Ekspert: wybory w USA nie zmienią podejścia Ameryki do Nord Stream 2 [WYWIAD]

28 lipca 2020, 09:42
840_472_matched__pg0lid_Zrzutekranu20181003o10.41.35
Fot.: Twitter/RealDonaldTrump

Temat współpracy Niemiec z Rosją przy Nord Stream 2 jest w USA postrzegany przez obydwie strony, tzn. Republikanów i Demokratów, bardzo podobnie - mówi Mateusz Piotrowski, amerykanista, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Jakub Wiech: Jakimi instrumentami obecnie dysponują Stany Zjednoczone jeśli chodzi o możliwości sankcji na gazociąg Nord Stream 2?

Mateusz Piotrowski, amerykanista, analityk Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych: Pierwszym z możliwych instrumentów sankcyjnych jest ponadpartyjna ustawa Protecting Europe’s Energy Security (PEESA) autorstwa dwójki senatorów – republikanina Teda Cruza i demokratki Jeanne Shaheen. Na etapie procedowania w Kongresie została włączona do ustawy o budżecie obronnym na 2020 r., co samo w sobie miało symboliczne znaczenie. Sankcje w oparciu o tę ustawę grożą firmom zaangażowanym w układanie rur gazociągu Nord Stream 2 bądź tym, które wspierają projekt świadcząc usługi finansowe. Prezydent Donald Trump podpisał budżet obronny 20 grudnia 2019 r. i od tego czasu amerykańska administracja dysponowała formalną możliwością obłożenia sankcjami wyżej wspomnianych podmiotów. Miało to wymierny skutek, gdyż doprowadziło do rezygnacji z udziału w projekcie szwajcarskiej spółki Allseas, odpowiedzialnej właśnie za układanie rurociągu i w konsekwencji opóźnienia budowy.

W czerwcu br. senatorzy Cruz i Shaheen przedstawili projekt poprawek do ustawy PEESA, przede wszystkim precyzujących i zaostrzających jej zapisy. Chodzi między innymi o rozszerzenie sankcji na firmy badające dno Bałtyku w związku z projektem NS2 bądź montaż rurociągu. Istotnym doprecyzowaniem jest groźba sankcji wobec firm świadczących usługi ubezpieczeniowe, w tym certyfikację ukończonego już gazociągu – bez niej NS2 nie zostanie uruchomiony.

Jak wygląda zaawansowanie prac w Kongresie nad nowymi sankcjami?

Właściwie tuż po ogłoszeniu pakietu poprawek przez Cruza i Shaheen pojawiło się oczekiwanie, by wzorem ustawy PEESA zostały one włączone do budżetu obronnego na 2021 r. Słowa przekuto w czyny i niespełna miesiąc później poprawki do PEESA wpisano do senackiego projektu budżetu obronnego. W tym miejscu należy przypomnieć, że jest on równolegle procedowany przez komisje sił zbrojnych obu izb Kongresu, a następnie przed ich pełnym składem. Dopiero gdy w Izbie Reprezentantów i Senacie zakończą się głosowania nad poprawkami, dochodzi do między izbowych uzgodnień ostatecznej treści. Następnie projekt w swojej finalnej wersji jest przegłosowywany kolejno przez obie izby i trafia do podpisu prezydenta, którego złożenie oznacza wejście ustawy w życie.

Wspominam o tym z dwóch powodów. Pierwszy to fakt, że pod koniec czerwca projekt rozszerzeń analogiczny do tych zaproponowanych w Senacie przez Cruza i Shaheen został złożony przez grupę kongresmenów w Izbie Reprezentantów, a w lipcu przegłosowano jego uwzględnienie w projekcie budżetu obronnego niższej izby Kongresu. To oznacza, że „siostrzane” zapisy znajdują się w obu projektach, więc ich wejście w życie w stosownym czasie, tzn. po dopełnieniu ścieżki legislacyjnej, jest właściwie przesądzone. Druga kwestia dotyczy daty wejścia w życie. Budżet obronny na 2021 r. stanie się prawem w momencie podpisania dokumentu przez prezydenta, co powinno nastąpić do końca września br. Może jednak nastąpić później, jeżeli w celu zapewnienia dodatkowego czasu na negocjacje pomiędzy Kongresem i Białym Domem wprowadzone zostanie kilkutygodniowe prowizorium budżetowe, zapewniające tymczasowe finansowanie. To jednak skrajne rozwiązanie, gdyż październik będzie upływał w USA pod znakiem kampanii wyborczych, przede wszystkich prezydenckiej, ale także kongresowych. Co jest istotne w przypadku nowych sankcji na NS2, to fakt, że choć wejdą w życie w momencie podpisania przez prezydenta budżetu obronnego, to założoną data ich obowiązywania jest 20 grudnia 2019 r., a więc przyjęcie poprzedniego budżetu, w tym ustawy PEESA, poprawki do której stanowią nowe sankcje. Stany Zjednoczone będą więc zdolne do obłożenia sankcjami firm, które zawarły umowy i świadczyły usługi jeszcze na etapie, a nawet przed rozpoczęciem procedowania tych nowych sankcji.

Jakiego ruchu możemy spodziewać się ze strony Waszyngtonu w kwestii sankcji na NS2?

