Czy Stany Zjednoczone zaostrzą antyklimatyczny kurs? „To możliwe” [ANALIZA]

29 września 2020, 09:37
307639437_ae1b3ba8c5_c
Fot. Jeff Kubina / Flickr

Po śmierci sędzi Ruth Bader Ginsburg na nowo rozpoczyna się walka o prymat w Sądzie Najwyższym USA. Jakie skutki dla ochrony środowiska i klimatu oznacza wybór nowego sędziego nominowanego przez prezydenta Republikanów i ich większość senacką?

A miało być tak pięknie…

„Władza sądownicza powinna być odrębna zarówno od władzy ustawodawczej, jak i wykonawczej, oraz niezależna od obu” – tak twierdził, nieodosobniony w tym poglądzie wśród Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych, drugi amerykański prezydent, John Adams. Przez dekady te założenia udawało się Amerykanom z sukcesem realizować. Po latach intensywnych walk politycznych elit na szczytach władzy niewiele jednak pozostało z górnolotnych postulatów niezależności „trzeciej władzy”. Żaden uczestnik życia publicznego w Stanach nie ma już dziś wątpliwości, że sędziowie najwyższej instancji są wybierani z klucza ideowego.

Dlaczego to tak ważne, z punktu widzenia amerykańskiej klasy politycznej, żeby mieć wpływ na powoływanie przedstawicieli Sądu Najwyższego USA? Konstrukcja amerykańskiego systemu prawa zakłada, że jego tworzenie odbywa się w oparciu o orzeczenia sądów. Są to tzw. precedensy, które w ramach porządku common law – typowego dla świata anglosaskiego – stanowią podstawę do tworzenia prawa, inaczej niż np. w Europie, gdzie normy stanowione są przez władzę ustawodawczą. Taki mechanizm ich powstawania powoduje, że rozstrzygnięcia Sądu Najwyższego są wiążące dla przyszłych analogicznych zdarzeń. Organ liczy 9 sędziów, a decyzje o werdyktach podejmowane są większością głosów. W domyśle, sędzia reprezentuje poglądy zgodne z linią środowiska, które poparło go na etapie wyboru, który dzieli się na nominację prezydenta oraz zatwierdzenie przez Senat.

Jak mawiał Theodore Roosvelt „Prezydent i Kongres bardzo dobrze sobie radzą. Mogą powiedzieć, co uważają, ale to Sąd Najwyższy decyduje, co naprawdę myślą”. Już wtedy, na początku XIX wieku – kiedy skądinąd niezależność sędziów SN od polityków była zdecydowanie większa, niż obecnie – wiedziano, że największą władzę w USA skupiono w rękach wymiaru sprawiedliwości. W konsekwencji, amerykański establishment polityczny toczy boje za każdym razem, kiedy ma dojść do wyłonienia nowego członka Sądu Najwyższego. Tak jest i tym razem.

Sąd w stanie nieważkości

Sprawująca przez 27 lat funkcję sędziego Sądu Najwyższego, Ruth Bader Ginsburg zmarła 18 września. Pomimo, że od 2009 r. zmagała się z chorobą nowotworową, to będąc świadomą niewielkiej większości głosów konserwatywnych sędziów (5:4) – sama reprezentowała poglądy liberalne – nie zdecydowała się na dobrowolne odejście na emeryturę. Tym samym sprawowała swoją funkcję do ostatnich dni życia.

Chociaż biorąc pod uwagę kto nominował aktualnych sędziów Sądu Najwyższego, należałoby zakładać, że kontrolę sprawują konserwatyści wskazywani przez prezydentów republikańskich, to nie jest to jednak tak oczywiste. Wiedziała o tym również Ginsburg. Wielokrotnie w okresie ostatnich ponad 50 lat sędziowie wyznaczani przez głowę państwa z ramienia Partii Republikańskiej zmieniali swoje poglądy. Harry Blackmun, który był członkiem Sądu Najwyższego mianowanym przez prezydenta Nixona, przez pierwszych 5 lat głosował wspólnie z sędziami konserwatywnymi. Z biegiem czasu Blackmun wyewoluował do reprezentanta bliższego ideom Demokratów. Podobne przemiany lub niejednoznaczność w wyrażanych poglądach wykazywali też inni sędziowie nominowani przez konserwatywnych prezydentów: Lewis F. Powell Jr. (nominacja Nixona), John Paul Stevens (G. Ford), Sandra Day O’Connor (R. Reagan), Anthony Kennedy (R. Reagan), David Souter (G.H.W. Bush).

