Czy koronawirus zmiażdży elektromobilność? [KOMENTARZ]

5 czerwca 2020, 12:52
samochód elektryczny
Fot. Pixabay

Jak z epoce epidemii koronawirusa radzi sobie rynek samochodów elektrycznych? Podobnie jak w całej branży motoryzacyjnej, kryzys jest widoczny. Nadzieja w długoterminowych trendach, wedle których już za 20 lat ponad połowa aut na drodze ma być napędzana prądem.

Jeszcze w 2019 roku rynek samochodów elektrycznych zanotował wzrost o 10% r/r i osiągnął poziom 2,2 mln egzemplarzy na drogach globalnie. Niewielki wzrost w Chinach, choć Kraj Środka może pochwalić się dosyć dużym udziałem w rynku e-aut – aż 5,2%. Spore wzrosty zanotowała Europa – 38% dochodząc do 3,1% udziału w rynku, a z kolei słabo rozwijał się on w USA, gdzie zanotowano jeszcze w ubiegłym roku spadek o 9% z udziałem w rynku 1,9%.

Z powodu koronawirusa i ogólnego załamania transportu osobowego, eksperci przewidują spadek zakupu pojazdów elektrycznych. BloombergNEF podał niedawno, że pandemia spowoduje spadek sprzedaży aż o 18%. To największa obniżka na tym rynku od dekady. Niemniej jednak, auta o tradycyjnym napędzie czeka jeszcze gorszy los – sprzedaż zmniejszy się prawie o ¼, czyli o 23%.

W Europie sprzedaż samochodów osobowych w marcu w porównaniu z tym samym okresem w zeszłym roku spadła aż o 53%. W Chinach w pierwszym kwartale ten spadek wyniósł 42%. Jednocześnie przedłużono o dwa lata okres dopłat państwowych do samochodów elektrycznych, których sprzedaż spadła o 56%.

W USA branża nie doznała tak katastrofalnych konsekwencji – wolumeny sprzedaży obniżyły się tylko o 13% w pierwszym kwartale.

Co ciekawe, mimo ogólnego spadku liczby kupowanych pojazdów, w pierwszym kwartale 2020 roku urósł ogólny udział samochodów elektrycznych wśród wszystkich pojazdów w UE. Jeszcze w pierwszych trzech miesiącach 2019 r. było to 2,5%, podczas gdy w analogicznym okresie 2020 r. już 6,8%.

Niskie ceny ropy i gazu

Kolejnym ciosem dla samochodów elektrycznych, pośrednim efektem koronawirusa, są niskie ceny ropy i gazu, czyli tradycyjnych paliw samochodowych. Obniża to poziom konkurencyjności elektrycznych samochodów, zwyczajnie o wiele taniej wychodzi kupić auto na tradycyjny napęd, gdy ceny paliw są tak niskie.

Ceny ropy przez długi czas balansowały na poziomie 20-30 dolarów, chwilowo nawet spadając poniżej zera. Konsekwentnie spadają również ceny gazu. Jedyną nadzieją na przywrócenie równowagi jest po prostu powrót do cen sprzed koronawirusa. Wraz z częściowym odmrożeniem gospodarki ropa zahacza o rejon 40 dolarów za baryłkę, więc bardzo możliwe, że ten problem elektromobilności nie będzie trwały. Choć z drugiej strony trudno przewidzieć zachowanie giełd, zwłaszcza, że nie wiemy, czy nie nastąpi nawrót koronawirusa i tzw. druga fala.

Polityka unijna

Elektromobilność zajmuje też ważne miejsce w unijnych planach odnowy gospodarczej po kryzysie koronawirusowym. W dwa lata KE chce przeznaczyć 20 mld euro na dofinansowania do zakupu zerooemisyjnych pojazdów. Clean Automotive Investment Fund ma wydać 40-60 mld euro na inwestycje w bezemisyjne pociągi. KE podwoiła też fundusze na infrastrukturę ładowania samochodów elektrycznych. Celem do 2025 są 2 miliony stacji ładowania na terenie UE. Obecnie to zaledwie 170 tysięcy.

To bardzo ambitne plany wpisujące się w Europejski Zielony Ład. Dopłaty do e-aut z pewnością pomogą w powrocie do poziomów wzrostu sprzed koronawirusa oraz osiągnięcia większego udziału samochodów elektrycznych na drogach.

Obecnie w większości państw UE występuje system dopłat do zakupu e-samochodu. Co ciekawe, największe są w Rumunii – każdy kto zdecyduje się na zakup może liczyć aż na 10 tys. euro dofinansowania. We Francji ta kwota wynosi 6 tys. euro, w Hiszpanii – 5,5 tys., w Niemczech 4 tys. a w Austrii 3 tys. Mimo hucznych zapowiedzi premiera Morawieckiego o rozwoju elektromobilności w Polsce, w naszym kraju nie funkcjonuje jeszcze żaden system dopłat do zakupu e-aut.

