Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Redaktora Jankowskiego narodu wzburzanie. Jak nie rozmawiać o energetyce?

A daj Pan spokój z tą pompą ciepła. Zapłaciłem za styczeń 2,5 tysiąca złotych – wykrzykiwał w programie na antenie Polsat News Grzegorz Jankowski w rozmowie z prezesem Fundacji Instrat Michałem Hetmańskim. A potem było już tylko gorzej.

Obraz Jacka Malczewskiego "Ojczyzna".
Obraz Jacka Malczewskiego "Ojczyzna".
Autor. Wikimedia Commons

W mediach społecznościowych rozlał się fragment rozmowy red. Jankowskiego z Hetmańskim, w trakcie której dziennikarz Polsatu przyznaje, że zainstalował w nowym domu pompę ciepła, a następnie jego rachunek w styczniu wyniósł 2,5 tysiąca złotych. Prezes Instratu prosi Jankowskiego o pokazanie tego  rachunku, aby przeanalizować, dlaczego był tak wysoki, na co redaktor zaczyna krzyczeć: „Jaki rachunek Pan chce? BO NIE WYDAŁEM MILIONA ZŁOTYCH NA DOCIEPLENIE. Tak, bo nie miałem kasy, żeby wstawić sobie nowe okna. Bo może wy macie te pieniądze”. Nie obyło się też o zasugerowaniu, że zarobki Michała Hetmańskiego pochodzą „z Brukseli”.

Ręce w ruch

Mogłyby mi ręce opaść i mogłabym ich już nie zbierać z podłogi, ale napiszę o tym wydarzeniu. Nie dlatego, że mnie pan red. Jankowski oburza – wręcz dlatego, że już nie ma mnie co oburzać.

Jak my rozmawiamy o energetyce? O rachunkach za prąd? O transformacji? O nauce nawet? Jeżeli w znanej i szanowanej telewizji redaktor serwisu informacyjno-komentatorskiego zaczyna krzyczeć i wyzywać gościa po zadaniu pytania o rachunek, to jak mamy odnaleźć konsensus polityczny w kwestiach energetycznych? Jeżeli energetyka w Polsce stała się narzędziem walki dwóch stron polityki, które ostatecznie wcale aż tak się od siebie się nie różnią?

I my też – widzowie – od razu obieramy strony. Tyle tylko, że tu powinna być jedna strona. Co jakiś czas słychać przecież postulaty wyłączenia energetyki z polityki – potraktowania jej jako sprawy na tyle ważnej państwowo, że spory o „OZE-sroze” powinny zniknąć z przestrzeni publicznej.

To stawianie energetyki w centrum wojenki niby to ideologicznej między bliźniaczo podobnymi partiami szkodzi tylko obywatelom. Energetyka jest podstawowym zabezpieczeniem, jakie musi mieć państwo tak na wypadek konfliktu zbrojnego, jak i kryzysu gospodarczego na drugim końcu świata.

Niezwykle łatwo jest manipulować jej odbiorem, powtarzać mity o opłacanych przez Brukselę analitykach jak Hetmański, bo przyjemnie jest komuś coś zarzucić, już trudniej udowodnić. A jeśli łatwo jest manipulować, to, oczywiście – można to robić nie tylko w polskiej telewizji, ale i poprzez obcy wywiad.

Reklama

Energetyczne oszustwo

A tak krótko i na temat: jeśli powtarzamy w kółko to samo o swoich monstrualnych rachunkach za prąd, to czy taka analiza ze strony szefa think-tanku energetycznego nie pomogłaby i nam, jako redaktorom, i widzom, którzy być może również szukają rozwiązania?

Ale jeśli naszym zamiarem jest tylko wzburzanie oglądających, by czekali na większy przypływ uzależniającej adrenaliny w czasie naszego programu, no to jasne, lepiej jest kogoś zwyzywać. Szczególnie jeśli samemu doskonale się rozumie mechanizmy, jakie rządzą ludzkimi emocjami i zna tematy, które zapalają u wielu czerwoną lampkę.

A moglibyśmy spróbować inaczej. Moglibyśmy przeprowadzić eksperyment: pokazać ten legendarny rachunek, albo np. – jeśli nie chcemy pokazywać swojego – to może widza, który płaci bardzo dużo? Przeanalizować jego sytuację z takim gościem jak Hetmański na antenie? Spróbować coś zbudować, zamiast krzyczeć, byleby krzyczeć.

Energetyka nie zatrzyma się w miejscu dlatego, że my tego chcemy. Możemy pracować z tym, co mamy, możemy się spierać, a nawet zmieniać zdanie (!), ale rozmowa na zasadzie „co mi Pan tu wciska” prowadzi donikąd.

W lipcu ubiegłego roku opublikowaliśmy na E24 tekstCała Europa się zdekarbonizowała, poza Polską”. Była to rozmowa z drem Jakubem Sokołowskim z Instytutu Badań Strukturalnych, w której na podstawie raportu „Społeczny Fundusz Klimatyczny: Jak chronić gospodarstwa domowe przed wzrostem cen energii?” wyjaśniał on, w jaki sposób państwo mogłoby uchronić przede wszystkim najbiedniejszych przed możliwymi skutkami wprowadzenia EU ETS 2.

Padło tam również pytanie o coś, co wybrzmiało częściowo w wypowiedzi redaktora Jankowskiego: „czy osoby, które zainwestowały w ogrzewanie gazowe zostały oszukane?”. Przez wiele lat przecież inwestycja w gaz (zamiast węgla) była promowana jako bardziej ekologiczne rozwiązania. Wiele osób – tych, które mogły sobie na to pozwolić – zmieniło więc źródło ogrzewania na gazowe. System handlu emisjami EU ETS 2 prawdopodobnie uderzy głównie w gospodarstwa nadal ogrzewane węglem, choć gaz także może stanowić problem. Sokołowski tłumaczył jednak w odniesieniu do EU ETS 2: „Nie ma oddzielnej ceny dla węgla i dla gazu w teorii, ale w praktyce jest. W praktyce węgiel będzie stawał się dużo droższy, a gaz nie”.

Jak teraz dotrzeć do osób, które wymieniły te piece, z wiadomością, że to nie było planowane, to nie było oszustwo?  To jest pewnie pytanie do samych polityków, co z tym faktem zrobić” – dodał ekonomista. I to jest chyba taka podstawa w tych wszystkich sporach – sprawna komunikacja. A to oszustwo właśnie, różnego rodzaju, tak często wybrzmiewa w naszych debatach i wywołuje emocje.

Reklama

Pomimo zmieniających się rządów, zarówno PiS, jak i KO obierają ścieżkę transformacji – w której duże sukcesy osiągnęło właśnie Prawo i Sprawiedliwość. Pomimo tego, że te dwie partie wzajemnie zarzucają sobie wszystko, co tylko by można było sobie zarzucić, interes gospodarczy oraz kwestie bezpieczeństwa są jasno powiązane z koniecznością zmian w systemie elektroenergetycznym. Jest to zrozumiałe, kiedy jest się u władzy, a magicznie staje się niejasne, gdy się od niej odchodzi. Ze szkodą dla obywateli.

Reklama