Reklama
Reklama
  • WIADOMOŚCI
  • ANALIZA

Węgla opałowego może zabraknąć w środku zimy. „Mamy wszystko, ale nic z tym nie robimy”

Autor. Canva

Tej zimy węgla w Polsce raczej nie zabraknie, ale nie każdy będzie mógł łatwo kupić opał do ogrzewania domu. Krajowe kopalnie wydobywają za mało węgla odpowiedniego dla gospodarstw domowych, a zapasy przy kopalniach są dużo mniejsze niż rok temu. Rynek jest też uzależniony od importu, a dostawy z zagranicy mogą się opóźniać. Eksperci ostrzegają, że największe problemy mogą pojawić się w środku zimy, gdy zapotrzebowanie na opał będzie największe.

Reklama

Czy tej zimy Polakom zabraknie węgla do ogrzewania domów? Zdania ekspertów różnią się w ocenie skali zagrożenia, ale wskazują na podobne problemy: ograniczoną podaż, rosnące znaczenie importu i logistykę, która nie nadąża za potrzebami rynku.

Jerzy Markowski, ekspert ds. górnictwa i były wiceminister gospodarki, zwraca uwagę na to, że krajowe kopalnie produkują zbyt mało węgla grubego, przeznaczonego dla gospodarstw domowych. Z kolei Łukasz Horbacz, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla, uspokaja, że węgla nie powinno zabraknąć w całym kraju. Ostrzega jednak, że problemy z jego dostępnością mogą być największe od 2022 roku

Problemem nie jest ilość węgla, lecz jego struktura

Polskie kopalnie wydobyły w 2025 roku 42,8 mln ton węgla kamiennego, w tym 30,5 mln ton węgla energetycznego. Z kolei gospodarstwa domowe zużywają około 5–6 mln ton węgla rocznie. Nie oznacza to jednak, że krajowe wydobycie automatycznie zabezpiecza potrzeby wszystkich odbiorców.

Węgiel energetyczny obejmuje różne sortymenty, a znaczna część produkcji to miał przeznaczony dla elektrowni i ciepłowni. Do ogrzewania domów potrzebne są natomiast paliwa o odpowiednich parametrach jakościowych i wielkości ziaren. Dodatkowo od 1 lipca 2025 roku obowiązują zaostrzone wymagania jakościowe dotyczące węgla sprzedawanego gospodarstwom domowym, co ograniczyło możliwość wykorzystania części krajowej produkcji w tym segmencie rynku.

Według Jerzego Markowskiego gospodarstwa domowe potrzebują rocznie około 8 mln ton węgla opałowego, podczas gdy krajowe kopalnie dostarczają jedynie 1,5–2 mln ton węgla grubego. Łukasz Horbacz szacuje natomiast roczne zużycie gospodarstw domowych na 5–6 mln ton. Różnica wynika z odmiennych szacunków dotyczących wielkości rynku, ale obaj eksperci wskazują, że krajowe kopalnie dostarczają zbyt mało węgla odpowiedniego do ogrzewania domów.

Reklama

Nadwyżki zniknęły, a węgla opałowego brakuje

Michał Hetmański, prezes Fundacji Instrat zwraca z kolei uwagę na inną kwestię.

”Kopalnie wyprzedały już zapasy węgla do końca sezonu, więc to dobra wiadomość dla nich, bo miały nadmiar surowca od lat. Ale to gorsza wiadomość dla ciepłowni i klientów indywidualnych, gdzie mamy strukturalny deficyt węgla o wyższej kaloryczności. Dlatego sprowadzamy go z zagranicy” – wskazuje prezes Fundacji Instrat.

Zaznacza, że przepustowość portu w Gdańsku nie powinna być problemem, ale ceny węgla już tak.

”Importem surowca zajmują się przede wszystkim prywatni handlarze, a tu mamy do czynienia ze sporymi marżami odzwierciedlającymi ryzyko w tej branży” – wskazuje.

Import ratuje rynek, ale dostawy mogą się spóźniać

Znaczenie zagranicznych dostaw węgla do Polski systematycznie rośnie. W pierwszym półroczu 2026 roku Polska sprowadziła 3,06 mln ton węgla energetycznego, o 168 proc. więcej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Blisko 1,9 mln ton pochodziło z Kazachstanu, który pozostaje jednym z najważniejszych kierunków importu.

Problem w tym, że dostawy z tego kraju są w dużej mierze uzależnione od transportu kolejowego przez Rosję i Białoruś. Od 8 do 17 października obowiązywał zakaz przewozów na punkcie styku Krasnoje, przez który przebiega zasadniczy szlak transportowy. Choć ruch został wznowiony, nie oznacza to natychmiastowego powrotu do normalnej przepustowości.

Reklama

”Według informacji od członków naszej izby i spedytorów zakaz wygasł w terminie i ruch został wznowiony, ale wschodnia granica pozostaje mocno obciążona: składy zatrzymane w drodze i ładunki nienadane przez dziesięć dni konkurują o przepustowość z bieżącym ruchem, a wagony unieruchomione na sieci rosyjskiej nie wróciły w tym czasie pod załadunek” – komentuje Łukasz Horbacz.

