Wojna nerwów wokół Nord Stream 2. Jak Niemcy i Rosjanie zareagują na sankcje USA? [ANALIZA]

20 grudnia 2019, 12:18
840_472_matched__pmv3c1_Zrzutekranu20190213o12.16.16
Fot.: The White House

Informacje dotyczące amerykańskich sankcji na Nord Stream 2, jakie docierają zza Atlantyku, wywołują coraz większe poruszenie w Europie, zwłaszcza zaś – w Niemczech. Czy Berlin odpowie ogniem na działania Waszyngtonu?

Na początku tygodnia Senat USA miażdżącą większością 86 głosów przegłosował nałożenie sankcji na podmioty zaangażowane w projekt Nord Stream 2, co zawarte zostało w budżecie obronnym Stanów Zjednoczonych. Instrumenty te – które będą musiały zostać wdrożone przez administrację prezydenta Donalda Trumpa w 60 dni po podpisaniu przezeń ustawy – dotkną także gazociągu Turk Stream (który został już ukończony w swej podmorskiej części).

Dzięki zaaprobowanemu projektowi sankcji, który przedłożyli senatorowie Jeanne Shaheen oraz Ted Cruz (co nadaje temu wymiar symboliczny, gdyż Shaheen to demokratka, a Cruz – republikanin), Waszyngton na ostatniej prostej będzie mógł dodatkowo storpedować harmonogram projektu Nord Stream 2. Dodatkowo, bo kluczową rolę w opóźnianiu realizacji tego przedsięwzięcia odegrała Dania, która zwlekała z wydaniem zgody na układanie gazociągu w swych wodach terytorialnych i wyłącznej strefie ekonomicznej.

Jak podają media, sankcje, o których mowa, objąć mają m.in. szwajcarską spółkę Allseas, która zaangażowana jest w układanie rur w ramach projektu Nord Stream 2 na Bałtyku. Amerykańska administracja będzie władna zamrozić środki finansowe i anulować wizy osób związanych ze spółkami pracującymi przy kontrowersyjnym gazociągu, co praktycznie przełożyć może się na obstrukcję prowadzonych przez nie interesów. Według medialnych doniesień, Allseas może wycofać się z projektu. Rosji pozostanie wtedy dokończenie rury własnymi siłami, bądź to przez zakup stosownych jednostek (np. od Allseas), bądź przez zaangażowanie własnych armatorów (tu z kolei pojawiają się problemy z ich dostępnością).

Kreml z miejsca zareagował na ruch amerykanów. Jego rzecznik, Dmitrij Pieskow, cytowany przez Deutsche Welle powiedział, że Stany Zjednoczone przygotowują sankcje, by utrzymać „sztuczną dominację na europejskich rynkach”. Brzmi to dość zabawnie, biorąc pod uwagę, że to Rosja jest największym dostawcą gazu do Unii Europejskiej.

Ale dla państwa Władimira Putina sankcje Ameryki to nie tylko zagrożenie zmultiplikowania kosztów Nord Stream 2. To przede wszystkim cios w politykę zmierzającą do pozbawienia Ukrainy statusu kraju tranzytowego. Moskwa i Kijów wciąż nie dogadały się w sprawie nowej umowy tranzytowej, która zresztą nigdy nie miała powstać dzięki podbałtyckiej magistrali, mogącej przejąć przesył gazu. Tymczasem stara umowa wygasa wraz z końcem 2019 roku. Co będzie dalej – nie wiadomo, rozmowy trwają.

Razem z Rosją w obronne tony uderzył też Berlin. Dla Niemców Nord Stream 2 to bowiem coś więcej niż projekt ekonomiczny – to narzędzie do realizowania wizji transformacji energetycznej Energiewende, wykraczającej poza granice RFN, która wzmocnić ma pozycję gospodarczą i polityczną Niemiec w Europie. Inwestycja ta okazała się kosztowna, ale nie tylko w znaczeniu finansowym. Rząd Angeli Merkel wziął bowiem na siebie sprzeciw partnerów z Unii Europejskiej (m.in. Polski), gniew Stanów Zjednoczonych (sygnalizowany wielokrotnie i na różnych szczeblach) oraz to, co robił w międzyczasie jego rosyjski sojusznik (czyli m.in. wojnę na wschodzie Ukrainy, Anschluss Krymu, zestrzelenie samolotu pasażerskiego MH17). Berlin, powtarzający jak mantrę zwrot o tym, że Nord Stream 2 jest projektem gospodarczym, a nie politycznym, stopniowo tracił wiarygodność, nawet wśród własnych obywateli.

