Analizy i komentarze

Energetyczna Wielka Smuta. Rosja przeżywa naftowo-gazowe załamanie [KOMENTARZ]

Fot. kremlin.ru

Ostatni rok był dla rosyjskiego sektora naftowo-gazowego fatalny. Ten może być jeszcze gorszy – jeśli Zachód poradzi sobie bez surowców i paliw z Rosji.

Od 24 lutego 2022 roku Rosja jest deklasowana na unijnym rynku energii – wszystko przez polityczne błędy Kremla oraz sprawne działanie państw Zachodu.

Kiedy tylko Rosjanie zdali sobie sprawę, że ofensywa na Ukrainie nie przebiega zgodnie z ich planem, zaczęli manewry skupione na energetyce, których celem było zniechęcenie Zachodu do oferowania wsparcia państwu ukraińskiemu i jego obywatelom. Już w marcu Rosja zaczęła wywierać presję w kwestii dostaw gazu – dekretem z 31 marca prezydent Władimir Putin dał rosyjskim spółkom podstawę do jednostronnej zmiany umów gazowych w zakresie ich rozliczania. Chodziło o to, by podmioty z tzw. „krajów nieprzyjaznych" zostały zmuszone do płatności za gaz na specjalne konta otwierane w szwajcarskim Gazprombanku, gdzie dolary i euro były następnie wymieniane na ruble. Niektóre spółki przystały na taką formę rozliczeń (np. podmioty z Niemiec), inne – odmówiły podporządkowania się (np. polski PGNiG). W kwietniu Rosja rozpoczęła więc odcinanie dostaw surowca dla tych klientów, którzy nie ugięli się pod presją. Nie wstrzymało to jednak pomocy dla Ukrainy, która cały czas szła z Zachodu – nawet w jeszcze większych ilościach niż dotychczas. Dlatego też z czasem Rosjanie zaczęli zmniejszać, a w końcu także i odcinać dostawy nawet do tych kontrahentów, którzy płacili za gaz według mechanizmu rublowego.

Zrywanie umów długoterminowych zniszczyło resztki rosyjskiej reputacji handlowej na Zachodzie. Sprawę jeszcze bardziej pogorszył spektakl z turbinami do gazociągu Nord Stream, w którym Rosjanie wystawili Niemców na pośmiewisko. Berlin robił bowiem co mógł, żeby sprowadzić serwisowane w Kanadzie urządzenia do Rosji, by mogły dalej pracować w podbałtyckim gazociągu, który w międzyczasie ograniczył przepustowość, a przez chwilę nawet w ogóle przestał tłoczyć gaz. Niemcy wymogli na Kanadyjczykach naruszenie ich własnych sankcji i przywieźli turbinę do Europy, ale wtedy Rosjanie odmówili jej odbioru, tłumacząc się nieprawidłowościami natury prawnej. Kanclerz Scholz został z turbiną jak Himilsbach z angielskim, jednak od tego momentu Niemcy zaczęły wprost oskarżać Rosję o wywoływanie kryzysu energetycznego – co jak na ten kraj jest pewnym osiągnięciem.

W taki sposób Rosjanie zaczęli tracić partnerów handlowych na Zachodzie. Miejsce Rosji w dostawach gazu do UE zajęły Stany Zjednoczone, które w 2022 roku – po raz pierwszy w historii – wyeksportowały do Unii więcej błękitnego paliwa niż Federacja Rosyjska. Lukę po surowcu od Gazpromu zapełniły także kraje Afryki Północnej oraz Półwyspu Arabskiego. Europa otwiera się także na import LNG – w Niemczech, po ok. 7 miesiącach od wybuchu pełnoskalowej wojny, udało się otworzyć pierwszą instalację tego typu: pływający terminal FSRU w Wilhelmshaven.

Wraz z postępami derusyfikacji w Europie można było odnotować także renuklearyzację. Dotychczas sceptyczne wobec atomu kraje, takie jak Belgia, Niemcy czy Szwecja, łagodziły lub całkowicie zmieniały swoje podejście do energetyki jądrowej.

