Angela Merkel szkodzi bezpieczeństwu energetycznemu Europy [KOMENTARZ]

25 stycznia 2020, 17:05
G8HvXhlD7V4kFOQ12YAuRIRAlkxB4CRi-2
Fot. www.kremlin.ru

Na początku stycznia 2020 roku doszło do spotkania niemieckiej kanclerz Angeli Merkel z prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem. Było ono poświęcone wielu kwestiom gospodarczym i politycznym, a najważniejszym punktem stała się współpraca w obszarze energetycznym - zwłaszcza budowa gazociągu Nord Stream II. Podczas spotkania kanclerz Niemiec przedstawiła się jako zdecydowana zwolenniczka tego projektu, oceniając jego charakter jako czysto ekonomiczny (a nie polityczny). I choć niemiecki rząd od początku konsekwentnie wspiera politycznie gazociąg NS2, to tak zdecydowana deklaracja była zaskoczeniem nawet dla ekspertów.

Angela Merkel podczas spotkania stwierdziła także, że „projekt Nord Stream II wpisuje się w nową legislację europejską i powinien z tego powodu być ukończony”. W świecie dyplomacji można to odczytać, że niemiecka kanclerz tymi słowami chcę w polityczny sposób uwierzytelnić ten projekt, pomimo iż od początku budzi on wiele zastrzeżeń właśnie natury prawnej.

Takie działanie szkodzi solidarności energetycznej Europy, zwłaszcza, że główny właściciel drugiej nitki gazociągu północnego – rosyjska spółka Gazprom była ukarana przez Komisję Europejską za stosowanie praktyk monopolistycznych i łamanie prawa unijnego. 

Podczas postepowania prowadzonego przez Komisję Europejską w 2016 roku, rosyjskiej spółce postawiono trzy zarzuty: ograniczania terytorialnego, nieuczciwej polityki cenowej i narzucania zobowiązań w obszarze wykorzystywania infrastruktury przesyłowej. Przede wszystkim udowodniono, że rosyjski koncern bezprawnie dzielił rynki i nadużywał zapisów umownych w kontraktach dot. wpływu na infrastrukturę przesyłową i magazynową - co powinno być przestrogą dla partnerów i krajów wspierających projekty energetyczne Rosji. Niestety Komisja Europejska dość łagodnie potraktowała Gazprom, bo nie ukarała rosyjskiego monopolisty karą finansową, która zgodnie z unijnym prawem mogła wynieść do 10 % przychodu co oznaczałoby dla tej spółki 5 mld EUR. Ponadto przyznano Gazpromowi prawo do większej przepustowości (powyżej 50 %) na gazociągu OPAL, łączącego Niemcy i Czechy, co udało się zatrzymać wyrokiem TSUE dopiero we wrześniu 2019 r. po skardze do części krajów członkowskich, głównie Polski.

W efekcie starań krajów narażonych na praktyki monopolistyczne Gazpromu nastąpiły także zmiany prawne w tym obszarze. W kwietniu 2019 r. zatwierdzono nowelizację Dyrektywy Gazowej, w której zapisano, że podmorskie części gazociągów na terytorium UE będą podlegały restrykcjom Trzeciego Pakietu Energetycznego. Nowelizacja wymusza zasadę rozdzielności podmiotowej, co oznacza, że sprzedawcą gazu i operatorem gazociągu nie może być ten sam podmiot oraz że dostęp do takiego gazociągu muszą mieć inne przedsiębiorstwa. Dla Gazpromu jest to poważny cios, bo zgodnie z prawem będzie musiał pozwolić, aby z Nord Stream 2 korzystały również inne firmy zainteresowane przesyłem, a to oznacza utratę przychodów. Spotkanie Putina z kanclerz Angelą Merkel jest sygnałem, że Gazprom doskonale zdaje sobie sprawę z zagrożenia i próbuje wszelkimi sposobami temu przeciwdziałać. 

