Trwa zimna energetyczna wojna polsko-rosyjska. Kto w niej wygrywa? [ANALIZA]

14 października 2020, 09:45
840_472_matched__p7sa4a_PutinSyria
Fot. www.kremlin.ru

Polska od lat toczy z Rosją zimną energetyczną wojnę o niezależność, bezpieczeństwo i wpływy. Kto wygrywa w tym starciu?

Około 29 miliardów złotych – taką karę nałożył na Gazprom polski Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Jest to wynik toczonego od 2016 roku postępowania, które – zdaniem Urzędu – wykazało nielegalne koncentracje podmiotów zaangażowanych w projekt Nord Stream 2. Na sytuację nałożył się też brak współpracy ze strony rosyjskiej spółki, za co była już ona karana w przeszłości mniejszymi kwotami. Tym razem wyższej kary już nie dało się nałożyć - UOKiK przyjął jej maksymalny wymiar, czyli sięgający 10% globalnego obrotu ukaranej spółki.

Działania Urzędu to jeden z wielu frontów nierównej walki, jaką toczy strona polska z Gazpromem. Stawką w niej są niezależność polityczna, bezpieczeństwo energetyczne i wpływy na rynku gazu w Europie Środkowej.

Nad Europą twardy krok legionów grzmi

Po upadu Związku Sowieckiego Rosjanie – świadomi swoich atutów w postaci surowców energetycznych – zaczęli realizować tzw. doktrynę Falina-Kwicińskiego, polegającą na zastępowaniu kontroli politycznej utrzymywanej w Europie Środkowej siłami Armii Czerwonej kontrolą realizowaną za pośrednictwem gazu i ropy. Pomagał im w tym brak alternatywnych dróg dostaw, rozbudowana gotowa infrastruktura oraz dostosowanie technologiczne przemysłów państw byłego bloku sowieckiego do odbioru i przerobu surowców ze Wschodu.

Z czasem Kreml zaczął wykorzystywać przewagi, które gwarantował mu handel węglowodorami. Prowadził wojny gazowe, narzucał ceny i warunki sprzedaży, rozpościerał coraz szerszą kontrolę nad sieciami przesyłowymi oraz naginał unijne prawo konkurencji (co zostało wykazane w toku postepowania antymonopolowego, które prowadziła przeciwko rosyjskiej spółce Komisja Europejska). Jednakże prawdziwe korzyści miały przynieść Moskwie inwestycje w podbałtycką magistralę gazową Nord Stream i Nord Stream 2. Ta potężna trasa dostaw gazu, projektowo dysponująca roczną przepustowością 110 mld metrów sześciennych miała pozwolić Gazpromowi na przerzut przesyły gazu na Bałtyk, co umożliwiało zamknięcie dotychczasowych tras wiodących m.in. przez Ukrainę.

Pozbawienie Ukrainy czy Białorusi statusu krajów tranzytowych otwarłoby Moskwie paletę możliwości w zakresie agresywnych działań względem tychże państw (możliwość podjęcia tego typu kroków jest realna, co udowodnił rok 2014).

W zaistniałej sytuacji pogłębianie, czy nawet: utrzymanie uzależnienia Europy Środkowej od dostaw surowców energetycznych z Rosji rodziło obawy natury nie tylko ekonomicznej, ale też i geopolitycznej oraz geostrategicznej. Dlatego też szereg państw położonych w środkowej części kontynentu podjął intensywne działania na rzecz uniezależnienia się od wschodniego dostawcy. Jednym z najaktywniejszych z nich jest Polska.

Sukces uniezależnienia

Polska była jednym z pierwszych państw, które dostrzegły zagrożenie płynące z rosyjskich działań na polu węglowodorów. Katalizatorem dla procesu dywersyfikacji dostaw – zwłaszcza gazu – były aneks do kontraktów na dostawy i tranzyt błękitnego paliwa negocjowane w latach 2006 i 2009-2010. Wtedy bowiem rozpoczęto prace nad budową terminala LNG w Świnoujściu, który oddano do użytku w roku 2015. Był to pierwszy, ale jednocześnie potężny krok w kierunku zróżnicowania portfela dostawców. Do gazoportu zaczął wkrótce przypływać surowiec z Kataru, Norwegii czy Stanów Zjednoczonych. Znaczenie takich inwestycji Polacy mogli poznać na przykładzie Litwinów, którzy po wybudowaniu terminala w Kłajpedzie zmusili Gazprom do znacznego obniżenia cen gazu.

