USA: Jak wygląda życie po węglu? "Bieda, narkotyki i otyłość"

9 października 2020, 10:46
american-flag-795307_1280
Fot. Pixabay
Energetyka24
Energetyka24

Węgiel był błogosławieństwem Wirginii Zachodniej – dawał pracę i pieniądze. Globalizacja zwiększyła konkurencję, przesunęła miejsca pracy, a stan mierzy się z problemami powszechnej biedy, narkotyków i otyłości. Jesteśmy „zapomnianym plemieniem” USA – mówią o sobie mieszkańcy.

„Sprzedaje to co mam, to co znalazłem w garażu. Jak sprzedam, to może wieczorem będę miał na posiłek” – mówi PAP Andrew, który przy szosie do górniczego miasta Welch rozstawił wraz z kolegą stragan. Można tu kupić narzędzia i noże, ale także i pluszaki. Andrew był kiedyś kierowcą i rozwoził węgiel. Teraz na takie usługi nie ma dużego zapotrzebowania – w całym hrabstwie McDowell funkcjonuje jedynie kilkanaście małych kopalni, ułamek tego co jeszcze kilkadziesiąt lat temu. 

Hrabstwo należy do najbiedniejszych w całym USA. Według szacunków 35 proc. jego mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa. Średnia oczekiwana długość życia mężczyzn jest tu najniższa w kraju i wynosi 64 lata - to statystyki na poziomie Birmy czy Madagaskaru. Przyczynia się do tego powszechne zażywanie opioidów (np. kodeina, morfina, heroina), palenie papierosów, niskiej jakości żywność, pylica u byłych górników oraz alkoholizm. 

Hrabstwo McDowell miało swoje lata świetności o czym przypominają wielkie ceglane pustostany. W latach 50-tych mieszkało tu blisko 100 tys. osób, były pieniądze, szkoły, trzy kina, w 1941 roku wybudowano pierwszy w USA podziemny parking. Teraz nie mieszka tu nawet 20 tys. osób. Wielu nie widzi w tym regionie przeszłości – wyjeżdża i nigdy nie wraca. 

Przemysł w okolicach Welch upadał stopniowo, a od lat 80-tych – mimo wysokiej jakości węgla - nie wytrzymywał konkurencji wymuszonej przez globalizację i otwieranie rynków. „Największe wyzwanie to do dziś zapewnienie dobrze płatnych miejsc pracy dla ludzi, którzy kiedyś pracowali w górnictwie lub ich praca była od niego uzależniona” – tłumaczy PAP Jim, który mieszka na północy Wirginii Zachodniej i określa się jako „stanowy patriota”. Mieszkańcy McDowell w latach 90-tych głosowali na Billa Clintona i wiązali nadzieję z Demokratami, ale srogo się na nich zawiedli. 

„Cel Demokratów to zniszczenie przemysłu węglowego. Ciężko jest patrzeć biernie i akceptować to, że własny rząd chce zrujnować twoje życie” – opowiada Jim, który jest zaangażowanym Republikaninem. Za prezydentury Baracka Obamy produkcja węgla w Wirginii Zachodniej spadła ze 166 milionów ton w 2008 roku do 85 w 2016. 

Dziś trudno tu spotkać Demokratę - w 2016 roku Wirginia Zachodnia była jedynym stanem obok Oklahomy, w którym we wszystkich hrabstwach zwyciężył prezydent Donald Trump. Na wiecu w Charleston, stolicy stanu, cztery lata temu obecny przywódca USA przy owacjach nałożył na siebie górniczy kask i udawał, że kopie łopatą węgiel. W tym roku – sądząc po liczbie banerów w ogródkach i na domach – zwycięstwa może być tu pewien. Od 2016 roku, częściowo dzięki poluzowaniu przez rząd przepisów, produkcja węgla w Wirginii Zachodniej poszła lekko do góry, do 99 milionów ton w 2019 roku. 

W hrabstwie McDowell dominuje poczucie bycia zapomnianym przez resztę kraju. Ci którzy zdecydowali się tu pozostać nie tracą zarazem nadziei i dystansu, nazywając siebie „zapomnianym plemieniem” USA lub „małym Haiti”. Wielu nie czeka na władze i bierze sprawy w swoje ręce, organizując się we wspólnotach kościelnych czy bankach żywości. „Kochamy miejsce, w którym żyjemy” – brzmią napisy na tabliczkach przed niektórymi domami.

