Analizy i komentarze

Orlen manipuluje cenami paliw? Trudne pytania o brak wcześniejszej obniżki [WYWIAD]

Fot. PKN Orlen

Czy Orlen manipuluje cenami paliw? Jak tłumaczyć nagłe obniżki cen hurtowych na przełomie roku? Czy spadki te mogły pojawić się wcześniej? - takie pytania stawiamy płockiej spółce.

Jakub Wiech: Dlaczego tak nagle spadły hurtowe cen paliw Orlenu?

Dr Adam Czyżewski, Główny Ekonomista PKN Orlen: Po to, żeby utrzymać detaliczne ceny paliw na dotychczasowym poziomie, równoważącym popyt z podażą. Mamy na rynku polskim i międzynarodowym sytuację ciągłego niedoboru paliw, rezerw paliwowych jest niewiele, rafinerie pracują pełną parą, nie da się kupić większej ilości tych produktów. W tej sytuacji, wobec przywrócenia stawek podatkowych do wyższych poziomów, postanowiliśmy utrzymać cenę paliwa na poziomie bilansującym popyt z podażą. W przeciwnym wypadku mielibyśmy widoczną podwyżkę na stacjach i szok inflacyjny. Gdybyśmy przerzucili koszty tych zmian regulacyjnych – czyli właśnie powrót dawnej wysokości podatków – na klienta, to detaliczne ceny paliw wzrosłyby o ok. 1 zł. To byłby też cios dla naszej spółki – spadłaby nam sprzedaż, opłacałoby się importować tańsze paliwa zza granicy, stracilibyśmy udział w rynku.

A nie dało się tych cen obniżyć wcześniej?

Obniżając wcześniej cenę detaliczną zwiększylibyśmy popyt bez możliwości zwiększenia dostaw i ryzykowalibyśmy brakiem paliwa. Taka sytuacja miała miejsce na Węgrzech: najpierw jest taniej, potem popyt zaczyna wygrywać z podażą, robią się kolejki na stacjach, a w końcu paliw brakuje i trzeba wprowadzać skumulowaną podwyżkę. Obecna cena jest utrzymywana na takim poziomie, by takiej sytuacji uniknąć.

Ale w innych krajach Unii Europejskiej w ostatnich dwóch miesiącach detaliczne ceny paliw spadały – na przykład w Austrii czy Chorwacji.

A pomimo tego i tak trzymamy jedne z najniższych cen w Europie. Poza tym, sytuacja popytowa w Polsce jest odmienna niż w Austrii czy Chorwacji – jesteśmy krajem przyfrontowym, na polski popyt na paliwa składają się także zakupy Ukraińców, i tych, którzy są u nas, i tych, którzy po prostu kupują paliwo w Polsce. Do tego trzeba doliczyć zaopatrzenie sektora wojskowego – NATO kupuje paliwo w Polsce. Dlatego ta presja popytowa jest taka duża. Podobnie jest w innych krajach wschodniej flanki Unii Europejskiej. Na Zachodzie sytuacja wygląda inaczej.

Patrząc na ten nagły ruch można jednak dojść do wniosku, że ceny paliw były utrzymywane na wyższym poziomie, żeby przygotować się na wprowadzenie nowych stawek VAT i akcyzy.

Nie było tak. Orlen, jak każda spółka na rynku paliw, stara się równoważyć popyt i podaż – tak, żeby paliw nie brakło na stacjach, ale jednocześnie, żebyśmy nie zostali z nadmiarem produktu. Na ceny paliw w Polsce wpływa także to, że importujemy gotowe paliwa z innego kierunku niż dotychczas, już nie z Rosji, ale z Zachodu i koszt dostarczenia paliwa na polski rynek jest wyższy niż na rynek austriacki czy niemiecki. To również trzeba mieć na uwadze porównując ceny polskie i europejskie.

Ale w ostatnich tygodniach spadały ceny ropy, wzmacniała się złotówka. Czy to nie dawało powodów do obniżki cen?

Powody – nie, ale faktycznie tworzyło to pewne warunki do akomodacji tej obniżki

Czyli te sprzyjające warunki zostały przez Orlen wykorzystane?

Tak, skorzystaliśmy z tego. Gdybyśmy byli w takiej sytuacji, jak w 2011 roku, gdzie marże rafineryjne były na wysokości 1,5 dolara, to ponosilibyśmy straty. Ale teraz, z tytułu tej operacji nie ponosimy strat, bo odnotowywaliśmy zyski, które właśnie oddajemy konsumentom. Nie stracą na tym także nasi akcjonariusze, bo mamy nowe źródła przychodów związane z budową koncernu multienergetycznego.