Równolegle toczyły się też prace na rzecz ograniczenia importu ropy z Rosji. Te są jednak utrudnione z uwagi na techniczne dostosowanie polskich instalacji rafineryjnych do przerobu gatunku Urals, czyli wydobywanego ze złóż rosyjskich. Jednakże w 2019 roku Orlen pochwalił się, że już 50% ropy, którą importuje to surowiec nierosyjski. Z kolei w rafineriach Lotosu – poza rosyjską - przerabiana jest ropa z Morza Północnego, Bliskiego Wschodu, Ameryki Północnej oraz Afryki.

Popularyzacja potrzeby dywersyfikacji dostaw surowców w społeczeństwie dała wiatr w żagle projektom poszerzającym wachlarz dostarczycieli paliw. Umożliwiło to budowę nowej infrastruktury bezpieczeństwa energetycznego Polski i regionu.

Energetyczny układ immunologiczny

Szczególnie intensywne działania na rzecz zmniejszenia uzależnienia od Rosji rozpoczęły się po dojściu do władzy obozu Zjednoczonej Prawicy. Wtedy też na politycznej agendzie ponownie pojawił się projekt budowy gazociągu łączącego Polskę ze złożami norweskimi, gdzie koncesje wydobywcze posiada PGNiG. Przedsięwzięcie to – znane jako Baltic Pipe – znajduje się obecnie w fazie konstrukcyjnej i ma być gotowe do jesieni 2022 roku. Wtedy też do Polski popłynąć ma ok. 9 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa z Norwegii.

Baltic Pipe to nie jedyna inicjatywa służąca dywersyfikacji dostaw gazu, jaką rozpoczęto w ostatnich latach. Obecnie toczą się prace także nad budową drugiego gazoportu, czyli pływającej jednostki typu FSRU, która cumować ma w Zatoce Gdańskiej. Dodatkowy terminal będzie niezbędny, by obsłużyć portfel umów, które przewidują, że w 2024 roku do Polski trafiać może prawie 11 mld metrów sześciennych LNG (z Kataru i USA).

Zbudowanie tak szerokiego portfela mocy dywersyfikujących ma umożliwić Warszawie porzucenie dostaw gazu ze Wschodu w 2022 roku, czyli po wygaśnięciu obecnie obowiązującego kontraktu z Gazpromem.

Prace dotyczące wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju toczą się również w jego obrębie. Na uwagę zasługuje tu przede wszystkim projekt PGNiG zmierzający do wykorzystania potencjału w zakresie produkcji biometanu oraz inne przedsięwzięcie tej spółki badające możliwości pozyskiwania metanu z kopalń węgla.

Warto zaznaczyć, że poszerzanie możliwości wydobycia oraz dostaw gazu do Polski jest tym istotniejsze, im szybciej wzrasta zużycie tego surowca – to skoczyło w latach 2015-2020 o ok. 4 mld metrów sześciennych.

Jednakże podczas intensywnych działań dywersyfikujących na polu gazu i ropy, rząd w Warszawie musiał zmierzyć się z problemem importu rosyjskiego węgla, który w roku 2018 osiągnął rekordowy poziom 13,5 mln ton. Choć w przypadku tego surowca trudno mówić o uzależnieniu tworzącym poważne zagrożenie polityczne czy gospodarcze (węgiel można łatwo przewozić i składować, a jego rynek jest szeroki), to jednak tak drastyczny skok importu jest problemem wizerunkowym.

