18:44

Ten wywiad to tragedia od ogolu ze rzad fatalny ze zly - nie dowiedzielismy sie dlaczego. Do szczegolu ze mlodych zdolnych do uni i mamy rozwiazanie wszystkich problemow. Jak mamy takie think tanki to zawsze bedziemy w ciemnej ****.

jpr
sobota, 21 sierpnia 2021, 14:08

Znakomicie, że ta rozmowa ujrzała światło dzienne! Wreszcie pojawia się w debacie temat wasalizacji Rosji przez Pekin. Rzecz w tym, że to, o czym WS mówi w czasie przyszłym, ma już miejsce od dawna – od kiedy władzę w Moskwie przejął agent Pekinu. Przecież Rosja od dawna podgryza Zachód, tworzy zasłonę dymną dla chińskiej ekspansji na mozru, w Afryce i gdziekolwiek indziej, podkopuje związki gospodarcze z Europą i wydaje gigantyczne pieniądze, które nigdy się nie zwrócą na nowe rurociągi do Chin. Rurociągi, którymi pompuje gaz, sprzedawany za cenę poniżej kosztów wydobycia...

Tweets Energetyka24