Dualizm Merkel. Rano broni Nord Stream 2, wieczorem spotyka Gretę Thunberg [KOMENTARZ]

24 sierpnia 2020, 09:13
840_472_matched__qa5l04_13565153594de22c54eb8b
Fot. European People's Party/Flickr

Kanclerz Niemiec Angela Merkel jest jednym z najskuteczniejszych polityków na świecie. Nie powinno więc dziwić, że w swej zręczności potrafi w tym samym momencie żarliwie bronić gazociągu i spotykać się z aktywistami klimatycznymi chcącymi odejścia od paliw kopalnych.

W ubiegłym tygodniu wiele europejskich mediów doniosło o spotkaniu kanclerz Angeli Merkel ze znaną aktywistką klimatyczną Gretą Thunberg oraz innymi przedstawicielami ruchu ekologicznego. Podczas półtoragodzinnej pogawędki omówiono tam sprawy neutralności klimatycznej Unii Europejskiej, stan niemieckiego przemysłu paliw kopalnych oraz wykonanie Porozumienia Paryskiego.

Jak podaje portal Clean Energy Wire Greta Thunberg pojawiła się na spotkaniu wraz z innymi aktywistkami: Luisa Neubauer, Anuna de Wever oraz Adelaide Charlier. Młode działaczki wręczyły kanclerz Merkel list otwarty podpisany przez 125 tysięcy osób, w którym nawoływano do potraktowania sprawy redukcji emisji w sposób priorytetowy. Aktywistki miały określić spotkanie jako „spędzone w przyjaznej atmosferze”, choć dodały, że patrzą one na poruszone kwestie „z innej perspektywy”.

Trudno nie zgodzić się z tą oceną sytuacji. Kanclerz Merkel z pewnością ma bowiem inną perspektywę na przyszłość przemysłu paliw kopalnych niż młode aktywistki. Ostatnie tygodnie spędziła ona bowiem na zażartej obronie gazociągu Nord Stream 2 przed amerykańskimi sankcjami - połączenie to będzie dla Niemiec oraz wielu państw w regionie prawdziwą kotwicą trzymającą je przy dalszym spalaniu gazu, a więc paliwa kopalnego.

Stany Zjednoczone, które grożą RFN i ich partnerom sankcjami nie mają oczywiście na względzie w pierwszej kolejności kwestii klimatycznych. USA dostrzegają, że Nord Stream 2 jest potężnym narzędziem geostrategicznym, które da dużą przewagę Rosji oraz Niemcom w rozgrywkach politycznych i gospodarczych w Europie. Berlin zdaje sobie sprawę, jak duże atuty daje mu do ręki to połączenie, dlatego gotowy jest walczyć o nie nawet kosztem relacji transatlantyckich. Niemcy zainwestowały w Nord Stream 2 już bardzo dużo. Chodzi tu nie tylko o koszty kapitałowe, ale i polityczne – projekt ruszył pomimo wywołanej przez Rosję (czyli partnera przy budowie gazociągu) wojny na wschodzie Ukrainy, Anschlussu Krymu, zestrzelenia samolotu MH17, próby otrucia Skripala czy incydentu w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej. Teraz na szali leżą relacje z Amerykanami.

Dlaczego RFN była gotowa poświęcić tak dużo dla realizacji projektu podbałtyckiego połączenia? Wynika to z niemieckiej chęci zbudowania własnej pozycji gospodarczej i politycznej dzięki sile rosyjskich surowców. Centrale położenie RFN na europejskiej mapie predestynuje ten kraj do roli centralnego hubu dystrybucyjnego. Pozycja ta jest wzmocniona dzięki dobrze rozwiniętej niemieckiej infrastrukturze przesyłowej, czyli przede wszystkim sprawnymi interkonektorami. To wszystko sprawia, że Niemcy są w stanie zaprzęgnąć rosyjski gaz do budowy własnej pozycji politycznej i gospodarczej – surowiec ten trafia do nich bowiem bez żadnych pośredników i w ogromnych ilościach. W dodatku, dobre relacje z Rosją sprawiają, że Berlin płaci za błękitne paliwo bardzo atrakcyjną cenę (niższą niż m.in. Polska, która jest przecież geograficznie bliższa Rosji). RFN trzyma zatem rękę na kurkach z gazem, ma wpływ na jego ceny, może na nim zarabiać – dlatego właśnie plan transformacji energetycznej Niemiec (Energiewende) opiera się na wizji jak największego udziału źródeł odnawialnych, które muszą być stabilizowane – a doskonałym stabilizatorem są elektrownie zasilane gazem.