Kontra

Polska rozciągnęła działania na rzecz zmniejszenia energetycznych wpływów Rosji na cały obszar Europy Środkowej. Podstawowym narzędziem w tym zakresie ma być tzw. Inicjatywa Trójmorza, czyli projekt łączący państwa regionu za pośrednictwem więzów natury gospodarczej, m.in. energetycznej. Jednym z fundamentów tej inicjatywy jest rynek gazu ziemnego ukierunkowany na ograniczenie udziału rosyjskiego surowca dzięki nowym szlakom dostaw (gazociągom i terminalom LNG).

Warszawa jest też zagorzałym krytykiem rosyjskich projektów zmierzających do pogłębienia uzależnienia Europy od surowców ze Wschodu, czyli przede wszystkim: gazociągu Nord Stream 2 (współpracując w tym zakresie m.in. z Litwą, Łotwą, Estonią, Danią czy USA). Polska jest też partnerem Ukrainy na drodze do podniesienia poziomu bezpieczeństwa energetycznego, czemu służyć mają dostawy gazu m.in. z USA realizowane przez polskie terytorium. Kijów od 2015 roku nie kupuje już gazu bezpośrednio od Rosjan.

Polski rząd podjął też starania na rzecz dywersyfikacji dostaw ropy naftowej na Białoruś, co pozwoliłoby Mińskowi zwiększyć niezależność od Moskwy. Pomóc w tym ma przestawienie biegnącego przez Polskę fragmentu systemu ropociągów Przyjaźń, polegające na możliwości symultanicznego przesyłu surowca ze wschodu na zachód i z zachodu na wschód.

Równolegle do tych działań Warszawa nie wyraziła chęci zakupu energii elektrycznej generowanej w białoruskiej elektrowni jądrowej w Ostrowcu, która budowana była za rosyjskie pieniądze i przy użyciu rosyjskich technologii. Podobne kroki w tej sprawie podjęła m.in. Litwa

Imperium w defensywie

Tendencje dywersyfikacyjne obserwowane w Europie Środkowej przełożyły się na istotne ograniczenie wpływów energetycznych Rosji na tym obszarze. Moskwa straciła wpływy na gazowym rynku litewskim i ukraińskim, niedługo może stracić również i rynek polski. Podobna dynamika może mieć miejsce w obrębie szeregu państw Inicjatywy Trójmorza (wiadomo, że wyjątkiem będą tutaj prorosyjskie pod względem energetycznym Węgry). Na tą sytuację nałożył się też pozytywnych zdarzeń polityki międzynarodowej, jak np. wdrożenie do amerykańskiego porządku prawnego możliwości nałożenia sankcji na gazociąg Nord Stream 2, co wyhamowało budowę tego projektu. Polska odnosi też sukcesy na gruncie spraw sądowych – w marcu 2020 roku Trybunał Arbitrażowy w Sztokholmie wydał wyrok w sprawie między PGNiG a Gazpromem, zasądzając dla polskiej spółki zwrot ponad 6 miliardów złotych z tytułu nienależnie pobranych przez Rosjan opłat (podobną sprawę wygrał w 2018 roku ukraiński Naftohaz).

Taki rozwój wypadków był możliwy w dużej mierze dzięki dostrzeżeniu przez Polskę i szereg innych państw, że ostateczna cena jaką przychodzi płacić za surowce kupowane od Rosjan nie jest wyrażona w walucie na rachunku za gaz, ropę czy energię elektryczną. Prawdziwy koszt uzależnienia od dostaw z Rosji dotyczy bezpieczeństwa i suwerenności, gdyż Kreml wie, jak używać broni, którą są w dzisiejszych czasach paliwa.

image

 

KomentarzeLiczba komentarzy: 97
Raf
czwartek, 15 października 2020, 20:16

Dla mnie jest trochę śmieszne to obrażanie się na Rosję i zupełna rezygnacja z ich gazu. Zawsze takie źródło dostaw może być kartą przetargową w negocjacjach z innymi dostawcami. Albo zapropowałbym kupno gazu po bardzo niskiej cenie a jak by się zgodzili to bym brał. Ty bardziej, że rząd na rosyjski węgiel się nie pogniewał.