Wspomniałem już o tym co najważniejsze w odniesieniu do sankcji w ramach ustawy PEESA, podkreślę może więc tylko to, co raczej było łatwo dostrzegalne we wcześniejszych wypowiedziach – temat sankcji na Nord Stream 2 na amerykańskiej scenie politycznej pojawiał się dotychczas głównie z inicjatywy Kongresu. W minionych latach dość często w kontekście budowy gazociągu wspominana była ustawa Countering America's Adversaries Through Sanctions Act (CAATSA) przyjęta w sierpniu 2017 r. i wymierzona przeciw Iranowi, Korei Północnej i Rosji. Od tego momentu administracja Trumpa miała formalną możliwość nałożenia sankcji na podmioty związane z NS2. Departament Stanu opracował jednak wytyczne, zgodnie z którymi przepisy nie miały być stosowane wobec firm uczestniczących w projektach energetycznych, których realizacja rozpoczęła się przed wejściem ustawy w życie, tzn. 2 sierpnia 2017 r. Sankcje w oparciu o ustawę CAATSA nie zostały więc dotychczas zastosowane w związku z NS2, choć wielokrotnie przedstawiciele amerykańskiej administracji, na czele z niegdysiejszym ambasadorem USA w Niemczech Richardem Grenellem, podkreślali, iż ten stan może ulec zmianie. Teraz, tzn. 15 lipca br., sekretarz stanu Mike Pompeo ogłosił, że te wytyczne ulegną zmianie i przepisy ustawy CAATSA będą mogły być stosowane także w przypadku działań rozpoczętych przed wejściem ustawy w życie. Tym samym sankcje w oparciu o ustawę CAATSA stały się retroaktywne, podobnie jak i te z ustawy PEESA. Nie zniknął jednak zapis o wymogu konsultacji ewentualnych działań z sojusznikami, a pomimo trudnych relacji USA z Niemcami za prezydentury Trumpa, należy uważać je za amerykańskiego sojusznika. Dlatego nie ma pewności czy administracja Trumpa ma zamiar faktycznie nałożyć sankcje na któryś z podmiotów zaangażowanych w NS2, czy jest to tylko, kolokwialnie mówiąc straszak, który przyczyni się do dobrowolnej rezygnacji danych podmiotów, podobnie jak to miało miejsce w przypadku Allseas. Z najnowszych doniesień wynika, że przedstawiciele amerykańskiej administracji już mieli kontaktować się z europejskimi przedsiębiorstwami zaangażowanymi w NS2, by ostrzec je przed możliwością zastosowania sankcji.

Czy na amerykańskiej scenie politycznej są przeciwnicy sankcji na NS2?

Właściwie nie, temat współpracy Niemiec z Rosją przy NS2 jest w USA postrzegany przez obydwie strony, tzn. Republikanów i Demokratów, bardzo podobnie. Świadczy o tym choćby sam fakt udanego procedowania ustawy PEESA w Kongresie w zeszłym roku, czy obecnie podejmowane klaryfikacje tych sankcji. Jeżeli propozycja bliźniaczych działań znajduje się w obydwu projektach, to znak, że nie budzi kontrowersji i jest w opinii polityków działaniem słusznym. Warto podkreślić, że już we wcześniejszych latach kongresmeni zwracali uwagę na szkodliwość NS2, ale były to działania raczej o charakterze symbolicznym, jak np. list do sekretarza skarbu i zastępcy sekretarza stanu wzywający do umożliwienia stosowania przepisów ustawy CAATSA w związku z NS2 czy rezolucja Senatu wzywającą do zaprzestania budowy tego gazociągu. Nie jest oczywiście tak, że wszystkie działania w Kongresie związane z budową NS2 kończyły się jednomyślnym wynikiem głosowania. Faktem jest jednak, że żaden amerykański polityk nie podjął się publicznego stwierdzenia, że procedowanie mechanizmów sankcyjnych w związku z NS2 szkodzi amerykańskim interesom – jest wręcz odwrotnie.

Czy nadchodzące wybory do Kongresu oraz prezydenckie w USA mogą zmienić podejście Ameryki do tego typu projektów Rosji?

W mojej opinii nie, co wynika właśnie z ponadpartyjnej zgody wokół tego problemu. Rozmawialiśmy o NS2, ale „na celowniku” amerykańskich polityków jest też gazociąg Turk Stream, którego nitka na Morzu Czarnym już została uruchomiona, a Rosja planuje jego kontynuację przez Bałkany. Poza samym pielęgnowaniem bezpieczeństwa energetycznego państw europejskich, Stanom Zjednoczonym zależy na dywersyfikacji źródeł energii w Europie, gdyż są gotowe oferować państwom w regionie własne surowce po konkurencyjnych cenach i to się USA zwyczajnie opłaca. Wiele państw i rządów upatruje „nadziei” w wyniku listopadowych wyborów i ewentualnej zmianie polityki po zaprzysiężeniu nowego prezydenta i jego administracji. Jeżeli faktycznie dojdzie do zmiany, to oczywiście należy się spodziewać się poprawy relacji amerykańsko-niemieckich, ale mimo to nie widzę podstaw do rozluźnienia podejścia USA wobec NS2.

Dziękuję za rozmowę.

KomentarzeLiczba komentarzy: 0
No results found.
Tweets Energetyka24