• Partner główny
    Logo Orlen

Gaz

News E24: poseł PiS zaniepokojony przetargami ws. Baltic Pipe. Dotarliśmy do interpelacji

Fot. Kancelaria Sejmu
Fot. Kancelaria Sejmu

Portal Energetyka24.com dotarł do treści interpelacji posła PiS Bartosza Kownackiego, który zawarł w niej wątpliwości co do kilku niedawnych przetargów ws. Baltic Pipe – kluczowego projektu z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Polski.

Trudno przecenić znaczenie Baltic Pipe dla zwiększenia naszego bezpieczeństwa energetycznego. Poza komunikatami o kolejnych zezwoleniach lub rozstrzygniętych przetargach, niewiele informacji trafia do opinii publicznej.

Przypomnijmy pro forma – Baltic Pipe to projekt o charakterze strategicznym dla bezpieczeństwa energetycznego Polski. Ma charakter międzynarodowy, za realizację ze strony polskiej odpowiedzialny jest Gaz-System, a ze strony duńskiej – Energinet. Obie spółki są operatorami systemów przesyłowych w swoich krajach. Ponadto Gaz-System wybuduje podmorski gazociąg na dnie Morza Bałtyckiego łączący Polskę z Danią.

Schemat Baltic Pipe

Uwolnić się z gazowych objęć Kremla

Przypomnijmy również tzw. timeline – 31 grudnia 2022 roku gazociągiem Jamał przestanie do nas płynąć rosyjski gaz, kończy się wieloletnia umowa na dostawy od Gazpromu. W 2019 r. tenże kontrakt dostarczał nam, wedle danych PGNiG, 60,21% ogółu importu gazu do Polski, co równa się 8,95 mld m3 błękitnego paliwa (w tym samym roku ogół zużycia gazu w Polsce wynosił ok. 19 mld m3). To i tak spora zmiana od roku 2016 r. gdy Rosja dostarczała nam aż 88,91% gazu z importu. Jednak wciąż, przy 60,21% jest to ogromna luka do wypełnienia, którą będziemy musieli załatwić niemal w biegu. Nawet nie w biegu – w rajdzie.

Bo budowa Baltic Pipe, wypełnienie dziury po rosyjskim gazie, przypomina rajd rodem z aren Formuły 1. Cały zespół mechaników, kierowca, team, musi być niemal perfekcyjny przy każdym najmniejszym elemencie. Nie wspominając, że wszyscy powinni być na najwyższym światowym poziomie. Jeden najmniejszy błąd i bolidowi grozi katastrofa.

Takie porównanie przychodzi na myśl przy Baltic Pipe. Mamy listopad 2020 roku. Za dwa lata powinny już być przecinane wstęgi, 1 stycznia 2023 roku gazociągiem powinien… nie tyle powinien, co musi popłynąć gaz z Norwegii i Danii, inaczej mamy w środku zimy w Polsce lukę rzędu prawie 10 mld m3 gazu, energetyczną katastrofę w postaci milionów Polaków bez ogrzewania i prądu.

No chyba, że... usiądziemy ponownie do negocjacji z Gazpromem, które, mówiąc eufemistycznie, nie byłyby ani łatwe, ani przyjemne. Zwłaszcza, że rosyjski gigant przegrał w tym roku proces przed Trybunałem Arbitrażowym w Sztokholmie z PGNiG i był zmuszony przelać polskiej spółce 6 mld zł. Nie wspominam nawet o rekordowej karze 29 mld zł nałożonej na Gazprom przez UOKiK. Poza tym - Polska byłaby postawiona pod ścianą, gdyż zwyczajnie nie mielibyśmy wyboru innego niż układanie się z Gazpromem. Jakkolwiek import LNG przez rozbudowywany terminal w Świnoujściu systematycznie się zwiększa, terminal nie będzie w stanie przepompowywać nagle dodatkowych 8-9 mld m3 gazu.

Chciałbym w tym momencie jedną rzecz zaznaczyć. Zdecydowana większość polityków, ekspertów i komentatorów (może poza garstką egzotycznych analityków) jest zdania, że powinniśmy uniezależnić się od rosyjskiego gazu. I pełna zgoda. Dlaczego? Powstało na ten temat wiele tekstów, odsyłam do najbardziej treściwego.

