Analizy i komentarze

Nadchodzi embargo na dostawy ropy z Rosji. Jak odpowie Moskwa? [KOMENTARZ]

Fot. kremlin.ru

Za mniej niż tydzień w życie wejdzie embargo na dostawy rosyjskiej ropy do Unii Europejskiej. Jakiej reakcji Moskwy można się spodziewać?

W poniedziałek 5 grudnia wchodzi w życie unijne embargo na dostawy rosyjskiej ropy naftowej drogą morską. Jest to część szóstego pakietu sankcji ustalonego w czerwcu przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Z obostrzeń wyłączone są dostawy ropy realizowane przez ropociąg Przyjaźń – ale najprawdopodobniej dwaj najwięksi użytkownicy tego połączenia (Polska i Niemcy) wycofają się z zakupów rosyjskiego surowca. Oznacza to, że po 5 grudnia Rosja będzie sprzedawać ropę tylko tzw. Południową Przyjaźnią, głównie do Węgier.

Dla strony rosyjskiej taka sytuacja to ogromny problem. Rosjanie nie mają bowiem wystarczających zdolności magazynowych, by przechowywać surowiec, który nie popłynie do Europy. Pomimo zwiększonych zakupów ropy w takich krajach, jak Indie, na rosyjskim rynku zostanie najprawdopodobniej istotna ilość surowca, z którym nie będzie wiadomo, co zrobić. Rosja może rozważyć pewne awaryjne możliwości (jak np. znane z czasów pandemii przechowywanie ropy w tankowcach), ale są to środki chwilowe i prowizoryczne. W krytycznej sytuacji Rosjanie będą zmuszeni głęboko redukować wydobycie – co z kolei może skutkować utratą dostępu do niektórych złóż. Rosyjskie szyby naftowe są bowiem często położone na obszarze tzw. wiecznej zmarzliny; wstrzymanie ich pracy to ryzyko odkładania się parafiny i wody, które mogą doprowadzić do uszkodzenia instalacji. Tymczasem Rosjanie nie mają dostępu do technologii umożlwiających naprawę zniszczonych szybów.

Jak widać, unijne embargo na ropę może być dla rosyjskiego sektora naftowego prawdziwą katastrofą. Można się zatem zastanawiać: jak Moskwa odpowie na tego typu działania?

Oczywistym zagraniem Rosji w tej sytuacji jest propagandowe uderzenie w Zachód. Rosjanie będą starali się przekonać Europejczyków, że embargo na ropę to jeszcze większa drożyzna, wyższa inflacja i kryzys gospodarczy. Grupą, na której mogą skupić się działania, są kierowcy. W ciągu ostatnich miesięcy Rosja starała się już suflować podobną narrację, wykorzystując do tego filmy propagandowe, podważające bezpieczeństwo energetyczne Europejczyków.

Czytaj też

Moskwa ma długą tradycję tego typu działań. Opowiadał o nich w wywiadzie dla Energetyka24 Maksym Sijer, ds. bezpieczeństwa informacyjnego z Uniwersytetu Warszawskiego i analityk dezinformacji z redakcji Disinfo Digest. „Gdy podpisywano kontrakt na dostawy LNG z USA, rosyjska dezinformacja skupiała się na promowaniu fałszywej tezy, iż gaz ten będzie dużo droższy niż rosyjski, że rząd Polski się nie zdywersyfikuje, a jedynie sprzedaje niepodległość. Podobne tezy są kolportowane teraz w odniesieniu do otwarcia gazociągu >>Baltic Pipe<<. Najpierw projekt ten był atakowany jako niepotrzebny przejaw megalomanii i wyrzucania pieniędzy w błoto – skoro od ręki dostępny jest >>tani i bezpieczny<< gaz rosyjski – a później starano się go ośmieszyć i przekonać, iż nie ma szans, aby otwarto go zgodnie z planem, w związku z czym trzeba przedłużyć współpracę z Rosjanami" – mówił.

Rosja może też przeprowadzić jeszcze dotkliwsze uderzenia na ukraiński sektor energetyczny. Ataki te mają za zadanie utrudnić Ukrainie obronę oraz wypchnąć z tego kraju kolejną falę uchodźców na Zachód. Jednakże odgrywają one także pewną rolę kompensującą wobec rosyjskich porażek na froncie. Można zakładać, że problemy gospodarcze pokroju embarga również będą stanowić dla Rosji problem godny takiej właśnie „kompensacji".

Nie można też wykluczyć prób rosyjskiego sabotażu na unijnej energetyce. Rosjanie zdają sobie bowiem sprawę, że zatrzymanie dostaw gazu do UE oraz wprowadzane embargo na ropę znacząco obniżą możliwości wpływu Kremla na sektor energetyczny Europy. Tymczasem atak sabotażowy na ważny element sieci przesyłowej, jednostkę wytwórczą lub terminal odbiorczy może spełnić rolę destabilizatora rynku energii – a o to właśnie chodzi Rosjanom.

Rosję czeka pierwszy poważny cios energetyczny ze strony Unii Europejskiej. UE powinna zaś przygotować się na rosyjską odpowiedź – być może równie poważną.

Komentarze