Nowe zagrożenie dla polskiej elektrowni atomowej

13 lutego 2015, 14:26

Casus brytyjski pokazuje, że budowa elektrowni atomowej nad Wisłą może oznaczać nie tylko konieczność przeforsowania polskich rozwiązań prawnych w Komisji Europejskiej (chodzi o konstrukcję kontraktu różnicowego), ale także batalię na polu sądowym i dyplomatycznym z innymi krajami Wspólnoty. Taki scenariusz może zechcieć wykorzystać Rosja.

W pierwszej połowie października 2014 r. Komisja Europejska zatwierdziła program pomocy publicznej dla elektrowni Hinkley Point C, której budowa jest planowana w południowo-zachodniej Anglii. Choć decyzji nie można traktować jako precedensu ponieważ każdy projekt jest rozpatrywany przez Brukselę oddzielnie to jednak wydarzenie to ma niezwykłe znaczenie dla Polski. Dotyczy bowiem mechanizmu tzw. kontraktu różnicowego, który może być wykorzystany również w programie budowy pierwszej siłowni jądrowej nad Wisłą.  

W dużym uproszczeniu oddanie do użytku nowych bloków energetycznych na obszarze UE jest dziś bardzo utrudnione. Inwestorzy nie są bowiem skłonni do wykładania na ten cel własnych pieniędzy z powodu nieprzewidywalności cen energii. To duży problem dla krajów Wspólnoty, które muszą zadbać o własne bezpieczeństwo energetyczne. Stąd pomysł na państwowe gwarancje stałej ceny kupna wyprodukowanego prądu w okresie obowiązywania zawartej umowy. Innymi słowy kontrakt różnicowy polega na sprzedaży przez wytwórcę energii po cenie rynkowej. Jednak gdy jest ona niższa od określonej w kontrakcie to państwo dopłaca różnicę, jeśli jest natomiast wyższa to wytwórca zwraca wypracowaną nadwyżkę.  

Jest to oczywiście pewna forma pomocy publicznej, stąd nie do końca było wiadomo, czy zostanie ona zaakceptowana przez KE. Tak się jednak stało, co dobrze wróży również polskiemu projektowi. Jak się jednak okazuje to niejedyny problem z jakim będą się musieli zmagać Brytyjczycy (a zapewne także polskie PGE EJ 1 odpowiedzialne za budowę siłowni jądrowej nad Wisłą). Austria zamierza bowiem zwalczać na drodze prawnej formę wsparcia Hinkley Point C, na którą przystała KE.  

Sprawa może znaleźć już w kwietniu br. swój finał w Trybunale Sprawiedliwości UE. Zdaniem The Guardiana od jej rozpoczęcia do zakończenia i werdyktu może minąć nawet 2 lata co znacząco opóźniłoby cały projekt. To właśnie dlatego zdaniem gazety Londyn zagroził Austrii retorsjami w razie, gdyby zdecydowała się ona blokować mechanizm kontraktu różnicowego ramach projektu nowej elektrowni atomowej w południowo-zachodniej Anglii. Mogą one objąć m.in. żądanie rozpoczęcia śledztwa w zakresie tego czy Wiedeń nie złamał traktatu ustanawiającego Europejską Wspólnotę Energii Atomowej (Euroatom).  

12 lutego doszło do spotkania premierów Davida Camerona i kanclerza Wernera Faymanna, którzy mieli dyskutować na temat kwestii spornych związanych z Hinkley Point CNie przyniosło ono jednak rozstrzygnięcia. 

