W polskiej energetyce trwa zarządzanie kryzysowe. Czy małe reaktory okażą się ratunkiem? [KOMENTARZ]

19 marca 2021, 09:34
PSE_Krajowa_Dyspozycja_Mocy_03
Fot. www.pse.pl / ilustracyjne

Energetyka jądrowa nie ma w Polsce szczęścia – mało, że z realnego socjalizmu jako jedyny kraj regionu wyszliśmy bez elektrowni jądrowej, to jeszcze zmarnowaliśmy lata po 2007, kiedy z jednej strony pojawiły się zapowiedzi budowy siłowni (a nawet spółka celowa), a z drugiej wiadomo już było, że polityka klimatyczna UE wchodzi w życie. Obecnie klimat dla atomu w samej UE, za sprawą Niemiec, zdecydowanie się pogarsza.

Oczywiście planowana przez rząd elektrownia na 6 bloków będzie istotnym stabilizatorem systemu energetycznego oraz pozwoli na realne odchodzenie od węgla, jednak trzeba pamiętać o innym wyzwaniu:  o ile „duży atom” może zastąpić np. giganta, jakim jest Bełchatów, o tyle prawdziwym problemem dla polskiej gospodarki będą mniejsze elektrownie, zaspokajające potrzeby konkretnych regionów – jak Połaniec, Jaworzno czy Kozienice, a także siłownie konkretnych – energochłonnych – zakładów przemysłowych.

Reklama
Reklama

Już w tej chwili mamy do czynienia z zamykaniem produkcji w krakowskiej hucie Mittala ze względu na koszty energii, czyniące działalność nieopłacalną. Tymczasem obserwujemy rajd notowań praw do emisji CO2, z póki co ograniczonymi możliwościami zastępowania w tego typu zakładach węgla innym paliwem. Teoretycznie za paliwo przejściowe uchodzi gaz ziemny, niemniej z jednej strony jest to paliwo drogie (choć mniej emisyjne), z drugiej – przestawienie energetyki zawodowej na gaz musi spowodować swego rodzaju ponowne uzależnienie od gazu rosyjskiego - albo z Nord Stream, albo bezpośrednio z Rosji. Planowane i realizowane obecnie inwestycje, jak rozbudowa Gazoportu czy Baltic Pipe, zakładają bowiem zużycie na poziomie 20-21 mln m3 (przy obecnym ok. 17 mln m3), natomiast energetyka, głównie gazowa, musiałaby generować zapotrzebowanie rzędu co najmniej 27 mld m3.

W tym kontekście warto rozważyć alternatywę małych, przemysłowych reaktorów tzw. SMR (Small Modular Reactors), których technologia jest obecnie szybko rozwijana i które wydają się być przyszłością energetyki w USA i Kanadzie. Rząd Kanady ogłosił „SMR road map”, zaś USA chce rozwijać partnerstwo publiczno-prywatne i rozwój co najmniej dwóch projektów reaktorów IV generacji. Ale SMR to także technologia rozważana lub wdrażana znacznie bliżej nas: Wielka Brytania, Holandia i Finlandia chcą doprowadzić do zmian regulacyjnych dopuszczających takie technologie, projekt SMR prowadzi sprawnie także Estonia. W Polsce zastosowanie takiej technologii zapowiada Synthos Green Energy, które rozważa swój pionierski projekt w zakładach Synthosa w Oświęcimiu.

