Reklama

Przemysł nawozowy UE zagrożony? „Zapłacimy wszyscy”

Autor. Envato

Jak ocenia prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego Tomasz Zieliński, zniesienie mechanizmów ochrony rynku takich jak cła na mocznik i amoniak po to, by wspomóc rolników, to przesunięcie ryzyka i kosztów na sektor nawozowy. Związkowcy branży chcą reakcji władz w tej sprawie.

Prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPC) Tomasz Zieliński powiedział PAP, że z perspektywy sektora nawozowego zapowiedź zawieszenia ceł na niektóre nawozy oznacza, że „obecne działania Komisji Europejskiej (KE) są reakcją na presję polityczną i społeczną mającą na celu złagodzenie sprzeciwu związanego z umową między Unią Europejską (UE), a krajami Mercosur”.

Problemy narastają

Komisja Europejska zaproponowała w środę tymczasowe zawieszenie unijnych ceł na niektóre nawozy, aby obniżyć ich ceny i wspomóc rolników. Komisarz UE ds. handlu Marosz Szefczovicz powiedział, że „środek ten może wejść w życie szybko w 2026 roku”. KE chce zniesienia ceł na mocznik i amoniak, wykorzystywane w produkcji nawozów oraz zawieszenia mechanizmu CBAM tzw. granicznego podatku węglowego mającego chronić unijny przemysł przed konkurencją z państw trzecich nie ponoszącą kosztów zakupu uprawnień do emisji CO2.

YouTube cover video

W komentarzu dla PAP Zieliński podkreślił, że „Polska zabiegała o wprowadzenie dodatkowych ceł na nawozy, ponieważ sektor ten stanowi kluczowy element bezpieczeństwa żywnościowego, przemysłowego i obronnego, a jego utrzymanie leży w interesie całej gospodarki, nie tylko producentów”. Przypomniał, że przyjęte przez unijną administrację w ubiegłym roku środki ochrony rynku „to reakcja na wieloletnią ekspansję rosyjskich producentów opartą na nieuczciwej konkurencji cenowej, umożliwianej przez dostęp do tanich złóż gazu ziemnego”.

Prezes PIPC zwrócił uwagę, że w warunkach niepewności geopolitycznej utrzymanie krajowych i unijnych zdolności produkcyjnych „powinno być traktowane jako dobro wspólne, a koszty związane z tą odpornością muszą być rozłożone systemowo, z wykorzystaniem instrumentów polityki handlowej, klimatycznej i finansowej UE”.

„Przerzucanie ciężaru ochrony rynku wyłącznie na producentów nawozów, poprzez zawieszenie ceł i CBAM bez mechanizmów kompensacyjnych, prowadzi do trwałego osłabienia bezpieczeństwa całej Unii Europejskiej” - ocenił Zieliński. Jego zdaniem oznaczałoby to „przesunięcie ryzyk i kosztów na walczący o przetrwanie sektor nawozowy”.

Problem polega na tym, że proponowane przez KE instrumenty nie rozwiązują strukturalnych problemów rolnictwa, ani nie przynoszą realnej ulgi kosztowej, za to trwale osłabiają przemysł nawozowy” - dodał prezes PIPC.

W opinii Zielińskiego CBAM jest „mechanizmem wtórnym i mniej precyzyjnym, ma ograniczoną skutecznością operacyjną”. „W obecnych realiach regulacyjnych pełni jednak istotną funkcję ochronną, częściowo wyrównując warunki konkurencji pomiędzy producentami unijnymi a importerami z państw trzecich” - stwierdził, zaznaczając, że zawieszenie CBAM bez utrzymania lub zwiększenia darmowych uprawnień ETS (uprawnień do emisji CO2) oznaczałoby „pozbawienie przemysłu nawozowego jakiejkolwiek osłony przed dumpingiem kosztowym” ze strony producentów z państw trzecich.

