Czeka nas europejski protest klimatycznych żółtych kamizelek? [ANALIZA]

17 lipca 2021, 16:15
yellow-vests-3854259_1920(1)
Fot. Pixabay

Zaproponowany przez Komisję Europejską pakiet Fit for 55 może uderzyć bardzo mocno w kieszenie najbiedniejszych Europejczyków. To z pewnością zrodzi bunt. Czy Bruksela jest gotowa na taką reakcję?

Cena neutralności

8 złotych za litr benzyny, dodatkowe sto złotych na każdej tonie węgla – takie ceny paliw mogą pojawić się po wprowadzeniu rozwiązań z pakietu Fit for 55, ostrzega dziennik „Rzeczpospolita”. Ma to być efekt zmiany dyrektywy dotyczącej opodatkowania wyrobów energetycznych. „Niektóre propozycje pakietu Fit for 55 należy ocenić pozytywnie (…), ale reszta to głównie proszenie wszystkich obywateli, by ponownie opłacili istnienie przemysłu opartego na paliwach kopalnych” - pisze EEB, organizacja zrzeszająca grupy aktywistów w Europie w tekście zatytułowanym „Fit for 55 nie jest ani fit, ani fair”. „Zwiększona opłaty węglowe odbiją się na Europejczykach. Wprowadzenie nowego systemu handlu emisjami dla ciepłownictwa i transportu drogowego bezpośrednio zwiększy rachunki konsumenckie, wyższe ceny pozwoleń za emisję w obecnych sektorach ETS podniosą opłaty za elektryczność, z kolei mechanizm CBAM zwiększy koszty importu (…). Może to łatwo wykoleić główne postulaty pakietu Fit for 55” – wskazuje na łamach Euracitv Georg Zachmann z think tanku Bruegel, dodając, że Unia Europejska rozpoczyna partię szachów 3D - musi podzielić ciężary pomiędzy 450 milionów obywateli, 25 milionów przedsiębiorstw oraz 27 państw członkowskich, zaznaczając, że środki są ograniczone i muszą być efektywnie alokowane, by kompensować nierówności. „Główna idea (…) sprowadza się do wymuszenia radykalnego wzrostu cen wszystkiego, co przeciętni obywatele używają lub konsumują, a towarzyszy temu emisja CO2 lub innych gazów cieplarnianych. Aż na koniec obywatelowi zostanie pozostawiony wybór, czy wyda zarobione pieniądze na luksusy (bo takimi staną się dobra powiązane z dwutlenkiem węgla), czy na jedzenie, leki i opłaty. Łącznie na jedno i drugie nie będzie go już stać” - twierdzi Andrzej Krajewski, komentator Dziennika Gazety Prawnej.

Ze wszystkich powyższych komentarzy wysuwa się jeden, fundamentalny wniosek: wszyscy Europejczycy zapłacą za wepchnięcie unijnej gospodarki na drogę do neutralności klimatycznej, ale koszty nie będą rozłożone po równo. Najboleśniej zmiany te odczują – jak zwykle – najubożsi.

Zielony walec

Komisja – proponując te wszystkie rozwiązania – sygnalizowała, że widzi problem w kwestii przerzucania kosztów na społeczeństwo i możliwość zwiększenia ubóstwa energetycznego. Na walkę z tymi problemami pochodzić mają środki z nowego systemu handlu emisjami (dla transportu i budownictwa). Dodatkowym narzędziem ma tu być Social Climate Fund. Ten specjalny fundusz będzie dysponował budżetem ok. 73 mld euro. Wiadomo już teraz, że jego największym beneficjentem będzie Polska. Jednakże czy kwoty te wystarczą? Nawet wliczając w to kwoty z polityki spójności oraz Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (łącznie 76 mld euro do podziału w obecnej perspektywie budżetowej), to w porównaniu ze skalą wyzwań wydają się to być śmieszne małe pieniądze.

O nadchodzących wydatkach na cel energotransformacji mówił ostatnio Jan Szewczak, członek zarządu PKN Orlen ds. finansowych. „Szacuje się, że transformacja energetyczna w Polsce to są potrzeby rzędu ok. 1 bln zł. Wiadomo przecież, że nie będą to środki pochodzące wyłącznie z zewnątrz, sami też będziemy musieli pieniądze w budżecie na ten cel znaleźć” – wskazywał. Wcześniej analitycy Polskiego Instytutu Ekonomicznego oszacowali, że wydatki na inwestycje w sektorach energetycznych, które będą konieczne, by zrealizować założenia Polityki Energetycznej Polski (a więc planu mniej ambitnego niż unijne) wyniosą ok. 890 mld złotych.