Cel ten połączony jest z innym segmentem działań Berlina, równie antyklimatycznym w swym wydźwięku. Chodzi o walkę z czystym, bo praktycznie bezemisyjnym atomem – Niemcy starają się wyłączyć własne oraz inne europejskie elektrownie jądrowe, choć może to zachwiać bezpieczeństwem energetycznym UE i storpedować jej wysiłki zmierzające do wyhamowania zmian klimatu. Tymczasem, jak się okazuje, Niemcy sami określili, jaki jest cel ich antyatomowej walki. Jej sens zawiera się bowiem w słowach umowy koalicyjnej CDU/CSU i SPD: „(...) osadzenie Energiewende w kontekście europejskim otwiera szansę na zmniejszenie kosztów i wykorzystanie efektu synergii. Chcemy dodatkowych możliwości rozwoju i wzrostu zatrudnienia w Niemczech oraz możliwości eksportowych dla niemieckich firm na rynkach międzynarodowych”. Niemcy otwarcie wskazują zatem, że ich antyatomowa polityka (bo taka właśnie jest Energiewende) ma na celu budowę gospodarczej potęgi RFN (poprzez stymulowanie rozrostu rynku pracy oraz zwiększenie możliwości eksportowych), a co za tym idzie – wzrost pozycji politycznej Niemiec.

Patrząc z tej perspektywy na spotkanie Angeli Merkel z aktywistkami klimatycznymi nie sposób nie pokiwać z uznaniem głową nad sprawnością polityczną niemieckiej kanclerz. Przywodzi ona na myśl scenę z filmu „Full Metal Jacket”, w której główny bohater prezentuje hełm z przypiętą „pacyfką” oraz napisem „Born to kill” Patrząc jednak realnie, spotkanie z Gretą Thunberg to dla Merkel kolejna sposobność do robienia polityki wizerunkowej, utwierdzającej Niemcy w roli lidera transformacji proklimatycznej. Pozwala to ukrywać niewygodne fakty dotyczące Energiewende i prawdziwej roli tego procesu dla RFN i Europy.

KomentarzeLiczba komentarzy: 20
Stary Grzyb
wtorek, 25 sierpnia 2020, 22:49

Jaki dualizm? Zarówno uzależnianie od rosyjskiego gazu, jak i promocja idiotyzmów/hodowli pożytecznych idiotów , są elementami rosyjskiej strategii 3D (dezinformacja, dekompozycja, destrukcja) prowadzonej wobec Zachodu w ogólności, a Europy Zachodniej w szczególności, zaś zeschroederyzowane niemieckie "elity" stanowią istotne narzędzie wykonawcze tej strategii. I tyle.

Prorok
wtorek, 25 sierpnia 2020, 11:04

Powiedzmy sobie szczerze. Wisimy na wyborach w USA - jak wygra Biden - możemy się spodziewać buziaków i przytulasków z Niemcami. Jak wygra Trump - to po prostu wyciśnie z Niemiec tą akceptację faktu, że Nord Stream 2 nie powstanie przez kolejne lata. Niestety niemiecka polityka szła przez cała lata na zwarcie z naszym interesem narodowym. Osobiście wolałbym się dogadać z Niemcami, ale to oznacza, że żadnego Nord Stream 2 ma nie być. Już jedynka wystarczy - albo towary w którymś momencie mogą przestać płynąć do Chin nie tylko przez amerykańskie morze ale i przez polską ziemie - i tyle będą mieli z tego Niemcy i Europa. Jak się dogadać - to na ludzkich zasadach. Coś za coś. Uczciwy równy deal. Ale samowolka Niemców musi się skończyć bo prowincja się buntuje.

HeHe
środa, 26 sierpnia 2020, 20:36

Niemiecka polityka była i jest nadal zgodna z niemieckim interesem narodowym i właśnie dlatego ani Biden ani Trump niczego z Niemiec nie "wycisną". Ponadto niemiecka polityka BYŁABY i POWINNA BYĆ zgodna z naszym interesem narodowym gdyby nasze władze przed położeniem przez Niemcy oraz Rosję pierwszej rury NS nie dbały o interes narodowy "majdanowej" Ukrainy tylko o NASZ interes narodowy i razem z Niemcami ciągnęły ruski gaz poprzez polskie przyłącze które proponowali nam Niemcy. Poza tym to bunt CZĘŚCI prowincji (cztery kraje) raczej przypomina samowolkę bo Niemcy są popierane przez core starej Unii czyli zachodnią Europę oraz inne kraje prowincji takie jak Czechy, Słowacja i Węgry które kupują tylko ruski gaz z NS.

HeHe
środa, 26 sierpnia 2020, 12:11

Niemiecka polityka była i jest nadal zgodna z niemieckim interesem narodowym i właśnie dlatego ani Biden ani Trump niczego z Niemiec nie "wycisną". Ponadto niemiecka polityka BYŁABY i POWINNA BYĆ zgodna z naszym interesem narodowym gdyby nasze władze przed położeniem przez Niemcy oraz Rosję pierwszej rury NS nie dbały o interes narodowy "majdanowej" Ukrainy tylko o NASZ interes narodowy i razem z Niemcami ciągnęły ruski gaz poprzez polskie przyłącze które proponowali nam Niemcy. Poza tym to bunt CZĘŚCI prowincji (cztery kraje) raczej przypomina samowolkę bo Niemcy są popierane przez core starej Unii czyli zachodnią Europę oraz inne kraje prowincji takie jak Czechy, Słowacja i Węgry które kupują tylko ruski gaz z NS.

