Reklama
  • W CENTRUM UWAGI
  • ANALIZA

Napięcia między USA a Iranem. Co oznaczają dla rynków ropy?

Sytuacja na rynkach ropy nie okazała się tak dramatyczna, jak mogły na to wskazywać opinie niektórych analityków. Pod koniec ubiegłego tygodnia okazało się, że emocje opadły, a zdaniem kilkudziesięciu ekspertów, na których powołał się Reuters, ropa naftowa będzie oscylować w okolicach 60 USD/bbl. Nadpodaż surowca będzie przeważać nad potencjalnym ryzykiem geopolitycznym.

Kiwon do wydobycia ropy naftowej na tle silnego słońca.
Autor. @duallogic/Envato

Oficjalne wypowiedzi administracji USA są dość oszczędne, a sam prezydent USA Donald Trump łagodził swoje stanowisko, informując w piątek 30 stycznia, że planuje rozmowy z władzami Iranu, mimo rosnących napięć. Podkreślił także obecność amerykańskich sił morskich w regionie i wyraził nadzieję, że dyplomacja uchroni świat przed konfliktem militarnym.

Rekord Kraju Środka

Niezależnie od tego co dzieje się w Iranie, tendencja popytu w Chinach i kolejne kroki OPEC+ również będą wpływać na ceny w tym roku. Obecnie głównym graczem na światowych rynkach ropy są Chiny, które podtrzymały ceny ropy naftowej w 2025 r. poprzez agresywne gromadzenie zapasów tego surowca. Według danych analityków szacuje się, że tylko pod koniec roku Chiny skupowały 2,67 mln baryłek dziennie, co stanowi rekord (do podobnej sytuacji doszło w 2020 r.), ponieważ Pekin wykorzystał niskie ceny i zwiększoną pojemność magazynową swoich terminali.

YouTube cover video

Jest prawdopodobne, że przy dość stabilnym wzroście gospodarczym Chin na poziomie 5% PKB rocznie, gromadzenie zapasów pozostanie kluczowym czynnikiem stabilizującym globalny rynek w 2026 r. Przy czym Chiny potencjalnie zwiększą swoje zapasy o 170 milionów baryłek, wchłaniając dodatkową podaż, którą producenci wprowadzili na rynek. Czy oznacza to spadek cen ropy w najbliższych miesiącach? Skłaniałbym się do tezy, że cena będzie oscylować wokół 60 USD/ bbl.

Wskazuje na to kilka przesłanek: pierwsza jest taka, że pomimo złagodzenia cięć OPEC+, dużego wzrostu podaży z USA i ciągłego napływu objętych sankcjami baryłek ropy z Iranu, Rosji i Wenezueli przez większą część 2025 r., ceny ropy nie spadły. Było to szczególnie zaskakujące, ponieważ zgodnie z hasłem Prezydenta Donalda Trumpa drill, baby, drill produkcja ropy naftowej w Stanach Zjednoczonych w 2025 r. osiągnęła najwyższy poziom w historii. Jednocześnie podaż wzrosła o około 0,4 mln baryłek dziennie (b/d) w stosunku do poziomu z 2024 r., osiągając rekordową średnią 13,6 mln b/d. Wzrost ten wynikał przede wszystkim ze zwiększonej produkcji w basenie permskim.

Po drugie w przyszłości Chiny będą miały możliwość gromadzenia jeszcze większych zapasów i będą mogły nadal gromadzić ropę naftową w nowych zbiornikach, a szacuje się, że powstaną instalacje na 94 mln baryłek. Oznacza to, iż Chiny przygotowują się na wypadek spadku dynamiki swojego PKB na skup po aktualnych cenach, co ma je uchronić przed potencjalnymi wzrostami cen wynikających z zakłóceń geopolitycznych.

Po trzecie: silniejszy dolar może ograniczyć popyt ze strony nabywców ropy płacących innymi walutami, co było widoczne w ostatnim tygodniu po spadkach i wzrostach tej waluty.
Dr Przemysław Zaleski
Reklama

Czytelne sygnały

Po czwarte: kraje, w których stacjonują wojska amerykańskie w Zatoce Perskiej, takie jak te należące do Rady Współpracy Zatoki, obawiają się jakiejś formy irańskiego kontrataku i będą wpływać na Prezydenta USA, co de facto już się dzieje. Nie są to głosy bez znaczenia, bo do Rady Współpracy Zatoki Perskiej (Gulf Cooperation Council) należą zaprzyjaźnione z Donaldem Trumpem bogate w ropę naftową sunnickie monarchie arabskie: Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Bahrajn, Kuwejt, Oman i Katar.

Waszyngton posiada duże bazy wojskowe w większości krajów Rady Współpracy Zatoki Perskiej. W ubiegłym tygodniu Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie ogłosiły, że nie pozwolą, aby „jej przestrzeń powietrzna lub terytorium były wykorzystywane do jakichkolwiek działań militarnych przeciwko Iranowi”.  Jest to czytelny sygnał, że kraje te obawiają się, że bezpośrednie ataki, zarówno ze strony Republiki Islamskiej, jak i jej pełnomocników, na infrastrukturę energetyczną w regionie mogłyby zakłócić funkcjonowanie ich gospodarki. Zdaniem analityków posunięcie to wydaje się mieć na celu zapobieżenie działaniom militarnym ze strony Waszyngtonu.

Po piąte: OPEC+ utrzymał, według źródeł agencji Reutera, wstrzymanie podwyżek wydobycia ropy naftowej w marcu, nawet gdy cena ropy naftowej wzrośnie powyżej 70 dolarów za baryłkę mimo obaw, że Stany Zjednoczone mogą przeprowadzić atak militarny na Iran (co istotne, także członka OPEC).