Wania
niedziela, 18 października 2020, 00:36

Robiłbyś interesy z firmą, która w czasie, gdy byłeś od niej uzależniony podniosła tobie cenę o kilkadziesiąt procent w stosunku do innych? I musiałeś się na nią zgodzić bo nie miałeś innego wyjścia? Po doprowadzeniu do możliwości kupna od innych po niższych cenach twój kontrahent nagle stwierdza, że i tobie obniży do cen rynkowych. Co robisz mając wybór? Bo ja trzymałbym się od złodzieja jak najdalej. Wolałbym innym zapłacić trochę więcej tylko po to, by nie kupować od kogoś takiego. W kontaktach z Rosją jest też drugie dno - do każdego dolara płaconego Rosji musimy doliczyć drugiego na zbrojenia przeciwko Rosji. Bo Rosja dolara od nas przeznacza na rakiety, którymi nas straszy.

A.
piątek, 16 października 2020, 11:09

Nikt tak naprawdę nie obrazi się na rosyjski gaz. W spocie, po dobrej cenie, raz na jakiś czas można kupić - bo czemu nie? Nic tak nie uzdrawia sytuacji (z punktu widzenia kupującego, czyli nas) jak posiadanie alternatywnych źródeł zaopatrzenia. Oczywiście będzie to działać przy negocjacjach z każdą ze stron, byle by tylko politycy nie realizowali swych wizji bez oglądania się na ekonomię.

czwartek, 15 października 2020, 23:49

Rząd węgiel kupuje? Co do gazu to nie jest zadne "obrazanie się" tylko pragmatyka.

Raf
piątek, 16 października 2020, 10:24

Kara UOKiK na NS2 to działanie polityczne, skoro w 2022 kończą się umowy z Gazpromem

Rafi373
niedziela, 18 października 2020, 01:13

A gdyby umowa się nie kończyła to kara nie byłaby polityczna? W zasadzie wszystko co dotyczy bezpośrednio PL i Rosji jest polityczne, w szczególności energetyka, gdybyś tego nie zauważył. Ale to Rosja upolityczniła nasze relacje gospodarcze traktując nośniki energii jako żrodło nacisku politycznego na inne kraje i czyniąc energetykę głównym źródłem własnych dochodów budżetowych. Przy tym nie skalkulowali, że źródła energii i środki ich transportu zmienią się na tyle, by mozliwa była dywersyfikacja dostawców i dróg dostaw. Zatem - tak, nasze posunięcia są polityczne w takim stopniu, w jakim tylko mogą być polityczme jako odpowiedź na upolitycznienie energetyki przez Kreml. Nikt się zatem nie obraża na rosyjskie nośniki energii, które z resztą były dla nas droższe, niż te.same.orodukty rosyjskie dla Zachdniej Europy. Polska po prostu podjęła polityczne i gospodarcze kroki, żeby uniezależnić się od dyktatu rosyjskich koncernów, prowadzących politykę pisaną na Kremlu. Proszę bardzo, jeśli obniżą ceny w dostawach krótkoterminowych, będziemy od.nich kupować. Okazyjnie.

