Niemcy oficjalnie zapowiadają walkę z atomem w Europie. „Nie leży w interesie RFN” [KOMENTARZ]

11 marca 2021, 17:50
berlin-1836822_1920
Fot. Pixabay

Niemiecka minister środowiska Svenja Schulze zaprezentowała dokument programowy zakładający m. in. wywieranie presji na inne europejskie kraje, by przyłączyły się do wygaszania atomu. „Finansowane przez państwo nowe elektrownie jądrowe nie leżą w interesie Niemiec” - podkreśla opracowanie.

Niemieckie federalne ministerstwo środowiska, kierowane przez Svenję Schulze, wykorzystało dzisiejszą rocznicę wydarzeń w Fukushimie, by zaprezentować dokument programowy zawierający polityczne cele resortu w zakresie energetyki jądrowej w Europie. Dokument zawiera bardzo kontrowersyjny fragment wskazujący na to, że Niemcy zamierzają wywierać presję polityczną na państwa Unii Europejskiej celem skłonienia ich do porzucania atomu.

Takie założenia zawiera punkt piąty dokumentu. Brzmi on następująco: „Federalne Ministerstwo Środowiska będzie aktywnie promować - wraz z podobnie myślącymi państwami w Europie - włączenie się do procesu wygaszania energetyki jądrowej przez inne europejskie kraje (…). Finansowane przez państwo nowe elektrownie jądrowe w UE nie leżą w interesie Niemiec, ani w interesie ochrony klimatu i transformacji energetycznej. Energia jądrowa nie jest już ekonomicznie opłacalna, emituje mało CO2, ale nie jest czysta i niesie ze sobą nieuniknione ryzyko w postaci odpadów. Dalsze generowane przez nią koszty są ogromne i obciążają przyszłe pokolenia. Utylizacja odpadów radioaktywnych jest złożona, długotrwała i droga. W UE mamy określone cele wspólnotowe w zakresie poprawy efektywności energetycznej i rozwoju odnawialnych źródeł energii”.

Powyższy fragment można traktować jako zapowiedź wywierania presji politycznej na inne kraje Europy przez niemiecki rząd federalny, której celem jest nakłonienie ich do porzucenia energetyki jądrowej. Jest to zatem oficjalne przedłużenie polityki RFN, którą Niemcy uskuteczniają od pewnego czasu, zmierzającej do maksymalnego utrudnienia powstawania nowych unijnych mocy w atomie. Takie podejście jest zapisane w umowie koalicyjnej cementującej współpracę partii rządzących obecnie w Niemczech - teraz jednak ministerstwo środowiska jasno wskazało, że RFN będzie „aktywnie promować” odpowiednią politykę innych państw Europy.

image

Jaki cel kryje się za tymi wszystkimi działaniami Berlina? Przecież wyłączanie elektrowni jądrowych może zachwiać bezpieczeństwem energetycznym Europy i storpedować wysiłki zmierzające do wyhamowania zmian klimatu. Tymczasem, jak się okazuje, Niemcy sami powiedzieli, jaki jest cel ich antyatomowej walki. Jej sens zawiera się bowiem w słowach wspomnianej wyżej umowy koalicyjnej CDU/CSU i SPD:  „(...) osadzenie Energiewende [niemieckiej transformacji energetycznej zakładającej m.in. wyjście z atomu] w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych”.

Niemcy otwarcie wskazują zatem, że ich antyatomowa polityka (bo taka właśnie jest Energiewende) ma na celu budowę gospodarczej potęgi RFN (poprzez stymulowanie rozrostu rynku pracy oraz zwiększenie możliwości eksportowych), a co za tym idzie – wzrost pozycji politycznej Niemiec.

