Reklama
  • KOMENTARZ
  • W CENTRUM UWAGI

Energetyka kościelna według PiS. „Węgiel jest darem dla Polski od Boga”

Podczas weekendowej konferencji energetycznej PiS w Warszawie padły słowa, które trudno uznać za zwykły głos w sporze o polską energetykę. Profesor Zbigniew Krysiak mówił o węglu jako „czarnym złocie i darze dla Polski od Boga”, przywołał Jana Pawła II, a debatę o surowcach i transformacji próbował wynieść ponad poziom polityki oraz gospodarki. Czy energetyka przestała być kwestią interesu państwa, a staje się kolejnym polem walki o wartości, tożsamość i duszę narodu?

Autor. Envato / Image-Source

Węgiel w służbie wyższej racji

Za nami konferencja „Myśląc Polska. Alternatywa 2.0”, podczas której występowali m.in. Jacek Sasin i Daniel Obajtek. Zaraz po nich głos zabrał prof. SGH Zbigniew Krysiak, przewodniczący Rady Programowej Instytutu Myśli Schumana, który na początku stwierdził, że „kryzysy mają swoje cykle, ale obecnie się nasilają i są coraz poważniejsze w skutkach”. Z tak postawioną tezą trudno się nie zgodzić, bo gdy prześledzi się historię choćby kryzysów energetycznych, widać wyraźnie, że powracają one pod wpływem napięć geopolitycznych. Nie jest to więc szczególnie odkrywcza diagnoza, ale raczej dość oczywisty punkt wyjścia do dalszej dyskusji.

YouTube cover video

Jednak właśnie w tym miejscu zaczyna się bardziej problematyczna część tej wypowiedzi, bo odpowiedź na kryzysy w ujęciu Krysiaka okazuje się zaskakująco prosta i zgodna z obecną narracją PiS. Polska powinna sięgnąć po własne zasoby, a przede wszystkim po węgiel, który według niego nie jest jedynie paliwem, lecz czymś znacznie większym. I właśnie tu pojawia się uzasadnienie wykraczające daleko poza kwestie energetyczne. „Węgiel jest czarnym złotem i darem dla Polski od Boga” – po tych słowach na sali rozbrzmiały brawa. „Ale też człowiek jest potrzebny. Natura, gdyby chciała, sama by przekopała, ale Pan Bóg komputera nie stworzył, dał mandat człowiekowi, jak to mówił Jan Paweł II” – dodał Krysiak, tłumacząc, że natura sama niczego nie wykopie.

Później padły jeszcze mocniejsze słowa, bo wydobycie węgla zostało przez niego sprowadzone już do kwestii moralnej.

I nie można zakopać tego talentu aż do końca, bo przyjdzie Pan i powie: »dlaczego zamykasz kopalnie? Nie wyczerpałeś tego złota.
Prof. Zbigniew Krysiak

Trudno przejść obok takiej wypowiedzi obojętnie, bo właśnie w tym momencie spór ten wyraźnie przestaje mieścić się w granicach zwykłej publicystyki politycznej. W takim ujęciu zamykanie kopalń nie jest już decyzją gospodarczą ani strategiczną, lecz zostaje sprowadzone do zaniechania wobec daru, który miał zostać Polsce powierzony. To zaś oznacza przekroczenie istotnej granicy, bo język analizy energetycznej ustępuje tu miejsca językowi emocjonalnej presji i moralnego nacisku.

Profesor Zbigniew Krysiak
Profesor Zbigniew Krysiak
Autor. youtube.com / Prawo i Sprawiedliwość

Tym bardziej że takie odwołania do Kościoła stoją dziś w wyraźnym napięciu z tym, co sam Kościół mówił o środowisku i klimacie. W tym miejscu warto przypomnieć, że już w 1990 roku wspomniany przez Krysiaka Jan Paweł II ostrzegał, iż efekt cieplarniany osiągnął krytyczne rozmiary wskutek rozwoju przemysłu, wielkich aglomeracji i rosnącego zużycia energii. Mówił też wprost, że spalanie kopalin, emisje przemysłowe i niekontrolowana wycinka lasów niszczą atmosferę, a kryzys ekologiczny jest problemem moralnym. Trudno więc nie zauważyć, że przywoływanie papieża do obrony spalania węgla pomija tę część jego nauczania, która dla dzisiejszej debaty klimatycznej byłaby wyjątkowo istotna. To wszystko dzieje się w chwili, gdy sam Watykan idzie w zupełnie innym kierunku. Stolica Apostolska od miesięcy mówi o neutralności klimatycznej i rozwija własne projekty oparte na energii słonecznej. W Santa Maria di Galeria ma powstać duża instalacja fotowoltaiczna, a papieska wizja „ekologii integralnej” zakłada ograniczanie emisji i budowę infrastruktury o możliwie zerowym wpływie na środowisko.