Wątpliwości co do wykonawców

Wydaję się, że w tym duchu poseł PiS, Bartosz Kownacki, zdecydował się złożyć interpelację wyrażając zaniepokojenie niektórymi aspektami budowy Baltic Pipe. Czemu ta interpelacja, do której Energetyka24 dotarła jako pierwsza, jest tak istotna? Ponieważ z góry można wykluczyć motywację ataku politycznego - w końcu pismo złożył ważny polityk partii rządzącej.

"Szanowny Panie Premierze,

projekt Baltic Pipe jest strategiczną inwestycją mającą na celu utworzenie nowego korytarza dostaw gazu ziemnego ze złóż norweskich i tym samym uzyskanie niezależności energetycznej przez Polskę. Z satysfakcją obserwuję zaangażowanie przedstawicieli rządu Rzeczpospolitej Polski i spółki Gaz-System w terminową realizację tego przedsięwzięcia. Dzięki niemu w ostatnich dniach zakończono postępowanie, w którym wyłoniono wykonawców naziemnych elementów polskiej części gazociągu takich jak gazociąg Goleniów-Lwówek, gazociąg Niechorze-Płoty oraz tłocznie gazu Goleniów, Odolanów i Gustorzyn. Harmonogram budowy Baltic Pipe jest bardzo napięty, gdyż Polska odmówiła rozmów o przedłużeniu kontraktu na dostawy gazu z dotychczasowym dostawcą — rosyjskim Gazpromem. Brak wykonania Baltic Pipe w terminie mógłby doprowadzić do sytuacji, w której Polska byłaby zmuszona negocjować ze stroną rosyjską dostawy paliwa już po wygaśnięciu umowy kończącej się w 2022 r., co rodziłoby ryzyko konieczności zawarcia nowej umowy z Gazpromem na niekorzystnych dla Polski warunkach. Jest niezmiernie istotne, że na poziomie rządowym za to strategiczne przedsięwzięcie odpowiada tak doświadczona i kompetentna osoba jak pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski, który w ostatnim czasie kilkukrotnie sygnalizował, jak mało zostało czasu na realizację przedsięwzięcia: "Harmonogram jest bardzo napięty", "Spieszymy się, każdy tydzień jest ważny."" - ogólny wstęp zaznacza zaufanie i dostrzega zaangażowanie podmiotów odpowiedzialnych za budowę Baltic Pipe, ale wskazuje już na przedmiot interpelacji.

Jednak dopiero kolejne akapity odnoszą się do "clue" sprawy. "W wyniku postępowania dotyczącego rozbudowy dwóch tłoczni: Goleniów i Gustorzyn wybrano włoską firmę Max Streicher SpA, która nigdy nie realizowała robót budowlanych w Polsce, a jej polski oddział został założony dopiero w maju 2020 r. Z kolei najbardziej strategiczna tłocznia Odolanów ma zostać zbudowana przez konsorcjum firm: ATREM S.A. (Lider), JT S.A., PJP MAKRUM S.A., PROJPRZEM Budownictwo Sp. z o.o. Lider tego konsorcjum (ATREM S.A.) jest spółką, która w okresie 2016-2019 była trwale nierentowna, co zakończyło się koniecznością restrukturyzacji. Ponadto spółka we wrześniu ubiegłego roku poinformowała, że na konsorcjum z jej udziałem Gaz-System nałożył karę umowną wynoszącą ponad 9 mln zł oraz że to konsorcjum pozostaje w sporze sądowym z Gaz-Systemem. Zarówno Max Streicher SpA jak i konsorcjum zostało wybrane w wyniku wyboru opartego wyłącznie o kryterium najniższej ceny, co przy skrajnie zaniżonych wymaganiach referencyjnych stanowi istotne zagrożenie dla realizacji wszystkich trzech zadań."

Na początek trzeba zaznaczyć, że Baltic Pipe, jako projekt o znaczeniu strategicznym dla bezpieczeństwa energetycznego, jest wyłączony spod ustawy prawo zamówień publicznych. Ma to sens – niemożliwe byłoby przestrzeganie wszystkich procedur PZP gdy deadline jest tak bliski. Faktem jest, że to spółka Max Streicher przedstawił najniższą cenę przy dwóch tłoczniach, do których budowy została wybrana, podobnie jak to, że nie realizowała w Polsce żadnych inwestycji budowlanych. Ogółem przystąpiła do przetargów przy wszystkich trzech, ale z rywalizacji o tłocznie Odolanów się wycofała.