Warto zaznaczyć, że te dwa atrybuty, których siłę chce zwiększyć Berlin też zawierają się w obrębie Energiewende. Rezygnacja z atomu skłoni bowiem poszczególne państwa do inwestycji w odnawialne źródła energii, przede wszystkim zaś: w farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. Skorzystać na tym mogą firmy z RFN, które wyspecjalizowały się w tym segmencie dzięki dekadom intensywnych niemieckich inwestycji w OZE. Jeśli zaś chodzi o eksport, to nie sposób nie zauważyć, że Niemcy wkrótce będą dysponować ogromnymi ilościami gazu, tłoczonymi do ich kraju magistralami Nord Stream. Tak się zaś składa, że błękitne paliwo doskonale nadaje się do wspomagania źródeł odnawialnych, które pracują stochastycznie. Innymi słowy mówiąc, Niemcy, walcząc z atomem w Europie, przygotowują sobie rynki zbytu pod towar, który będą odsprzedawać.

Co ważne, Niemcy zupełnie przeinaczają głos nauki w sprawie energetyki jądrowej. Według większości scenariuszy Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu odpowiadanie na zagrożenia związane z globalnym ociepleniem wymaga zwiększenia mocy w atomie

KomentarzeLiczba komentarzy: 26
daro
piątek, 19 marca 2021, 10:27

Przyjaciele za Odry kombinują jak energetycznie zdominować Europę

Anonim
czwartek, 18 marca 2021, 07:51

Budowa kilku małych elektrowni atomowych leży na pewno w interesie Polski. A że nie leży ich budowa w interesie Niemiec, kogo to w Polsce obchodzi, oczywiście poza partiami i organizacjami, popieranymi i finansowanym przez Niemców. "Po owocach ich poznacie", ci którzy będą najbardziej protestować przeciw budowie elektrowni atomowej w Polsce już od dawna chodzą na smyczy Berlina. Niemcy zawsze będą przeciw rozwojowi gospodarczemu Polski, bo u nich wciąż pokutuje mit Mitteleuropy, czyli grupy państw podległych Niemcom, które dla niemieckiego przemysłu dostarczają surowce i tania siłę roboczą, oraz są rynkiem zbytu na Niemieckie towary. Natomiast takie traktowanie przez sąsiada nie leży w gospodarczym interesie Polski.

Niuniu
niedziela, 14 marca 2021, 00:07

Kiks - to raczej ty nic nie rozumiesz. Niemcy może nawet i woleli by mieć w swych fabrykach koło Poznania tańszy prąd z atomowych elektrowni. Ale bardziej im się będzie opłacało sprzedawać Nam prąd jak już zamkniemy elektrownie węglowe a nie zbudujemy ej. Ale dziś nie o to chodzi. Powtórzę bo widzę, że niezbyt dobrze działa ci tłumacz: Polska stara się zablokować budowę opłacalnego dla Niemiec gazociągu NS2 (do spółki z USA), w odpowiedzi nieco zirytowany Berlin wypuszcza informację, że z powodów ekologiczno-ideowych będzie próbował zablokować budowę w Polsce elektrowni atomowej (którą mają wybudować amerykanie). Jeśli nawet polscy politycy tak jak Ty nie rozumieją tego przekazu to już w Waszyngtonie jest On w pełni zrozumiały - coś za coś, jak to w polityce i interesach. I wybacz ale nic nie mam przeciwko mieszkańcom Lwowa czy Kijowa, kilku nawet zatrudniam w swojej firmie w Warszawie - dla tego zwracam się również do Ciebie - Kolego.

mc.
niedziela, 14 marca 2021, 11:37

Strzelasz a Pan Bóg kule nosi - Niemcom może się nie podobać, że Polska nie chce NS2 (i NS1). Może im się nie podobać że chcemy budować dwie elektrownie jądrowe. Może im się nie podobać że chcemy budować wielkie farmy wiatrowe na Bałtyku w spółce z Duńczykami, a nie z nimi. Ale Polska w przeciwieństwie do Rosji, jest bardzo ważnym partnerem gospodarczym Niemiec. My tylko nie mamy surowców (może to i lepiej). Polska eksportuje do Niemiec produkty na kwotę 57,2 mld Euro, a importuje z Niemiec produkty na kwotę 65,8 mld Euro. Polska jest piątym partnerem handlowym Niemiec (123 mld Euro), gdzie cała wymiana handlowa Niemcy - Rosja to 44 mld Euro. Różnice są dwie: 1/ współpraca z Rosją to głównie import surowców. 2/ ponieważ są to surowce, można łatwo "uskubać" coś dla polityków

