Reklama
  • WYWIADY
  • W CENTRUM UWAGI

Polska dominacja na Bałtyku. Jak inwestujemy miliardy w nowe moce wiatrowe

Polska planuje zbudować 11 GW w morskich farmach wiatrowych do 2040 roku i konsekwetnie realizuje swój plan, o czym świadczą m.in. ostatnio przeprowadzone aukcje. Z 45 mld euro, które europejski sektor wiatrowy zainwestował w nowe moce wiatrowe, które będą uruchamiane w najbliższych latach, za ⅓ odpowiada Polska. Większość z tego to morskie farmy wiatrowe. Więcej na ten temat w rozmowie z Energetyką24 opowiada Tinne Van der Straeten, CEO WindEurope.

Tinne Van der Straeten podczas wywiadu na tle flag Unii Europejskiej
Tinne Van der Straeten
Autor. Belgian Presidency of the Council of the EU 2024 / flickr / @belgium24.eu / CC BY 2.0 https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/deed.en

Tinne Van der Straeten, była ministra energetyki Belgii w latach 2020-2025, została niedawno powołana na stanowisko CEO organizacji WindEurope, rezygnując przy tym z mandatu posłanki w belgijskim parlamencie. Kierowała energetyką Belgii m.in. w czasie kryzysu energetycznego wywołanego inwazją Rosji na Ukrainę. Nową funkcję objęła 2 lutego 2026 roku. Teraz kluczowe jest odejście od paliw kopalnych i przyspieszenie rozwoju energetyki wiatrowej w Europie, by Unia zdołała osiągnąć swoje cele w zakresie bezpieczeństwa energetycznego i klimatu na 2030 rok.

Niedawno została Pani CEO organizacji WindEurope. Co sprawiło, że zajęła się Pani właśnie tym, po długiej karierze w polityce?

Bardzo się cieszę, że znalazłam się w WindEurope. Od dawna zajmuję się polityką w zakresie energii odnawialnej i jestem głęboko przekonana, że system energetyczny oparty na energii odnawialnej ma wiele zalet. Jest przystępny cenowo, bezemisyjny i łatwo skalowalny. To energia „własnej produkcji”, dzięki której możemy stać się niezależni od paliw kopalnych, a także od związanych z nimi wahań cen.

Obecna sytuacja jest tego dowodem. Obserwujemy teraz, jak ceny gazu i ropy rosną z powodu wojny w Iranie i blokady Cieśniny Ormuz. Dlatego absolutnie kluczowe jest przejście na czyste, przystępne cenowo i lokalne źródła energii, takie jak energia wiatrowa. Pozwalają one na odzyskanie kontroli nad wytwarzaniem energii oraz zapewniają konkurencyjne ceny energii elektrycznej dla europejskich przedsiębiorstw i gospodarstw domowych.

YouTube cover video
Reklama

WindEurope opublikowało niedawno swój coroczny raport o stanie sektora energetyki wiatrowej w Unii Europejskiej i jego przyszłości. Jak Pani ocenia ubiegły rok pod względem rozwoju tego sektora w UE?

Europa osiągnęła naprawdę dobre wyniki w 2025 roku. Uruchomiono instalacje wiatrowe o łącznej mocy 19 GW. 90 proc. z tych instalacji stanowiły lądowe farmy wiatrowe i to one odegrały główną rolę w zeszłym roku. Jednocześnie europejski sektor wiatrowy zainwestował 45 mld euro w nowe projekty farm wiatrowych o łącznej mocy 20 GW, które  zostaną uruchomione w najbliższych latach.

To naprawdę dobre wyniki, które udowadniają, że branża energetyki wiatrowej jest gotowa sprostać wyzwaniu i przynieść oczekiwane rezultaty. Udowadniają, że rzeczywiście potrafimy budować farmy wiatrowe, że inwestycje są opłacalne i że potrafimy działać w ramach istniejących ram regulacyjnych. Koszty energii odnawialnej będą spadać, jeśli osiągniemy odpowiednią skalę i utrzymamy właściwe tempo.

To wszystko pokazuje nam też, jaka jest stawka. Jeśli unijni decydencji będą ingerować w ustalone zasady rynkowe, na przykład zmieniając strukturę rynku, może to postawić dalszy rozwój pod znakiem zapytania. Nie możemy więc podejmować działań, które mogłoby temu zagrozić.

