Klimatolog: rok 2019 był pod względem temperatury dramatyczny [WYWIAD]

27 stycznia 2020, 09:57
840_472_matched__pvwrq9_thermometer35811901920
Fot. Pixabay

Rok 2019 był najcieplejszym w historii pomiarów temperatury w Polsce - mówi w rozmowie z red. Jakubem Wiechem klimatolog prof. Mirosław Miętus.

Jakub Wiech: Jak rok 2019 wypada, jeśli chodzi o pomiary temperatury?

Profesor Mirosław Miętus: Krótko mówiąc: dramatycznie. Rok 2019 był najcieplejszym w historii pomiarów meteorologicznych w Polsce, a historia ta jest bardzo długa. Średnia temperatura dla obszaru całej Polski wynosiła 10,2 stopnia Celsjusza. Przekroczona została bariera 10 stopni – nigdy w historii tej wartości nie przekroczono. Do tej wartości należy się ustosunkować na tle okresu 1851-2020, czyli na tle okresu, który jest uznawany za czas instrumentalnych pomiarów prowadzonych równomiernie na tle całego globu, posługuje się nim IPCC. W tym przedziale czasowym nie znajdujemy w Polsce roku cieplejszego, a ostatnie dwie dekady są najcieplejszymi dekadami w historii pomiarów.

Na te dane można też spojrzeć z perspektywy różnych miast. W Gdańsku pomiary rozpoczęto na początku XVIII wieku, od 1740 roku nie budzą one zastrzeżeń metodologicznych i w tej skali rok 2019 również był najcieplejszym w historii. Średnia temperatura w Gdańsku wyniosła wówczas 10 stopni Celsjusza.

Anomalia temperatury w roku 2019 w stosunku do normy 1981-2000 jest równa 1,9 stopni Celsjusza. Patrząc na klasyfikacje warunków termicznych w poszczególnych krainach geograficznych kraju, to również możemy powiedzieć, że w każdej z nich rok 2019 był najcieplejszy w historii pomiarów. Jeśli zaś chodzi o klasyfikację termiczną, to rok miniony był „ekstremalnie ciepły”.

W jakim miesiącu było najcieplej?

Najcieplejszym miesiącem 2019 roku był czerwiec. Czerwiec charakteryzował się na obszarze całego kraju najwyższą średnią miesięczną temperaturą powietrza, wyżsżą od tej zarejestrowanej w lipcu i sierpniu, które jeśli spojrzymy na nie z punktu widzenia średnich wieloletnich należą do najcieplejszych miesięcy. Czerwiec charakteryzował się także najwyższymi wartościami anomalii temperatury w stosunku do norm wieloletnich. Anomalia ta wynosiła dla Polski +5,5 stopni Celsjusza. Długotrwała fala ciepła, która zaczęła się na przełomie pierwszej i drugiej dekady czerwca i trwała praktycznie do końca miesiąca. Falą ciepła określa się temperaturę, która jest powyższej tzw. kwantyla 95-procentowego, ten próg jest uznawany przez IPCC za próg występowania ekstremów klimatycznych. Drugi taki czas to okres na jesieni, gdzie mieliśmy krótszą falę ciepła, ale również przekraczającą wartość krytyczną. W roku 2019 w większości stacji na terenie Polski rzadko kiedy temperatura spadała poniżej drugiego progu odnoszącego się do temperatur minimalnych, czyli progu kwantylu 5-procentowego. To były przypadki, które trwały 1-2 dni. To pokazuje jak gorąco było.

Kiedy w historii polskich pomiarów dostrzeżono, że zaczęło robić się ciepło?

W skali pomiarów powojennych, od 1951 roku – bo te pomiary zapewniają „gęstą” informację obejmującą powierzchnię całego kraju – można stwierdzić, że na początku pierwszej dekady drugiej połowy XX wieku dominowały lata chłodne, często klasyfikowane jako chłodniejsze od normy z lat 1981-2010. Zmiana zaczyna następować pod koniec lat 80-tych. Ale i wtedy trafiały się lata, które były chłodne, np. rok 1987 czy rok 2010 z bardzo zimną zimą, jedyną taką zimą w XXI wieku. Biorąc pod uwagę klasyfikację rangową dla okresu XXI wieku, to temperatura jedynie w roku 2010 była poniżej normy wieloletniej, a w każdym innym roku była powyżej normy, a w roku 2019 przekraczała normę o 1,9 stopnia Celsjusza.

Dla dekady 1951-1960 średnia temperatura wynosiła 7,25 stopnia C, dekada 1991-2000 to już 7,91 stopnia, a niepełna dekada 2011-2019 osiągnęła wynik 9,26 stopnia. Widać zatem systematyczny wzrost temperatury. Natomiast dla klasyfikacji nowych wartości klimatycznych używa się tzw. nowych okresów normalnych, czyli trzydziestoletnich, które pokazują, że średnia temperatura w okresie 1951-1980 to było 7,2 stopnia, 1961-1990 to 7,3 stopnia, 1971-2000 7,6 stopnia 1981-2010 to 7,9 stopnia i dla okresu 1990-2019 to 8,72 stopnia. To pokazuje jak dramatycznie zmieniają się warunki, bo pokazuje, że średnia wieloletnia temperatura zmieniła się w okresie ostatnich 60 lat o 1,5 stopnia. To jest systematyczna zmiana. W historii naturalnej Ziemi zmiana o takie wartości trwała dziesiątki tysięcy lat i nie było wtedy na planecie człowieka.