Z interpelacji można błędnie wywnioskować, że włoska firma to kompletni nowicjusze. Tak nie jest – Max Streicher ma w swoim portfolio gazociąg na południu Tunezji o długości 374 km oraz wykonanie, wspólnie z partnerami , gazociągu Eugal będącego… lądową odnogą Nord Stream 2.

Prawdą jest również to, że polski oddział firmy powstał dopiero w maju tego roku. Nawet biorąc pod uwagę powyżej przedstawione doświadczenie, powołanie spółki w kraju, w którym będzie się wykonywać projekty warte setki milionów złotych, na kilka miesięcy przed rozstrzygnięciem przetargu wydaje się niepoważne.

Element strategii?

Skąd więc tak niska oferta Włochów? Niestety, włoskie spółki budowlane dały się poznać nad Wisła z nie najlepszej strony, a niska cena w ramach przetargu bywała w przeszłości częścią dosyć... śliskiej strategii.

Najpierw niska cena a potem wielkie roszczenia do zleceniodawcy inwestycji – tak można by ją określić w skrócie. Ten wybieg zastosowała choćby spółka Saipem Ltd., która budowała terminal LNG w Świnoujściu. Miał on być gotowy w połowie 2015 r.. Niedługo przed terminem oddania spółka oświadczyła, że prace poboczne zajmą więcej czasu niż przewidywano, co równało się kolejnymi roszczeniami finansowymi. Ostatecznie terminal oddano we wrześniu, ale Ministerstwo Skarbu nie obniżyło kar umownych dla Saipem. Na marginesie – ten sam podmiot również uczestniczy w tworzeniu Baltic Pipe. Będzie odpowiedzialna za budowę 280 km podmorskiej części gazociągu. Saipem uczestniczyła również w konstrukcji obu Nord Streamów, więc bez wątpienia ma doświadczenie.

Innym przykładem powyższej strategii jest firma Salini, która realizowała część autostrady A1, obwodnicę Częstochowy. Niska oferta przy przetargu a potem żądania rewaloryzowania kontraktu. Zleceniodawca – Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad - ostatecznie zerwał umowę.

Nikt nie twierdzi, że Max Streicher pójdzie w ślady i zastosuje w Polsce niechlubne praktyki włoskich spółek. Ba, nawet jakby tak było, to przecież powyższe inwestycje ostatecznie zostały skończone. Tylko po terminie. A na to w przypadku Baltic Pipe Polska nie może sobie pozwolić. 

Warto przypomnieć też, że znajdujemy się w środku bezprecedensowego kryzysu wywołanego epidemią koronawirusa, który zawsze może zostać użyty jako argument, wytłumaczenie ewentualnych opóźnień.

Narodowość kapitału

I tutaj ścieramy się z jeszcze innym aspektem sprawy - w ostatnich latach zintensyfikowała się dyskusja, nie tylko nad Wisłą, na temat tego, czy kapitał ma narodowość. Przytaczano różne płaszczyzny tego problemu, np. narodowość prezesów największych firm. I tak, 97,7% szefów amerykańskich firm to Amerykanie, 91% włoskich to Włosi, 85% francuskich to Francuzi.

Inna płaszczyzna – działy badań i rozwoju (R&D), kluczowe dla zdobywania przewagi konkurencyjnej, dla wprowadzania nowoczesnych rozwiązań, w większości znajdują się i prowadzą swoją działalność na terenie kraju pochodzenia firm.

Jakie argumenty pozostają zwolennikom teorii o braku narodowości kapitału? Produkcja, outsourcing, przewagi związane z niższymi kosztami produkowania zagranicą. Tak, wielka liczba korporacji w ciągu ostatnich 30-40 lat wyniosła swoje fabryki i zakłady do krajów z tańszą siłą roboczą czy kosztami operacyjnymi. Prym wiodą w tym zakresie przedsiębiorstwa amerykańskie, ale nawet one wytwarzają tylko jedną trzecią towarów poza granicami USA. Dane pochodzą z książki "23 rzeczy, których nie mówią ci o kapitalizmie" Ha-Joona Changa.

Co to ma do rzeczy w związku z Baltic Pipe i interpelacją posła Kownackiego? Rzecz jasna, zagraniczne spółki wykonywały wiele projektów budowlanych na terenie Polski. Nie często jednak były to inwestycje o charakterze strategicznym, które mają zostać zrealizowane w tak ekstremalnym reżimie czasowym jak Baltic Pipe. Zagraniczna spółka nie musi czuć żadnej innej więzi czy odpowiedzialności za projekt niż ta stricte finansowa czy wynikająca z umów.