Powyższa sytuacja pokazuje, że Polska forsując własny program atomowy musi przygotować się na działania wykraczające daleko poza lobbowanie za własnymi rozwiązaniami prawnymi w KE (mam tu na myśli konstrukcję kontraktu różnicowego). Niewykluczone bowiem, że władze w Warszawie będą musiały także położyć na szali swoje dobre relacje z państwem/państwami Wspólnoty dążącymi do zablokowania omawianej formy pomocy publicznej dla siłowni jądrowej mającej powstać nad Wisłą. Mam tu na myśli zastosowanie przez Polskę działań odwetowych na wzór brytyjski wobec innego kraju w przypadku konieczności stoczenia z nim potyczki sądowej w Trybunale Sprawiedliwości UE. Taki scenariusz wiąże się zresztą z jeszcze jednym zagrożeniem - rosyjskim.  

Rosja od dłuższego czasu stara się torpedować budowę elektrowni atomowej w naszym kraju. Poniekąd świadczy o tym choćby kwestia rozwiązania umowy z firmą WorlayParsons tj. wykonawcy badań środowiskowych i lokalizacyjnych w projekcie budowy pierwszej elektrowni jądrowej w naszym kraju (o czym szczegółowo pisałem tutaj). Jak się okazuje ścisłe kierownictwo tej spółki łączyły podejrzane związki biznesowo-towarzyskie z potężnym bułgarskim biznesmenem współpracującym z Rosjanami m.in. przy projektach takich jak Belene czy South Stream (oczywiście ze szkodą dla interesów Bułgarii). Bezpardonowa batalia jaką Polska musiałaby stoczyć z innym państwem/państwami UE w zakresie obrony postulowanej przez siebie konstrukcji kontraktu różnicowego z pewnością wywołałaby zainteresowanie w Moskwie. Kreml najprawdopodobniej zechciałby spróbować rozegrać tą sprawę na poziomie wizerunkowym (Rzeczpospolita jako kraj kłótliwy i nieskory do kompromisów) a być może także dyplomatycznym (kolejna szansa na osłabienie europejskiej solidarności). 

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 18
Piotr Kraczkowski
środa, 18 lutego 2015, 09:52