Biorąc pod uwagę ambicje Komisji, można bezpiecznie założyć, że powyższe szacunki są dość ostrożne.

image

 Reklama

Przedstawiony przez KE pakiet – w swojej kompleksowości – dotknie praktycznie wszystkich sfer życia obywateli UE. Rozciągnięcie i zaostrzenie systemu ETS, nacisk na efektywność energetyczną, wprowadzenie cła węglowego, zakaz rejestrowania nowych samochodów z silnikami spalinowymi, zmiany podatkowe dla paliw kopalnych – wszystkie te rzeczy przewrócą do góry nogami życie gospodarcze Europy.

Patrząc na rozległość i dogłębność zaproponowanych regulacji, można zastanowić się, czy propozycje Komisji Europejskiej nie są zagrywką w stylu „drzwiami w twarz”. Jest to taktyka negocjacyjna, która pozwala osiągnąć zamierzony efekt poprzez udawanie, że dąży się do celu wyższego niż w rzeczywistości. Dla przykładu: jeśli ktoś chce pożyczyć od swojego znajomego 50 złotych, powinien najpierw poprosić go o 500. Gdy ten odmówi, należy poprosić ponownie, tym razem już o właściwą kwotę. Znajomy nie będzie chciał wyjść na niemiłego człowieka i zapewne zgodzi się na pożyczkę, która – w jego opinii – będzie dziesięciokrotnie mniejsza od pierwotnie zaproponowanej. Taką interpretację można połączyć z cytowaną wyżej wypowiedzią Georga Zachmanna dotyczącą gry, którą musi teraz prowadzić KE. Wiadomo bowiem już teraz, że państwa członkowskie rzucą się do negocjacji, chcąc chronić swoje przemysły i obywateli. Francuzom, Niemcom i Włochom z pewnością nie spodobają się decyzje dotyczące przemysłu samochodowego, Irlandia i Węgry mogą protestować przeciwko obciążeniom dla lotnictwa, z Polski z kolei dobiegają głosy sprzeciwu wobec restrykcji dla budynków.

Jednak kluczową kwestią wciąż pozostają koszty, jakie poniesie przeciętny obywatel. To bowiem te widoczne na poziomie jednostki wydatki są w stanie kształtować opinię publiczną co do jej wyborów politycznych. W swoim tekście dla DGP Andrzej Krajewski słusznie ostrzega przed buntem społeczeństw europejskich przygniecionych finansowym ciężarem walki o klimat. Europejczycy przywykli do tego, że ich poziom życia wzrasta. Regres na tym polu uruchomi silny mechanizm psychiczny – ludzie są bowiem bardziej skłonni do obrony tego, co już mają (czyli np. tanich lotów) niż do walki o coś, czego nigdy nie mieli (świat wolny od globalnego ocieplenia). Można zatem zastanawiać się, czy zielony walec, który uruchomiła Komisja Europejska przygotuje stabilną drogę do neutralności klimatycznej UE czy może zmiażdży jej gospodarkę i dobrobyt społeczeństwa?

Idzie burza

Pierwsze komentarze przemysłu, jakie napłynęły po opublikowaniu pakietu są raczej pozytywne, choć zapowiadają ostrą walkę o konkretne rozwiązania regulacyjne. „Generalny kierunek jest słuszny, ale diabeł tkwi w szczegółach, w wielu istotnych szczegółach, w których chowa się balans między ambicjami klimatycznymi i wyzwaniami gospodarczymi oraz technologicznymi” - mówi cytowany przez Reutersa Peter Gattaz, szef organizacji BusinessEurope. Wtóruje mu Peter Adrian z niemieckiego zrzeszenia izb handlowych i przemysłowych DIHK: „Gospodarka osiągnie te cele jedynie, jeśli przedsiębiorstwa pozostaną konkurencyjne na rynku wewnętrznym UE i rynkach zagranicznych (…). Dla niektórych branż przyjazna klimatowi produkcja nie jest jeszcze możliwa lub jest nieopłacalna” - wskazuje.

Ekonomiści zastanawiają się, czy obecne regulacje mogą doprowadzić do ucieczki przemysłu z Unii Europejskiej. Teoretycznie ma temu zapobiec mechanizm CBAM – jednak nie wiadomo, czy będzie skuteczny. „Przemysły emisyjne były chronione przed kosztem EU ETS a nawet (netto) subsydiowane - dostawały darmowe uprawnienia. Dopiero teraz zaczyna się to zmieniać w wyniku redukcji puli uprawnień i tzw. benchmarków. Nowy mechanizm CBAM proponowany jest właśnie teraz i w zakładanym harmonogramie właśnie dlatego, że rozważa się wycofanie darmowych uprawnień a jednocześnie jest problem środowiskowego dumpingu (…). Oczywiście nie jest jasne czy on zadziała - są możliwe alternatywy i wokół tego powinna się toczyć dyskusja, ale nie oparta o mitologie, którymi łatwo szermują politycy choć niekoniecznie zgodnie z faktami” – pisze na Twitterze Maciej Bukowski z WISE Europa.