A jak w 2019 roku wyglądała sytuacja z opadami?

Na większości obszaru kraju widać poważny deficyt opadu, który trwał bądź cały rok, bądź od połowy wiosny do końca roku. Dla przykładu: w Kaliszu, a więc w Wielkopolsce, czyli ważnym obszarze rolniczym, do połowy kwietnia suma opadów przekraczała nieznacznie normę, natomiast później zaczęła się rozwijać sytuacja – początkowo – lekkiego deficytu opadów, a od początku czerwca zaczął się okres posuchy. Na koniec roku deficyt opadów w stosunku do normy wynosił prawie 150 milimetrów w stosunku do normy, która wynosiła 500 mm.

W Kozienicach deficyt wyniósł ok. 10%, w Krakowie 5%, w Legnicy 10%, w Lublinie 5-7%, w Łodzi deficyt sięgnął 30%, w Nowym Sączu 10%, w Opolu 12%.

Historia obserwacji meteorologicznych pokazuje, że system hydrologiczny w Polsce jest bardzo wrażliwy i reaguje bardzo skrajnie w bardzo krótkim czasie. Przypomnę tutaj rok 2010, gdy na Wiśle walczyliśmy z powodzią i następny rok 2011, gdy w Warszawie do Wisły można było wejść w kaloszach.

Dziękuję za rozmowę.

Prof. dr hab. Mirosław Miętus - fizyk, oceanograf i klimatolog, pracownik Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej PIB, autor wielu prac z zakresu detekcji klimatu Polski, ekspert Światowej Organizacji Meteorologicznej i Globalnego Systemu Obserwacji Klimatu, reprezentant Polski na sesjach plenarnych Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC).

KomentarzeLiczba komentarzy: 22
pluskva
środa, 29 stycznia 2020, 14:09

Na pietrze gdzie pracuje, a jest to jednostka klasy A mam 4 profesorów. Żadnemu bym nie zaufał jeśli chodzi wiedzę, która miałaby być podstawą decyzji finansowej.

Apel
środa, 29 stycznia 2020, 11:26

Proponuję przestać roztrząsać na portalu czy zmiana jest czy nie. Decyzje zostały podjęte, jest wyraźny trend w polityce (dla mnie irracionalny). Oczekiwał bym realnej dyskusji na temat tego co w Polsce ma sens. Mamy swoje położenie, swoje możliwości. Czy więc bezmyślnie pchać kasiorę w solary czy raczej gruntowe pompy ciepła (gdzie to ma uzasadnienie). Jak zachowa się cały system w sytuacji zjawisk katastrofalnych, czy też wojny gdzie wszelkie dalsze powiązania będą odcięte. Nas nie stać na małpowanie od niemca czy francuza. Mamy swoją szerokość geograficzną i określony zasób. Na tym się skupmy. Reszta to bełkot a la Greta. Liczmy, symulujmy, planujmy, a nie bijmy pianę, bo czas jest określony.

AB
czwartek, 30 stycznia 2020, 11:05

Skoro jest irracjonalny to nie nad czym dyskutować, tylko zwyczajnie go odrzucić. Jeśli nie jest to z różnych powodów możliwe, należy lawirować i grać a czas dopóki trendy się nie odwrócą.

po
czwartek, 30 stycznia 2020, 04:53

Określenie irracjonalny jest najłagodniejsze z możliwych. Węgiel out, atom out, postępująca dezindustrializacja Europy, zanikanie klasy średniej (może o to chodzi, żeby Grube Misie zarobiły na globalizacji). Byle zabawkę dla dziecka wozimy z drugiego końca świata, przemysły konieczne do funkcjonowania gospodarki jak cementownie, wydobycie miedzi, chemia czy hutnictwo żelaza jest tak obłożone podatkami związanymi z emisją CO2, że niedługo będziemy stawiać huty/cementownie w Afryce, na Ukrainie, bo w UE będzie "domiar klimatyczno - ekologiczny". Nie twierdzę, że kierunek ekologiczny jest zły - każdy chciałby pić czystą wodę i oddychać nieskażonym powietrzem i do tego trzeba dążyć. Ale ta rewolucja industrialno - klinatyczna zaczyna coraz częściej obfitować w absurdy nie mające wiele wspólnego z ekologią: 1) auta na LNG/CNG dają praktycznie nietoksyczne spaliny (a LNG staje się tani i łatwo dostępny) 2) wszechogarniająca chemizacja życia jest wielkim problemem, któremu poświęca się relatywnie mało uwagi, bo cała uwaga skupiona jest na CO2 3) problemem narastającym w zastraszającym tempie jest smog elektromagnetyczny - tutaj nikt nawet nie próbuje dyskutować o problemie, a naukowcy biją na alarm od lat. Ja rozumiem, że silnik spalinowy stał się powszechną technologią i kraje wysokorozwinięte chcą chronić swój przemysł motoryzacyjny, ja rozumiem że są różne lobbies i każde ciągnie w swoją stronę, ale to wszystko staje się coraz bardziej absurdalne. Niektóre pomysły są wzajemnie sprzeczne i cała ta rewolucja staje się coraz bardziej chaotyczna. Niemcy wyłączyły atom, wywaliły węgiel, produkują solary i wiatraki, ściągają gaz z Rosji i chciałyby, żeby cała UE powielała ich pomysły. Dla nas jednoczesne wywalenie węgla, wywalenie atomu i rezygnacja z paliw ropopochodnych w transporcie jest trudna do wyobrażenia w krótkim czasie. Szykanują węgiel i atom, bo chcą sprzedawać solary, wiatraki i rosyjski gaz, a rewolucja w napędach ma zwiększyć próg wejścia do motoryzacji dla nowych konkurentów. Ale dla krajów takich jak PL to neokolonializm. Będziemy zasuwać za miskę ryżu, żeby zarobić na technologie, których nie mamy.