Po szóste: napływająca z Rosji ropa będzie dalej stabilizować podaż, a dodatkowo Kazachstan rozpoczął etapowe ponowne uruchamianie ogromnego pola naftowego Tengiz. Szacuje się, że złoże Tengiz, położone w zachodnim Kazachstanie nad brzegiem Morza Kaspijskiego, wraz ze złożem Korolew, zasobne jest w około 11,5 miliarda baryłek ropy naftowej i ma zdolność produkcyjną wynoszącą 900 000 baryłek dziennie.

Reklama

Najważniejszy punkt świata

Analizując wiec dotychczasowe kroki administracji USA można zaryzykować stwierdzenie, że dalsze kroki mogą być następujące:

  • wojsko pozostaje w gotowości do działania i przystąpi do działań jedynie jeżeli prezydent Donald Trump tego zażąda, co na ten moment wydaje się raczej wątpliwe;
  • obecne rozmieszczenie ma pełnić funkcję odstraszającą i ma być elementem presji, ale niekoniecznie zwiastować natychmiastową operację militarną;
  • jednocześnie nie wyklucza to w razie potrzebyselektywnych uderzeń wobec struktur irańskich, jeśli rozmowy i presja dyplomatyczna zawiodą.

Na razie więc administracja USA utrzymuje dwa podstawowe kierunki działań:

  • wywieranie presji politycznej na różne warianty i możliwości rozmów dyplomatycznych z Iranem, co wydaje się lepszą alternatywą niż konflikt militarny;
  • zdecydowaną krytykę działań Alego Chameneiego, w szczególności jego akceptacji dla brutalnej odpowiedzi władz Teheranu na protesty oraz dążeń nuklearnych. Trump i jego administracja będą wzywać do zakończenia tych praktyk w zamian za rozładowanie napięć militarnych.
Czy gdyby jednak doszło do eskalacji z Iranem, sytuacja na światowych rynkach mogłaby się zmienić ? Moim zdaniem tak, w przypadku zakłóceń w samej cieśninie Ormuz. Cieśnina Ormuz to generalnie „wąskie gardło" światowego handlu ropą.  Łączy Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim i jest główną bramą eksportową dla kluczowych producentów (m.in. Arabia Saudyjska, Irak, ZEA, Kuwejt, Katar, Iran).
dr Przemysław Zaleski

Jej znaczenie wynika nie tylko z geografii, ale z tego, że w praktyce spina cały łańcuch dostaw ropy: wolumeny fizyczne + fracht + ubezpieczenia + finanse i kontrakty. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (IEA) szacuje, że przez Ormuz przechodzi średnio ok. 20 mln baryłek dziennie ropy i produktów naftowych (w I poł. 2025 r.), czyli ok. 25% światowego morskiego handlu ropą. Z kolei EIA (U.S. Energy Information Administration) ocenia Cieśninę Ormuz jako najważniejszy punkt tranzytowy ropy na świecie i podkreśla, że większość ładunków trafia do Azji. Nawet krótkie zakłócenie w Ormuz nie dotyczy „tylko Bliskiego Wschodu” – natychmiast przestawia globalne kierunki dostaw i wycenę ryzyka.

Reklama

Nikt nie jest bezpieczny

Generalnie według analityków IEA, możliwości ominięcia cieśniny są ograniczone: realnie znaczące alternatywne rurociągi mają głównie Arabia Saudyjska i ZEA, a wolna przepustowość to rząd wielkości kilku mln baryłek dziennie, czyli wyraźnie mniej niż typowy tranzyt przez Ormuz. Należy pamiętać, że handel ropą jest wrażliwy na trzy „twarde” elementy: finanse, fracht i ubezpieczenie.

W przypadku problemów w cieśninie fracht i logistyka podnosi koszty transportu (opóźnienia, zmiany tras, ograniczenia wejścia statków do strefy). W przypadku ubezpieczenia transportu ropy przy napięciu militarnym rosną składki (tzw. war risk) i mogą pojawić się dodatkowe klauzule/wyłączenia. W praktyce ubezpieczenie potrafi zdrożeć „natychmiastowo”, co wpływa na opłacalność i dostępność żeglugi. Nerwowo także reagują banki, traderzy i kontrahenci, którzy wymagają wyższych zabezpieczeń, a część dostaw przechodzi na bardziej ostrożne warunki (np. zmiana terminów/portów, większa rola spotu vs kontrakty). Taki stan potwierdzają doświadczenia ostatnich lat, szczególnie przy epizodach eskalacji wokół Iranu. Światowe rynki regularnie reagują wzrostem cen na samą możliwość zakłóceń w Ormuz. Niedawno agencja Reutera opisywała, że obawy o cieśninę potrafią szybko podbijać notowania ropy, bo to kluczowy kanał eksportu dla regionu.

Duże zaostrzenie się sytuacji w cieśninie Ormuz oznacza dla światowego handlu ropą spore problemy. Państwa azjatyckie są najbardziej narażone fizycznie, będąc największymi odbiorcami ładunków przepływających przez Ormuz, ale Europa i reszta świata odczuwa skutki cenowo, bo ropa jest rynkiem globalnym. Każde napięcie w Ormuz uderza w ceny paliw, koszty transportu, marże rafineryjne i planowanie zapasów.

Dr Przemysław Zaleski, stały współpracownik portalu Energetyka24, Fundacja Pułaskiego. Wykładowca Politechniki Wrocławskiej.

Reklama