Reklama

Wiadomości

Jak uratować planetę? Można to zrobić zmieniając nawyki zakupowe

Zdjęcie ilustracyjne
Zdjęcie ilustracyjne
Autor. Unsplash.com

Aż 19 procent światowej emisji gazów cieplarnianych związanych z branżą żywnościową jest spowodowanych przez transport - informują naukowcy nałamach pisma „Nature Food”. Ich zdaniem jedzenie produktów lokalnych pomogłoby ochronić planetę przed skutkami nadmiernych emisji.

Reklama

W 2007 roku oksfordzkim słowem roku zostało „locavore". Termin ten oznacza osobę, która spożywa wyłącznie żywność wyhodowaną lub wyprodukowaną w promieniu 100 mil (161 km) od miejsca jej zamieszkania. Teraz, 15 lat później, naukowcy z University of Sydney przypominają ten trend i przekonują, że warto inwestować w jego popularyzację. Wszystko z powodu nowych wyliczeń, według których blisko 20 proc. emisji gazów cieplarnianych pochodzących z szeroko rozumianej branży żywnościowej jest wynikiem transportowania żywności na duże odległości.

Reklama

Wartość ta jest siedmiokrotnie wyższa, niż szacowano wcześniej, i znacznie przekracza emisje transportowe innych towarów. Np. transport odpowiada za zaledwie 7 proc. emisji pochodzących z przemysłu i tyle samo emisji pochodzących z przedsiębiorstw użyteczności publicznej.

Jak twierdzi główna autorka badania (DOI 10.1038/s43016-022-00531-w) dr Mengyu Li z University of Sydney School of Physics, priorytetem - szczególnie wśród krajów zamożnych - powinno więc stać się spożywanie żywności uprawianej i produkowanej lokalnie.

Reklama

Czytaj też

„Nasze badanie pokazuje, że globalne systemy żywnościowe, ze względu na transport, produkcję i zmiany użytkowania gruntów, przyczyniają się do około 30 proc. całkowitej emisji gazów cieplarnianych wytwarzanych przez człowieka. Tak więc nawet sam transport żywności – na poziomie około 6 proc. - stanowi lwią część tego zjawiska" - mówi specjalistka.

„A emisje z transportu żywności to prawie połowa bezpośrednich emisji z pojazdów drogowych" - podkreśla.

Ekolog żywienia i współautor publikacji prof. David Raubenheimer dodaje: „Zanim opublikowaliśmy nasze wyniki, największą winą za wysokie emisje obarczano produkcję żywności odzwierzęcej, która jest dużo bardziej szkodliwa dla klimatu niż ta roślinna. Tymczasem nasze badanie pokazuje, że oprócz przejścia na dietę roślinną, także przejście na dietę lokalną przyniosłoby świetne efekty, zwłaszcza w krajach zamożnych".

W ramach omawianego badania naukowcy wyliczyli, że transport żywności generuje ok. 1 gigatona emisji rocznie, co odpowiada 19 proc. wszystkich emisji związanych z branżą spożywczą.

W swojej analizie uwzględnili 74 kraje (pochodzenia i przeznaczenia produktów i towarów żywnościowych), 37 sektorów gospodarki (warzywny, owocowy, hodowlany, produkcyjny itp.), międzynarodowe i krajowe szlaki transportowe oraz wagę i ilość przewożonych produktów żywnościowych.

Głównymi emiterami transportu żywności okazały się być Chiny, Stany Zjednoczone, Indie i Rosja. Jednak naukowcy ujawnili jeszcze inną, ciekawą kwestię: państwa najbogatsze, takie jak Stany Zjednoczone, Niemcy, Francja i Japonia, choć łącznie stanowią 12,5 proc. światowej populacji, to generują prawie połowę (46 proc.) wszystkich emisji związanych z transportem żywności.

Sama zaś Australia jest drugim co do wielkości producentem tego rodzaju emisji, wziąwszy pod uwagę zakres i wielkość jej podstawowej produkcji.

Badanie ujawniło również, że emisje z transportu zależą od rodzaju żywności. Na przykład transport owoców i warzyw generuje prawie dwa razy więcej emisji niż ich produkcja; owoce i warzywa stanowią łącznie ponad jedną trzecią emisji pochodzących z transportu żywności.

„Wszystko przez to, że wymagają przewożenia i przechowywania w kontrolowanej temperaturze" - wyjaśnia dr Li.

Dodatkowo naukowcy postanowili obliczyć, jak wyglądałaby redukcja emisji, gdyby cała światowa populacja zaczęła jeść tylko produkty lokalne. Okazało się, że wyniosłaby ona 0,38 gigatony, co odpowiada emisji generowanej przez podróż jednej tony na Słońce i z powrotem 6000 razy.

Badacze przyznają jednak, że scenariusz taki nie jest oczywiście realistyczny. Chociażby dlatego, że wiele regionów nie jest (i nie może być) samowystarczalnych pod względem zaopatrzenia w żywność. Jednak w pewnym stopniu można by go wdrożyć. „Na przykład rolnictwo podmiejskie ma znaczny potencjał, jeśli chodzi o wyżywienie mieszkańców pobliskich miast" – uważają autorzy publikacji.

Poza tym - ich zdaniem - bogatsze kraje mogą zredukować emisje związane z transportem żywności za pomocą wielu różnych mechanizmów: inwestowania w czystsze źródła energii dla pojazdów, zachęcanie przedsiębiorstw spożywczych do stosowania mniej emisyjnych metod produkcji i dystrybucji, zmianę czynników chłodniczych na bardziej neutralne dla środowiska.

„Zarówno inwestorzy, jak i rządy państw mogą pomóc zmniejszyć skalę problemu, tworząc warunki sprzyjające zrównoważonej dostawie żywności" – twierdzą.

„Jednak pamiętajmy, że podaż jest napędzana przez popyt, co oznacza, że to konsument ma ostateczną moc zmiany tej sytuacji. I to właśnie zmiana postaw i zachowań konsumentów w kierunku bardziej zrównoważonej diety mogłaby przynieść środowisku największe korzyści" - podkreśla prof. Raubenheimer.

Jego zdaniem jednym z najjaskrawszych przykładów niezrównoważonej diety jest żądanie przez mieszkańców krajów zamożnych ciągłego dostępu do niesezonowych produktów spożywczych, które muszą być transportowane z najbardziej odległych części świata.

„Tymczasem spożywanie lokalnych, sezonowych alternatyw, jak się to działo przez większość historii naszego gatunku, pomogłoby zapewnić zdrowszą planetę dla przyszłych pokoleń" - podsumowuje.

Źródło:PAP
Reklama

Komentarze

    Reklama