Argumenty za takim rozwiązaniem są co najmniej dwa. Pierwszym z nich jest struktura polskiej sieci wytwarzania energii, mianowicie większość elektrowni dysponuje kilkoma blokami o mocy 600-800 MW, a więc porównywalnej z mocą tego typu reaktora. To oznacza, że można bez rewolucji w strukturze sieci przesyłowej czy przyłączy „dekarbonizować” takie zakłady – bez wpadania w gazową pułapkę. Drugim zaś argumentem jest fakt, że tego typu instalacje nie wymagają aż tak gigantycznych nakładów jak „duży atom” i są niejako naturalnym polem do działania dla partnerstwa publiczno-prywatnego. Może ono mieć zastosowanie zwłaszcza w zakładach przemysłowych potrzebujących dużych ilości relatywnie taniej energii, a jednocześnie mogących zaopatrywać w energie elektryczną czy cieplną ośrodki miejscowe.  Dodatkowo zorganizowanie finansowania na 3-4 mln USD, bo na tyle szacuje się koszt SMR, jest do udźwignięcia dla dużej firmy przemysłowej (dla porównania, tradycyjny duży reaktor to koszt ok. 15 mld $). Byłaby to sytuacja, w której państwo buduje „duży atom”, mający nam pozwolić na pozyskiwanie bezemisyjnej energii i stabilizowanie systemu energetycznego, zaś mniejsze podmioty implementujące technologie SMR będą realizować transformacje energetyczną na niższym – chociaż kluczowym – poziomie bezpieczeństwa energetycznego.

Oczywiście nie można nie brać pod uwagę innych trudności, jakie ta technologia za sobą niesie, poza wspomnianym już naciskiem UE, zwłaszcza Niemiec, na blokowanie technologii jądrowych, po opory społeczne wobec stereotypowo rozumianego atomu. Istotną kwestią jest także obszar regulacyjny. Ustawa z 2012 r. kompletnie nie zakładała istnienia i stosowania tej technologii, czemu trudno się dziwić, natomiast definiując warunki dla elektrowni jądrowej, definiuje ją jako de facto tradycyjny „duży” atom i na nią nakłada ograniczenia, które reaktorów SMR ze względu na ich technologie nie muszą dotyczyć. Pozostaje kwestia niejasności w definicjach zawartych w ustawie. Ustawa nie dopuszcza np. budowania elektrowni w odległości do 30 km od kopalni, nie definiuje jednak, że chodzi o kopalnię głębinową. W efekcie każda kopalnia piasku czy żwiru jest w stanie zablokować projekt atomowy.

Podsumowując: sytuacja energetyczna Polski jest w tej chwili sytuacją zarządzania kryzysowego. Potrzebujemy zdecydowanych działań, które będą chronić polską gospodarkę przed brakiem energii lub jej zaporowymi – z powodu kosztów praw do emisji oraz stosowania węgla – cenami. Dlatego potrzebne są odważne decyzje regulacyjne, otwierające pole dla tych inicjatyw przemysłu i biznesu, które mogą wyręczyć państwo w istotnych działaniach.

dr Dawid Piekarz, wiceprezes Instytutu Staszica

KomentarzeLiczba komentarzy: 31
LeLo
poniedziałek, 22 marca 2021, 22:11

Za 3-4 mln USD nie zrealizuje się SMR. Skąd autor wziął takie wyliczanki? GE Hitachi Nuclear Energy deklarował, że przy seryjnej budowie SMR typu BWRX koszt 1 kW powinien wynosić ok 2 tys. dol. Wstępne wyliczanki dla Synthosa mówiły, że blok o mocy 300 MW może być wybudowany za mniej niż 1 mld USD.

Niuniu
poniedziałek, 22 marca 2021, 16:29

To co pisałem wcześniej że , brak jest ostatecznej decyzji rządowej na temat naszej Ej i to jest podstawowy problem potwierdza dzisiejszy artykuł w def24 rozpoczynający się od "Trzy elektrownie, w każdej z nich po dwa bloki jądrowe - one będą dawały również większą konkurencyjność naszemu przemysłowi w kontekście Zielonego Ładu" - powiedział w poniedziałek minister klimatu i środowiska Michał Kurtyka.". Ta wypowiedż jednoznacznie świadczy, że wszelkie dotychczas wypracowane założenia wraz z listem intencyjnym polsko-amerykańskim" idą do kosza a prace zaczynamy od nowa. Dzięki temu to nawet decyzji o lokalizacji nie będzie za dwa lata.