Z kolei we wrześniu wysadzone zostały gazociągi Nord Stream i Nord Stream 2. Eksplozje materiałów wybuchowych niewiadomego pochodzenia zniszczyły 3 z 4 nitek tych magistrali, wywołując pytania o ich przyszłość. Nie wiadomo, czy połączenia te będą jeszcze w stanie tłoczyć gaz z Rosji do Niemiec, trudno oszacować koszt i możliwości ich naprawy. Tym samym Rosjanie stracili główną trasę dostaw gazu do UE w 2021 roku (Nord Stream, uszkodzony w całości) oraz szansę na zdublowanie przepustowości podbałtyckiej magistrali i przerzucenie tranzytu gazu z terytorium Ukraińskiego (Nord Stream 2, uszkodzony w połowie). Zbudowane ogromnym kosztem finansowym i politycznym połączenia powoli przechodzą do historii – grzebiąc nie tylko rosyjskie ambicje w zakresie geopolitycznej przebudowy szlaków dostaw gazu, ale także niemieckie nadzieje, na szeroką współpracę energetyczną, polegającą m.in. na odsprzedaży surowca oferowanego przez Gazprom.

Pomimo tych wszystkich zaburzeń, cena gazu oraz ropy naftowej na rynku europejskim zaczęła się stabilizować i obecnie wraca do poziomów przedwojennych. Europejczykom pomogła w tym ciepła zima, która znacząco obniżyła zużycie energii. Zapełnienie europejskich magazynów gazu cały czas oscyluje powyżej 80%, wiele państw UE potrafi wciąż zatłaczać dodatkowe ilości surowca do tych instalacji. Znacząco obniża to podatność państw europejskich na rosyjski szantaż gazowy.

Co ważne, Europejczycy przeszli z defensywy do kontrataku – i zaczęli nakładać sankcje na Rosję, także te natury energetycznej. W sierpniu w życie weszło unijne embargo na rosyjski węgiel, w grudniu – na morskie dostawy ropy naftowej. Szacuje się, że ta ostatnia restrykcja powoduje w Rosji straty rzędu 180 mln euro dziennie. Kiedy w lutym 2023 roku wejdą sankcje na dostawy rosyjskich produktów naftowych, straty Rosji wzrosną do 260 mln euro dziennie. Do tego doszły także prace nad maksymalną ceną na rosyjski gaz.

Czytaj też

Kryzys widać też po Rosyjskich danych wydobywczych i eksportowych. Jak podaje Business Insider, rok 2022 był dla Gazpromu rokiem potężnych spadków. Eksport gazu do krajów poza dawnym Związkiem Sowieckim spadł rokrocznie o 46%, do poziomu 100,9 mld metrów sześciennych. Z kolei wydobycie gazu uplasowało się na poziomie 412,6 mld metrów sześciennych, czyli na pułapie najniższym od 2008 roku, a więc od globalnego kryzysu finansowego, cechującego się obniżeniem zapotrzebowania na energię. Rosjanie maskują straty poprzez dokładanie dodatkowych obciążeń finansowych na sektor wydobywczy i eksport surowców energetycznych, co pozwala utrzymać wysoki poziom wpływów do budżetu państwa.

Rosjanom nie jest też łatwo znaleźć odbiorców na gaz, który miał być tłoczony do Europy, co Kreml często maskuje propagandą. Dla przykładu: Rosja pochwali się tym, że w roku 2022 znacznie więcej gazu trafiło na nowe rynki zbytu. Jego odbiorcą są np. Chiny - Gazprom szacuje, że wzrost sprzedaży gazu do tego kraju wyniesie 100% w stosunku do roku 2021. Jednakże znacznie gorzej wygląda to w przeliczeniu na konkretne wolumeny - Chiny mają w bieżącym roku kupić od Rosji ok. 20 mld metrów sześciennych surowca. To tylko o 10 mld więcej niż kupowała od Rosji sama Polska.

Podsumowując, Rosja powoli wystrzeliwuje się ze swojej energetycznej amunicji. Jej wpływ na europejski rynek gwałtownie maleje. Być może sprawa skończy się tak, że Władimir Putin przejdzie do historii jako człowiek, który pozbawił Rosję najpotężniejszej gospodarczo-politycznej broni, jaką posiadała.

Komentarze