Reklama

Istotnym problemem nie jest już sama wypowiedź prof. Krysiaka, lecz znacznie szerszy mechanizm obecny w polskiej polityce od dziesięcioleci. Gdy Kościół zostaje wciągnięty w bieżący spór polityczny, bardzo szybko pojawiają się kolejne linie podziału. Tak działo się już wcześniej w kwestiach światopoglądowych, gdzie obecność Kościoła nie łagodziła napięć, lecz często je pogłębiała i utrwalała. W rezultacie zamiast budować wspólną platformę rozmowy, tworzył się następny front konfliktu, na którym obie strony jeszcze silniej utwierdzały się w swoich stanowiskach.

Kolejna polska kość niezgody

Czy dziś podobny mechanizm może zostać przeniesiony na energetykę? To byłoby zjawisko niebezpieczne, bo polityka energetyczna powinna opierać się na rachunku ekonomicznym, bezpieczeństwie systemu, kosztach dla odbiorców i realistycznej ocenie technologii. Jeśli jednak zacznie być opisywana jako pole moralnej próby, w której wydobycie węgla staje się niemal obowiązkiem wobec Boga, a odejście od niego jest oznaką cywilizacyjnej zdrady, wtedy trudno mówić o racjonalnej rozmowie. Wówczas każda decyzja przestaje być decyzją techniczną lub strategiczną, a zaczyna być deklaracją tożsamościową. Taki język trafia szczególnie do najtwardszego elektoratu, który nie musi śledzić danych, kosztów i bilansów systemowych, bo wystarczy mu sygnał, kto stoi po właściwej stronie sporu. Gdy wcześniej słyszał hasła o „OZE-sroze” i „szarlataństwie fotowoltaiki”, nie musi sprawdzać, jak działają panele, magazyny czy taryfy. Wystarczyło, że dostawał prosty komunikat, po której stronie należy stanąć.

To właśnie ten element wydaje się tu najistotniejszy, bo w całej dyskusji nie chodzi już wyłącznie o obronę węgla, krytykę unijnej polityki klimatycznej czy kolejną próbę ustawienia energetyki w kontrze do Brukseli. Stawką jest coś więcej.

W momencie, gdy polityk lub ekspert zaczyna ubierać decyzje dotyczące miksu energetycznego w język religii, sumienia i odpowiedzialności przed Bogiem, przestaje to być zwykła dyskusja o kosztach i bezpieczeństwie dostaw, a zaczyna się próba moralnego ustawienia sporu, w którym jedna strona ma rację nie dlatego, że lepiej liczy, lecz dlatego, że rzekomo stoi bliżej wyższej prawdy.
Reklama

Między polityką a moralnym nakazem

W dalszej części wystąpienia Krysiak przeszedł do dobrze znanego repertuaru polityczno-energetycznych zarzutów. Nie zabrakło uderzeń w stronę Niemiec, Brukseli i unijnej polityki klimatycznej. W jego ujęciu środki z systemu ETS mają dziś służyć nie tyle transformacji państw unijnych, ile wzmacnianiu centralizacji i transferowi pieniędzy do Brukseli. Przekonywał również, że Polska ponosi ogromne koszty związane z mocą bierną, a konsumenci OZE powinni być obciążani kosztami procesów inwestycyjnych. Padły też znane sugestie, że „tak robią, tak kombinują, aby wszystko trafiało do Niemców”.

Tego rodzaju argumenty przestają już jednak robić większe wrażenie, bo po latach słuchania tych samych tez i kolejnych zapowiedzi wyjścia z systemu ETS i ETS2 coraz bardziej przypominają one wyborczą kalkę, która szybko zderza się z rzeczywistością i prostym pytaniem o to, w jaki sposób Polska miałaby faktycznie z tych mechanizmów wyjść. Całość swojego przemówienia prof. Krysiak spiął klamrą patriotyczno-religijną. Mówił, że suwerenność to patriotyzm, a patriotyzm daje wolność. Cytował Schumana i ostrzegał przed tymi, którzy chcą uśpić narody fałszywym poczuciem bezpieczeństwa, a ostatecznie zgasić życie religijne w krajach i ludziach.

Nie da się jednak budować nowoczesnego miksu energetycznego na podstawie sugestii, że sumienie i wiara mają rozstrzygać o tym, które technologie są dobre, a które złe. Nie da się też prowadzić spokojnej debaty o atomie, węglu, OZE i kosztach transformacji, jeśli jedna ze stron próbuje nadać swoim tezom rangę religijnego obowiązku. Jest to tym bardziej uderzające, że kwestia wiary i własnego sumienia należy do najbardziej prywatnych i intymnych spraw człowieka, dlatego nie powinna być wykorzystywana jako narzędzie politycznego sporu. Na tym etapie może się to jeszcze wydawać czymś błahym albo łatwym do zbagatelizowania, jednak nie ma pewności, czy w bezwzględnej drodze po władzę nie jest właśnie otwierana kolejna płaszczyzna konfliktu, w której węgiel przestaje być zwykłym surowcem, a staje się częścią narodowego dorobku, którego porzucenie urasta do rangi duchowej i politycznej zdrady.

Reklama

Zobacz również

Reklama