• Partner główny
    Logo Orlen

Wywiady

Sokała: Sabotaż gazociągów Nord Stream mógł być rosyjskim va banque [WYWIAD]

Fot. Victoria_Borodinova/Pixabay/Domena publiczna

Gdybym miał szacować prawdopodobieństwo, że uszkodzenie Nord Streamów to robota Moskwy, w oparciu o posiadaną wiedzę postawiłbym na 90 procent – mówi dr Witold Sokała.

Jakub Wiech: Czy to możliwe, żeby USA lub inne państwo NATO dokonało ataku na Nord Streamy? Jeśli tak, to dlaczego?

Teoretycznie to możliwe, ale moim zdaniem bardzo mało prawdopodobne. Owszem, Amerykanie i niektórzy ich sojusznicy najprawdopodobniej dysponują odpowiednimi zdolnościami technicznymi, można też próbować dowodzić – jak czyni to teraz rosyjska propaganda – że uszkodzenie rur było w interesie państw NATO. Ale co do posiadania zdolności, chyba wystarczy przypomnieć góralski kawał z brodą, o bacy, którego mieli skazać za gwałt, bo posiadał stosowną aparaturę. Co zaś do interesu, przecież gaz z Rosji i tak tymi rurami obecnie nie płynął, i nie zanosiło się na rychłe przywrócenie dostaw, za to rozpędza się import do Europy innymi kanałami. Więc po co politycy amerykańscy, brytyjscy czy polscy mieliby zlecać swoim spec-służbom taką operację?

Na zapas?

Wolne żarty – to jest zawsze ryzyko, że coś pójdzie nie tak i będzie skandal, poza tym koszty, czas ludzi, czyli zużycie środków, które można wykorzystać gdzie indziej, bardziej efektywniej. Takich akcji się nie robi ot, tak – dla sportu i frajdy. A w przypadku żadnego z państw NATO nie widzę zbyt silnej motywacji, by uderzać akurat tu, teraz i w taki sposób.

Czy są zatem argumenty mówiące, że to jednak Rosja?

Pośrednie. Po pierwsze, jeśli nie NATO – to przecież nie ufoludki. Po drugie – tak, ten baca też miał aparaturę, czyli zdolności techniczne, i to nawet bardziej niż kraje NATO, bo to jednak była jego rura. No i po trzecie, najważniejsze: interes, czyli korzyści. Możliwe, że Kreml zrozumiał, że bałtyckie rurociągi są teraz de facto i tak bezużyteczne, bo po tym wszystkim co się zadziało powrotu do normalnego handlu gazem z Europą i tak już nie ma. I mógł napisać dla nich ostatnią rolę – rekwizytu w prowokacji, która pozwoli zwalić na Amerykanów winę za to, że Niemcy i inne narody Europy zmarzną tej zimy. A przy okazji, pokazać komu trzeba, że Rosjanie grają va banque – a nuż ten i ów z zachodnich decydentów się przestraszy, wymięknie, zgodzi na złagodzenie sankcji? Jeśli natomiast okaże się, a są takie sygnały, że uszkodzenia wcale nie są znaczące, i instalacje względnie łatwo da się naprawić, to scenariusz staje się jeszcze wyraźniejszy – to element nacisku na europejską opinię publiczną. I przy okazji sygnał od szantażysty – mogliśmy uszkodzić swoją rurę, tym bardziej możemy te wasze. Gdybym miał szacować prawdopodobieństwo, że uszkodzenie Nord Streamów to robota Moskwy, w oparciu o posiadaną wiedzę postawiłbym na 90 procent.

A czy jesteśmy – jako państwo – gotowi do obrony Baltic Pipe?

Z rurociągami, zwłaszcza podmorskimi, jest tak, że znacznie łatwiej jest je atakować, niż ich bronić. Ale da się – warto podpatrywać, jak zabierają się do tego inni, choćby Norwegowie, bardzo wyczuleni na punkcie bezpieczeństwa swej infrastruktury energetycznej albo Amerykanie czy Brytyjczycy.

Jak to zatem robić?

Najogólniej, taka ochrona jest realizowana na trzech powiązanych poziomach. Pierwsza linia obrony to skuteczny wywiad, rozpoznanie zawczasu zamiarów potencjalnego agresora, bardzo różnymi metodami, od tradycyjnej, odpowiednio uplasowanej agentury po zaawansowany SIGINT, czyli wywiad elektroniczny. Linia druga – to fizyczne zabezpieczenie instalacji, na przykład przez patrole morskie i powietrzne, a także automatyczne systemy monitoringu, w celu wykrycia nietypowej aktywności w pobliżu i stosowne przeciwdziałanie, siłami odpowiednich jednostek interwencyjnych. I po trzecie, budowa zdolności logistycznych i technicznych, by w przypadku porażki obu wyżej wymienionych linii obrony – a to się zawsze może zdarzyć, mimo wysiłków – możliwie szybko i skutecznie minimalizować skutki ewentualnego zamachu. Posiadanie takich zdolności na wysokim poziomie ma też uboczny efekt odstraszający potencjalnego sprawcę – bo wie, że sporo się namęczy, a efekt i tak będzie marny, jeśli ofiara szybko naprawi szkody, więc trudniej mu podjąć decyzję o ataku. Natomiast, czy Polska jest gotowa do efektywnych działań w tych trzech sferach – uczciwie powiem „nie wiem". A nawet jakbym wiedział, to bym nie powiedział publicznie. Ale każdy może sam szukać odpowiedzi, choćby analizując stan naszej marynarki wojennej oraz służb wywiadu i kontrwywiadu. Pewne rzeczy są znane, niektóre widać przecież nawet gołym okiem.

Dziękuję za rozmowę.

Witold Sokała – wicedyrektor Instytutu Stosunków Międzynarodowych i Polityk Publicznych UJK w Kielcach, przewodniczący Rady i analityk Fundacji Po.Int, publicysta „Nowej Konfederacji" oraz „Dziennika Gazety Prawnej".

Komentarze