W próbie restrukturyzacji gospodarki lokalne władze stawiają na rozwój turystyki. W Beckley w hrabstwie Raleigh otwarto pokazową kopalnie węgla. Można zejść pod ziemię, są odwzorowane górnicze domy, muzeum i pamiątkowy sklepik, gdzie sprzedawane są m.in. kaski i naklejki na samochód z napisem „Jestem przyjacielem węgla”. 

„W ubiegłym roku odwiedziło nas 55 tys. turystów, nasz dzienny rekord to 468” – mówi PAP Gerald, były górnik z Beckley, który po przejściu na emeryturę trzy lata temu dorabia oprowadzając po pokazowej kopalni. Pytany o ruch w tym roku macha zrezygnowany ręką. Do kopalni w trakcie epidemii wejść nie można – podobno przepływy powietrza pod ziemią znacznie zwiększają ryzyko zakażenia koronawirusem. „Teraz jak odwiedzi nas 50 gości dziennie to jest dobrze” – ocenia swoim mocnym lokalnym akcentem Gerald.

Położona w Appalachach Wirginia Zachodnia to miejsce gdzie krzyżują się wpływy kulturowo-historycznego amerykańskiego Południa z Północną. „Jesteśmy dobrymi ludźmi, wdzięcznymi za to wszystko, co otrzymaliśmy od Boga. Nikogo nie oceniamy, nie traktujemy inaczej osób uzależnionych, wiemy jak łatwo jest stracić nadzieję” – zapewnia PAP Bob McKinney, który przez lata był sztygarem. Mężczyzna zachwala walory turystyczne regionu – góry i pagórki w okolicach Welch są podobno wyjątkowe piękne jesienią, gdy lasy przybierają złoty kolor. McKinney pojechał kiedyś do Kalifornii i twierdzi, że jak wrócił pod Welch to „uświadomił sobie, że mieszka w najpiękniejszym miejscu na Ziemi”.

PAP - mini

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 11
Swen
wtorek, 13 października 2020, 01:31

Będę chyba jedynym, który to tutaj napisze - szkoda tych ludzi. Sam mieszkam w przemysłowym miasteczku bez przemysłu na Dolnym Śląsku. Okolice też są piękne, ale co z tego?

Niuniu
piątek, 9 października 2020, 18:01

Ta diagnoza dotyczy całego amerykańskiego społeczeństwa i nie ma nic wspólnego z węglem. Amerykanie tak już mają, ćpają, jedzą niezdrową żywność i generalnie jak nie pracują to nic nie robią tylko tyją. To fajny model do naśladowania.

Szept
piątek, 9 października 2020, 14:40

Na kokę, burbon i fajki starcza, tylko na zdrowe żywienie i lekarza brakuje. Toż to standardowy amerykański raj, tak niedługo będą wyglądały wszystkie Stany.

AB
piątek, 9 października 2020, 13:50

Ale wiecie, że jak faktycznie wprowadzą ten szalony projekt dekarbonizacji to wszyscy tak skończymy. Nie tylko górnicy?

rmarcin555
piątek, 9 października 2020, 21:55

@AB. Skończymy jak górnicy? Znaczy dostaniemy od państwa po 200 mld na każde kilkaset tysięcy ludzi przez 50 lat? Super.

Raf
piątek, 9 października 2020, 19:45

Nie koniecznie - ogólnie w Polsce jest lepszy poziom życia niż w Stanach. W USA jest duże rozwarstwienie społeczne - stąd taka sytuacja jak wyżej opisana

wtorek, 13 października 2020, 01:33

A to ciekawe.... U nas niema rozwarstwienia społecznego?

Kiks
piątek, 9 października 2020, 15:57

Masz inne wyjście? Problem polega na tym, że nie mają pomysłu co po tym i co zrobić z tymi ludźmi. Z wszystkich zrobią informatyków? Litości.

obowdnicaKepna
sobota, 10 października 2020, 22:39

Reszta może zostać kontrolerami ruchu lotniczego, albo kardiochirurgami.

AB
sobota, 10 października 2020, 20:35

Tak, mam inne wyjście. Wywalić większość tych przeklętych regulacji za okno. Jak sie pojawi jakieś OZE, które bez dotacji, sztucznego zawyżania cen surowców różnymi certyfikatami, pobije węgiel jako źródło energii i będzie równie stabilne, to wtedy kopalnie same się zamkną.

wtorek, 13 października 2020, 01:33

A jak się nie pojawi?

Tweets Energetyka24