Nord Stream 2 – niemiecki problem i szansa. Co zrobi Berlin w sprawie gazociągu? [ANALIZA]

8 września 2020, 14:19
merkel-3464284_1920
Fot. Pixabay

Gazociąg Nord Stream 2 stał się dla Niemiec dużym problemem, który można jednak przekuć w szansę. Dla Berlina istnieją trzy sposoby wyjścia z tej sytuacji.

Po tym, jak niemiecki rząd obwieścił, iż rosyjskiemu opozycjoniście Aleksiejowi Nawalnemu podano środek z grupy Nowiczok, oczy komentatorów zwróciły się ku Berlinowi w oczekiwaniu na reakcję władz federalnych. Niemcy z jednej strony informowały bowiem o szczegółach tej sprawy, które jednoznacznie prowadziły na Kreml, z drugiej zaś – robiły potężne interesy z Rosją, czego najlepszym przykładem jest gazociąg Nord Stream 2.

To – wciąż budowane – połączenie, mające zagwarantować RFN dostawy 55 mld metrów sześciennych rosyjskiego gazu rocznie, od prawie roku znajduje się w impasie z uwagi na zagrożenie sankcjami USA oraz problemy ze zgodą Danii na układanie rur. Od kilku miesięcy Waszyngton straszy Niemców dodatkowymi sankcjami, które mogą skutecznie pogrzebać projekt.

Przyszłość Nord Stream 2 zaczęła wyglądać jeszcze gorzej po sprawie próby otrucia Nawalnego. Choć już wcześniej (np. przy sprawie próby otrucia Skripalów) szereg państw i polityków domagał się od Berlina reakcji na działania Rosji w postaci porzucenia tego gazociągu, to teraz sytuacja nosi znamiona wyjątkowości – po pierwszych, dość niemrawych, próbach odseparowania sprawy tego projektu od próby otrucia Nawalnego, Berlin przestał bronić połączenia i zaczął podkreślać gotowość do nałożenia na nie określonych restrykcji.

Zmiana linii narracyjnej Niemiec w sprawie Nord Stream 2 jest wyjątkowo wyraźna. Sygnały dotyczące potencjalnego wycofania poparcia politycznego dla projektu popłynęły już nie tylko ze strony pomniejszych frakcji (np. Zielonych), ale także z ust najważniejszych figur – ministra spraw zagranicznych Heiko Maasa oraz kanclerz Angeli Merkel. Swój sprzeciw wyrazili także Manfred Weber czy Friederich Merz. Można odnieść wrażenie, że władze federalne zupełnie zapomniały o utrwalanej dotychczas narracji, która podkreślała, że Nord Stream 2 jest projektem wyłącznie biznesowym i nie ma znaczenia politycznego.

Naiwnością byłoby jednak sądzić, że zmiana ta wynika z reakcji na wstrząsającą sprawę Nawalnego. Niemcy przymykały już oko na znacznie poważniejsze działania Rosji, takie jak wojna na Ukrainie, Anschluss Krymu czy zestrzelenie MH17. Berlin skorygował kurs dotyczący Nord Stream 2, bo nad gazociągiem ciąży zagrożenie amerykańskich sankcji – zagrożenie bardzo poważne, bo Waszyngton jednoznacznie wskazywał, że zamierza pogrzebać projekt. To właśnie potencjalne restrykcje ze strony USA, drastycznie obniżające szanse Nord Stream 2 na ukończenie, są najważniejszym czynnikiem wpływającym na ruchy RFN.

Biorąc pod uwagę całokształt okoliczności, Berlin może rozegrać tę partię na trzy sposoby.

Sposób numer 1 – Business As Usual

Choć obecna sytuacja wokół Nord Stream 2 wygląda wyjątkowo, to możliwe jest, że góra urodzi mysz i Niemcy ograniczą się do pogrożenia Rosji palcem. Takiego rozwiązania spodziewa się zresztą sam Kreml. RFN i niemieckie spółki oraz ich partnerzy zainwestowali w ten gazociągu już bardzo dużo kapitału – zarówno w sensie finansowym, jak i politycznym. Co więcej, powstaje już infrastruktura mająca służyć do rozprowadzania gazu przesyłanego przez Nord Stream 2 po Europie. Połączenie to stanowi bardzo ważny element niemieckiej transformacji energetycznej (Energiewende), a do jego ukończenia brakuje ok. 150 kilometrów rur.

Na przeszkodzie stać mogą jednak amerykańskie sankcje.

Sposób numer 2 – Koniec projektu

Na antypodach względem opcji numer 1 stoi całkowite porzucenie projektu. Do jego osiągniecia wystarczy oficjalne wycofanie się Niemiec z poparcia politycznego dla jego budowy, czyli np. zielone światło dla restrykcji ze strony USA. Już sama deklaracja rządu federalnego wskazująca na zmianę podejścia do Nord Stream 2 może odstraszyć zachodnie spółki od dalszego angażowania się w to przedsięwzięcie. 