W ostatnich latach coraz częściej swingującym, czyli wahającym się pomiędzy głosowaniem wspólnie z sędziami konserwatywnymi lub liberalnymi, stał się Prezes Sądu John G. Roberts Jr. Powołany na to stanowisko przez prezydenta George’a W. Busha prawnik tylko w tym roku podjął kilka kontrowersyjnych decyzji, które wywołały ogromne zaskoczenie w szeregach Republikanów – w sprawach związanych z aborcją czy nielegalną imigracją głosował wspólnie z liberalnym blokiem sędziów Sądu Najwyższego.

W sprawach środowiskowych też przestaje być konsekwentnym antagonistą grup ekologicznych, pomimo że przez wiele lat szkodzenie środowisku Sędziemu Robertsowi nie przeszkadzało. W 1992 r. jeszcze jako pełnomocnik administracji Busha seniora bronił decyzji Sądu Najwyższego w sprawie Lujan v. National Wildlife Federation. Argumentował wtedy, że członkowie organizacji nie mają prawa do wnoszenia roszczeń przeciw przeznaczeniu 4.5 tys. akrów terenów publicznych dla górnictwa. W innym przypadku Massachusetts v. EPA (Agencja Ochrony Środowiska) z 2007 r., w którym kilkanaście stanów i kilka miast USA domagało się uznania przez agencję dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych za zanieczyszczenie, napisał uzasadnienie zdania odrębnego. Wskazywał, że „utrata ziemi w Massachusetts z powodu podnoszenia się poziomu morza jest zbyt spekulatywna i bez odpowiedniego wsparcia naukowego.” Roberts utrzymywał też, że „nie ma identyfikowalnego związku przyczynowo skutkowego pomiędzy odmową EPA w zakresie egzekwowania norm emisji a potencjalnymi szkodami poniesionymi przez petentów.”

Optyka Prezesa Sądu jednak też się zmieniła, np. w kwietniu Sąd Najwyższy orzekł, że oczyszczalnia ścieków na Hawajach nie może uniknąć konieczności uzyskania pozwolenia na mocy Ustawy o czystej wodzie pompując zanieczyszczenia do wód gruntowych. Swoją decyzją w sprawie Hrabstwo Maui v. Hawaii Wildlife Fund, Sąd odrzucił interpretację prawa przez administrację Trumpa jako tworzącą "oczywistą lukę". Roberts dołączył do Ginsburg i trzech innych liberalnych sędziów w podjęciu tej decyzji. Jeśli szósty konserwatywny sędzia zostanie zatwierdzony przez Senat USA, Roberts nie będzie już głosem swingowym, a pozostałych pięciu konserwatystów będzie mogło przyjąć bardziej ekstremalne interpretacje przepisów dotyczących ochrony środowiska.

Wahadło po stronie eksploatatorów

Znana ze swoich lewicowych zapatrywań sędzia Ginsburg była również zaangażowana w ochronę środowiska. Według prof. Roberta Percivala z Uniwersytetu Maryland „niewątpliwie była sędzią, który najbardziej przychylnie odnosił się do kwestii środowiskowych spośród wszystkich sędziów”. W najbardziej znanych publicznie sprawach takich jak Friends of the Earth v. Laidlaw Enviromental Services, wspomnianej Massachusetts v. EPA czy EPA v. EME Homer City Generation za każdym razem opowiadała się po stronie ekologicznej. Dyrektor Centrum Prawa Ochrony Środowiska na Uniwersytecie Case Western Reserve powiedział, że „w tej chwili w Sądzie Najwyższym nie ma głosu na rzecz ochrony środowiska” – powiedział – „Możliwe, że zastąpi ją, ale to zależy od tego, kto to będzie.”

W chwili obecnej większość senacką stanowią politycy Partii Republikańskiej (53:47), więc Donald Trump nie będzie musiał „naginać kręgosłupa” proponując kandydata nie w pełni zgodnego z linią środowiska. Doświadczeni latami niepewności co do wybieranych sędziów Republikanie nie mogą sobie tym razem pozwolić na wskazanie kandydata labilnego. Prezydent Trump ogłosił niedawno, że jego nominatem będzie kobieta. Dziś już wiemy, że pretendentką do tego urzędu będzie Amy Coney Barrett.