Znów zapytam: dlaczego nie skorzystano z tych okoliczności wcześniej? Spadki cen ropy i mocniejsza złotówka to czynniki obserwowane już od pewnego czasu.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że na rynku jest nadwyżka mocy rafineryjnych do szybkiego uruchomienia, to znaczy, że w rafineriach są wolne zdolności produkcyjne, które mogą reagować na takie właśnie zmiany cen. Ale w obecnej sytuacji, gdy rafinerie działają pełną parą, a paliw i tak brakuje, to rafinerie nie reagują na zmiany cen paliw ani cen ropy. Nie mogą zwiększyć produkcji paliw w reakcji na wzrost cen paliw czy spadek cen ropy. Na rynku paliw mamy deficyt podaży – cena jest tu instrumentem dostosowania popytu do ograniczonej podaży, po to, żeby produktów, czyli np. benzyny, nie brakło. Natomiast na rynku ropy w zasadzie od początku wojny mamy równowagę, a po uruchomieniu rezerw strategicznych w USA i Międzynarodowej Agencji Energii i przy spowolnieniu globalnej aktywności gospodarczej nawet nadwyżkę, co objawia się spadkiem cen tego surowca oraz interwencjami OPEC w celu powstrzymania dalszych spadków.  Paradoksalnie, rafinerie nie są w stanie kupować większych ilości tego surowca w reakcji na niższe ceny, bo mają ograniczone moce przerobowe. I ta odmienność sytuacji na rynku ropy prowadzi do zwiększenia tzw. marż rafineryjnych, które odzwierciedlają relację cen między rynkiem surowca, czyli ropy, oraz rynkiem produktu, czyli paliw. Obecnie wszystkie koncerny paliwowe mają wysokie marże rafineryjne – ale ich wysokości nie ustalają firmy, tylko rynek. Można to obrazowo opisać taką sytuacją: jeśli w danym mieście odbywa się targ i przyjeżdżają na niego regularnie trzy wozy z warzywami, ale pewnego dnia przyjadą tylko dwa, a ludzi chętnych na zakup będzie tyle samo, co poprzednio, to cena warzyw pójdzie w górę i marża zrealizowana przez sprzedawców– ale to nie będzie żadna zasługa ani tym bardziej manipulacja ze strony tych sprzedawców, którzy dotarli na rynek.

A czy taka obniżka cen hurtowych nie oznacza, że Orlen obniża swoje zyski?

Ceteris paribus, czyli przy innych czynnikach niezmienionych, tak, ale jeśli pozwolilibyśmy na wzrost cen o około 1 zł w związku z wyższym opodatkowaniem, to obniżylibyśmy sobie wolumen sprzedaży. Sprzedawalibyśmy po prostu mniej paliw, więc kalkulacja nie jest taka prosta.

Ale koszt tej obniżki ktoś przecież musi ponieść.

Tak – i Orlen wziął go na siebie. Musieliśmy zareagować na powrót stawki VAT do 23% w ten lub inny sposób. Postanowiliśmy obniżyć ceny hurtowe kierując się tym, że ceny paliw na stacjach, które obowiązywały pod koniec roku, były dobrą odpowiedzią na polski popyt. Nie chcieliśmy tej równowagi zaburzyć poprzez wyższe ceny i głębszą redukcję popytu.

W takim razie można ponownie zapytać, dlaczego tego kosztu Orlen nie wziął na siebie wcześniej – choćby po to, żeby obniżyć inflację.

Działamy na rynkach powiązanych ze sobą, rynek polski nie jest izolowany. Jeśli będziemy manipulować ceną, to – jak już powiedziałem – szybko odczujemy to negatywnie właśnie przez to powiązanie. Paliwa przemieszczają się swobodnie, płynąc w kierunku wyższej ceny.

A czy ta obniżka nie jest manipulowaniem ceną?

Nie, bo obniżka została wymuszona przez czynniki zewnętrzne. To jest dostosowanie do zmiany regulacyjnej, zmieniającej skokowo warunki cenowe na polskim rynku. Alternatywą było przerzucenie wyższego VAT na klienta końcowego, co według naszych ocen byłoby zdecydowanie gorszym rozwiązaniem.

Czy nie jest to zatem „zbytnia ingerencja w zasady rynku", przed którą ostrzegał prezes Obajtek w kontekście sytuacji na Węgrzech?

Zareagowaliśmy na czynniki regulacyjne, nie ingerowaliśmy w rynek z naszej inicjatywy. Dostosowaliśmy się do działań legislacyjnych, na które nie mamy wpływu. Węgry to był inny przypadek – to było sztuczne obniżanie cen paliw w sytuacji, gdy rynek ciągnął ceny w przeciwnym kierunku. Jak się okazało, kontrproduktywne. Tymczasem to, co zrobiliśmy w Polsce, to nasza odpowiedź na konkretne zmiany regulacyjne. Mogliśmy podnieść ceny o złotówkę, co uderzyłoby w nasze wolumeny sprzedaży i byłoby potężnym ładunkiem inflacyjnym – zamiast tego obniżyliśmy cenę hurtową i marżę finansową koncernu. W ten sposób zaakomodowaliśmy tę zmianę. Ale powtórzę, to była nasza reakcja na zmieniające się otoczenie regulacyjne, na przywrócenie wyższych stawek opodatkowania. Nie mogliśmy zrobić tego wcześniej, bo wcześniej te czynniki nie występowały.

Minister Moskwa powiedziała w poniedziałkowym wywiadzie, że „gdyby były jakiekolwiek nieprawidłowe zachowania na rynku, zawsze mamy UOKiK, który może interweniować". Obawiają się Państwo takiej interwencji?

A z jakiego powodu? Nie chcę wchodzić w politykę, ale jako ekonomista wiem, jak działają rynki. Orlen nie ma monopolu na paliwa, dostosowuje się do warunków rynkowych. Mam jednak wrażenie, że wielu komentatorów zapomina o podstawach ekonomii, o towarze i konkurencji, o sytuacji popytowo-podażowej. Nie widzę tu powodu do obaw, nie zrobiliśmy nic złego, nie wykorzystujemy sytuacji kosztem konsumentów. Nasza konkurencja działa tak samo, jak my.

I dostosują ceny do nowych warunków tak, jak Orlen?

Tak. Nie chcę się wypowiadać w imieniu konkurencji, ale moim zdaniem inne podmioty zrobią to samo, co my.

Czyli zarzutu o nadużywanie pozycji dominującej też się Państwo nie obawiacie?

Nie mamy pozycji dominującej! Przecież m. in. po to Komisja Europejska wprowadziła środki zaradcze do fuzji z Lotosem – żeby Orlen nie zdobył pozycji dominującej.

Dziękuję za rozmowę.

Komentarze