mc.
piątek, 16 października 2020, 21:02

Kara UOKiK na NS2 dotyczy złamania prawa Unii Europejskiej. Mały fragment artykułu który to tłumaczył: "Jeszcze bardziej dotkliwym elementem decyzji UOKIK jest nakaz rozwiązania umów kredytowych zawartych w 2017 roku pomiędzy Gazpromem a pięcioma europejskimi koncernami energetycznymi dotyczących finansowania projektu Nord Stream 2 w ciągu 30 dni od daty ogłoszenia decyzji. Co interesujące, w wyniku dochodzenia przeprowadzonego przez UOKIK dowiedzieliśmy się, że w umowach zawarty jest zapis o konwersji ewentualnego zadłużenia Gazpromu na akcje w spółce Nord Stream 2 AG. Oznacza to, że gdyby Gazprom nie spłacił zaciągniętych pożyczek w wysokości 950 mln euro od każdego koncernu (łącznie 4,75 mld euro), jego wierzyciele staliby się akcjonariuszami w projekcie Nord Stream 2. Tym samym obeszliby zastrzeżenia dotyczące koncentracji wydane przez UOKIK w 2016 roku. W opinii UOKIK jest to pogwałcenie prawa antymonopolowego Polski, a za sprawą członkostwa w Unii Europejskiej, również całej Wspólnoty. Urząd zwraca również uwagę na charakter finansowania projektu. Otóż w opinii UOKIK, gdyby projekt Nord Stream 2 był projektem o charakterze gospodarczym, jego źródło finansowania pochodziłoby od rosyjskiego rządu, ewentualnie instytucji finansowych. Tak się jednak nie stało. Zachodnie spółki energetyczne, które nie świadczą na co dzień usług finansowych, zdecydowały się na udzielenie kredytu Gazpromowi z przeznaczeniem na realizację tego projektu."

mc.
piątek, 16 października 2020, 20:39

Kara na NS2 dotyczy złamania praw Unii Europejskiej. Stworzenia niezgodnego z prawem "konsorcjum", gdzie udziały przejmuje się za "dług" którego Gazprom z założenia nie chciał spłacić.

po trzecie sankcje
czwartek, 15 października 2020, 07:44

Rosja przegrała swoją bitwę o przyszłość gdzieś w 2012-2014. Wtedy miała kasę i mogła próbować zrobić choćby częściowe reformy gospodarcze, wprowadzając jakieś ograniczone zmiany prorynkowe. Zamiast tego hojnie dofinansowali armię. Teraz jest już w zasadzie za późno, bo grubej kasy z surowców energetycznych nie zobaczą przez długie lata, jeśli kiedykolwiek, a UA i BY się buntują z biedy.

A.
piątek, 16 października 2020, 11:49

Tak jest, dokładnie w tym okresie Putin "zaspał". Miał spore poparcie społeczne, przyjaźnie nastawionych sąsiadów piszących cyrylicą (Zachód odnoszący się co najmniej neutranie), skarbiec w porównaniu do dziasiaj wyglądał nieźle. W kwestii reform mógł próbować pójśc drogą Atatürka czy Reza Pahlawiego, było wiele możliwości. Jednak zamiast próbować cokolwiek zmienić, poszedł w najprostsze sprawdzone rosyjskie rozwiązanie - znalezienie wroga na zewnątrz i wojnę. W wyniku tego w skarbcu jest tylko echo, bliżsi i dalsi sąsiedzi Rosji się jej panicznie boją/nie chcą mieć nic wspólnego, do kraju ciężarówki wwożą Gruz200, trzeba już nachalnie truć niepokornych, a lud zaczyna pomrukiwać. Symptomatycznym wydaje się, że wcześniej mocno związany z Rosją Kazachstan, tak bardzo marzy o jakiejkolwiek wspólnocie z tym kręgiem kulturowym, że porzuca nawet grażdankę i ucieka w alfabet łaciński. Jednym słowem - nieustające pasmo sukcesów Putina :)

mc.
czwartek, 15 października 2020, 17:58

Próbowali. Nie udało się. Większość pieniędzy poszła "bokiem". I właśnie wtedy stwierdzili że muszą oprzeć Państwo o wojsko, służby,gaz, ropę i atom. BO tylko to w miarę kontrolowali.

po trzecie sankcje
czwartek, 15 października 2020, 22:59

Właśnie cała ich tragedia polega na tym, że to państwo jest po prostu niereformowalne. Centralizacja od czasów Mongołów. Kilkadziesiąt lat socjalizmu, 100 lat po Październikowej Rewolucji. Ogromne lądowe przestrzenie z srogim klimatem i niską gęstością zaludnienia. Długie granice. Brak dostępu do dogodnych portów na ciepłych morzach. Strukturalne zacofanie.