Wiadomo też, że mechanizmy protekcji europejskiej gospodarki wywołają odpowiednią reakcję u partnerów handlowych UE – Chin, USA czy Turcji. Zwłaszcza relacje ze Stanami Zjednoczonymi mogą być polem szczególnie ostrej rywalizacji. Jak pisało Politico, decyzja UE o nałożeniu cła węglowego na towary z USA może doprowadzić nawet do sporu z Ameryką przed Światową Organizacją Handlu lub powrotu retoryki handlowej z czasów Donalda Trumpa.

Walka rozegra się nie tylko w obrębie wielkiej polityki i biznesu. Jeśli w Europejczyków uderzą podwyżki cen za produkty i usługi, które dziś postrzegane są jako szeroko dostępne, a w efekcie znacznie ograniczą dostęp do nich, UE może spodziewać się istotnego oporu, a nawet buntu – podobnego do francuskich żółtych kamizelek, ruchu, który sformował się przecież wokół podwyżek cen paliw. Potencjał wybuchu takiej klimatycznej europejskiej wojny domowej już teraz jest zauważany, m.in. w Polsce. Partie takie, jak Solidarna Polska czy Konfederacja (które otwarcie kontestują politykę klimatyczną rządu w Warszawie oraz unijne regulacje w tym zakresie) tylko czekają na podwyżki cen energii, by ruszyć z szerokimi kampaniami. Opór, który zrodzi się zwłaszcza w najuboższych częściach społeczeństwa, może być wartkim strumieniem wody na polityczny młyn tych ugrupowań. Może też spowolnić lub nawet całkowicie wykoleić plan wiodący do neutralności klimatycznej.

KomentarzeLiczba komentarzy: 28
Kasia
poniedziałek, 19 lipca 2021, 16:08

Przecież na tą chwilę 70% energii w Polsce pochodzi z węgla, a transformacja energetyczna w tym wypadku przebudowa ciepłowni węglowych na gazowe oraz elektrownia atomowa która miała powstać 10 lat temu to proces wymagający 1,6 bln zł ( Niemcy posiadają 20 elektrowni atomowych). Część tej kwoty da UE ale większość pokryje polski podatnik w rachunkach i o tym UE i rząd nie mówi. Nie mówię tu o OZE bo udział wynosi zaledwie 15%. Obecne zużycie gazu w Polsce to ok. 20 mld m3 ale wzrośnie do 30 mld m3, a już teraz sprowadzamy 15 mld m3. Życzę zdrowia rodakom aby mogli finansować tą energetyczną rewolucję!

MacGawer
poniedziałek, 19 lipca 2021, 22:58

Problem w tym, że atom nie rozwiązuje podstawowego problemu jakim jest ogrzewanie. Jaki mamy klimat każdy widzi - sezon grzewczy trwa pół roku. Solarami i wiatrakami nie da sie ogrzać bo wiatru i słońca zimą niet. Elektrownie jadrowe musiałyby mieć łączną moc niemal 10x wiekszą niż planowana aby ogrzać Polskę. O kilkukrotnym powiekszeniu przepustowości sieci energetycznych nie wspominając. To nie Francja gdzie -10 stopni nazywają "syberyjskimi mrozami". U nas takie temp. są średnią zimą! A to oznacza, że ogrzewanie prądem jest mżonką. Nawet przy użyciu pomp ciepła. Ogrzewanie wszystkiego gazem to kolejna mżonka, z roku na rok kosztowaniejsza i co gorsza lada dzień UE też tego zakaże. Węgla już zakazują, drewna i biomasy mamy za mało... Może z punktu widzenia eurokraty który zimą popija martini na Ibizie wszystko jest łatwe ale "sorki taki mamy klimat" , że w Polsce cały ten plan nie może sie udać. Może (z naciskiem na może) za 100 lat coś się zmieni ale w 30 lat niewykonalne. Za żadne pieniądze!