Autor komentarza
środa, 29 stycznia 2020, 02:03

W X - XI wieku rosły w Polsce mandarynki, a z winogron powszechnie tłoczono wino, co potwierdzają źródła pisane i archeologiczne. Grenlandia swą nazwę bierze od zielonych lasów, a całkiem licznie zamieszkujący ją ludzie żyli stosunkowo dostatnio (to też fakty potwierdzone naukowo). Ostatni stali mieszkańcy opuścili tę wyspę w XIV wieku, gdy zamarzły nawet porty. Ochłodzenie dotarło do Polski w połowie XVII wieku, nałożyło się na potop szwedzki i wspólnie z nim załamało naszą gospodarkę. W tych czasach zimą do Szwecji przez Bałtyk jechało się saniami, a na środku zamarzniętego morza stawiano co roku sezonową karczmę. Wynikało by z tego, że zmiany klimatu daleko przekraczające banalne 1,5 stopnia trwały ostatnio po jakieś 500 lat, a nie dziesiątki tysięcy. No chyba, że cytrusy rosną na lodzie. Osobiście - nie sądzę, ale nie jestem ekologiem, więc się pewnie nie znam.

P
wtorek, 28 stycznia 2020, 22:35

Dożyliśmy takich czasów, gdy co drugi Janusz internetu posiada tak wielkie mniemanie o swojej tajemnej wiedzy pozyskanej z youtuba i wikipedii, że nie zawaha się w komentarzach pouczać profesora, który studiuje dane zagadnienie przez całą swoją karierę.

syntax error
środa, 29 stycznia 2020, 03:14

Przysłowiowy profesor z pietyzmem bada mikroskopijny wycinek pewnego zagadnienia (bo jak inaczej nazwać 60 czy nawet 150 lat wobec wieku ziemi), wyciąga jakieś wnioski, uogólnia je na całość zagadnienia, ekstrapoluje w daleką przyszłość i oznajmia: koniec jest bliski. Podchwytuje to biedna Greta i krzyczy "AAAAAA!!! Wszyscy zginiemy!!! Hałderju!". W tym momencie wkraczają politycy, dekretują ustawy, normy i technologie, a wszystko ze znaczkiem koszerne/halal/eko/jakośtak jest oczywiście trzy razy droższe i trzy razy mniej trwałe (i nijak się ma do ekologii, ale tu już się czepiam) i do kupienia tylko w konkretnych miejscach. No wybacz, nie trzeba wikipedii i youtube, żeby podejrzewać, że w tym wszystkim chodzi o coś zupełnie innego. Przypomina mi się też coś o wykradzionych emailach z jakiegoś poważnego ONZowskiego instytutu, z których wynikało, że cała klimatologia to jedna wielka ściema. Było to dość istotne dla sprawy, dlatego już nikt o tym nie pamięta - w związku z czym pewnie się nie wydarzyło i nie będę tu o tym pisał.

Trzeźwy umysł
środa, 29 stycznia 2020, 00:57

Widzisz, Twoim błędem jest czczenie autorytetów. Dobrze uczyć sie od innych, słuchać specjalistów. Ale nie ma ludzi nieomylnych, wielu jest też niestety mniej czy bardziej nieuczciwych, a prawda - cytując klasyka - " leży tam, gdzie leży". Po prostu myśl sam, w koncu jestes homo sapiens.

dane (geologiczne)
wtorek, 28 stycznia 2020, 13:21

Nieprawdziwe jest twierdzenie Pana Profesora nt powolności wcześniejszych zmian średniej temperatury ("kilkadziesiąt tysięcy lat"). Ostatnia epoka lodowcowa skończyła się w Polsce ok. 12 tysięcy lat temu, a w ciągu tego czasu kilkukrotnie notowano temperatury wyższe i niższe niż obecnie. Poza tym poziom morza (oceanu światowego) był niższy przynajmniej o kilkadziesiąt metrów. A w szczytowym okresie zlodowaceń plejstoceńskich - nawet przeszło 150m niższy....

Reklama
Tweets Energetyka24