Niuniu
czwartek, 15 października 2020, 05:33

Drogi Autorze i Koledzy internauci. A co będzie jak już ostatecznie wygramy i doprowadzimy do upadku rosyjskiego eksportu gazu i ropy do Europy a szczególnie do Naszego jej regionu? Czym się to zwycięstwo skończy? Jak myślicie ile wtedy będzie kosztował Nas amerykański i katarski gaz LNG i gaz ziemny z Norwegii? I co będzie jak w USA zdarzy sie taka zima jak 2 lata temu, w Zatoce Perskiej nagle Ajatollach z Teheranu pobije się z Królem z Arabii lub ta Arabia w końcu się zdenerwuje i zajmie siłą Qatar tak jak planowała 3 lata temu? Ale po co wysilać szare komórki - poczekajmy spokojnie do 2022. Jak pisze def24 wtedy całkowicie zrezygnujemy z importu rosyjskiego gazu. Będziemy mieli do wyboru LNG z całego świata i 2 gazoporty + rurę z Norwegii. I co z tego, że cały czas nie wiemy skąd Norwegia w 2022r weźmie dodatkowe 9 mld m3 gazu do zapełnienia Naszej dzielnej rury. A w 2022r Nasze zapotrzebowanie na gaz "trochę" wzrośnie - do tego czasu zdązymy uruchomić kilka bloków gazowych w miejsce węglowych i może nawet ukończymy nowe bloki gazowe w Elektrowni Ostrołęka. Przypominam, że te nowe kotły będą opalane gazem ziemnym. Alternatywnie można nie czekać do 2022 tylko przyjrzeć się rachunkom za gaz które dziś płacimy. To pokazuje kto tu wygrywa.

Rafi373
niedziela, 18 października 2020, 01:49

Myli Ci się. Tu nie chodzi o wojnę taką, w której ktoś upada i powstaje w.nakims kraju sytuacja jak z Nas Maca, gdzie nic nie ma :-) Chodzi o rywalizację gospodarczą jakich setki we współczesnym świecie, bez fajerwerków, za to o pieniądze.

A.
piątek, 16 października 2020, 11:54

Przyjmujesz błędne założenia, tzn. myślisz zero-jedynkowo. Eksport nie upadnie całkowicie, zmniejszy się tylko. W ten sposób Rosja utraci jakąś częśc funduszy na wojenne fanaberie, my natomiast uniezależnimy się od imperialnych nastrojów Rosji i zmniejszymy koszty produkcji. Tyle. Chyba warto?

mc.
czwartek, 15 października 2020, 18:00

Gaz i ropę możemy kupić z bardzo wielu źródeł. Tylko Rosja próbuje przez "gaz i ropę" rządzić Europą.

czwartek, 15 października 2020, 20:19

A co Rosja ustala cenę ropy? Przecież w inny sposób się to odbywa

Rafi373
niedziela, 18 października 2020, 01:52

Tak, w.naazej części Europy ustalała cenę. Dlatego my i Ukraina płaciliśmy najwięcej. Białoruś najmniej - ale Białoruś za to oddala już Rosji cześć swojej gospodarki (aktywa energetyczne) i obiecała, że będzie szła w kierunku połączenia z.Rosja. Myśmy płacili więcej niż zachód.

mc.
sobota, 17 października 2020, 01:18

A czy zamknięcie ropociągu do Możejek nie było próbą "ukarania nas" za to że kupiliśmy ten zakład ?

Rafi373
niedziela, 18 października 2020, 01:57

Zamknięcie rurociągu do Możejek było spowodowane podniesieniem ceny funkcjonowania Możejek tak, aby zakup stał się dla Orlenu nieopłacalny i, po jakimś czasie, żeby Orlen był zmuszony wycofać.sie z Litwy oferując rafinerię... komu? : ) Kary, złośliwości nie są tak istotne, jak interes gospodarczy i polityczny. Może szczególnie dla.Rosji.

bender
piątek, 16 października 2020, 00:08

Tak, Rosjanie grali cenami węglowodorów. Dla jednych taniutko, dla innych, tych uzależnionych od nich jako od źródła, bardzo drogo.

