Naukowcy w ogóle nie brali pod uwagę tych emisji. Z klimatem może być gorzej niż myślimy [ANALIZA]

2 października 2020, 11:06
emisje gaz ropa globalne ocieplenie flickr sandor somkuti
Flickr/Sandor Somkuti

Opuszczone odwierty gazowe i naftowe to problem, którego skalę świat dopiero odkrywa. Najgorszym jego aspektem jest fakt, że emitują one metan. Ile? Tego nawet do końca nie wiemy.

Nową bolączkę branży oil&gas nakreślił niedawno w specjalnym raporcie Reuters a na konkretnym przykładzie opisał ją Bloomberg. "Historia odwiertu gazowego nr 095-20708 zaczyna się 10 listopada 1984 r., kiedy wiertło przebiło powierzchnię Ziemi 4 mile na północ od Rio Vista w Kalifornii. Odwiert nie ma urodzin, więc to była jego "data rozpoczęcia". Wiertło przeżuwało ziemię z szybkością 25 metrów na godzinę, osiągając 260 metrów pod ziemią pierwszego dnia. W Święto Dziękczynienia zjechało o milę, zatrzymując się w końcu 49 dni później, po ułożeniu 2,2 mil stalowych rur i cementu w drodze do "strefy płac", podziemnego pola zawierającego gaz ziemny wart miliony dolarów" - czytamy w reportażu Bloomberga. 

Nagłe załamanie się cen pod koniec 1985 roku spowodowało, że aż połowa amerykańskich odwiertów została zamknięta. W tym także wspomniana wyżej studnia. 

Do 1990 roku firma, obecnie nazywana po prostu Hess Corp., zrezygnowała i sprzedała studnię. W ciągu następnej dekady kolejne cztery firmy będą szukać obiecanych bogactw na jej dnie, z niewielkim sukcesem. W 2001 r. placówkę odwiedził inspektor państwowy. "Wygląda na to, że umiera" – napisał w raporcie.

Jednak studnie gazowe nigdy tak naprawdę nie umierają. Z biegiem lat kilometry stalowych rur i cementu korodują, tworząc ścieżki dla szkodliwych gazów przedostających się na powierzchnię. Najbardziej niepokojący z nich jest metan, główny składnik gazu ziemnego. Jeśli dwutlenek węgla jest pociskiem, metan jest bombą. Bezwonny i niewidoczny, wychwytuje 86 razy więcej ciepła niż CO₂ przez dwie dekady i co najmniej 25 razy więcej w ciągu wieku. 

Wiercenie uwolniło ten potężny gaz cieplarniany, niegdyś ukryty w głębokich kieszeniach i rowkach Ziemi, do atmosfery, gdzie sieją większe spustoszenie, niż ludzie są w stanie nadążyć neutralizować.

Dziesiątki milionów nieużytków

Według Reutera jest to jeden z ponad 3,2 miliona opuszczonych odwiertów naftowych i gazowych w USA i jeden z około 29 milionów na całym świecie. Nie ma prawnego wymogu monitorowania emisji metanu z nieaktywnych odwiertów, a do niedawna naukowcy nawet nie uwzględniali odwiertów w swoich szacunkach emisji gazów cieplarnianych. W obliczu pandemii, która obniża popyt na paliwa kopalne i rozwój energii odnawialnej, dlaczego właściciele mieliby zatykać studnie, skoro mogą po prostu odejść?

A są to dane które nie uwzględniają Rosji, Chin i Arabii Saudyjskiej, które wraz z Kanadą (ok. 300 tys. opuszczonych odwiertów) uzupełniają pierwszą piątkę krajów produkujących najwięcej ropy i gazu.

"Naukowcy twierdzą, że bez lepszych danych niemożliwe jest dokładne oszacowanie globalnych emisji z nieszczelnych, porzuconych studni. Przybliżone obliczenia Reutera, oparte na amerykańskim udziale w światowej produkcji ropy naftowej i gazu ziemnego, wskazują, że liczba opuszczonych odwiertów na całym świecie przekroczyłaby 29 milionów, z emisjami 2,5 miliona ton metanu rocznie" – pisze w specjalnym raporcie Reuters.

Masowy problem

W ciągu ostatnich pięciu lat 207 przedsiębiorstw naftowych i gazowych upadło. W miarę jak spadają ceny gazu ziemnego, obciążenia fiskalne państw zmuszonych do zatkania studni mogą gwałtownie wzrosnąć. Według Rystad Energy AS, firmy zajmującej się analizami branżowymi, 190 kolejnych firm może ogłosić upadłość do końca 2022 r. wiele odwiertów firm naftowych i gazowych pracuje na biegu jałowym, zamykając je w nadziei, że ceny ponownie wzrosną. 

"Taniej jest je zostawić niż sprzątać" - mówi Bloombergowi Joshua Macey, adiunkt prawa na Uniwersytecie w Chicago, który przez lata studiował bankructwa paliw kopalnych. "Gdy ceny wzrosną, ich ponowna działalność może być opłacalna. To daje im mocny powód, by teraz nie sprzątać. Nie jest jeszcze osierocony, chociaż pod każdym względem właśnie tak to wygląda" – dodaje.

Pytanie tylko brzmi, czy w ogóle ceny gazu kiedykolwiek wzrosną? Coraz większa konkurencja, spadek popytu i długotrwały trend odchodzenia od paliw kopalnych nie zwiastuje wyższych cen gazu. Oczywiście, ma on przed sobą przyszłość jako paliwo przejściowe emitujące dwukrotnie mniej CO2 niż węgiel, jednak nie musi to wcale oznaczać powrotu do poziomów cenowych, które skłonią koncerny do ponownego zainteresowania opuszczonymi studniami.