Niuniu
poniedziałek, 22 marca 2021, 15:47

Jak zwykle Koledzy popłynęli w dyskusji bez sens. Nie mamy EJ i jej jeszcze nie budujemy bo cały czas nie ma ostatecznej decyzji Rządu. To co teraz się dzieje to taka ciuciubabka. Dopiero co w def24 był tekst w którym pisano, że decyzja o lokalizacji Naszej EJ zapadnie za dwa lata. Przecież tylko za Rządów PIS pracują nad tym 6 lat. A wcześniej był zespół pana Grada (PO) no i jeszcze wcześniej już tą budowę zaczęto a póżniej po sporym zaawansowaniu prac przerwano. Zajmujemy się "planowaniem" 30 lat a nadal nie znamy lokalizacji? Przecież to zmyłka. Podstawowy problem to brak kasy. Po prostu nie wiemy jak to coś mamy sfinansować. Deficyt budżetowy Polski nie pozwala na taki wydatek a finansowania zewnętrznego nie ma. Są luźne obietnice. Podstawą jest wybór metody finansowania i kwestii własnościowych a dopiero później ogłoszenie ew. przetargu na Naszych Polskich warunkach. To można zrobić. Tak jak zrobiły to: Węgry, Egipt, Turcja, Bangladesz, Białoruś. Że, nie wspomnę o Indiach czy Chinach. I naprawdę nie jest ważne, że większość tych elektrowni buduję Rosjanie. Nie musimy na nich stawiać. Ale są to doskonałe wzorce różnych modeli finansowania na wszystkich etapach. Nie trzeba samemu nic wymyślać. Przeanalizować dostępne warianty. Wybrać ten który jest akceptowalny politycznie. Ogłosić przetarg. I do roboty. A nie ciągle opowiadać o nowych reaktorach i kolejnych koncepcjach. Nie stać Nas na eksperymenty i tworzenie w Polsce poligonu dla nowgo typu EJ która dziś nie istnieje nawet na papierze.

Miś Barei
niedziela, 21 marca 2021, 18:07

Reaktory duże potrafią budować jedynie Rosjanie i Chińczycy. Amerykanie jedynie utopili dziesiątki miliardów dolar w budowę czterech AP1000, a budowę dwóch już porzucili. Francuzi utopili swój atom we Flamanville. Amerykanie przez lata szukali chętnych na zakup AP1000, ale wszyscy zrezygnowali, bo to tylko papierowy projekt, podobny do tych z Chin i Rosji, ale bez żadnego stabilnego, sprawdzonego łańcucha dostaw. Podobnie wygląda EPR Gdyby mniejsze reaktory miały sens, to AP600 dwa razy mniejszy do AP1000 byłby budowany, a nikt nigdzie, nigdy go nie próbował nawet budować. Efekt skali kasuje małe bloki energetyczne zasilane jednym reaktorem. W energetyce jądrowej reaktor o dwa razy większej mocy jest droższy w budowie jedynie o około 60%. Aby reaktory mniejsze mogły wejść na rynek muszą pokazać coś nowego, ważnego. Dziś jedynie NuScale to pokazuje planując budowę bloku o mocy 924 MW z 12 modułów, bez jakichkolwiek pomp obiegowych i z wieloma wspólnymi systemami, w tym wspólnego basenu z wodą w którym będą posadowione i wspólnej sterowni. NRC to zaakceptował, między innymi dlatego, że każdy moduł NuScale ma własną obudowę bezpieczeństwa, co jest unikalną cechą tego projektu. Za parę lat okaże się, czy NuScale zdobył rynek

Jerzy Lipka - Obywatelski Ruch na Rzecz Energetyki Jądrowej
poniedziałek, 22 marca 2021, 14:32

No nie tylko, również Koreańczycy z południa, startują w naszym przetargu.

Miś Barei
wtorek, 23 marca 2021, 21:53

Koreańczycy ostatni kontrakt na budowę AP1400 zawarli kilkanaście lat temu. U siebie od trzech lat realizują program odchodzenia od atomu. Dokończą prowadzone inwestycje, ale skasowali wszystkie planowane nowe. Dobrze się zapowiadali, w Zjednoczonych Emiratach odnieśli sukces, ale wypadli z globalnej gry o atom, gdzie dziś są jedynie Rosjanie i Chińczycy.

Sandacz
sobota, 20 marca 2021, 22:12

Idźmy jak najszybciej tą drogą.

Tweets Energetyka24