Naftohaz: Ukraina nie zamknie kurka z gazem przy braku kontraktu tranzytowego z Rosją

28 listopada 2019, 13:29
840_472_matched__po8wve_840472matchedp0yhd8e0655952ca9173abdf35c7e0d7fa945f
Fot. www.en.rian.ru
Energetyka24
Energetyka24

DOTYCZY:


Ukraina nie zamknie tranzytu rosyjskiego gazu na Zachód nawet, jeśli nie podpisze z Rosją nowego kontraktu w tej sprawie - oświadczył dyrektor wykonawczy ukraińskiego państwowego koncernu paliwowego Naftohaz Jurij Witrenko w rozmowie z radiostacją Deutsche Welle.

Obowiązująca dziś umowa na przesył gazu z Rosji przez ukraińskie rurociągi wygasa 31 grudnia. Rozmowy o nowej umowie na razie nie przynoszą efektów. Strona rosyjska zapowiadała, że warunkiem podpisania nowych uzgodnień jest m.in. odstąpienie Ukrainy od sporów sądowych z Gazpromem.

„Jeśli gaz (z Rosji) będzie tłoczony na terytorium Ukrainy bez dokumentacji, to my (Ukraina) nie będziemy mogli zakręcić kurka, przerywając przepływ gazu. Ukraińskie prawo nie pozwoli przy tym operatorowi systemu przesyłowego na przepuszczanie tego gazu dokądkolwiek dalej bez dokumentów” - powiedział Witrenko.

„Dlatego też ten gaz będzie wtłaczany do zbiorników podziemnych jako gaz, należący do nieznanego właściciela. Będziemy oczekiwali na dokumentację i tylko po jej uzyskaniu operator (gazociągów) będzie mógł skierować ten gaz tam, gdzie zgodnie z obowiązującymi dokumentami poleci skierować go jego właściciel” - wyjaśnił.

Pytany, czy jest to oficjalne stanowisko Naftohazu oraz ukraińskiego rządu Witrenko odpowiedział, że rząd nie zajmuje się takimi kwestiami. „Jest to oficjalne stanowisko firmy, która zajmuje się transportem gazu w ramach umowy o tranzycie” - podkreślił.

Witrenko uściślił, że gaz, który będzie nadchodził na Ukrainę z Rosji bez odpowiednich kontraktów będzie jedynie przechowywany w ukraińskich zbiornikach podziemnych.

„Ukraina nie będzie go kradła, zabierała, spożywała; nie będzie robiła z nim niczego, prócz przechowywania do czasu, gdy właściciel pojawi się z dokumentami” - zaznaczył.

Wskazał jednocześnie, że istnieją ograniczenia ilości gazu, które mogą być wtłoczone do ukraińskich zbiorników.

„Nie sądzę, by taka sytuacja utrzymywała się długo. (…) Przypomnę jednak, że w liście, nadesłanym Naftohazowi przez Gazprom (w ub. tygodniu) napisano czarno na białym, że 1 stycznia (2020 r.) o godzinie 10 czasu moskiewskiego Gazprom nie będzie miał podstaw do przesyłania gazu w kierunku Ukrainy” - powiedział Witrenko.

Dyrektor Naftohazu pytany był o gazociąg Nord Stream 2, który może pozbawić Ukrainę dochodów z transportowania rosyjskiego gazu na Zachód. Trasa ta prowadzi z Rosji po dnie Bałtyku do Niemiec.

„Chodzi nie o to, że odbierze to Ukrainie rolę głównego kraju tranzytowego, lecz o to, że tranzytu przez Ukrainę nie będzie wcale. Wraz z uruchomieniem Nord Stream 2 można oczekiwać, że tranzyt przez Ukrainę się skończy. Niemcy powinny rozumieć, że w ten sposób sprzyjają uduszeniu gospodarczemu Ukrainy” - oświadczył.

„Dochody z tranzytu są bardzo ważne dla ukraińskiej gospodarki, a cały ukraiński i wschodnioeuropejski rynek gazu został uformowany na podstawie oczekiwań, że gaz będzie płynął ze wschodu na zachód. Tak radykalne zmiany, że teraz gaz powinien płynąć z zachodu na wschód (…) są zagrożeniem dla dostaw w całym regionie. I Niemcy jako jeden z liderów Unii Europejskiej powinny to sobie uświadamiać” - podkreślił.

Witrenko zapowiedział też procesy sądowe przeciwko Gazpromowi, jeśli ten nie przedłuży kontraktu na tranzyt gazu na przyszły rok.

„W ramach nowego arbitrażu, który wszczął Gazprom, musieliśmy niedawno wysunąć pozwy przeciwko niemu. Przewidują one odszkodowania za zmianę taryf, których podstawą jest założenie, że jeśli od 2020 r. nie będzie tranzytu, będziemy zmuszeni do naliczania tak zwanej przyspieszonej amortyzacji. (…) Dlatego przy zmianie taryf Gazprom powinien zapłacić nam 11,8 mld USD odszkodowania w ramach tych pozwów” - oświadczył.