Tym bardziej, że Max Streicher nie ma praktycznie żadnych więzi z Polską, oddział na terenie naszego kraju powstał dopiero w maju. To zupełnie inna pozycja niż w przypadku zagranicznych firm, które działają tutaj od lat, znają realia, otoczenia rynkowe, specyfikę, są po prostu osadzone w naszej rzeczywistości. Nie oznacza to rzecz jasna, że włoska firma nie jest w stanie dostarczyć przedmiotu umowy. Przychodzi jedynie myśl, że wykonawcą tak ważnego dla interesów Polski oraz ściśle ograniczonego czasowo projektu powinna być firma znająca polskie realia, która wykonywała już inwestycje w naszym kraju. Nie mówiąc już o tym, że Max Streicher nigdy nie prowadził interesów z Gaz-Systemem, a takie doświadczenie, znajomość spółki, jej sposobu działania i realizacji inwestycji, również byłoby cenne. A warto dodać, że poza Maxem Streicherem, tylko jedna firma, która stanęła do przetargów na obie tłocznie, nie pochodzi z Polski.

Innym nietypowym aspektem jest fakt, że losy Baltic Pipe w ogóle znalazły się we włoskich rękach – dwie z trzech tłoczni na terenie Polski buduje włoski Max Streicher, podmorski odcinek – Saipem, a duńską tłocznie dla Energinet stworzy inna włoska spółka – Renco SpA.

Straty, sprawy sądowe i brak doświadczenia

"Ponadto żaden z członków konsorcjum mającego wykonywać rozbudowę tłoczni Odolanów nie posiada doświadczenia w realizacji tak dużych i skomplikowanych inwestycji jak tłocznie przesyłowej gazu ziemnego. Warto również zwrócić uwagę, że oferta konsorcjum jest znacznie niedoszacowana tj. o ok. 70 mln PLN niższa od drugiej złożonej najniższej oferty i o ok. 100 mln PLN niższa od trzeciej. Jest oczywiste, że niska cena prac wykonawczych co do zasady stanowi atut oferty, jednak tak duże różnice budzą zastanowienie. Na rynku budowlanym panuje powszechna praktyka, w ramach której wykonawca, wykorzystując napięty harmonogram prac, grozi Zamawiającemu wypowiedzeniem kontraktu i zgłasza daleko idące roszczenia finansowe.

Niepokój może także budzić fakt, że w złożonej ofercie konsorcjum wykazało jako swoje doświadczenie projekt polegający na budowie obiektu o wartość 9,87 mln zł, co stanowi 3 proc. wartości złożonej oferty (pierwotne wymagania Gaz-Systemu - projekt o wartości 20 mln zł - zostały obniżone na wniosek jednego z oferentów do 9,85 mln zł). Szacowana wartość tłoczni Odolanów to ok. 400 mln zł. Tak niskie wymagania referencyjne nie zdarzały się w dotychczasowych przetargach organizowanych przez Gaz-System w Polsce. Były one dotychczas kilkunastokrotnie wyższe (np. tłocznia Kędzierzyn, tłocznia Strachocina)." - czytamy dalej w interpelacji Kownackiego, który ma również zastrzeżenia co do wykonawcy ostatniej z trzech tłoczni gazowych będących lądową częścią Baltic Pipe, tj. TG Odolanów.

Co prawda konsorcjum złożone jest z polskich spółek, ale zastrzeżenia są podobne – zaniżona cena, brak większych projektów w portfolio. Dodatkowo dochodzi tu jeszcze niepokojąca kwestia sporu prawnego między konsorcjum pod przewodnictwem Artem S.A. a Gaz-Systemem.