Rafał
czwartek, 22 lipca 2021, 18:12

Dobrze ocieplony 200m2 dom podczas Syberyskich mrozów czyli okolicy -20 -25 potrzebuje 5-6kW ciepła na godzinę. Bez problemu wystarczy do tego ogrzewanie elektryczne czy pompą ciepła. Radzę rozejrzeć się jakie są obecnie technologie i nie marudzić. Tylko że w PL świadomość technik ocieplenia jest nikła a do dziś stawia się domy z ceramiki i ociepla 12cm styropianu to pewnie że później będzie duży rachunek. Fotowolaika podczas słonecznego dnia jest w stanie wygenerować około 10-15kWh w styczniu w ciągu całego miesiąca to około 100-120kWh - owszem to nie wystarczy aby ogrzać dom ale to 1/4 albo 1/3 zapotrzebowania dla dobrze ocieplonego budynku. To jest przyszłość a nie ceramika w ścianach , okna 2 szybowe, 10-12 styro i mostki termiczne podczas budowy.

Tomasz
piątek, 30 lipca 2021, 15:56

To i tak lepsza ceramika oraz ten zły niedobry styropian, niż 40 letni dom z żużlobetonu, który ani nie jest skończony ani nawet otynkowany, o ociepleniu nie wspominając. Nie każdego stać, nie każdy wie albo ma ochotę wiedzieć o takich nowocześniejszych technologiach budowy budynków. O ile normy typu WT2017 czy WT2021 uświadamiają nowych inwestorów i będą szukać lepszych rozwiązań, o tyle tych starych, którym dom jeszcze stoi i pewnie postoi jeszcze jakieś 50-100 lat będąc ciągle używanym przez kogoś innego wyjścia jak docieplanie styropianem czy wełną nie pozostanie. Trzeba sobie radzić jakoś z tym co się ma a nie krytykować, że mostki termiczne i styro oraz dwuszybowe okna. Przeciętnego Polaka nie stać z czystym sumieniem na zakup kilku nowych par butów w ciągu roku, bo na wszystkim musi oszczędzać i uważać na swoje wydatki. Każdy by chciał mieć dom pasywny, płacić mało za jego utrzymanie i żyć po skandynawsku. Tylko do tego to trzeba mieć mądrze zarządzany kraj, dla którego priorytetem jest rozwój gospodarczy i zaprzestanie prześladowania podatkowego swoich obywateli a nie budowa pomników i muzeów. Bo tym właśnie zajmuje się obecny rząd polski. Temat numer jeden wiadomości dnia to oddawanie czci i honorów poległym żołnierzom wyklętym oraz dbanie o pomniki. Z całym szacunkiem warto się tym zajmować ale w dalszej kolejności. Temat numer jeden powinno być jaki zakład pracy został otwarty, co nam da, co nam przyniesie i jakie są jego perspektywy. Tyle, że takie rzeczy w Polsce nie mają miejsca.