Donald Trump, znany między innymi z odrzucenia paryskiego porozumienia klimatycznego, sygnowanego wcześniej przez prezydenta Obamę, w polityce – jak sam mawia – stawiania spraw gospodarczych ponad kwestiami klimatu jest konsekwentny. Jak wskazują eksperci, wybór kolejnego konserwatywnego członka Sądu Najwyższego może pogłębić odrzucenie nauki o zmianach klimatycznych i ugruntować to stanowisko na lata. Już teraz zastanawiają się czy po tych zmianach sędziowie konserwatywni nie będą starali się kwestionować prawa do pozwania rządu w sprawach ochrony środowiska poszczególnych grup, takich jak stany, miasta czy organizacje ekologiczne.

Amerykańska profesor prawa Uniwersytetu Notre Dame, Amy Coney Barrett, choć nie jest znana z wystąpień publicznych dotykających tematyki zmian klimatu, to najpewniej dołączy do konserwatywnej części Sądu Najwyższego i w „sprawach środowiskowych” będzie głosować razem z nimi. Kancelaria prawna New Civil Liberties Alliance po analizie pism Barrett stwierdziła, że może ona faworyzować ograniczoną rolę agencji, takich jak EPA w kwestii regulowania emisji dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych, które powodują zmiany klimatyczne. Pochodząca z Nowego Orleanu profesor jest powiązana rodzinnie z przemysłem naftowym. Jej ojciec był prawnikiem w Shell Oil Co., a jej mąż – Jesse Barrett – jak twierdzi jego kancelaria SouthBank Legal „doradzał producentowi ropy w postępowaniu regulacyjnym dotyczącym alokacji wpływów z ropociągu na Alasce”. Amy Coney Barrett ma 48 lat. Zatem wiele wskazuje na to, że w Sądzie Najwyższym wahadło zostanie na długo wychylone po stronie denializmu klimatycznego.

Biden vs. Trump – who cares?

Czy poza wewnętrznymi wyborami politycznymi świat interesuje się jakimikolwiek innymi wyborami bardziej niż wskazaniem prezydenta Stanów Zjednoczonych? Pewnie nie. Często słyszymy, że „prezydent USA to najważniejszy człowiek na świecie”, a w ostatnich tygodniach nie raz mogliśmy przeczytać w prasie, że będą to najważniejsze wybory w historii Ameryki.

Kampania wyborcza w USA rzeczywiście staje się coraz bardziej interesująca. Główni pretendenci – Joe Biden i Donald Trump – co rusz przerzucają się nowymi zarzutami, postulatami i pomysłami zmian w polityce kraju. Jednym z głównych tematów ostatnich dni kampanii stała się naturalnie kwestia wyboru nowego sędziego Sądu Najwyższego. Nigdy wcześniej bowiem ta procedura nie była rozstrzygana później niż w lipcu roku, w którym odbywały się wybory na najwyższy urząd w państwie. Teraz jest inaczej, ponieważ Republikanie chcą zagwarantować sobie przed możliwą przegraną reelekcji prezydenta, że będą mieli niezachwianą większość w decydujących głosowaniach nad werdyktami Sądu. Także w sprawach dotyczących środowiska i klimatu. Finalnie więc decydujący głos w tych sprawach będzie mieć nowa większość w Sądzie Najwyższym, a nie nawet najbardziej proekologiczny przyszły prezydent, jakim mówi, że chciałby być Joe Biden.

Przypomnieniem, jak ważną funkcją dla amerykańskiego systemu pełni Sąd Najwyższy niech będą słowa byłego gubernatora stanu Nowy Jork, Mario Cuomo (ojca obecnego gubernatora tego stanu, Andrew Cuomo), który nie zdecydował się na aspirowanie do tego urzędu „Miałem szansę zostać sędzią Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, a cała moja rodzina była bardziej rozczarowana moją decyzją, że tego nie zrobiłem, niż decyzją, aby nie kandydować na prezydenta - o wiele bardziej.”

Piotr J. Gładysz

Reklama
Reklama
Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Tweets Energetyka24