Takie rozwiązanie byłoby jednak polityczną porażką rządu CDU/CSU-SPD. Oznaczałoby to blamaż na płaszczyźnie relacji transatlantyckich (USA mogłyby uznać fiasko Nord Stream 2 za swoje ogromne zwycięstwo, a obecna amerykańska administracja nie ma najlepszej prasy nad Łabą). Po drugie, oznaczałoby to kompromitację dotychczasowych wysiłków RFN na rzecz ochrony gazociągu. Po trzecie – wszystko to działoby się na rok przed wyborami federalnymi w Niemczech, co mogłoby pogrzebać szanse CDU/CSU na dobry wynik i dać pożywkę partiom Zielonych czy Alternatywie dla Niemiec (AfD).

Sposób numer 3 – Moratorium, czyli wilki syte i owce całe

Sprytne wyjście z całej sytuacji przedstawił Friedrich Merz, polityk należący do partii kanclerz Angeli Merkel (CDU). Zaproponował on, by Niemcy nałożyły dwuletnie moratorium na budowę Nord Stream 2. Propozycja ta pozwoliłaby Niemcom odpowiedzieć jednocześnie na dwa wyzwania: przede wszystkim, Berlin kupiłby sobie czas do manewru w sprawie sankcji USA. Ten dwuletni okres, o którym mówił Merz, pokryłby się – w zależności od daty nałożenia - z amerykańskimi wyborami prezydenckimi i do Kongresu w 2020 roku oraz (prawdopodobnie) z wyborami do Kongresu w 2022 roku. Dawałoby to Niemcom nadzieję na gruntowną zmianę układanki politycznej za Oceanem, czyli potencjalne oddalenie ryzyka sankcji. Choć w Stanach Zjednoczonych krytyka Nord Stream 2 jest kwestią ponadpartyjną, to przeformatowanie układu w Kongresie oraz nowa administracja zawsze dają pewne pole do popisu lobbingowego. Poza tym, nie wiadomo, czy przez te dwa lata USA nie będą potrzebowały Niemiec jako partnera np. w rywalizacji z Chinami.

Propozycja Merza byłaby dla Niemiec także pozytywna wizerunkowo – nie grzebiąc projektu całkowicie, Berlin potrafiłby wskazać, że zareagował stanowczo na działania Rosji. Miałoby to pozytywny efekt PR-owy – niewprawni obserwatorzy życia publicznego byliby w stanie uwierzyć, że RFN działa tak z uwagi na sprawę Nawalnego, a nie z uwagi na amerykańskie sankcje.

Którą drogą pójdą Niemcy?

Biorąc pod uwagę dotychczasowe zaangażowanie polityczne oraz kapitałowe Niemców w projekt Nord Stream 2 trudno wyobrazić sobie ostateczne porzucenie planów uczynienia z RFN centralnego hubu gazowego (a do tego służyć ma ten gazociąg) dlatego też najbardziej prawdopodobną opcją wydaje się skorzystanie z pretekstu i chwilowe zawieszenie prac, czyli zamrożenie gazociągu Nord Stream 2 w oczekiwaniu na lepszy klimat polityczny do jego budowy.

KomentarzeLiczba komentarzy: 12
DD.
sobota, 19 września 2020, 13:10

Moim zdaniem trzecią, albo jakimś kolejnym analogicznym wariantem.

Protadek
czwartek, 10 września 2020, 22:56

Co do korupcji Europejskich ( i nie tylko ) elit , to proszę się zapoznać z treścią książki Bukowskiego "Proces Moskiewski". Korupcja dla Kremla jest najważniejszym elementem polityki zagranicznej. Nawet przed węglowodorami i militarną siłą.

Michnik
środa, 9 września 2020, 12:01

Z każdą sekundą wariant nr 3 staje się coraz mniej prawdopodobny. Chodzi w nim o wyjście z sytuacji "z twarzą", a na to moim zdaniem już jest za późno. Gdyby natychmiast zareagowali ostro po nagłośnieniu sprawy, albo chociażby po ogłoszeniu wyników badań to byłoby to możliwe, ale teraz dzień, dwa po to już widać, że się kręcą wokół swojego ogona. Do tego wszystkiego trzeba jeszcze wziąć pod uwagę "kwity", które ruscy trzymają na Merkel czy Schroedera. Jakby nie było dwóch czołowych polityków największych partii. Sankcje mogą więc się równać wywróceniu do góry nogami sceny politycznej w Niemczech. Putin może postawić na AfD, która jest bardzo prosowiecka, albo na Zielonych - neosowietów. Może nawet już jest taki plan. Chyba nawet ruscy wiedzą, że NS2 już utonął i skoro nawet Zieloni domagają się sankcji to ja w tym widzę zagrywkę polityczną i postawienie na inną kartę.