Czytelnik Nauka o Klimacie
poniedziałek, 19 lipca 2021, 13:42

Żeby protestować trzeba wiedzieć z czym się wiąże problem klimatyczny. A wiąże się on nierozerwalnie z człowiekiem samym w sobie i jego głównymi wadami. Największą jest ogólnie pojęte nieumiarkowanie. Czyli trzeba protestować tak naprawdę przeciwko swojemu istnieniu, cywilizacji ludzkiej i wszystkim jego fundamentom gospodarczym. Poradzimy sobie z tym problemem tylko wtedy gdy uświadomimy sobie, że wina jest nasza czyli całej ludzkości i wynika ona z naszych przyzwyczajeń i braku pomyślunku. Czy naprawdę potrzebujemy dosłownie dziesiątek tysięcy modeli jednego produktu? A tyle ich jest na całym świecie. Od drobnicy począwszy typu spinacze, klamerki, długopisy i skończywszy na statkach pełnomorskich. Ja rozumiem, każdy chce mieć z czego żyć, czym się zająć i coś zarobić. Produkujemy jednak na potęgę mnóstwo śmieci i bubla, które o ile nie skończą na dnie w kontenerze, to skończą na innym dnie - czyli dnie wysypiska - w przeciągu kilku lat od daty produkcji. Tak jest od blisko 100 lat gdy produkcja masowa się upowszechniła. Dopóki wszystko wykonywano ręcznie, była i dbałość o trwałość produktu i dbałość o ekologię. Bo im więcej pracy w coś włożysz, tym bardziej to szanujesz. A teraz? W wyjątkowej sytuacji w ciągu kilkunastu lub kilkudziesięciu lat maksymalnie, całość produkcji z lat 70/80/90 leży już zapewne pod ziemią. Bo to starocie, nie wiele warte w momencie gdy można w każdej chwili naprodukować miliony rzeczy tanio, lepsze, ładniejsze i bardziej użyteczne w dzisiejszych czasach. Nie minie kolejne stulecie a w oceanach ziemskich będzie więcej plastiku niż całej (szacowanej) masy istot żywych. Chciałbym przypomnieć, że człowiek ani inne zwierzęta nie trawią plastiku. Chciałbym też przypomnieć, że o toksyczności danej substancji decyduje jej dawka. Jeśli w każdym kęsie pokarmu jaki będzie do ust wkładać człowiek w kolejnych stuleciach, będzie co raz więcej plastiku, to w końcu nawet neutralny dla nas PVC czy PET stanie się toksyczny. Za dobre i wygodne życie kilkuset milionów w obecnych czasach, zajedziemy biosferę Ziemi na kolejne kilka milionów lat. Brawo ludzie. Produkujemy dziesiątki tysięcy ton śmieci na godzinę i to nie tylko w wersji fizycznie dotykalnej ale również w wersji gazowej, czyli gazy cieplarniane. Które akurat ze względu na siłę ciążenia na planecie Ziemia, gromadzą się (na szczęście) przy powierzchni. Oznacza to też, że spaliny stają się elementem atmosferycznego wpływu na całość systemu ziemskiego. A wpływ mają pomimo swojego nikłego stężenia (np. 420ppm CO2 i ponad 2000ppb CH4) bardzo istotny na podnoszenie się temperatury atmosferycznej, tym samym bezpośrednio wpływają na klimat oraz w dalszej kolejności na pogodę. Oba te gazy działają jak termoizolacja domu, utrudniając odpływ ciepła z atmosfery ziemskiej. Przypominam, że jednostkowy przypadek pogodowy nie świadczy o trendzie klimatycznym. Klimat to zbiór wydarzeń pogodowych na przestrzeni długiego okresu czasu. Z przykrością stwierdzam, że większość ludzi nie wie ani co to pogoda ani co to klimat, mieszając i myląc jedno z drugim, przy okazji powielając bzdurne tezy i hipotezy, które należałoby raczej nazwać mitami.

Piotr
wtorek, 20 lipca 2021, 12:22

To jest wszystko prawda. Tylko co z tego? Większość ludzi nie kieruje się szczytnymi celami tylko tym, by było im w życiu lepiej. A to, że jest im lepiej zapewnia im obecna cywilizacja, która niszczy nasze środowisko, a więc w efekcie i nas samych. Itp., itd. Nie ma się co obrażać na rzeczywistość i mówić jacy to ludzie są be (a my cacy, bo przecież działamy odpowiednio, jesteśmy świadomi i ratujemy planetę). Trzeba szukać rozwiązań, które się sprawdzą w odniesieniu do większości ludzi (bo do wszystkich nigdy się nie uda). Ja nie wiem, jakie to mogą być rozwiązania. Na pewno to, co proponuje KE w Fit for 55 jest dalekie od ideału, oględnie mówiąc. Ale z drugiej strony wykpiwanie tego i mówienie jakie to bzdury to chowanie głowy w piasek. Od problemu nie uciekniemy.

Kasia
poniedziałek, 19 lipca 2021, 10:51

Przecież obecnie produkowane auta elektryczne są nie ekologiczne i muszą być codziennie ładowane do prądu, więc to wielki przekręt ekologicznego lobby głównie nurtu Niemiec i Francji. Przecież widomo jak skończył się pomysł Emmanuel Macron o zakazie używania we Francji aut spalinowych, wreszcie ludzie wyszli na ulice - PROTEST ZŁÓTYCH KAMIZELEK. Mam nadzieje że i Polacy się obudzą w końcu!

MArio
poniedziałek, 19 lipca 2021, 09:16

Czy ludzie (nie tylko w Polsce) zaakceptują spadek realnych dochodów 25-50% a może i więcej? Także przełoży się to na poważny wzrost bezrobocia. Mam nadzieję, że społeczeństwa szybko pogonią tych kawiorowych ekorewolucjonistów z Brukseli

AB
niedziela, 18 lipca 2021, 15:31

Im szybciej ludzie zobaczą, jak ten zielony odbija im się po kieszeni, tym lepiej. I choćby szacowny redaktor, fantazjujący tutaj o "zielonej prawicy", napisał jeszcze tysiąc artykułów, ?ze nie ma odwrotu" i tak tego nie zmieni. Ludzie odrzucą zielona transformcję, bo jest zbyt kosztowna.

niedziela, 18 lipca 2021, 22:33

Ludzie raczej nie będą mieli wyboru.

Tweets Energetyka24