Przepływy kapitałowe wymagają stabilności i pewności, więc jeśli chcemy, aby planowane projekty zostały faktycznie zrealizowane w nadchodzących latach, nie możemy dziś wycofywać się z istniejących zasad rynkowych. Dlatego cała dyskusja, która została zaproponowana po nieformalnym spotkaniu Unii Europejskiej w lutym, że być może powinniśmy zrewidować niektóre zasady rynkowe, jest całkowicie błędnym kierunkiem.

Reklama

A jeśli chodzi o morską energetykę wiatrową w 2025 roku?

Chociaż podczas szczytu North Sea Summit w Hamburgu podpisano nowe porozumienie i padło wiele obiecujących słów, sektor morskiej energetyki wiatrowej zdecydowanie musi podnieść sobie poprzeczkę. Co prawda na rynku pojawia się nowy lider w dziedzinie offshore, a jest nim Polska.

Kiedy wspomniałam o 45 mld euro zainwestowanych w nowe moce w energetyce wiatrowej w 2025 roku – mam na myśli ostateczne decyzje inwestycyjne – Polska odpowiadała za 15,5 mld euro z tej kwoty. Tak więc jedna trzecia mocy wiatrowych, które zostaną zainstalowane w ciągu najbliższych kilku lat, została sfinansowana przez Polskę. Niemal cała kwota została przeznaczona na morskie farmy wiatrowe.

Wydarzyło się to oczywiście po udanych aukcjach, które odbyły się w Polsce. Dowodzi to, że stabilność regulacji prowadzi do składania ofert na aukcjach i podejmowania ostatecznych decyzji inwestycyjnych, gwarantując, że projekt zostanie ukończony w najbliższej przyszłości. Obserwując to, co dzieje się zarówno w regionie Morza Północnego, jak i Morza Bałtyckiego, jestem pewna o przyszłość morskiej energetyki wiatrowej w Europie.

Reklama

Jakie są główne przeszkody w rozwoju farm wiatrowych w UE? Czego potrzebujemy, aby sektor ten mógł się dynamicznie rozwijać?

Musimy przyspieszyć proces rozwoju farm wiatrowych i zwiększyć moce wytwórcze, aby stać się bardziej niezależnymi energetycznie. Są trzy główne kwestie, które w mojej opinii nas hamują.

Pierwszą z nich są – oczywiście – sieci energetyczne. Potrzebujemy wydajnych sieci, które będą w stanie sprostać zadaniu zarządzania wszystkimi nowymi mocami, które wkrótce zostaną uruchomione i podłączone do sieci.

Kolejną kwestią są pozwolenia. Szczególnie elektrownie wiatrowe na lądzie napotykają trudności w uzyskiwaniu pozwoleń. W odniesieniu do tych dwóch problemów – sieci i pozwoleń – podczas poprzedniego kryzysu w prawodawstwie europejskim stworzono kompleksowe ramy dotyczące szybkiego wydawania pozwoleń. Niemcy są dobrym przykładem wdrożenia tych przepisów do ustawodawstwa krajowego. Był to ważny czynnik napędzający rozwój nowych mocy wiatrowych w tym kraju. Niemcy osiągnęły świetne wyniki, ponieważ działały w ramach już istniejących ram. Jest to również obszar, w którym Polska musi zintensyfikować działania, ponieważ proces uzyskiwania pozwoleń w Polsce trwa bardzo długo – od pięciu do sześciu lat. To od rządu krajowego zależy, czy zaimplementuje te przepisy.

W Belgii – mimo że jest to niewielki i gęsto zaludniony kraj – udało nam się rozwinąć sektor onshore. Lądowe farmy wiatrowe są  bardzo konkurencyjne, a także stosunkowo szybkie i łatwe w budowie. Jeśli proces wydawania pozwoleń jest sprawny, pozwala to na naprawdę dynamiczny rozwój.

Trzecią bardzo ważną kwestią jest elektryfikacja. Potrzebujemy wzrostu popytu. Przyjrzyjmy się najpierw tym najłatwiejszym do zrealizowania działaniom: istnieje wiele procesów przemysłowych, które można już teraz zelektryfikować przy użyciu obecnie dostępnych technologii – na przykład procesy niskotemperaturowe lub średniotemperaturowe. Jeśli to zrobimy, zwiększymy naszą niezależność od innych źródeł energii i pobudzimy popyt na nowe moce wiatrowe tam, gdzie są one potrzebne. Te dwa elementy idą w parze.

Reklama

Czy Pani zdaniem energetyka wiatrowa jest rozwiązaniem, które może zapewnić Europie bezpieczeństwo energetyczne w perspektywie długoterminowej?