Sytuację wokół podbałtyckiego połączenia zaognił już sam wybór Donalda Trumpa na prezydenta USA. Ten republikański polityk, słynący z dość bezpośredniego podejścia do kontaktów międzynarodowych, kilkukrotnie dawał do zrozumienia Niemcom, co myśli o uzależnianiu Europy od rosyjskiego gazu. Gospodarz Białego Domu szczególnie mocno akcentował swój sprzeciw wobec Nord Stream 2 na szczycie NATO w Brukseli w 2018 roku.

Na niemieckiej ziemi linię polityczną Trumpa reprezentował godnie ambasador USA w Berlinie, Richard Grenell. Dyplomata ten wysłał m.in. list do niemieckich spółek zaangażowanych w budowę drugiego Nord Streamu, w którym ostrzegał o możliwych sankcjach. Akty takie wywołały oburzenie niemieckich polityków, którzy sugerowali nawet, że Grenella trzeba uznać za persona non grata.

Zrealizowanie gróźb sankcji rozjuszyło niemieckich polityków, zwłaszcza z SPD, czyli partii tradycyjnie prorosyjskiej, z której wywodzi się Gerhard Schröder, niegdysiejszy kanclerz RFN, obecny lobbysta rosyjskich spółek energetycznych. „Rząd federalny nie może się zgodzić, potrzebna jest reakcja” – powiedziała Saskia Esken, współprzewodnicząca partii socjaldemokratycznej. Sprzeciw wyraziła też Angela Merkel. Jak podaje PAP, kanclerz Niemiec powiedziała, że jej rząd „jest przeciwny eksterytorialnym sankcjom, i to nie od wczoraj”. Z Berlina dochodzą też głosy, że RFN powinna odpowiedzieć pięknym za nadobne i zastosować retorsje względem USA.

Najbliższe tygodnie będą „sprawdzam” dla amerykańskiego podejścia do Niemiec (obojętnie od sprawy Nord Stream 2, dla USA RFN to jeden z kluczowych sojuszników w Europie, biorąc pod uwagę chociażby ilość nasycenia tego kraju armią Stanów Zjednoczonych), siły polityki Berlina (brak reakcji na sankcje może podgrzać nastroje w Niemczech i dać paliwo np. partii Alternatywa dla Niemiec) oraz dla rosyjskiej gotowości na opóźnienie (która ogniskuje się na sprawie umowy tranzytowej z Ukrainą).

Amerykańskie instrumenty nacisku to dodatkowy kij włożony w – i tak już częściowo powyginane – szprychy rosyjskich wpływów gazowych w Europie. Krzyżowanie szyków Kremla na pewno pomoże Donaldowi Trumpowi w wyścigu po Biały Dom. Nie można też pominąć wpływu dodatkowego opóźnienia budowy Nord Stream 2 na rosyjsko-ukraińskie negocjacje tranzytowe, które – według doniesień z Berlina, gdzie odbywa się trilog w tej sprawie – powoli klarują przestrzeń porozumienia. Uzasadnionym wydaje się więc założenie, że amerykańskie sankcje na Nord Stream 2 kupują przeciwnikom tego projektu dodatkowy czas na przygotowanie się na uruchomienie tego gazociągu. W przypadku Ukrainy te dodatkowe miesiące (choć niemiecki Bild pisze nawet o latach) mogą okazać się bezcenne.

KomentarzeLiczba komentarzy: 79
PiotrEl
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 15:58

ROSJA dokończy budowę NS2 i nie popisze umowy o tranzycie gazu przez Ukrainę. Zablokuje nasz Baltic Pipe na lat parę. Nie będzie nalegała na przedłużenie Jamalu. Będziemy czerpać całymi garściami LNG z Kataru i USA. Acha Opal w 100 % dla Gazpromu.

prawieanonim
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 19:13

Budowa NS2 została zatrzymana a Rosja już podpisała umowę o tranzycie przez Ukrainę na kolejnych 5 lat. Widzę że lubisz polemizować faktami. Otóż z nimi się nie dyskutuje tylko przyjmuje do wiadomości. Coś czuję że będziecie musieli się wynieść z Krymu i Donbasu. A było tak pięknie :-)

anda
wtorek, 24 grudnia 2019, 00:10

Budowa NS nie została wstrzymana - odcinek morski nie był budowany więc wstrzymać go nie można, mieli zacząć pod koniec stycznia. Z Ukrainą nic nie podpisano, jest to uzgodnienie a nie umowa. Umowa ma być podpisana 29 grudnia A nawet w polskiej prasie pisze się że projekt porozumienia jest korzystny dla Gazpromu.