Zgodnie z prawem dla części Nord Stream II, który ma przebiegać poza granicą morską Niemiec warunki z Rosja mają wynegocjować Niemcy pod nadzorem KE. Dlatego organizacja spotkania pomiędzy Merkel a Putinem została zaplanowana dokładnie kilka dni po tym, jak właściciel projektu – Nord Stream 2 AG złożył formalnie wniosek do niemieckiego urzędu Bundesnetzagentur na obsługę gazociągu dla przepływu gazu na terytorium Niemiec bez wymogu rozdziału właścicielskiego, czyli powołania niezależnego operatora odpowiedzialnego za jego regulacje, w tym taryfy (opłaty) przesyłowe. Na razie próbny balon w postaci deklaracji kanclerz nie przyniósł oczekiwanych efektów, ponieważ z informacji prasowych wynika, że Komisarz ds. energii Kadri Simson oświadczyła, iż „prawo unijne powinno być wprowadzone w przypadku Nord Stream 2 bez wyjątków”. Takie podejście estońskiej komisarz może być problemem dla Berlina, zwłaszcza iż jest ona znana jako zwolenniczka zmniejszenia uzależnienia Europy od rosyjskiego gazu, promując rozwój LNG i paliw alternatywnych jak wodór. Gazprom będzie jednak argumentował swoje racje tym, że gazociąg w tej części powstał przed nowelizacją Dyrektywy Gazowej, więc nie powinien być nią objęty. Rosja zresztą już w październiku 2019 r. wniosła pozew przeciw UE do trybunału arbitrażowego. Wykorzystano w tym przypadku drogę arbitrażu za pomocą tzw. formuły ECT (Energy Charter Treaty) za pośrednictwem zarejestrowanej w Szwajcarii spółki. Zrobiono to bardzo sprytnie, ponieważ Rosja nie jest stroną traktatu powołującego ten arbitraż (nie chciała być postrzegana jako kontynuator ZSRR), ale Szwajcaria jako kraj neutralny już tak. Gazprom w złożonym wniosku powołał się na znaczące naruszenie jego interesów, jednocześnie wskazując, że operatorem gazociągu będzie spółka założona właśnie w Szwajcarii, która ma być jedynym i samodzielnym operatorem gazociągu. Działanie wspomaga administracja Rosji słowami prezydenta Putina, który oświadczył, że Nord Stream II zostanie ukończony do końca 2020 r. 

Stanowisko Niemiec jest wiec dużym wsparciem dla rosyjskiej administracji, ale narusza z drugiej strony jedność energetyczną UE, stosując swoistego rodzaju single voice w relacjach z państwami trzecimi (poza UE). Wsparcie Rosji w tym zakresie narusza także relacje niemiecko-amerykańskie, ponieważ rząd USA jest zdecydowanie przeciwny dla tego projektu. Zarówno sam Donald Trump, jak i amerykański sekretarz ds. energii w wywiadach prasowych podkreślają, że bezpieczeństwo energetyczne europejskich partnerów i sojuszników jest strategicznym priorytetem dla Stanów Zjednoczonych i traktowane szerzej jako transatlantyckie bezpieczeństwo energetyczne. Dlatego gazociąg Nord Stream 2 traktowany jest przez administrację USA jako bezpośredni afront wobec własnych celów energetycznych i bezpieczeństwa Europy. 

Stąd decyzja, aby przed końcem 2019 r. wpisać sankcje wobec tego projektu do ustawy budżetowej w zakresie obronności kraju. Obejmują one statki i podmioty, które umożliwiają układanie rur na głębokościach ok. 30 metrów i większych. Lista podmiotów, które mogą być nimi objęte zostanie opublikowana, zgodnie z amerykańskim prawem, po 60 dniach od podpisania ustawy. Administracja Trumpa uznała, że rosyjskie spółki są tylko przedłużeniem działalności politycznej Rosji, a sam gazociąg wbrew temu co twierdzą Niemcy jest projektem zwiększającym uzależnienie Europy od rosyjskiego gazu i co za tym idzie wpływów. USA są zainteresowane także dalszym rozwojem rynku LNG, dlatego ukończenie drugiej nitki gazociągu północnego uderza także w ich interesy ekonomiczne. Na gazowej szachownicy Niemcy – USA na razie Stany prowadzą, bo szwajcarsko-holenderska firma Allseas, odpowiedzialna za układanie rur dla Nord Stream II wstrzymała prace obawiając się nałożonych sankcji. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 21
Szach mat w jednym ruchu.
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 14:31

Trolandia szczeka ,aż miło! Tak trzymać szczekajcie to jedyne co wam zostało!

mat bez ruchu
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 16:57

Ale robisz to jeszcze za cicho. Trzeba głośniej!

Olo
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 11:38

Hasło "bezpieczeństwo energetyczne" jest tu totalną bzdurą i oszukiwaniem elektoratu. Przede wszystkim - nie chcesz nie kupuj, nikt nikogo nie zmusza. Nie będzie klientów to i dostawca zrezygnuje. Nadto, jest różnica technologiczna w gazie "z rury" a LNG - ten drugi nadajd się wyłącznie do ogrzewania i ew. napędu, nie nadaje się dla przemysłu chemicznego.

suawek
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 20:22

Geopolityka to nie zakupy w biedronce.... Przybliż także tę "róznicę technologiczną" - czym się wg Ciebie różni CH4 z nordstream od CH4 z gazoportu po regazyfikacji. Do twojej informacji: w niecały rok od uruchomienia terminalu LNG, sprzedano 1000 cystern skroplonego gazu m.in. prywatnym firmom. Najwyraźniej nie wiedzą nie się nie nadaje... Ależ was musi uwierać ten nasz gazoport - aż miło popatrzeć.

