• Partner główny
    Logo Orlen

Strona główna

Polityka uniku – trzy lata po katastrofie smoleńskiej Polska wciąż bez floty dla VIP

W trzecią rocznicę katastrofy smoleńskiej premier Donald Tusk udaje się rejsowym samolotem na oficjalną wizytę zagraniczną do Nigerii. I nic nie wskazuje na to, żeby ta niespotykana w Europie praktyka została przerwana.

Rząd nie zamierza kupować nowych samolotów, bo jak wynika z nieoficjalnych informacji, do których dotarł Defence24.pl, LOT uzyskał gwarancję przewożenia VIPów do 2018 roku.Sytuacja, w której prezydent czy premier, nie mają zapewnionego elastycznego i pewnego transportu jest skandaliczna  – podkreśla Jerzy Gruszczyński, redaktor naczelny „Lotnictwa”

Z informacji, które uzyskaliśmy w kręgach zbliżonych do PLL Lot wynika, że narodowy przewoźnik miał otrzymać zapewnienie ze strony rządowej na przedłużenie umowy dzierżawy dwóch Embraerów 175 aż do 2018 roku. Po tej dacie rząd ma rozpatrzyć kupno nowych maszyn do przewozu najważniejszych osób w państwie. Oficjalnie kontrakt na wynajem samolotów wygasa z końcem 2013 roku i opiewa na kwotę 25 mln złotych rocznie. Czarterowane maszyny nie sprawdzają się jednak do wielu zadań, mogą latać tylko na średnich dystansach, dlatego przedstawiciele polskich władz udających się np. do Stanów Zjednoczonych muszą korzystać ze zwykłych, rejsowych połączeń.

Więcej: Więcej: Będą nowe maszyny do przewozu VIP w Polsce?

Jerzy Gruszczyński uważa, że rząd popełnił błąd decydując się na wariant wynajmu maszyn od LOT-u. - Elity potrzebują własnej floty - nie ma co do tego żadnych wątpliwości. Takie samoloty były, są i będę potrzebne, bo dają elastyczne i pewne możliwości realizacji zadań państwowych – uważa redaktor naczelny Lotnictwa i dodaje - Tryb rozwiązania 36. spec pułku był skandaliczny, bowiem nie wprowadzano rozwiązania, które zabezpieczałoby podstawowe interesy kraju, a do takich należy zaliczyć transport VIPów – wskazuje ekspert. Podkreśla, że nigdzie na świecie nie neguje się potrzeby posiadania floty o specjalnym przeznaczeniu.

Więcej: Polska sprzedaje rządowe Jaki-40

Z dniem 31 grudnia 2011 roku 36 Specjalny Pułk Lotnictwa Transportowego został rozformowany, a zadania wojskowej jednostki przejął LOT. Podczas ogłaszania tej decyzji w sierpniu 2011, na wspólnej konferencji prasowej z szefem MON, Donald Tusk przekonywał, że „jedyną zmianą będzie to, że loty z użyciem samolotów będą wykonywane już wyłącznie w formule cywilnej we współpracy z narodowym przewoźnikiem”. Premier podkreślał, że korzystanie z dwóch samolotów należących do PLL LOT w dużej mierze wyczerpuje potrzeby państwa. Całkowicie tym samym pominął kwestię braku dostępu do samolotów zdolnych obsługiwać dalsze loty poza Europą.

Więcej: 365 dni ministra Tomasza Siemoniaka

W ubiegłym roku wydawało się, że perspektywa zakupu samolotów dla VIP-ów znowu staje się możliwa. Po podróży do Stanów Zjednoczonych na sesję ONZ, prezydent Komorowski skarżył się na warunki podróży rejsowym samolotem uznając, że traci na tym prestiż państwa. Konieczne jest kupno samolotów – przekonywał prezydent, ale jego apele trafiły w próżnie. W tym samym czasie szef BBN zwracał uwagę na kwestię zapewnienia ochrony informacji dla najważniejszych osób w państwie. Również te opinie nie doprowadziły do wszczęcia postępowania przetargowego.

Więcej: Prezydent nawołuje do zakupu dużego samolotu do przewozu VIP 

Na wątek szeroko rozumianego bezpieczeństwa zwraca uwagę redaktor naczelny Lotnictwa – Decydenci muszą mieć nieograniczony dostęp do łączności niejawnej, podczas takich lotów poruszane są ważne kwestie dla bezpieczeństwa państwa, relacji międzynarodowych, to wszystko musi być odpowiednio zabezpieczone i przygotowane.

Dzisiaj nasze służby aby przewieźć np. tajne dokumenty wykorzystywane są wojskowe samoloty transportowe CASA – ale jest to możliwe tylko do kwatery głównej NATO. Rejsy transatlantyckie muszą już być dodatkowo zabezpieczane na połączeniach cywilnych. - Nie da się tego zrobić w rejsowych samolotach. Pamiętajmy, że jesteśmy członkiem NATO, tego nie możemy bagatelizować – podkreśla Gruszczyński. Dodaje, że w jego ocenie Polska potrzebuje minimum dwie ”duże” maszyny i cztery obsługujące krótsze dystanse.

Więcej: Jest kupiec na Jaki?

O wymianie wysłużonych samolotów obsługujących najwyższe władze mówiło się od lat 90. W 1993 roku MON sformułował wymagania techniczne, jednak międzyresortowy zespół rządu Włodzimierza Cimoszewicza, który zajął się tą sprawą, nie ukończył prac. Kolejne próby podejmowano w 1998 i 2002 roku, jednak za każdym razem rząd odstępował od przetargu.  W połowie 2007 roku zaniechano kolejnego postępowania, gdy stwierdzono błędy w warunkach i kryteriach przetargu. Latem 2009 pojawiła się koncepcja dzierżawy dwóch samolotów Embraer-175.

Więcej: Boeing 787 Dreamliner nową maszyną przewozu VIP w Meksyku?

Nowa nadzieja na rządową flotę samolotów pojawiła się w drugiej połowie 2011 r. Opracowano wtedy koncepcję pozyskania tzw. samolotów MRTT (MRTT - wielozadaniowe samoloty transportowe i tankowania w powietrzu (Multi Role Tanker Transport), które w ciągu kilku godzin można przystosować jako samoloty transportowe do przewozu ładunków, po szybkim zainstalowaniu foteli do przewozu osób (w zależności od konfiguracji VIP lub np żołnierzy), lub wykorzystać jako tankowiec. Projekt miał być zrealizowany w ramach PPP (bez angażowania środków MON) przez rządowy Bumar w oparciu o współpracę z doświadczonymi w tym zakresie podmiotami z Izraela. Jednak pod koniec 2012 i ta koncepcja upadła.

Czy to jest realizacja “taniego państwa”? czy może raczej “państwa niezaradnego”?

W całej sprawie jest jeszcze jedno ważne pytanie: co zrobi rząd, gdy nie uda się plan restrukturyzacji LOT-u i krajowy przewoźnik nie będzie w stanie dalej realizować usług dla najważniejszych osób w państwie? Kolejny wariant ”tymczasowy”?

Jędrzej Graf

Komentarze