Rzeczpospolita opublikowała kiedyś zestawienie kosztów zaopatrzenia Polski w energię - okazało się, że najtaniej możemy uzyskać energię usuwając ok. 3 razy większą energochłonność Polski w porównaniu do zach. UE. ___Artykuł "Oszczędzimy sobie 10 elektrowni atomowych" - "Wir sparen uns zehn Atomkraftwerke" z 18.03.11 - http://www.abendblatt.de/politik/deutschland/article1822044/Wir-sparen-uns-zehn-Atomkraftwerke.html podaje wyniki badań naukowych w RFN wg których: 1. ok. 25% prądu zużywają gospodarstwa domowe. 2. konsekwentne zastąpienie żarówek tradycyjnych żarówkami energooszczędnymi pozwoliłoby RFN wyłączyć jedną elektrownię atomową. Tylko tam, gdzie żarówkę włącza się rzadko i na krótko, ma sens żarówka tradycyjna. 3. Stand-by oraz pobieranie prądu przez urządzenia gospodarstwa domowego pomimo ich wyłączenia kosztują RFN rocznie ok. 4 mld. euro i kryją rezerwę wyłączenia 2 elektrowni atomowych. 4. Gdyby Niemcy kupowali pralki pod kątem oszczędności energii i używali je nie przesadzając z temperaturą oraz rozsądniej suszyli pranie, np. wentylatorem zamiast suszarką, to mogliby wyłączyć następne 2 atomówki. 5. Zastanowienie się przy sporządzaniu potraw, np. kartofle nie muszą pływać w wodzie, pozwoliłoby zaoszczędzić także 2 atomówki. 6. Możliwość wyłączenia następnych 2 atomówek oferuje rozsądniejsze używanie lodówek i zamrażarek. 7. W łazience mogą Niemcy oszczędzić następną 1 atomówkę jeśli np. nie będą na próżno zużywać ciepłej wody myjąc zęby, zastąpią kąpiel prysznicem itp. ___ Nie tylko w gospodarstwie domowym mogliby Polacy oszczędzić co najmniej 2 elektrownie atomowe. Decyduje także produktywność zużycia energii, to np. ile kilogramów umownych jednostek przeliczeniowych ropy potrzebuje przemysł danego kraju na wytworzenie wartości 1000 euro. Otóż przemysł Szwajcarii potrzebuje 49,6kg, Danii 69,1kg, GB 88,4kg, RFN ok. 93,4kg, Hiszpanii 101,7kg, Włoch 104,3kg, Japonii 104,6kg, Francji 105,3kg, Austrii 109,8kg, Holandii 139,6kg, Grecji 140,5kg, Węgier 140,6kg, Luksemburga 156,1kg, Belgii, 171,5kg, Szwecji 177,6kg, USA 188,7kg, Czech 193,6kg, Polski 239,2kg. - źródło: iw-dienst, nr 27, z 04.07.2013, autor badań: Institut der deutschen Wirtschaft Kolonia, 2013, przemysł z górnictwem, bez energetyki i budownictwa. ___Budowa elektrowni atomowych pochłania środki na obniżenie zużycia energii i utrzymuje tym brak konkurencyjności Polski wobec zach. UE. ___Gdy polskie elektrownie atomowe dawałyby już prąd, to prąd wiatraków będzie już tańszy. Dodajmy, że raczej na pewno już teraz jest tańszy, bo koszty prądu elektrowni atomowych są oszukańczo zaniżane. Wydajność wiatraków podwaja się jednak mniej więcej co 7 lat, to zwykła produkcja masowa i nie ma siły, by nie potaniała. Elektrownie atomowe natomiast nie tanieją, bo ich konstrukcja jest specyficzna i nie ma charakteru produkcji masowej: gdyby odjąć nietypowe przypadki Chin i Indii, to od ok. 40 lat ilość elektrowni atomowych świata się nie zwiększa. Także dlatego, że z zasady nie powinno się korzystać z technologii, która musi działać bez awarii aby istnieć. Awaryjność techniki jest czymś naturalnym i wolno stosować tylko takie technologie, których awarie nie pociągają za sobą takich kosztów jak Czernobyl, czyli tylko takie, które można ubezpieczyć - żadna elektrownia na świecie nie jest ubezpieczona. ___Z wojskowego punktu widzenia sieć tysięcy elektrowni wiatrowych jest najlepszym rozwiązaniem. Od biedy można obronić elektrownię atomową, ale nie jej sieć przesyłową. Natomiast elektrownie wiatrowe działają decentralnie i ich odbuowa po zniszczeniu nie wymaga naukowców, lecz rzemieślników. Idealnym jest rozwiązanie niemieckie, gdzie nawet indywidualne domy są samowystarczalne energetycznie. Polska ambicja, aby mieć elektrownie atomowe jest po prostu głupia. Jeśli Hiszpania potrafiła skonstruować własne agregaty do wiatraków, to Polska także może.

lolo_cywil
wtorek, 17 lutego 2015, 20:26

Nie ma się co łudzić i wygłupiać przy tych politykach i korupcji el. atomowej nie będzie. Panowie szkoda prądu na te wpisy to tylko propaganda przedwyborcza i bicie piany i pensje dla kumpli Tuska i innych cwaniaczków jego pokroju.

Bez komentarza
piątek, 13 lutego 2015, 20:23

Przestancie mącic wode i zacznijcie budowac. Od 40 lat slysze o pierwszej elektrowni w Polsce i NIC... k...wa. Metro i pierdolino tez jest opoznione o 100 lat.

Bez komentarza
piątek, 13 lutego 2015, 20:22

Przestancie mącic wode i zacznijcie budowac. Od 40 lat slysze o pierwszej elektrowni w Polsce i NIC... k...wa. Metro i pierdolino tez jest opoznione o 100 lat.

jang
piątek, 20 lutego 2015, 14:13

niestety mojej riposty na kolejne idiotyzmy jakiegoś SKO nie umieszczono.Pasuje ,,

Tweets Energetyka24