Wywiady

Jak się gasi auta elektryczne? Straż Pożarna: jesteśmy na to gotowi [WYWIAD]

Fot. Jan Kalab/Flickr

Do pożarów aut elektrycznych używa się zwykłych urządzeń gaśniczych i wody. Samo gaszenie nie różni się niczym od gaszenia samochodu spalinowego - komentuje rzecznik prasowy komendanta głównego Państwowej Straży Pożarnej.

Jakub Wiech: Jak często płoną samochody elektryczne?

Rzecznik prasowy komendanta głównego PSP, bryg. mgr inż. Karol Kierzkowski: W całym 2022 roku mieliśmy łącznie ponad 8700 interwencji w sprawie płonących samochodów o różnym napędzie. Niestety nie prowadzimy dokładnej statystyki dotyczącej tego, jaki silnik był zainstalowany w gaszonym pojeździe, ale możemy szacować, że to nie więcej niż kilkanaście tego typu pożarów. To są pojedyncze przypadki.

A czy straż jest na nie gotowa?

Tak, przygotowaliśmy się do tego, tak samo, jak przygotowaliśmy się na przykład na pożary instalacji fotowoltaicznych, które także są pewną nowością technologiczną w Polsce. Jeśli zaś chodzi o samochody elektryczne, to przygotowaliśmy procedurę ich gaszenia, którą oparliśmy o badania przeprowadzone wspólnie z producentami aut i organizacjami pozarządowymi. Strażacy wiedzą, jak sobie z tym radzić, nie jest to nic, co sprawia nam problemy. pożary samochodów elektrycznych jest to zjawisko nowe, cały czas dość rzadkie, choć szeroko kolportowane przez media, niemniej dla nas nie stanowi specjalnego wyzwania – choć trzeba pamiętać, że każda tego typy sytuacja, obojętnie czy dotyczy pojazdu, domu czy lasu, sprawia pewne zagrożenie. Musieliśmy po prostu zbadać i rozpoznać tę technologię.

Jak odbywa się zatem gaszenie płonącego elektryka?

Auta elektryczne gasimy po prostu wodą, odpowiednio zabezpieczeni i z odpowiedniej odległości. Mamy jasne wskazówki, jak rozpoznać takie pojazdy, jakie są charakterystyczne jego elementy. Warto wspomnieć, że do sprawy bardzo profesjonalnie podeszli producenci aut, którzy zadbali o bezpieczeństwo ekip gaśniczych i w swoich produktach wskazują miejsca, gdzie znajduje się odcięcie napięcia elektrycznego, które w autach elektrycznych może sięgać nawet 400V – dzięki takim ułatwieniom wystarczy wyciągnąć wyłącznik awaryjny wysokiego napięcia, by zasilanie z ogniw odciąć. Co ciekawe, jeden z producentów wymyślił też wejście dla węża gaśniczego do komory baterii, co umożliwia zalanie ogniw i zabezpieczenie sytuacji.

A jeśli chodzi o sprzęt – czy gaszenie elektryka wymaga jakichś wyspecjalizowanych narzędzi?

To jeden z mitów, który można teraz obalić. Do pożarów aut elektrycznych używa się zwykłych urządzeń gaśniczych i wody. Po akcji ekipa potrzebuje tylko kamery termowizyjnej lub pirometru do obserwacji samochodu, żeby wykryć, czy jego elementy się nie nagrzewają. Taką obserwację – według procedury – należy prowadzić nawet przez 24 godziny.

Czy taka akcja gaśnicza różni się jakoś od gaszenia samochodu spalinowego?

Co najwyżej rozpoznaniem, które trwa kilkanaście sekund. Identyfikujemy wtedy charakterystyczne dla aut elektrycznych cechy i w oparciu o to dokonujemy wyboru procedury, która uwzględnia m. in. ryzyko porażenia prądem. Na szczęście samochody elektryczne łatwo rozpoznać. A samo gaszenie nie różni się niczym od gaszenia samochodu spalinowego.

Długo się gasi płonącą baterię?

Można powiedzieć, że zużywa się w takich sytuacjach dużo więcej wody, proces jej chłodzenia jest dość długi. Przy samochodach spalinowych zużywamy 1-2 metry sześcienne wody. W autach elektrycznych zużywamy nawet kilkanaście metrów sześciennych – w zależności od czasu gaszenia.

Da się to jakoś skrócić?

Mamy na wyposażeniu kontenery, w których można – za pomocą wyciągarki – taki płonący samochód zatopić. Pracujemy nad nowymi generacjami takich urządzeń, badając możliwości zastąpienia cieczy gazem – na przykład azotem, który jest neutralny dla środowiska.

A co z pożarami w takich miejscach, jak garaże czy parkingi podziemne?

To zdecydowanie najtrudniejszy scenariusz. W takich miejscach powstaje bardzo dużo dymu, co niezwykle utrudnia akcję. Opiniowaliśmy przepis prawny z ustawy o elektromobilności, który mówi, że w garażach czy parkingach przyłącza do ładowania samochodów elektrycznych muszą być wykonane w odpowiedniej klasie, z podwyższonymi normami. Natomiast sama akcja gaśnicza jest bardzo trudna – obojętnie od tego, czy wywołało je auto elektryczne czy spalinowe. Często bardzo dużo czasu zajmuje zlokalizowanie źródła pożaru, bo na miejscu jest tak ciemno, że po prostu nic nie widać, a sama przestrzeń garażu czy parkingu jest dość duża. Dodatkowo w pierwszej kolejności strażacy koncentrują się na poszukiwaniu ludzi, którzy mogli w takich warunkach stracić przytomność. Niemniej, Straż Pożarna szkoli się do takich działań – każda jednostka jest gotowa, żeby nieść pomoc w takich przypadkach. Elektromobilność nas nie przeraża.

Dziękuję za rozmowę.

Komentarze