Nawalny może być pretekstem Niemiec do porzucenia Nord Stream 2 [KOMENTARZ]

3 września 2020, 01:36
merkel-3560150_1920(1)
Fot. Pixabay

Otrucie rosyjskiego opozycjonisty Aleksieja Nawalnego Nowiczokiem może być dla Niemiec pretekstem do wycofania się z coraz mniej atrakcyjnego i zagrożonego sankcjami USA projektu Nord Stream 2.

Rosyjski opozycjonista Aleksiej Nawalny został otruty środkiem bojowym z grupy Nowiczok – taką informację przekazał w środę rzecznik rządu Niemiec. Wieści te wywołały poruszenie na całym świecie - według dostępnych źródeł, Nowiczoki to bowiem środki, które miały powstać w sowieckich laboratoriach. W 2018 roku Wielka Brytania oskarżyła Rosję o ich użycie przy próbie zabójstwa Siergieja Skripala i jego córki Julii. Jak się okazało, tą samą substancją co Skripala próbowano teraz otruć Nawalnego.

Sytuacja ta sprowokowała wiele pytań i komentarzy dotyczących współpracy z Rosją. Jednym z najczęściej poruszanych tematów była kwestia budowy niemiecko-rosyjskiego gazociągu Nord Stream 2. Szereg komentatorów sugerował nawet wprost, że ze względu na sprawę Nawalnego projekt ten powinien zostać porzucony przez Niemcy. Takiego zdania był m. in. były sekretarz generalny NATO Anders Fogh Rasmussen, który napisał na Twitterze „Nadszedł czas, by Niemcy zatrzymały budowę Nord Stream 2 zanim będzie za późno”.

Sprawa Nawalnego zastała Niemców w środku żarliwej obrony Nord Stream 2 przed amerykańskimi sankcjami. Berlin robi co może, by USA nie wprowadziły dodatkowych restrykcji uderzających m.in. w porty, w których cumować mają jednostki układające gazociąg. Dla tego projektu nowe sankcje ze strony Stanów Zjednoczonych mogą okazać się gwoździem do trumny. Nord Stream 2 już teraz jest opóźniony (miał zostać oddany do użytku pod koniec 2019 roku), a jego los jest niepewny. Przeciągająca się budowa zwiększa koszty konstrukcji tego połączenia, towarzysząca jej niepewność nie wpływa dobrze na bilanse spółek zaangażowanych w to przedsięwzięcie.

Niemcy i ich zachodni partnerzy przy Nord Stream 2 płacą też coraz większą cenę polityczną za wspieranie tego projektu. Budowa podbałtyckiego gazociągu do Rosji toczy się bowiem w czasie, gdy Moskwa dokonała m.in. Anschlussu Krymu, zestrzelenia samolotu pasażerskiego MH17 czy incydentu w pobliżu Cieśniny Kerczeńskiej. Obecnie do tego katalogu dochodzi sprawa próby otrucia w Rosji Aleksieja Nawalnego. Agresywnych działań Kremla w Europie nie sposób nie zauważać, tak samo jak nie sposób dłużej wierzyć kanclerz Merkel, że Nord Stream 2 to projekt wyłącznie biznesowy. Trudno też sądzić, że Berlin nie jest świadomy wpływów politycznych, jakie uzyska Rosja po uruchomieniu Nord Stream 2, która już teraz jest największym dostawcą gazu do Unii Europejskiej. Moskwa jeszcze bardziej umocni swoją dominację na tym polu, umożliwiając tworzenie lub kontynuowanie lokalnych monopoli. Stoi to w sprzeczności z postulatami polityki energetycznej UE, które zakładają m.in. dywersyfikację dostaw surowców energetycznych.