"Zarząd Atrem S.A. z siedzibą w Złotnikach (dalej zwanej Spółką) informuje, iż w dniu dzisiejszym tj. 04 września 2019 r. podjął uchwałę, zgodnie z którą w związku z naliczeniem w 2016 roku kary umownej dla Konsorcjum w składzie: Techmadex S.A., Atrem S.A. oraz GP Energia sp. o. o.(dalej Konsorcjum) w wysokości 9.767.430,00 zł, przez spółkę Operator Gazociągów Przesyłowych GAZ-SYSTEM S.A. z siedzibą w Warszawie (dalej GAZ-SYSTEM) którą to karę GAZ-SYSTEM uzasadnił nienależytym wykonaniem przez Konsorcjum zamówienia pn. "Budowa Laboratorium Wzorcowania Gazomierzy przy ciśnieniu roboczym na terenie TJE Hołowczyce" w ramach realizacji projektu pn.: "Opracowanie i wdrożenie technologii wzorcowania gazomierzy na średnim i wysokim ciśnieniu w systemie otwarto-zamkniętym"" - czytamy na stronie wykonawcy. Powyższy komunikat znajduje się w sprawozdaniu za rok… 2019 r. Nie jest tak, że jest to jakiś dawny spór, który dziś nie ma znaczenia. Do konfliktu doszło całkiem niedawno. Poza tym, skoro konsorcjum pod wodzą Atrem nie do końca poradziło sobie z budową Laboratorium Wzorcowania Gazomierzy, to można mieć poważne wątpliwości czy da radę z tłocznią gazową.

Uzasadnione wątpliwości wzbudza również niewielka skala realizowanych przez oferenta inwestycji. Jak wspomniał Kownacki, inwestycja opiewająca na 9,87 mln to najbardziej kosztowny projekt w portfolio konsorcjum, co ma się do tłoczni gazu jak plac zabaw do kamienicy.

Krótka wycieczka na stronę internetową Atrem S.A. obnaża także wyniki finansowe spółki mającej być liderem konsorcjum budującego jedną z trzech tłoczni Baltic Pipe w Polsce.

Zysk netto Atrem S.A. ostatnio znajdował się w powyżej zera… w 2015 roku. Jasne, przedsiębiorstwa rozpoczynające działalność, inwestujące w sprzęt i rozwój, często znajdują się na początku działalności pod kreską, ale Atrem funkcjonuje na polskim rynku od 1990 r. i od lat wykonuje zamówienia dla energetycznych spółek skarbu państwa.

Kilka dni temu "Puls Biznesu" podał, że walka o tłocznię Odolanów nie została zakończona. Control Process, spółka, która zajęła drugie miejsce w przetargu, złożyła odwołanie do sądu arbitrażowego przy Krajowej Izbie Gospodarczej.

"Mając na względzie wszystkie przedstawione powyżej informacje, zwracam się do Pana Premiera z prośbą o odpowiedź na następujące pytania:

1. W jaki sposób można zweryfikować, czy wykonawca, który do niedawna nie miał w Polsce biura, dysponuje niezbędnymi kadrami, zasobami?

2. W jaki sposób można się upewnić, że zagraniczny wykonawca nie będzie miał problemu z płynnym transferem kadr do Polski w sytuacji związanej z pandemią?

3. Czy spór sądowy konsorcjum z udziałem spółki Atrem ze spółka Gaz-System nie wpłynie niekorzystnie na budowę tłoczni Odolanów?

4. Czy fakt, że spółka Atrem jeszcze w ubiegłym roku była nierentowna, nie zagraża realizacji projektu?

5. Czy można mieć pewność, że ww. wykonawcy nie będą grozić wypowiedzeniem kontraktu i nie będą zgłaszać roszczeń wobec Zamawiającego?

6. Jakie procedury zostaną wdrożone na wypadek przedłużenia się prac przy projekcie Baltic Pipe? W jaki sposób zostanie zapewniona ciągłość dostaw gazu bez konieczności podpisywania umowy z Gazpromem?

7. Czy można zweryfikować, czy firmy wybierane w postępowaniach dotyczących projektu Baltic Pipe nie są zaangażowane w budowę Nord Stream lub nie współpracują z Gazpromem?

8. Czy Rada Ministrów ma możliwość sprawdzenia rzetelności postępowań przeprowadzonych przez Gaz-System?

9. Czy wiadomo, z jakiś źródeł zostaną pokryte ewentualne koszty na wypadek, gdyby doszło do opóźnienia realizacji projektu Baltic Pipe?

Z góry dziękuję za wyczerpujące odpowiedzi.

Z wyrazami szacunku,

Bartosz Kownacki

Poseł na Sejm RP" - kończy pismo polityk. Interpelacja została złożona w ubiegłym tygodniu, na stronach Sejmu powinna pojawić się w czwartek. I wydaje się, że te pytania, dotyczące, można śmiało powiedzieć, najważniejszej obecnie inwestycji w Polsce, powinny zostać zadane. Znamienne, że zadaje je osoba, która współtworzy obóz rządzący, z pozycji politycznej odpowiedzialny za strategiczny projekt, jakim jest Baltic Pipe.

Komentarze