„Polskie zakłady są dociążone kosztami polityki klimatycznej (ETS, wyśrubowane normy środowiskowe), których nie ponoszą producenci z Rosji, Azji czy Ameryki Południowej. Zawieszenie ceł i zwolnienie z opłat wyrównawczych (CBAM) dla importu oznacza, że wpuszczamy na rynek towar, z którym cenowo nie mamy szans konkurować” - uważa przewodniczący Organizacji Międzyzakładowej NSZZ "Solidarność" Grupa Azoty Zakłady Azotowe Puławy Piotr Śliwa. Grupa Azoty jest największym w Polsce producentem nawozów i jednym z największych w UE.

Przypomniał, że jeszcze nie tak dawno „triumfalnie ogłaszano sukces”, jakim było wprowadzenie ceł na nawozy z Rosji i Białorusi. „Dziś widzimy, że tamte »zwycięstwa« stają się pozorne. Decyzja UE to w praktyce zaproszenie dla rosyjskich nawozów, które formalnie przepakowane w innych krajach Azji lub Afryki wjadą do Polski szerokim strumieniem (…) bez żadnych barier celnych” - ocenił w odpowiedzi dla PAP Śliwa.

W jego opinii ratowanie rolnictwa poprzez „niszczenie własnego przemysłu nawozowego to krótkowzroczność, za którą zapłacimy wszyscy”.

„Gdy padną polskie fabryki, rolnicy zostaną na łasce importerów. Ci, po wykoszeniu konkurencji, podyktują ceny, jakich zapragną – a będą to ceny dyktowane nie w Warszawie, lecz w Moskwie czy na rynkach azjatyckich” - ocenił związkowiec z puławskich Azotów.

Zapowiedział, że w związku z powyższym związki będą domagać się od zarządu i właściciela Grupy Azoty Skarbu Państwa „natychmiastowego przedstawienia realnego »Planu B«”. „Jeśli nasze argumenty nadal będą ignorowane, jesteśmy gotowi do podjęcia wszelkich prawnie dostępnych działań protestacyjnych” - stwierdził przewodniczący puławskiej Solidarności.

Pomimo nałożenia na Rosję 17 pakietów sankcyjnych w związku z jej inwazją na Ukrainę, import nawozów z tego kraju i sojuszniczej Białorusi był kontynuowany i wzrastał.

22 maja 2025 r. Parlament Europejski przyjął rozporządzenie wprowadzające wyższe cła na nawozy z Rosji i Białorusi; oprócz dotychczasowej stawki celnej wynoszącej 6,5 proc. na te produkty, doliczające dodatkową opłatę, początkowo w wysokości 40–45 euro za tonę, która stopniowo wzrośnie do 315–430 euro za tonę w 2028 r. 1 lipca 2025 r. unijne rozporządzenie podwyższające cła na nawozy importowane z Rosji i Białorusi weszło w życie. Grupa Azoty przekazała PAP we wrześniu 2025 r., że od lipca br. obserwuje znaczący spadek importu nawozów ze wschodu. Jednak w pierwszej połowie 2025 roku spółka odnotowała blisko 50 proc. wzrost r/r importu nawozów z Rosji i Białorusi.

Porozumienie handlowe z państwami Mercosuru - Argentyną, Brazylią, Paragwajem i Urugwajem - wprowadzi preferencje celne dla niektórych produktów rolnych, w tym produktów wrażliwych: wołowiny, drobiu, nabiału, cukru i etanolu. W zamian rynki tych państw otworzą się na towary przemysłowe UE, takie jak samochody, maszyny i leki.

W piątek 9 stycznia br. przyjęto klauzulę ochronną do umowy we wzmocnionej wersji. Możliwe będzie wyłączenie preferencji celnych dla producentów z Mercosuru, jeśli dojdzie do spadku cen produktów wrażliwych w UE lub jeśli na rynek trafi nagle zbyt duża ilość tych produktów.

Czytaj też

Ostatecznie mechanizm będzie uruchamiany, gdy ceny produktów wrażliwych w Unii, takich jak wołowina, drób lub nabiał, spadną o 5 proc. Pierwotna propozycja KE zakładała uruchamianie mechanizmu po przekroczeniu progu 10 proc., później miało to być 8 proc.

Reklama
Źródło:PAP
Reklama

Komentarze

    Reklama