Dyrektor wykonawczy Naftohazu po raz kolejny zapewnił, że Ukraina przestrzega europejskich przepisów w sprawie gazu i ocenił, że spór z Gazpromem powinien zostać rozwiązany z uwzględnieniem tych zasad.

„Gaz, niestety, stał się zakładnikiem polityki. Rozumiemy, że decyzja o ominięciu Ukrainy z pomocą Nord Stream 2 i Tureckiego Potoku to sprawa polityczna, a nie gospodarcza. Cały sektor gazowy, nie tylko Naftohaz i Gazprom, cierpi w związku z tym, że kwestia ta została za bardzo upolityczniona” - powiedział Witrenko w rozmowie z Deutsche Welle.

PAP - mini

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 2
leming
czwartek, 28 listopada 2019, 19:37

To wielkie zwycięstwo Ukrainy,nareszcie bez rosyjskiego gazu.Poprawi to też atmosferę polityczną w regionie,nareszcie skończą się oskarżenia że Putin wykorzystuje gaz do celów swojej polityki bo po prostu tego rosyjskiego gazu nie będzie,tani gaz popłynie do Turcji i Chin.Inne surowce pewnie też.A Ukraina straci dochody z tranzytu ? tak,ale trochę póżno zaczęto o tym myśleć,pewnie sądzono że zachód wspomoże bardziej Ukrainę finansowo niż sie okazało.Nie wiemy jeszcze co straciła Polska żądając utrzymania tranzytu przez Ukrainę

Niuniu
czwartek, 28 listopada 2019, 17:30

Jest oczywiste, że jeśli Rosja nie podpisze z Ukrainą jakiegoś porozumienia to nie będzie bez niego pompować do ukraińskiej rury nawet 1 m3 gazu. Po ostatecznym wyroku szwedzkiego sądu podtrzymującym wcześniejsze orzeczenie arbitrażu o należnej Nowthazowi kwocie ok. 2,8 mld dolarów jest oczywiste, że jeśli na Ukrainie trafi jakiś gaz Gazpromu to natychmiast zostanie zajęty na poczet tego długu. A przecież jest jeszcze wyrok ukraińskiego regulatora antymonopolowego nakładający na Gazprom grzywnę w wysokości ponad 3 mld euro. Gazprom już teraz nic nie ma na Ukrainie. Hipotetycznie jakaś europejska firma może kupić gaz od Rosji z dostawą do granicy a później sprawę dalszego transportu wziąć na siebie. Ale nie wiem czy to w ogóle możliwe w świetle unijnych przepisów. Problem braku tranzytu to nie tylko widmo braku gazu. To prawdopodobnie Europie nie grozi. Zbiorniki są pełne. Zima zapowiada się łagodna. Są gazoporty które stoją gotowe przyjąć kupę LNG. Do czasu uruchomienia NS2 i przedłużenia gazociągu z Turcji Europa wytrzyma. Gorzej z samą Ukrainą. Przy braku tranzytu nie można stosować rewersu a możliwości przesyłu gazu bezpośrednio z zachodu na Ukrainę są niewystarczające. Szybko ich też się nie wybuduje. Najważniejszy problem jest natomiast natury technicznej. Jeśli ustanie tranzyt to przestaną działać nie tylko same gazociągi transportowe ale i przepompownie tego gazu, stanie cała infrastruktura przesyłowa. Infrastruktura która i tak jest w opłakanym stanie. Nie działające kompresory i inne urządzenia po kilkumiesięcznym bezruchu nie dadzą się powtórnie uruchomić lub to uruchomienie będzie bardzo kosztowne. Dotyczy to również instalacji po rosyjskiej stronie granicy tłoczących gaz do ukraińskiej sieci tranzytowej. Może realnie się okazać, że nie podpisanie na czas jakiejś formuły tranzytu gazu nawet tymczasowego i w ograniczonym zakresie będzie skutkować trwałym wykluczeniem jego technicznych możliwości w przyszłości bez konieczności odbudowy ukraińskiej sieci tranzytowej i części rosyjskiej z nią powiązanej. Stad taka wypowiedź Dyrektora Wykonawczego Naftohazu sugerująca stronie Europejskie rozwiązanie pozwalające zachować sprawność instalacji przesyłowych i dającej nadal możliwość rewersu. Ale muszą być do tego chętni w Europie i sam Gazprom też musi być tym zainteresowany. Ciekawe czy wygra zdrowy rozsądek czy polityka. Przy okazji: przez Polskę też odbywa się tranzyt gazu do Niemiec. I ta umowa z Gazpromem też się kończy. Co dalej z tranzytem przez Nasz kraj?

Reklama
Tweets Energetyka24