HeHe
czwartek, 10 września 2020, 00:30

Przecież nazywanie Zielonych "neosowietami" to są bzdury pomijając fakt, że byli oni przeciw NS2 od początku tego projektu i dopiero amerykańskie groźby zmieniły ich pogląd na tę sprawę. "Kwity" które ruscy mają na Merkel to też "opowieści dziwnej treści" z gatunku spiskowej teorii dziejów (tak jak brednie Starego Grzyba o "srebrnikach pod stołem" dawanych przez Putina niemieckim politykom) a z dwojga (Merkel, Schroeder) tylko Merkel jest czołowym politykiem największej partii bo Schroeder "jakby nie było" dawno nim nie jest (pomimo znajomości z wieloma politykami SPD i innymi). Ewentualne sankcje NICZEGO nie zmieniłyby w niemieckiej polityce a podejście AfD do Rosji jest podobnie pragmatyczne jak podejście CDU/CSU, FDP, SPD czy Die Linke. Wszystkie te partie dbają przede wszystkim o niemieckie interesy a różnicą nie jest ich pojmowanie jako całości tylko akcenty kładzione na konkretnych zagadnieniach w obustronnych kontaktach a więc NS2 nie tylko "już NIE utonął" ale już nie utonie (niezależnie od tego czy zacznie działać w 2021 czy 2022). Przy okazji - sowietów nie ma od roku 1991 a komuniści Ziuganowa, pomimo obecności w Dumie, nie mają dużego wpływu na współczesną Rosję tak więc pisanie o kimś, że jest prosowiecki albo neosowiecki jest dość zabawnym anachronizmem.

Stary Grzyb
wtorek, 8 września 2020, 17:56

Szanowny Panie Jakubie, po pierwsze - celem budowy NS 2 nie jest żadne uczynienie z Niemiec gazowego hubu, tylko pobranie należytych wziątek w ramach procesu schroederyzacji. Po drugie, los NS 2 nie zalezy od Niemiec, tylko od wyników amerykańskich wyborów prezydenckich. Jeśli wygra je (co daj Panie Boże, amen, najlepiej wraz z odzyskaniem przez GOP kontroli nad Izbą Reprezentantów i umocnieniem jej w Senacie) Donald Trump, to polityka MAGA będzie kontynuowana i w jej ramach amerykańskie sankcje NS 2 zniszczą, a ewentualne próby podskakiwania ze strony Niemiec skończą się co najwyżej dodatkową solidną lacą w glacę od Amerykanów. Jeśli wybory te na nieszczęście wygra Joe Biden, to będziemy mieli kolejną fazę obamowskiej polityki niszczenia USA i w jej ramach następny "reset" w relacjach USA z Rosją, co wśród wielu klęsk spowoduje także dokończenie i niezakłócone funkcjonowanie NS 2. I tyle w temacie.

mc.
wtorek, 8 września 2020, 22:25

Jeszcze przed wyborami w USA Niemcy muszą podjąć decyzję "co robią ?" Z ich punktu widzenia najlepiej jest "odroczyć" sprawę o dwa lata (żeby "przyschła") a potem robić swoje. W 100% zgadzam się, że dla Niemców bycie hubem gazowym jest mało istotne, ale nie dla kieszeni polityków...

po trzecie sankcje
środa, 9 września 2020, 21:58

Też stawiam na odroczenie. Sankcje nie są pożądane z punktu widzenia Niemiec, Rosja słabnie gospodarczo w oczach po 2014 i ma relatywnie coraz mniej asów w rękawie zwłaszcza w kontekście UA i BY. Bardzo celowe jest czekanie na jakieś przesilenie w USA - protesty BLM mogą wywołać zmianę układu sił. Niemcy mogą w tej chwili zejść z linii ciosu i poczekać co się wydarzy: rozgrywka USA z Chinami, wybory w USA, zawirowania na BY, kryzys gospodarczy związany z COVID-em - wszystko to zadziała niejako jak nowe rozdanie kart i gra za rok - dwa rozpocznie się od początku. Niemcy mogą też liczyć, że USA zaangażują się w jakąś awanturę na Bliskim Wschodzie lub na wschodnim M. Śródziemnym. Tak czy siak zdziwiłbym się gdyby poszli w tej chwili na zero - jedynkowy scenariusz w sprawie NS2.

GB
wtorek, 8 września 2020, 17:06

Całe szczęście iż w USA sprzeciw wobec NS2 jest ponad partyjny i nawet po dwóch latach Amerykanie nadal będą blokować gazociąg. Po dwóch latach może też przybyć gazociągów niezależnych od rosyjskiego gazu. Zresztą sami Niemcy mogą kupować tani katarski gaz przez gazoporty, a wiadomo że Katar chce w znacznym stopniu rozbudować swoją flotę gazowców. Kierunek południowy też jest obiecujący, gdyż Turcja, Izrael, Cypr odkryły znaczne pokłady gazu i za parę lat rozpoczną wydobycie.

Tweets Energetyka24