Gaz

Gazprom traci Turcję. "Ogromny spadek eksportu"

Fot. www.gazprom.ru
Fot. www.gazprom.ru

Dane za pierwsze trzy kwartały bieżącego roku wskazują, że wolumen rosyjskiego gazu słanego do Turcji spadł o 25%. To bardzo zła wiadomość zarówno dla Gazpromu, jak i Kremla.

We wrześniu br. Gazprom odrobił nieco straty i dostarczył nad Bosfor 1,9 mld m3 - tegoroczny rekord. Niewiele jednak wskazuje na to, aby rosyjskiej spółce udało się uratować ten rok.

Z danych za okres styczeń - wrzesień wynika, że Rosjanie dostarczyli Turcji 8,854 mld m3 gazu. To aż 1/4 mniej niż w analogicznym okresie roku ubiegłego.

Przez długi czas największym dostawcą „błękitnego paliwa” do Turcji był Azerbejdżan. Rosja odzyskała prymat dopiero w sierpniu, osiągając wynik na poziomie 1,37 mld m3. Trzecie miejsce zajął wówczas Iran - z 406 mln m3.

Udział Gazpromu w tureckim rynku gazu spada regularnie od roku 2012 kiedy osiągnął zawrotne 58%. Zrzucanie winy na zawirowania związane z pandemią wydaje się nieuzasadnione, ponieważ patrząc tylko na trzy ostatnie lata widzimy, że zarysowuje się tutaj wyraźnie trend. W 2017 Turcja zakupiła 29 mld m3 rosyjskiego gazu, w 2018 - niecałe 24 mld m3, zaś w 2019 zaledwie 15,5 mld m3. 

Równocześnie Turcja systematycznie zwiększa zakupy LNG - w 2019 roku było to w przeliczeniu 12 mld m3 gazu.

W czerwcu br. Wall Street Journal zwracał uwagę, że siedem tureckich firm jest winnych Gazpromowi łącznie ok. 2 mld dolarów za nieodebrany surowiec z roku 2019. I fakt ten na pewno znajdzie odbicie w negocjacjach dotyczących przyszłych kontraktów.

Technicznie rzecz biorąc Ankara jest obecnie w stanie pokryć 90% swojego zapotrzebowania gazem nierosyjskim - pochodzącym z Algierii, Kataru, Iranu czy nawet USA. Dla Moskwy to fatalna informacja - nie tylko z powodu osłabionej pozycji negocjacyjnej, ale również w obliczu opóźnień związanych z kosztownymi projektami - Nord Stream 2 i Turkish Stream.

Reklama
Reklama

Komentarze