Zamachy w Iraku symptomem konfliktu szyicko – sunnickiego.

8 września 2012, 18:38
Wzrost aktywności terrorystycznej w Iraku oznacza wzrost działań sił wojskowych oraz policyjnych mających na celu utrzymanie porządku w kraju - fot. US Army

W poniedziałek 23 lipca br., Irakiem wstrząsnęła seria zamachów terrorystycznych, za które odpowiedzialność wzięła na siebie grupa Islamic State of Iraq. Czy to zwiastun renesansu al-Kaidy w tym kraju?


Fala przemocy rozlała się po szerokich połaciach kraju, od Mosulu po Diwaniyę, ze szczególną koncentracją w prowincjach północnych i w Bagdadzie. W sumie przeprowadzono przynajmniej 29 ataków w 19 miastach, w którym zginęło ponad 100 osób (liczba ofiar cały czas rośnie) a ponad 300 zostało rannych.


Terroryści zaatakowali zróżnicowane cele przy zastosowaniu kilku odmiennych taktyk. Wśród obiektów, w które uderzyli sprawcy znalazły się przede wszystkim cele rządowe wojskowe i cywilne, posterunki, punkty kontrolne, ale również kawiarnia w szyickiej dzielnicy w stolicy. Do ataku na cele ufortyfikowane, np. bazę wojskową użyto samochodów pułapek, pasów z materiałami wybuchowymi przenoszonymi przez zamachowców – samobójców i broni długiej. W innym przypadku, wykorzystano improwizowane materiały wybuchowe – atak na konwój z generałem irackiej armii. Dokonano również zabójstw oficerów policji z użyciem broni w ich domach.


Skuteczne ataki na cele chronione świadczą o dobrym planowaniu, wyszkoleniu i koordynacji napastników. Również koordynacja zamachów w czasie może świadczyć o tym, że były one częścią większej, ogólnokrajowej operacji.


Taki obraz zarysował właśnie człowiek z nagrania umieszczonego w internecie na forum Hanein przez organizację terrorystyczną Islamic State of Iraq (Muzułmańskie Państwo Iraku), posługujący się nazwiskiem Abu Bakr al-Bagdadi. Zapowiedział on nową fazę walki z irackim, a także syryjskim rządem, kolejne zamachy na najwyższych oficjeli i dowódców oraz odzyskanie bastionów utraconych przez terrorystów w 2007 i 2008 r. w prowincji Anbar na granicy z Syrią w czasie operacji Surge prowadzonej przez US Army.


Rzeczywiście istnieje silny związek między sytuacją w Iraku i rejonach przy granicy z Syrią. Chaos w Iraku sprzyja również przenikaniu ekstremistów chcących walczyć z reżimem al-Asada, którzy stanowią coraz liczniejszą siłę walczącą ramię w ramię z rebeliantami. We wszystkich przypadkach ma miejsce walka sunnickich grup zbrojnych, terrorystycznych lub nie z szyickimi instytucjami państwowymi.


Zarówno rządowi Syrii, jak i Iraku bardzo zależy na tym, aby stłumić trwające od ponad 16 miesięcy powstanie przeciwko syryjskim alawitom destabilizujące sytuację po obu stronach granicy i realnie zagrażające ich władzy.                  W przypadku upadku al-Asada, można by się spodziewać intensyfikacji przemocy w sąsiednim kraju.


Warto przypomnieć, że póki Amerykanie znajdowali się w Iraku, z ich oraz ze strony irackiego rządu często pojawiały się oskarżenia w stronę al-Asada, że ten wspiera sunnickich dżihadystów przybywających ze strony syryjskiej. Mimo, iż tego nigdy nie udowodniono, Syria miała motyw dla takich działań. Eksport terroryzmu do Iraku angażował więcej sił i środków Stanów Zjednoczonych, a także szyickiego rządu utrzymującemu z nimi dużo lepsze stosunki niż obecnie.