Zwraca uwagę na to, że część dostaw może więc dotrzeć do Polski z opóźnieniem akurat w okresie przygotowywania zapasów na zimę.

Dostawy z innych kierunków nie rozwiążą problemu

Alternatywą są dostawy węgla z Kolumbii i Republiki Południowej Afryki, realizowane między innymi przez porty w Gdańsku i Świnoujściu. Zwiększenie importu z tych kierunków wymaga jednak odpowiednio wczesnego zakontraktowania dostaw.

Zdaniem Jerzego Markowskiego w bieżącym sezonie nie da się więc szybko i w pełni zastąpić nimi ewentualnych braków w dostawach kazachskich.

Ekspert zwraca jednocześnie uwagę na to, że jeżeli mroźna zima zwiększy zapotrzebowanie elektrowni i ciepłowni na węgiel, energetyka zawodowa będzie również potrzebowała dodatkowych dostaw.

”Jeśli zima będzie mroźna, elektrownie i ciepłownie będą potrzebowały więcej węgla z zagranicy. Będą więc konkurować ze składami opału o transport i możliwości dostaw. W efekcie problemy z zaopatrzeniem energetyki mogą przełożyć się także na dostępność węgla dla gospodarstw domowych.” – przewiduje Łukasz Horbacz.

Reklama

Największe ryzyko od grudnia do lutego

Prezes Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla wskazuje, że czas realizacji zamówień u krajowych producentów i czas dostaw importowych są obecnie dłuższe niż rok wcześniej. Najtrudniejszy moment tej zimy może jego zdaniem pojawić się jednak w okresie od grudnia do lutego. Składy będą wtedy sprzedawały zapasy zgromadzone jesienią, a opóźnienia w dostawach mogą przełożyć się na ich ograniczoną dostępność w środku sezonu.

Skutki ewentualnych opóźnień najmocniej mogą odczuć gospodarstwa domowe w trudniejszej sytuacji finansowej, które często kupują opał w mniejszych ilościach i dopiero w trakcie sezonu grzewczego.

Alternatywy dla węgla też drożeją

”Dla gospodarstw domowych alternatywą może być pellet lub gaz, ale zmiana paliwa nie zawsze jest możliwa i opłacalna. Pellet również drożeje, a przejście na gaz może wymagać kosztownej wymiany instalacji grzewczej. Dla części rodzin takie wydatki pozostają poza zasięgiem. Wymiana instalacji grzewczych w dużej liczbie domów oznaczałaby wysokie koszty dla mieszkańców i finansów publicznych, a nie gwarantowałaby trwałego obniżenia rachunków” – podkreśla Jerzy Markowski.

Rosnące koszty ogrzewania mogą jego zdaniem pogłębić ubóstwo energetyczne. ”Część gospodarstw będzie zmuszona ograniczać ogrzewanie, a w skrajnych przypadkach może sięgać po odpady lub paliwa nieprzeznaczone do spalania, kosztem pogorszenia jakości powietrza” – ocenia.

Reklama

Na wysokie ceny pelletu zwraca uwagę także Michał Hetmański. Jego zdaniem to m.in. skutek braku skoordynowanych działań w programie „Czyste Powietrze”, w ramach którego wielu beneficjentów przeszło na droższe, a nie zawsze mniej emisyjne paliwo.

Ostrzeżenie przed powtórką z 2022 roku

Według Jerzego Markowskiego problem z dostępnością węgla opałowego wymaga lepszego wykorzystania krajowych zasobów. Wśród możliwych rozwiązań wymienia zwiększenie produkcji węgla grubego, rozwój technologii wytwarzania brykietów oraz wykorzystanie odpowiednio przygotowanego węgla brunatnego.

”Polska dysponuje surowcami i możliwościami technicznymi, by przynajmniej częściowo ograniczyć te problemy. Brakuje jednak zdecydowanych działań i determinacji. Mamy wszystko, tylko nic z tym nie robimy” – ocenia ekspert.

Reklama

Łukasz Horbacz podkreśla natomiast znaczenie sprawnego importu i stabilnych warunków funkcjonowania rynku.

”Od rządu oczekujemy przede wszystkim, że nie powtórzy scenariusza z 2022 roku. Interwencja z tamtego okresu doprowadziła do importu 12,4 mln ton węgla, w znacznej części miału. Jak wynika z raportu Ministerstwa Aktywów Państwowych, jeszcze w maju 2024 roku w portach pozostawały 4 mln ton niesprzedanego surowca. W badaniu Polskiej Izby Gospodarczej Sprzedawców Węgla z marca 2023 roku tylko 46 proc. gmin potwierdziło, że udało się zaopatrzyć mieszkańców. Jednocześnie z rynku zniknęła około połowa prywatnych składów opału, a wraz z nimi infrastruktura i kapitał potrzebne do budowania zapasów” – zaznacza.

Dodaje, że kluczowe są także stabilne przepisy, sprawny transport i odprawy na wschodniej granicy. „Potrzebne są też regularne i wiarygodne informacje o zapasach oraz imporcie. Brak takich danych lub opóźnienia w ich publikacji mogą wywoływać niepokój i skłaniać odbiorców do robienia zapasów na własną rękę”. – podsumowuje.

Reklama