po trzecie sankcje
środa, 29 stycznia 2020, 18:13

W PL powinna pojawić się powszechna świadomość jak wygląda biznesowo LNG vs Baltic Pipe z punktu widzenia Rosjan. Mianowicie BP dostarcza do PL gaz, który tak czy inaczej zostałby sprzedany w Europie. Prawdopodobnie zostałby on sprzedany w jednym z krajów sąsiadujących z Morzem Północnym, gdzie ceny z powodu dywersyfikacji są relatywnie niewysokie. Rosjanie mają swój znaczący udział w dostawach na Stary Kontynent, więc można założyć że część rynku niejako zwolniona w Europie Zachodniej zostanie zajęta przez gaz rosyjski, choć zapewne trzeba go będzie sprzedać 30% taniej i do tego dołożyć coś do transportu na większą odległość. Tymczasem LNG to NOWY gaz "wrzucony" do Europy ze "światowego rynku gazu LNG". Rosjanie przestają sprzedawać Polsce gaz po wysokich cenach i nie dostają w to miejsce żadnej wolnej przestrzeni na europejskim rynku. Dlatego wymiar finansowy dostarczenia 1mld m3 przez BP i w formie LNG jest dla Rosji inny. Przy LNG jest dużo bardziej niekorzystny. Można to oszacować w przybliżeniu: 1000 jednostek gazu dostarczano w cenie 100pln do Polski. Gdy PL sprowadziła LNG to strata wynosi: 1000j x 100pln 100 000pln. Gdy PL sprowadza gaz norweski strata wynosi: 1000j x 100pln 100 000pln na rynku polskim, ale Rosja sprzeda powiedzmy 40% objętości po 70% ceny na rynku europejskim 400j x 70pln 28 000pln. Oczywiście trudno wyrokować ile norweskiego gazu zdoła zastąpić własnym, trudno powiedzieć czy Norwegia nie zwiększy produkcji, trudno wyrokować po jakiej średniej cenie Rosja sprzeda ten gaz. Niemniej ewidentnie widać, że LNG dużo bardziej szkodzi jej finansowo. Wiedzą to decydenci np. na Ukrainie i dlatego mam wrażenie, że w momencie pojawienia się technicznych możliwości po prostu będą kupować LNG via nasze gazoporty.

Szach mat w jednym ruchu.
wtorek, 28 stycznia 2020, 09:09

Uwiera i to bardzo. Osobiście bardzo mnie to cieszy! A ten skowyt. Poezja!

Szept
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 00:30

Aaaa i jeszcze coś ważnego. Po pobudowaniu BalticPipe oczekuję spadku cen gazu. Bo zdaje się to mamy obiecane przez naszą genialną władzę. Już się cieszę na tą obniżkę cen.

Szept
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 00:28

Od kiedy dr Zalewski reprezentuje Unię Europejską, żeby decydować co jej szkodzi a co nie??? Wydaje mi się że Angela Merkel przede wszystkim działa w interesie Niemiec, więc trzeba ją postrzegać jako męża stanu, w odróżnieniu od naszych pseudopatriotów co to u nich "America first". Było by fajnie gdyby na szanującym się portalu takich bredni nie wypisywać. Pozdrawiam.

suawek
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 16:25

Masz rację. Wydaje Ci się.

Stary Grzyb
poniedziałek, 27 stycznia 2020, 00:05

Cie choroba - Angela Merkel, realizując interesy Rosji w ramach procesu schroederyzacji podważyła relacje transatlantyckie, wyłożyła doskonale działającą niemiecką energetykę jądrową, zaprosiła tabuny nachodźców, nie realizuje zobowiązań Niemiec wobec NATO, finansuje niemieckimi pieniędzmi rosyjskie zbrojenia (30 mld USD rocznie, z zamiarem dalszego wzrostu), szerzy ekooszołomstwo, wypycha Wielką Brytanię z UE, marginalizuje kraje Europy Środkowej w Unii, itd., itp., a tu się okazuje, że "ekspertów" zaskoczyło jej bezwarunkowe poparcie dla Nord Stream 2? Którzy to "eksperci" i czy już ich zwolniono, otwierając zarazem konkursy na następców owych "ekspertów", z pewnością wysoko płatnych?

po trzecie sankcje
środa, 29 stycznia 2020, 18:18

Bardzo cenię Twoją tezę o schroederyzacji i bardzo wiele ona tłumaczy (np. szybkie unieczynnianie elektrowni atomowych), ale próba gospodarczego podporządkowywania sobie przez Niemcy przestrzeni Peterburg - Moskwa - Wołgograd nie jest nowa i ma co najmniej 106 lat.

Tweets Energetyka24