Tak, bez wątpienia. Energia wiatrowa to energia, który możemy wytwarzać we własnym zakresie. Możemy przekształcić nasze morza w ogromne elektrownie. Możemy wykorzystać obszary podmiejskie do budowy lądowych turbin wiatrowych zlokalizowanych w pobliżu miast, aby zapewnić im zasilanie.

Energetyka wiatrowa to energia wytwarzana lokalnie, skalowalna i konkurencyjna. Skoro jest produkowana na miejscu, to dzięki niej możemy zmniejszyć naszą zależność od paliw kopalnych, które zawsze będą pochodzić głównie z zagranicy. Energia wiatrowa – zarówno w perspektywie krótko-, jak i długoterminowej – jest zdecydowanie najlepszym rozwiązaniem na niezależność energetyczną.

A co z produkcją turbin wiatrowych? W Polsce często pojawia się krytyka, że turbiny, ich komponenty lub technologia nie powstają lokalnie – nie są tak naprawdę własnej produkcji – ale pochodzą z miejsc takich jak Chiny.

Łańcuch dostaw jest oczywiście globalnie zdywersyfikowany. Jednocześnie turbiny są także produkowane w Europie, na miejscu również istnieje silny łańcuch wartości, a w sektorze pracuje 440 tys. Europejczyków. Miejsca pracy, pomysły, wartość intelektualna i know-how są tutaj, we Wspólnocie. Zajmujemy w tym sektorze silną pozycję i musimy ją utrzymać.

Globalnie zdywersyfikowany łańcuch dostaw i produkcja w Europie to dwie różne sprawy. To technologia, która jest tworzona także tutaj i obsługiwana z europejskich centrali. Można ją więc nazywać technologią „domowej produkcji”, a przemysł ten ma silną pozycję w Europie.

Jaka jest Pani opinia na temat roli energetyki wiatrowej w Polsce? Czy powinna ona stanowić jedno z głównych źródeł energii, czy też należy postawić na coś innego?

Zdecydowanie tak – OZE są bez wątpienia odpowiednim źródłem energii dla każdego kraju. Jako organizacja WindEurope przeprowadziliśmy badanie dotyczące kosztów różnych systemów energetycznych. Porównaliśmy kilka scenariuszy: scenariusz oparty na odnawialnych źródłach energii, scenariusz oparty na energii jądrowej, scenariusz oparty na wodorze oraz scenariusz „business as usual”. Spośród tych scenariuszy ten bazujący na odnawialnych źródłach energii okazał się najtańszy – uwzględniając także konieczne inwestycje w sieci energetyczne i magazyny energii, a nie tylko wytwarzanie i inwestycji w nowe moce wytwórcze.

Moim zdaniem byłby to odpowiedni i osiągalny scenariusz również dla Polski. Polska już teraz jest jednym z czołowych europejskich inwestorów w morskie farmy wiatrowe i staje się liderem w basenie Morza Bałtyckiego. Jest to również duży kraj, więc można podjąć działania na rzecz zwiększenia mocy onshore. Nie ma absolutnie żadnego powodu, aby tego nie robić – byłoby to korzystne zarówno dla obywateli Polski, jak i dla przedsiębiorstw oraz przemysłu.

Reklama

Jak postrzega Pani rolę Polski w europejskim sektorze morskiej energetyki wiatrowej?

Polska jest wschodzącym liderem w sektorze morskiej energetyki wiatrowej i niedługo może również wspierać inne kraje w produkcji turbin, tak jak miało to miejsce w Belgii. Najpierw instaluje się turbiny na własny użytek, a następnie powstaje cały łańcuch dostaw, powstają miejsca pracy i zwiększają się moce produkcyjne, aż wreszcie krajowe firmy mogą wkroczyć na rynki zagraniczne. A moce produkcyjne są już obecne w Polsce – w Gdańsku i Szczecinie istnieją klastry offshore (Pomorska Platforma Rozwoju Morskiej Energetyki Wiatrowej i Klaster Offshore Wind) – proces ten już się dzieje i będzie tylko dalej postępował.

Polska ma szansę stać się siłą napędową współpracy regionalnej w rejonie Morza Bałtyckiego. Tak jak kraje basenu Morza Północnego rozwijające morskie farmy wiatrowe spotykają się w ramach North Seas Energy Cooperation, tak państwa znad Bałtyku w przyszłości mogą nawiązać podobną współpracę. Rolą Polski może być zainicjowanie tego procesu.

Jakie wnioski Polska mogłaby wyciągnąć z transformacji energetycznej w Belgii?

