Reklama
  • WIADOMOŚCI

Wybory samorządowe we Francji. Ekolodzy zwyciężają w dużych miastach

”Duże miasta wzięli ekolodzy, mniejsze ośrodki pozostały w rękach prawicy” - powiedział w rozmowie z PAP dyrektor badań w Narodowego Centrum Badań Naukowych (CNRS), politolog prof. Luc Rouban komentując wyniki drugiej tury niedzielnych wyborów samorządowych we Francji.

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay

"Wygranymi drugiej tury niedzielnych wyborów samorządowych są niewątpliwie ekolodzy w koalicji z socjalistami w dużych miastach, ale również prawica w małych i średnich miastach. Największymi przegranymi są natomiast kandydaci partii prezydenckiej LREM, a samej partii prezydenckiej nie udało się zakorzenić w lokalnych strukturach, o co toczyła się gra w tych wyborach" - ocenił w rozmowie z PAP Rouban.

Dowodem na poparcie tej tezy jest według niego porażka LREM w Paryżu, gdzie kandydatka tej partii na mera Agnes Buzyn nie dostała się nawet do rady miejskiej.

"Nastąpiło ciekawe przetasowanie przywództwa koalicyjnego między Zielonymi a socjalistami (Partia Socjalistyczna). Zawsze to socjaliści grali pierwsze skrzypce, a w tych wyborach stali się aktorami drugiego planu, dziś karty rozdają Zieloni" - podkreśla ekspert. Dodaje, że np. w Carmaux, rodzinnym mieście ojca francuskiego socjalizmu Jeana Jauresa, którego ulice znajdują się niemal w każdej francuskiej miejscowości, lewica straciła władzę po raz pierwszy od 128 lat.

Rouban wylicza, że prawicy oprócz małych miast udało się także wygrać w kilku większych ośrodkach miejskich, np. w Nicei, Tuluzie, Metz czy Miluzie, ale jej porażką jest utrata władzy na rzecz Zielonych w Bordeaux.

Według politologa znakiem czasu wydaje się to, że w pięciu na dziesięć największych miast we Francji władzę będą sprawowały kobiety. W Paryżu zwycięstwo odniosła urzędująca socjalistyczna mer Anne Hidalgo, kobiety zostaną również merami w Nantes, Strasbourgu, Lille i Marsylii.

"Niepokojąca jest natomiast najniższa frekwencja wyborcza w historii wyborów, niższa nawet niż podczas pierwszej tury zorganizowanej 15 marca - w szczycie pandemii koronawirusa" - zaznacza Rouban. W odbywającej się w ostatnią niedzielę drugiej turze wyborów zagłosowało niewiele ponad 40 proc. uprawnionych do tego Francuzów.

Badacz tłumaczy niską frekwencję konsumpcjonizmem wyborców, którzy w coraz większy stopniu oddalają się od polityki i nie czują się odpowiedzialni za własne państwo. Z jednej strony mamy do czynienia z dużym oczekiwaniem zmian, stąd poparcie dla Zielonych, z drugiej - z chęcią utrzymania konsumpcyjnego status quo i niczego poza tym - uzupełnia.

Innym ciekawym wynikiem, na który zwraca uwagę Rouban, jest rezultat głosowania w podparyskim imigranckim Saint Denis, gdzie od 1944 r. nieprzerwanie rządzili merowie z Francuskiej Partii Komunistycznej, a tym razem wygrał tu socjalista. Tym samym partia komunistyczna straciła swoje ostatnie miasto powyżej 100 tys. mieszkańców, a skrajnie prawicowe Zjednoczenie Narodowe kierowane przez Marine Le Pen zyskało władzę w takich ośrodkach wygrywając w Perpignan na południu kraju.

Politolog zauważa też bardzo dobry wynik premiera Edouarda Philippe'a w Hawrze, który zdobył tam 58,8 proc. głosów deklasując konkurenta z partii komunistycznej Jean-Paula Lecoqa.

"Zwycięstwo premiera stawia prezydenta Emmanuela Macrona w kłopotliwej sytuacji" - ocenia ekspert. Premier ma obecnie dużo większe poparcie w sondażach niż prezydent. Uważany za stabilnego i uczciwego Philippe jest silny politycznie, był silny podczas kryzysu wywołanego pandemią, przez co trudno będzie go zastąpić na stanowisku, o czym od tygodni się spekuluje zauważając napięcia między szefem rządu a prezydentem - wyjaśnia Rouban.

Jego zdaniem Macronowi bliżej jednak do centroprawicowego Philippe'a niż Zielonych i socjalistów. "Nie wyobrażam sobie współpracy Macrona z wojującym ekologiem Yannickiem Jadotem jako premierem" - podsumowuje.

Zobacz również

Reklama