Ostatnie zamachy są najbardziej krwawe od 2009 r., kiedy w ciągu jednego dnia zginęło 127 osób. Na razie jednak aktywność terrorystów nie osiągnęła poziomu z lat 2004-2008, w czasie których w kraju trwała regularna bitwa szyicko – sunnicka, dziesiątki tysięcy ludzi zginęły we własnych domach, sklepach, na ulicy, wielu poddano torturom, w wyniku której wiele dzielnic mieszanych zostało zastąpionych monowyznaniowymi. Mimo tego, jak pokazuje badanie Becci Wasser z Międzynarodowego Instytutu Studiów Strategicznych (ISSI) poziom przemocy w pierwszym kwartale 2012 r., zwiększył się o 70% w porównaniu do analogicznego okresu w roku poprzednim. Wszystko wskazuje na to, że ten rosnący trend (w międzyczasie miały jeszcze miejsce dwie serie potężnych zamachów, w Marcu przed szczytem Ligi Państw Arabskich – 46 zabitych oraz w czerwcu – 70 zabitych w serii eksplozji samochodów – pułapek) utrzyma się także w skali całego roku.


Co może być zatem przyczyną narastającego zjawiska terroryzmu w Iraku, oprócz konfliktu w Syrii? Wydawałoby się, że zakończenie militarnej obecności Stanów Zjednoczonych mogłoby stanowić odpowiedź na postawione wyżej pytanie. Mniej żołnierzy nie zawsze jednak ocenia mniejsze bezpieczeństwo, zwłaszcza gdy są to żołnierze uznawani za siły okupacyjne przez dużą część społeczeństwa, na dodatek w warunkach bliskowschodnich.


Prawdziwy powód również wiąże się z wycofaniem USA z Iraku, ale nie tyle z militarnym co politycznym, polegającym na zmniejszeniu wpływu Amerykanów na szyicki rząd Nuriego al-Malikiego. Póki jeszcze silny amerykański kontyngent stacjonował nad Eufratem, al-Maliki musiał utrzymywać poprawne stosunki z Białym Domem i nie mógł działać w pełni swobodnie. Po grudnia 2011 r. (data oficjalnego wycofania się US Army z Iraku), Nuri al-Maliki, który od kilku lat skupia w swoim ręku coraz więcej władzy, rozpoczął rozprawę ze swoimi sunnickimi przeciwnikami politycznymi przy jednoczesnym zbliżeniu do alawity al-Asada. Jedną z ofiar walki politycznej był wicepremier Tariq al-Haszemi oskarżany przez al-Malikiego o terroryzm, który zbiegł do Automicznego Regionu Kurdystanu, podczas gdy jego ochroniarz, który został na miejscu i był najprawdopodobniej torturowany zginął.


Premier Iraku popełnił jeszcze jeden błąd. Po operacji Surge, wielu sunnickich buntowników i terrorystów przeszło na stronę rządu i zostało wciągniętych na jego listę płac. Te jednostki, znane jako Synowie Iraku, Sahwa (Przebudzenie) zostały jednak odcięte od finansowania przez al-Malikiego.


Podsumowując, obecna rywalizacja szyicko – sunnicka zbiera i nadal będzie zbierać żniwo w postaci zabitych i rannych, zarówno w Iraku, państwie upadłym, czy Syrii, ale również w Jemenie czy Bahrajnie (w mniejszej skali). Będzie tak, dopóki jedna strona nie porzuci zamiaru zdominowania, politycznego / militarnego strony drugiej, i nie wypracują satysfakcjonującego obie strony porozumienia. Dopóty jednak zachowany jest status quo, to organizacje terrorystyczne utożsamiane z al-Kaidą, wyznające skrajną wersję salafickiego nurtu islamu, będą miały idealne uzasadnienie dla swojego istnienia – walkę ze szyickim (choćby nawet tylko nominalnie, a w praktyce świeckim), skorumpowanym, prześladującym sunnitów (przynajmniej ich zdaniem) rządem.


Marcin M. Toboła

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Tweets Energetyka24