mc.
środa, 26 sierpnia 2020, 00:55

Kiepski z Pana Prorok. Wszystkie opcje w USA, zarówno Republikanie jak i Demokraci są przeciwko NS2. Pozornie sprawa dotyczy "biznesu" (także amerykańskiego), ale obie te opcje (R i D) wiedzą że NS2 uwolni dla Rosjan temat współpracy z Ukrainą. A jeśli Ukraina (czyli jej gazociągi) nie będzie potrzebna Rosji, to "zielone ludziki" ruszą na zachód. Marzeniem Moskwy jest ustanowienie pełnej kontroli nad Morzem Czarnym - od Batumi poprzez Krym i Odessę.

HeHe
wtorek, 25 sierpnia 2020, 23:20

Niemiecka polityka była przez całe lata i jest nadal zgodna z niemieckim interesem narodowym a POWINNA BYĆ i BYŁABY zgodna z naszym interesem narodowym gdyby nasze władze przed położeniem przez Niemcy oraz Rosję pierwszej rury NS nie dbały o interes narodowy "majdanowej" Ukrainy tylko o NASZ interes narodowy i razem z Niemcami ciągnęły ruski gaz poprzez polskie przyłącze które proponowali nam Niemcy. Poza tym bunt przeciw NS 2 to bunt CZĘŚCI prowincji (cztery kraje) i to on raczej przypomina samowolkę bo Niemcy są popierane przez core starej Unii czyli zachodnią Europę oraz inne kraje prowincji takie jak Czechy, Słowacja i Węgry które kupują tylko ruski gaz z NS.

HeHe
wtorek, 25 sierpnia 2020, 20:58

To bunt CZĘŚCI prowincji jest samowolką bo Niemcy są popierane przez core starej Unii czyli zachodnią Europę oraz kraje prowincji takie jak Czechy, Słowacja i Węgry które kupują ruski gaz z NS.

Baca
środa, 26 sierpnia 2020, 23:40

Wróciło? Wybitny specjalista od gazu! I siły syberii

mc.
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 16:53

Fragment zdania z artykułu: "...połączenie to będzie dla Niemiec oraz wielu państw w regionie prawdziwą kotwicą..." I to się zgadza. To będzie kotwica, a właściwie CUMA łącząca niemiecką klasę polityczną z oligarchami i specsłużbami Rosji.

Komentator
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 16:09

Bzdury. Niemcy zakładają sobie kamień na szyję, zostaną z drogim ruskim gazem którego nikt od nich nie kupi. Głównym rozgrywającym na rynku gazu w Europie zostanie Polska która zaleje Europę tanim gazem z Norwegii i USA. Kupi ktoś drogi rosyjski gaz mając do wyboru tani gaz z Polski?

Katon
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 20:48

Ty tak na poważnie?

Jimbo
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 20:46

Taki komentarz to miód na serce redaktora Jakuba Wiecha. Jest oczywiste,że w najbliższych latach Polska zajmie miejsce Gazpromu na europejskim rynku gazu.

Komentator
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 22:58

Ależ to nie było do Pana Wiecha tylko do funboyów ze stajni Daviena.

Yaro
wtorek, 25 sierpnia 2020, 17:16

A nie fungierojów z chlewiku Fankluba?

Alosza
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 13:06

Faktycznie trzeba przyznać, że dogadani z putinem byli. Taki deal a na ostatniej prostej bęc. Zresztą jak wiemy od zawsze mają się ku sobie. Ciekawe jak Merkel się zachowa w przypadku agresji onuc na Białoruś?

krzys
wtorek, 25 sierpnia 2020, 12:34

To już chyba nie jest wielka tajemnicą, ze na przełomie lat 80/90 ubiegłego wieku zrobiono nowe strefy wpływów, Białoruś zostawiono Rosji, bez pytania Białorusinów co o tym sądzą. I dzisiaj też tego ciąg dalszy, wściekłość zachodnich polityków na działania Polski i Litwy wobec Białorusi, a Merkel pewnie zrobi to, czego większość oczekuje - będzie broniła interesów ... Rosji.

Alosza
wtorek, 25 sierpnia 2020, 14:45

Działania Polski i Litwy wobec Białorusi? Mógłbyś coś więcej!

klerykał
wtorek, 25 sierpnia 2020, 17:19

Nie wiesz? Przecież Polska już grzeje lufy w krabach, rakach, leopardach i odkurza pasy przed F-16 by napaść Białoruś i zrobić jej majdan... Tak słyszałem :)

Alosza
środa, 26 sierpnia 2020, 23:42

Gdzie słyszałeś? W olgino czy na sputniku?

mc.
poniedziałek, 24 sierpnia 2020, 19:22

Utworzą grupę niemiecko-francuską która będzie "nadzorowała" warunki zawieszenia broni, czyli mówiąc mniej delikatnie - "przyklepie" Rosjanom ich zdobycze.

Tweets Energetyka24