Niuniu
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 14:24

Biję się w piersi. Sankcje weszły wczesniej niż przewidywałem i o dziwo wywołały już konkretny skutek. Szwajcarska firma wstrzymała prace przy układaiu rury i wystosowała do władz USA zapytanie, czy może dokończyć prace w zakresie zabezpieczenia już ułożonej rury i jej zakończenia tak aby nie szkodziła środowisku. Ale dokończyć układania rurociągu w całości nie zamierza. Zostało do ulożenia ok 130 km. Szwajcarzy mieli 2 statki z których jeden układał 5 km a drugi 3 km rury dziennie - jak był sprzyjający stan morza. Teraz Rosjanie muszą poszukać alternatywy. Gazprom ma dwa statki które mogą układać rurę o średnicy 1,5 m i na głębokości do 200m. Jedna jednostka, większa i nowocześniejsza mogąca układać rurę przy niespokojnym morzu z wydajnością ok. 3 km dziennie znajduje się w Nachodce na Dalekim Wschodzie. Jej przybycie na Bałtyk to min 6-8 tygodni jeśli stan techniczny okrętu jest zadawalający. Drugi statek to jednostka płaskodenne nie mogaca pracować przy wzburzonym morzu o wydajności maks 1,5 km dzienie. Na szczęście dla rosjan zakotwiczona w niemieckim porcie. Prace będzie mogła podjąć relatywnie szybko. Ale wydajność niewielka. W najbardziej optymistycznym wariancie Układanie rury zakończy się za 3 miesiące. jeśli rosyjskie statki nie doznają awarii i stan morza będzie w miarę spokojny. Następnie 1-2 miesiące na próby techniczne i napełnienie rur NS2 gazem. Czyli jeśli wszystko pójdzie dobrze (dla Rosji i Niemiec) to gaz NS@ zacznie tłoczyć za 5-6 miesięcy. Sankcje USA przedłużą więc budowę NS2 o minimum 2 miesiące. Nie jest to jednak zadawalający wynik dla oponentów tej inwestycji. Nadal pozostaje pustym gestem amerykańskiej administracji.

Po trzecie sankcje
wtorek, 24 grudnia 2019, 08:22

Jeśli to prawda to te sankcje praktycznie niewiele dają. Kilka miesięcy.

Are
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 21:59

Czy to pusty gest amerykańskiej administracji? Być może. Całe te zaangażowanie Niemiec w zmianę mixu energetycznego polegającej na wykluczenie energetyki atomowej, spowolnienie zamknięcia posteNeRDowskich kopalni/elektrowni węgla brunatnego i rozwój sketora gazowego + OZE napotyka też na opór wewnątrz kraju. Coraz silniej słychać głosy że zastąpienie spalania węgla spalaniem gazu to tylko pozorne rozwiązanie zmian klimatycznych i emisji CO2. Kluczem jest czas. Jeszcze rok, dwa, a Niemcy Zachodnie mogą zostać politycznie zdominowane przez zielonych, co może zniweczyć te plany. Z tego punktu widzenia nawet dwa miesiące to znaczące wzmocnienie prawdopodobieństwa takiego scenariusza. Inna kwestia to problem z nawrotem mentalności "sowieckiej" w postaci rosnącej pozycji AfD. AfD jest nie tylko za sprowadzaniem gazu od Putina, ale uważa wręcz zmiany klimatyczne za "spisek elit".

JA
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 19:24

Ja nie martwilbym sie o Rosje oni tak czy inaczej ukoncza ten gazociag mimo sankcji natomiast martwilbym sie o Polske bo jak Rosja zam,knie kurek z gazem to dopiero bedzie beda sprowadzac gaz z USA tylko za jaka cene .

środa, 25 grudnia 2019, 07:08

Zatoka Pomorska odkryto żłoża ropy i gazu na 30 lat

GB
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 21:56

Rynkową, a nie najdroższą w Europie bo po takiej sprowadzamy z Rosji.

prawieanonim
poniedziałek, 23 grudnia 2019, 21:48

Przecież przestajemy kupować gaz z Rosji to o co ci chodzi z tym zamykaniem kurka?

fifi
niedziela, 22 grudnia 2019, 20:57

Reakcja Rosjan niewiele mnie obchodzi.Ciekawy jestem jak zareaguja Niemcy.Kelner przyblędą napluł im do zupy. I zamieszał brudnym paluchem.

ThinQ
niedziela, 22 grudnia 2019, 15:30

Spoko bez podniety. Jest to zagrywka nastawiona na ugranie czegoś. Czego to nie wiem ale niebawem się dowiemy. Wycofaja swe sankcje jednak to pewne.

mobilny
niedziela, 22 grudnia 2019, 15:17

Nie często popieram amerykanów bo o to trudno ale jeżeli utrzymają swą decyzję to szacun

Tweets Energetyka24