GB
czwartek, 15 października 2020, 17:16

Jest kilka kierunków, z których Europa może otrzymywać gaz i ropę. Co do ropy zresztą to niewykluczone, że w przyszłości, prognozy są też takie, zużycie będzie spadać ze względu na elektryczne samochody. Te kierunki to Państwa Zatoki Perskiej, taki Katar chce zbudować kilkadziesiąt gazowców i nie jest jedyny w takich zamiarach. Państwa Morza Kaspijskiego, dalej rurociągami przez Turcję do Europy (właśnie uruchomiono taki gazociąg, acz o stosunkowo niewielkiej przepustowości rocznej - tylko 10 mld m3 - ale to pokazuje że jest to dobry kierunek. Turcja, Izrael, Egipt odkryły u swoich brzegów pokłady gazu, trzeba budować infrastrukturę i przesyłać do Europy. Państwa północnoafrykańskie, które zresztą od dawna eksportują do Europy. Od północy pokłady z M. Północnego, aczkolwiek tu wydobycie się zmniejsza. Kolejnym kierunkiem są USA i Kanada. Wenezuela jak się zwolenników Rosji pośle w odpowiednie miejsce też może być eksporterem. W Brazylii też odkryto wielkie pokłady ropy. Jak dla mnie kierunków z których Europa może otrzymywać gaz i ropę jest naprawdę dużo, a jak pokazało to lato gaz LNG w Rotterdamie może być znacznie tańszy od rosyjskiego dostarczanego z Rosji. No i trzeba inwestować w europejską infrastrukturę przesyłową tak aby połączyła państwa UE. Dobrym np. pomysłem jest budowa gazociągu Chorwacja - Polska.

Stary Grzyb
czwartek, 15 października 2020, 00:17

Innymi słowy - można, nawet w bardzo trudnej, odziedziczonej po sowieckiej okupacji, sytuacji wyjściowej. Tak trzymać i energicznie wzmacniać, aż do całkowitej eliminacji importu rosyjskich surowców energetycznych do Polski, i - optymalnie - osiągnięcia przez Polskę pozycji znaczącego hubu gazowego (a także naftowego) w Europie Środkowej i Wschodniej.

Raf
czwartek, 15 października 2020, 20:22

Najlepiej w ogóle zrezygnować całkowicie z importu czegokolwiek z Rosji i nic tam nie sprzedawać. Zerwać stosunki dyplomatyczne ana granicy z obwodem kaliningradzkim postawić mur z betonu

Stary Grzyb
piątek, 16 października 2020, 12:43

Mur z betonu jest zbędny, ale co do zasady masz rację - podstawą relacji z Rosją powinna być silna armia i mocne sojusze (w tym zwłaszcza z USA), a całą resztę należy sprowadzić do zera albo jak najbliżej zera. Nie jest znany przypadek, aby kontakty z Rosją komukolwiek wyszły na dobre.

ciekawy
czwartek, 15 października 2020, 23:47

A co ci tak zależy na handlu z Rosją na siłę? Jak byś mial trochę więcej lat moze to byś pamiętał jak się wychodzi na interesach z Rosją i jaka jest geneza powstania gazoportu.

po
czwartek, 15 października 2020, 23:05

Obwód Kaliningradzki prędzej lub później będzie miał tendencje separatystyczne. Po prostu niewiele go łączy z Matuszką Rosiją, a w zasadzie jest to kolejna republika nadbałtycka, która mogłaby całkiem nieźle prosperować w UE, gdyby tylko udało jej się wyrwać z rączek niedźwiedzia. Te tereny ciążą do Europy, Skandynawii i byłej Hanzy, a nie do Rosji.

piątek, 16 października 2020, 12:00

Tak, i pokojowo nastąpi odłączenie OK od FR... Jasne.

Raf
piątek, 16 października 2020, 10:25

Jak na razie stacjonuje tam wojsko rosyjskie, także...

racjus
czwartek, 15 października 2020, 00:10

"(...)krajów tranzytowych otwarłoby Moskwie paletę możliwości(...)" - otwarłoby to w jakim języku?

Tweets Energetyka24