Nasze kraje bardzo się od siebie różnią, co nie znaczy, że nie mogą wyciągnąć dla siebie lekcji. Belgia jest krajem znacznie mniejszym pod względem powierzchni, bardzo gęsto zaludnionym i strategicznie położonym. Łączy nas oczywiście dostęp do morza, a w obu krajach obecny jest przemysł energochłonny.

Pierwszą kwestią jest rozwój onshore. Jeśli tak mały i gęsto zaludniony kraj jak Belgia był w stanie rozwinąć lądowe farmy wiatrowe, Polska prawodpodobnie również może ( 385 mieszkańców na km² w porównaniu z 120 mieszkańcami na km²). W tym celu moim zdaniem warto zrewidować przepisy ustawy odległościową dla lądowej energetyki wiatrowej.

Drugą – współpraca regionalna. Pamiętam konferencję państw bałtyckich w Wilnie, w której uczestniczyłam w 2024 roku podczas belgijskiej prezydencji w UE. Jednym z tematów była współpraca państw regionu Morza Bałtyckiego, wzorowana na współpracy w regionie Morza Północnego. Aby taka współpraca regionalna mogła zaistnieć, potrzebny jest kraj, który stanie się siłą napędową. Ktoś, kto powie: „okej, jestem gotów przejąć inicjatywę” – zazwyczaj jest to kraj, który już jest liderem regionalnym w sektorze. Myślę, że dziś można śmiało powiedzieć, że to Polska przoduje w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej na Bałtyku.

Trzecią kwestią jest łańcuch dostaw. W Belgii odnieśliśmy ogromne korzyści dzięki wczesnej i ambitnej polityce w zakresie energii odnawialnej, zwłaszcza w dziedzinie morskiej energetyki wiatrowej. Zauważyliśmy, że łańcuch dostaw podąża za inwestycjami w źródła wytwórcze. Przemysł szybko rozwinął się w porcie w Ostendzie. Firmy działają również w mniejszych miastach – na przykład ZF Wind Power, która produkuje przekładnie i układy napędowe do turbin wiatrowych w Lommel. W Belgii funkcjonuje także wiele firm konsultingowych, oferujących na przykład certyfikaty bezpieczeństwa wymagane do pracy w sektorze offshore. Jest też firma Jan de Nul, która instaluje morskie farmy wiatrowe na całym świecie, a także kilka firm, które wcześniej zajmowały się budową statków, jak firma Equans, a obecnie produkują podstacje dla offshore.

Polityka energetyczna musi być nie tylko ambitna, ale także spójna. Dzięki temu możliwe będzie organizowanie aukcji na projekty o dużej mocy, które pozwolą na dodanie znacznej liczby gigawatów, jednocześnie ograniczając ryzyko dzięki wykorzystaniu umów CFD (kontraktów różnicowych, ang. Contract for Difference), tak jak to ostatnio uczyniła Polska. Zapewni to rozwój łańcucha dostaw, a dalsze organizowanie aukcji tylko to wzmocni. To moje wnioski z belgijskiej transformacji energetycznej, które moim zdaniem Polska może zastosować w swojej sytuacji.

Reklama

Jak powszechny jest problem dezinformacji na temat energii odnawialnej w innych państwach europejskich? W Polsce problem jest ogromny.

Myślę, że można śmiało powiedzieć, że niemal w całej Europie obserwujemy polaryzację wokół kwestii energii. Niektóre kraje stają się celem dezinformacji i misinformacji w większym stopniu niż inne. Weźmy na przykład Łotwę – jest ona jedną z głównych ofiar dezinformacji i fałszywych informacji. Obserwujemy jednak również wzrost liczby wypowiedzi krytycznych wobec energetyki wiatrowej oraz fałszywych twierdzeń w Hiszpanii, Polsce i innych krajach.

Bardzo ważne jest, abyśmy nie odpuszczali: z jednej strony korygując dezinformację i fałszywe informacje, ujawniając ich prawdziwy charakter i przeciwstawiając im twarde fakty. Z drugiej strony, musimy nieustannie prowadzić dialog z lokalnymi społecznościami, pokazując, jakie korzyści mogą one czerpać z farm wiatrowych, tak, aby były one zaangażowane w ten proces.

Dezinformacja i misinformacja to kwestie, nad którymi intensywnie pracujemy w ramach WindEurope. Przygotowujemy raport dotyczący tego konkretnego problemu, który zaprezentujemy podczas naszej corocznej konferencji w Madrycie w dniach 21–23 kwietnia.

Reklama
Reklama