Niuniu
piątek, 12 marca 2021, 22:37

To proste. Polska do spółki z USA chcę wstrzymać budowę niemiecko-rosyjskiego NS2 to w odpowiedzi Niemcy zrobią wszystko aby zablokować budowę EJ przez USA w Polsce. j Bardzo czytelny przekaz. Dziwię się, że Koledzy go jeszcze nie zrozumieli.

Kiks
piątek, 12 marca 2021, 23:14

Po pierwsze my nie jesteśmy twoimi kolegami, kolegów poszukaj u siebie w konsomole, po drugie niewiele z tego rozumiesz. Pozyskiwanie energii z OZE jest o wiele bardziej kosztowne i mniej wydajne niż atom. A w OZE poszły Niemcy i to totalnie. I Niemcy boją się teraz, że w sytuacji, kiedy zaczynają odradzać się pomysły na atom, a elektrownie nowej generacji już za rogiem łącznie z tymi pomysłami na mini reaktory to Niemcy utoną w kosztach drogiej energii. I mają problem, bo Francja nie odpuści atomu na pewno.

rmarcin555
niedziela, 14 marca 2021, 11:29

@Kiks. Muszę Cię zmartwić Obecnie spora część elektrowni atomowych jedzie na granicy, lub poniżej kosztów opłacalności. Jak "tania" jest energia atomowa pokazuje Hinkley Point. Nikt nie wie co będzie za jakiś czas. Może faktycznie OZE utkną na temacie magazynów energii, może nie. Może tanie SMRy powstaną, może nie. Na razie nic na to nie wskazuje. Najbardziej zaawansowany SMR (NuScale) miał kosztować 3mld, a już się mówi o 6ściu. Atom jest kosztowny w utrzymaniu. Postęp w bateriach jest, nie tylko w litowo-jonowych. A są też inne technologie niż elektrochemia. Jeżeli możesz wyciągnąć EA z kapelusza w 5 lat i masz na to pieniądze to krzyż na drogę nie mam nic przeciwko. Nie wiem jednak czy dasz radę przeciwstawić się programowi "rodzina na swoim". Rząd planuje oddanie pierwszego bloku EA 2 2033. Do tego czasu z przemysłu zostaną zgliszcza.

Davien
poniedziałek, 15 marca 2021, 17:42

Po pierwsze zapoznaj sie czemu Hinkley Point wyszedł tak drogo, bo akurat sam koszt budowy mógł byc mniejszy o połowę. Po drugie obecnie akurat energia z elektrowni atomowych jest najtańsza

Kiks
niedziela, 14 marca 2021, 17:02

Jak atom ma rozwijać się, skoro hamuje się go. Atom nie jest drogi, zaplecze jego obsługi jest drogie, głównie problem odpadów. Temat torowych reaktorów ucichł, a do tych właśnie by było można wykorzystywać odpady. Jeżeli jednak atom miałby być drogi to co powiedzieć o OZE. Trudno magazynować tę energię, zresztą już pojawiają się problemy również związane z utylizacją np. stare wiatraki. Taki sam problem z panelami. Nie każdy kraj ma zresztą odpowiednie warunki dla OZE. Baterie mają bardzo wolny rozwój, niby co rusz jakaś nowa technologia, którą chowa sie do szuflady i cisza. I litu coraz mniej. Itd. itd. ;)

H2
piątek, 12 marca 2021, 20:33

To mamy pozamiatane.

Tweets Energetyka24