Przebudzenie Europy

W Europie problem został również zauważony niedawno. W 2013 roku na Morzu Północnym zauważono kilka miejsc, z których regularnie ulatniały się bańki metanu. Dopiero w latach 2017-2019 naukowcy przeprowadzili szczegółowe analizy na większej ilości danych.

"W naszym badaniu pokrywamy 20 000 kilometrów kwadratowych dna morskiego, co odpowiada mniej więcej rozmiarowi Walii. Obszar ten zawiera 1792 studnie, o których posiadamy informacje. Oceniliśmy szereg czynników, takich jak lokalizacja, odległość od płytkich kieszeni gazowych i wiek, na podstawie naszych bezpośrednich pomiarów i zważyliśmy, w jaki sposób czynniki te sprzyjają wyciekowi metanu ze starych studni. Najważniejszym czynnikiem była rzeczywiście odległość odwiertów od kieszeni gazowych" – powiedział sciencedaily.com dr Matthias Haeckel z GEOMAR Helmholtz Centre for Ocean Research Kiel, który przewodził badaniu.

Taki wolumen opuszczonych odwiertów może emitować nawet do 3,7 tys. ton metanu rocznie. Haeckel dodaje, że na całym Morzu Północnym funkcjonuje aż 15 tys. odwiertów.  

Zmierzyć się z wyzwaniem

Problem opuszczonych odwiertów został zauważony właściwie stosunkowo niedawno. Trudno nawet oszacować, jaką ilość gazów cieplarnianych emitują one do atmosfery, wciąż nie ma danych od wielkich producentów tj. Chiny, Rosja czy Arabia Saudyjska.

Ba, sprawa jest na tyle świeża, że ani UE ani USA nie mają określonych przepisów co do wymogów usuwania gazowych i naftowych instalacji, które już nie są w użyciu. W ramach UE toczy się dyskusja i konsultacje, ale na razie nie przedstawiono spójnej propozycji prawa.

Świat będzie musiał się zmierzyć z problemem, zwłaszcza w obliczu ogromnej niestabilności rynku, gdzie kilka miesięcy niższych cen może doprowadzić do bankructwa koncerny naftowo-gazowe a za nimi może się ciągnąć… bezwonny, bezbarwny, ale wysoce szkodliwy "odór" metanu.

KomentarzeLiczba komentarzy: 7
Niuniu
poniedziałek, 5 października 2020, 04:37

Chyba jeszcze ważniejszym czynnikiem jest uwalnianie się olbrzymich ilości metanu z terenów północnej Syberii i Kanady na skutek topnienia wiecznej zmarzliny. Właśnie w rejonie półwyspu Jamalskiego odkryto kilkanaście kilkunasto metrowych kraterów ziemnych powstałych w wyniku takich procesów. jeśli zjawiska będą masowe to emisja metanu może być gigantyczna. Co tylko pogłębi Nasz problem. To oraz inne zjawiska przyrodnicze mooże oznaczać, że jest już za póżno gdyż dzięki Naszej działalności udało się zburzyć równowagę która istniała w przyrodzie i proces ocieplania klimatu jest już nie do zatrzymania przed osiągnięciem przez ekosferę ziemi kolejnego punktu równowagi.

poniedziałek, 5 października 2020, 18:15

A wiesz ze w historii były takie czasy gdy Grenlandia była zielona ba były nawet takie gdy Syberia nie zamarzała

bender
wtorek, 6 października 2020, 03:06

Był czas gdy na Ziemi był jeden superkontynent a dzisiejsze pustynie były morskimi dnami. Na naszej planecie w ostatnich 545 mln lat masowe wymieranie zdarzyło się 5 razy i za każdym razem presja na ekosystemy skorelowana była z emisją gazów. David Attenborough twierdzi, że kolejne masowe wymieranie gatunków już trwa, że ekosystemy padają jak kostki domina. Tylko tym razem winne są nie wulkany, a rozrost populacji homo sapiens oraz towarzysząca jej rabunkowa gospodarka zasobami (w tym emisja gazów cieplarnianych). Sir David uważa, że przyroda wciąż ma szansę, vide opuszczony Czernobyl czy ekosystemy morskie tam, gdzie wprowadzono całkowity zakazu połowów. Odbudowanie różnorodności w przyrodzie jest jego zdaniem kluczem do powstrzymania efektu cieplarnianego. Oby miał rację, bo to wykonalne, choć czasochłonne.

Zbigniew
piątek, 2 października 2020, 22:08

Oczywiście odpowiedzialność zrzuca się na ludzi palących węglem w gospodarstwach domowych i to na nich wymuszane są jak najszybsze zmiany w poczuciu winy że są odpowiedzialni za globalne ocieplenie i smog. Nikt nie patrzy że jakieś 80lat temu wszyscy w domach opalali węglem, nie mówiąc o przemyśle i takiego smogu, zanieczyszczenia powietrza nie było. Przyroda sobie radzi z CO2, wręcz go potrzebuje do życia i nie zapomnijmy że człowiek jest połączony z naturą.

niedziela, 4 października 2020, 00:47

Palący węglem (i śmieciami) są problemem, nie z powodu CO2, tylko pyłów i dioksyn które (dosłownie) zabijają luzi. Pogoda się zmienia, więcej jest bezwietrznych dni. I to wtedy cały ten syf gromadzi się nad miastami i wsiami. Dawniej nie było smogu, ale zanieczyszczenie jak najbadziej było. Natura sama sobie poradzi z produkcją CO2, człowiek nie musi jej pomagać

Kiks
piątek, 2 października 2020, 17:08

Niebotycznie więcej emituje hodowla bydła. Dalej ma się ona dobrze.

logik
sobota, 3 października 2020, 13:09

Ile rocznie?

Tweets Energetyka24