Co prawda, co i raz ministerstwo klimatu wychodzi z różnymi propozycjami, ale na razie brak konkretów i dedykowanych przepisów. Ostatnio wiceminister Ireneusz Zyska zakomunikował, że szykowane są ułatwienia prawne dla elektromobilności.

"Rozwój elektromobilności to projekt, którego sukces jest uwarunkowany dokonaniem przeobrażeń w wielu sferach. Wymaga on jednak przede wszystkim wykreowania dynamicznego środowiska, w którym poszczególne podmioty będą wzajemnie wspierały swoje działania" – powiedział.

"Obecnie, wspólnie z sektorem, dokonujemy ewaluacji działań związanych z elektromobilnością, zarówno w sferze regulacyjnej, jak i w kwestii finansowego wsparcia jej rozwoju" - dodał.

Wiceminister Zyska poinformował, że w Ministerstwie Klimatu finalizowane są prace dotyczące ułatwień w zakresie finansowego wsparcia zakupu pojazdów elektrycznych przez osoby fizyczne oraz przedsiębiorstwa, jak i wsparcia dla budowy stacji ładowania.

Przyszłość

Analitycy BloombergNEF przekonują, że w długiej perspektywie rynek aut elektrycznych będzie rosnąć. W 2041 roku nawet 58% samochodów osobowych ma być na prąd.

Faktycznie, z historycznych danych z ostatniej dekady wynika, że wzrost liczby samochodów elektrycznych na drogach wzrastał niemal w tempie geometrycznym. Najszybciej w liczbach bezwzględnych rosły Chiny, drugie miejsce zajmuje Europa a trzecie Ameryka Północna. 

Koronawirus nie zabije rynku elektrycznych samochodów. Może spowolnić jego rozwój, wyhamować impet, z jakim rósł rynek. Unijne polityki oraz trendy konsumenckie najprawdopodobniej sprawią, że ich liczba będzie systematycznie wzrastać. 

KomentarzeLiczba komentarzy: 4
Krys
wtorek, 16 czerwca 2020, 01:16

Przyszłość tylko dla LPG i wodoru . Elektromobilność bardziej zatruwa środowisko.

autor komentarza
sobota, 6 czerwca 2020, 02:29

Czy państwowe dopłaty do drogich ekstrawaganckich zabaweczek dla bogatych są zgodne z art. 2 Konstytucji RP mówiącym, że państwo polskie urzeczywistnia zasady sprawiedliwości społecznej? Ten niedorzeczny przepis może się komuś podobać lub nie, jak cała nasza bublowata konstytucja, ale obowiązuje i należy go przestrzegać. Czy zatem zabieranie pieniędzy (w podatkach) od milionów osób, których nie stać na nową Fabię, by dopłacić nielicznym, których stać na pojazd kosztujący niemal trzy razy więcej (Leaf) jest społecznie sprawiedliwe?

Andrzej K.
sobota, 6 czerwca 2020, 16:39

To jest sprawa moralności, otóż są 2 rodzaje subsydiów: - złe dofinansowania - domyślnie dofinansowanie jest złem - np. ratowanie bankrutujących polskich stoczni to byłby szczyt zła i było niedopuszczalne - dobre dofinansowania - takie o jakich UE decyduje, że są dobre, przykładem jest wspieranie bogatych właścicieli farm wiatrowych przez zawyżanie cen energii dla niebogatych gospodarstw domowych. W przypadku Konstutucji to jest tak, że: "Art. 20 Społeczna gospodarka rynkowa oparta na wolności działalności gospodarczej, własności prywatnej oraz solidarności, dialogu i współpracy partnerów społecznych stanowi podstawę ustroju gospodarczego Rzeczypospolitej Polskiej." Oczywiste jest więc, że należy wprowadzić centralne planowanie, które z góry narzuci, jak ma wyglądać rynek w przyszłości (np. jaki procent ergii jak ma być produkowane) i rozkazać rynkowi, żeby się do tego rozkazu dostosował. Rozkazy dla rynku muszą promować rozwiazania drogie, aby było społecznie. I koniecznie trzeba wprowadzić odgórne LIMITY na działalność, a potem je systematycznie obniżać tak aby jak ktoś nowy zechce wejść na rynek, to albo jemu powiedzieć, żeby spadał bo jego wejście będzie przekroczeniem limitów, albo podczas wejścia nowego wykończyć już istniejących, żeby łącznie limit nie był przekroczony.

sobota, 6 czerwca 2020, 16:29

Subsydia muszą iść od biednych np. gospodarstw domowych - do bogatych - np. właścicieli farm wiatrowych i wielkich producentów wiatraków (np. Siemens).

Tweets Energetyka24