Reklama

Analizy i komentarze

Elektryczny Mustang w ogniu. Straż narzeka na „brak testów” [KOMENTARZ]

Autor. Facebook.com / KM PSP Gdańsk

Wczoraj na ulicy Hallera w Gdańsku doszło do pożaru elektrycznego Forda Mustanga Mach-E. Dramatyzmu dodawał fakt, iż samochód był zaparkowany na stacji paliw. Rzecznik PSP w Gdańsku w rozmowie z serwisem Energetyka24.com tłumaczy, że wraz z postępującą elektromobilnością, producenci przegapili pewne standardy przeciwpożarowe.

Reklama

Komenda Miejska Państwowej Straży Pożarnej w Gdańsku poinformowała za pomocą mediów społecznościowych, że wczoraj po godzinie 16:00 otrzymała zgłoszenie dotyczące pożaru samochodu elektrycznego, który zaparkowany był niedaleko stacji paliw na ulicy Hallera. Ogień rozwinął się w obrębie baterii. Rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej PSP w Gdańsku, bryg. Łukasz Płusa, przekazał, że strażacy natychmiast dotarli na miejsce i rozpoczęli zabezpieczanie zdarzenia, a cała akcja zakończyła się ok. godzi. 21:30.

Reklama
Reklama

Rzecznik tłumaczy, że z dokumentacji fotograficznej nie wynikało, aby istniało zagrożenie pożarem pobliskiej stacji paliw. Jak podkreśla, każdy z tego typu obiektów posiada liczne systemy zabezpieczeń oraz określone przez operatorów specjalne procedury na wypadek zajścia tego, jak i innych niebezpiecznych zdarzeń, niekoniecznie związanych z pożarem samochodu.

W rozmowie Płusa zwrócił uwagę na bardzo istotny fakt. Stwierdził, że wprowadzenie samochodów elektrycznych na rynek wyprzedziło pewne standardy zabezpieczeń przeciwpożarowych obowiązujące w sektorze motoryzacyjnym. „To coś nowego. Proces elektryfikacji rozwinął się szybko i zaczęliśmy go promować. Niestety, wydawać się może, że w kontekście zabezpieczeń przeciwpożarowych coś nam umknęło" – powiedział. Jak dodał, zarówno Państwowa Straż Pożarna, jak i producenci aut elektrycznych nie przeprowadzili dostatecznych testów dotyczących sposobów, jak szybko może dojść do zapłonu i jak taki pożar może się rozwinąć w przypadku wystąpienia pewnych czynników.

Czytaj też

Rzecznik PSP ujawnił, że dopiero w tym roku w Gdańsku, jeden z wiodących importerów samochodów elektrycznych we współpracy z służbą pożarniczą przeprowadził szkolenie techniczne z samochodów elektrycznych różnych marek - zarówno europejskich, amerykańskich, jak i chińskich. W trwającym trzy dni ćwiczeniach uczestniczyły trzy zmiany służbowe, w których łącznie wzięło udział ok. 50 strażaków. Dzięki temu mieli oni okazję poznać dokładne działanie takiego pojazdu oraz zapoznać się z tajnikami konstrukcyjnymi, jak np. miejsce bezpieczników odcinających zasilanie, aby w przypadku akcji gaśniczej wiedzieć podjąć najlepsze działania. „To dla nas bezcenna nauka" – mówi Płusa. Choć w sieci dostępna jest tzw. „karta ratownicza", to jednak nie ma nic lepszego niż praktyczne i bezpośrednie doświadczenie, jak gasić taki samochód oraz gdzie znajdują się kluczowe jego elementy.

Mimo nieocenionej wiedzy zdobywanej podczas takich ćwiczeń, do tej pory żaden producent samochodów nie podjął inicjatywy przekazania nawet jednego pojazdu w celach szkoleniowych, umożliwiając strażakom praktyczne zapoznanie się z procedurami gaśniczymi dotyczącymi tego rodzaju auta. Jak tłumaczy Łukasz Płusa, takie szkolenie nierozerwalnie wiąże się z nieuniknionym zniszczeniem samochodu w wyniku działań ćwiczeniowych.

Czytaj też

W przyszłości konieczne będzie ponowne wykonanie takiego szkolenia technicznego, co wiąże się z pewnymi ograniczeniami ze strony importerów, ponieważ dysponują oni ograniczoną liczbą wykwalifikowanej kadry zdolnej do przeprowadzenia takich ćwiczeń oraz niewystarczającą liczbą pojazdów, które można by przekazać do celów szkoleniowych.

„W przypadku samochodów elektrycznych nie posiadamy jeszcze tak dużego doświadczenia, a ich szybkie wprowadzenie na rynek bez przeprowadzenia niezbędnych procedur przeciwpożarowych wydawać się może nieprzemyślane" tłumaczy Płusa. „Teraz musimy odrobić tę lekcję i postarać się działać szybko, aby chronić mieszkańców. Naszym celem jest skrócenie czasu interwencji do minimum, aby zapewnić im bezpieczeństwo" – dodał.

W trakcie rozmowy bryg. Łukasz Płusa został spytany również o potencjalne ryzyko, które niesie ze sobą gaszenie pojazdów elektrycznych. Jak stwierdził, rola strażaków nie obejmuje pierwszej fazy pożaru, czyli zwarcia lub zapłonu. Ich obowiązki zaczynają się dopiero w kolejnej fazie, kiedy przybywają na miejsce zdarzenia. Podkreślił, że ryzyko zawsze istnieje, jednak są pewne procedury, które wyjaśniają, co należy zrobić przed podjęciem działań związanych z samochodem eklektycznym. Zaktualizowane zasady można znaleźć w zatwierdzonych niedawno „Standardowych zasadach postępowania podczas zdarzeń z samochodami z napędem elektrycznym i hybrydowym" opracowanych przez zespół zadaniowy powołany przez Komendanta Głównego Państwowej Straży Pożarnej.

Reklama

Komentarze

    Reklama