Dlaczego zatem Berlin tak ochoczo wspiera Rosję w realizacji projektu drugiego podbałtyckiego połączenia? Wynika to z niemieckiej chęci zbudowania własnej pozycji gospodarczej i politycznej dzięki sile rosyjskich surowców. Centrale położenie RFN na europejskiej mapie predestynuje ten kraj do roli centralnego hubu dystrybucyjnego. Pozycja ta jest wzmocniona dzięki dobrze rozwiniętej niemieckiej infrastrukturze przesyłowej, czyli przede wszystkim sprawnymi interkonektorami. To wszystko sprawia, że Niemcy są w stanie zaprzęgnąć rosyjski gaz do budowy własnej pozycji politycznej i gospodarczej – surowiec ten trafia do nich bowiem bez żadnych pośredników i w ogromnych ilościach.

Istnieje jednak szansa, że sprawa Nawalnego odciągnie Niemców od Nord Stream 2. Berlin może wykorzystać tę okoliczność jako pretekst i wycofać się z projektu, tłumacząc się względami moralnymi. Byłaby to oczywiście wyłącznie narracja, przykrywająca porzucenie prawie ukończonego, który wpadł w solidne polityczne i gospodarcze tarapaty, ale nie sposób nie zauważyć, że RFN mogłaby PR-owo pochwalić się światu właściwą reakcją na działania swojego partnera biznesowego przy tym przedsięwzięciu.

Innymi słowy mówiąc: Berlin może w tym momencie zrobić sobie dobrą reklamę praworządnego kraju, porzucając jednocześnie przedsięwzięcie o coraz bardziej wątpliwych szansach powodzenia.

Czy tak się stanie? Trudno powiedzieć. Nord Stream 2 jest dla Niemców prawdziwym filarem strategii ich transformacji energetycznej. Jednak filar ten jest na celowniku USA. Dlatego warto pamiętać, że ewentualne wycofanie się Berlina z tego projektu to przede wszystkim zasługa Waszyngtonu, nie zaś przymiotów moralnych niemieckich przywódców, którzy podczas budowy tego gazociągu przymykali oko na znacznie poważniejsze zbrodnie niż próba otrucia Nawalnego.

KomentarzeLiczba komentarzy: 23
Robert G
piątek, 4 września 2020, 13:24

Zatrzymanie Nord Stream 2 to najlepszy sposób na uratowanie polskich kopalń i obrona miejsc pracy górników. OZE nie może istnieć bez gazu. Więc, jeśli nie będzie Nord Stream 2, to dalsze rozwijanie OZE nie ma sensu. Trochę fotowoltaiki na dachach, ale to nie będzie grało większej roli. Pozostanie więc tylko węgiel i atom.

Jimbo
czwartek, 3 września 2020, 16:58

A więc się już wyjaśniło dlaczego Kreml otruł Nawalnego . Nie chcą już tam NS 2!

T72B3
sobota, 5 września 2020, 12:37

Tak i Niemcy zerwą wszelkiego rodzaju kontakty,gospodarcze polityczne z Rosjanami w imię Nawalnego

Stary Grzyb
czwartek, 3 września 2020, 14:53

Racja, z jednym istotnym zastrzeżeniem. Mianowicie, niemieckie elity bronią NS 2 jak niepodległości (a nawet bardzie) nie ze względu na chęć budowania gospodarczej i politycznej pozycji Niemiec ("Energiewende" jest w całości - od rezygnacji z atomu do uzależniania się od rosyjskiego gazu - szkodliwa dla Niemiec i Europy pod każdym względem, od ekonomii, przez ekologię, po politykę), ale ze względu na schroederyzację tych elit. Natomiast dyskutowanie o moralności niemieckich polityków czy o moralności w niemieckiej polityce w ogóle jest z definicji bezprzedmiotowe - już Feliks Koneczny zaklasyfikował (i słusznie, także ze względów historycznych, vide cesarzowa Teofano, która w ciągu 20 lat rządów żelazną ręką stworzyła podstawy niemieckiej "kultury" politycznej) Niemcy do cywilizacji bizantyjskiej, której cechą konstytutywną jest brak aspektu moralnego i czysto użytkowe traktowanie prawa w funkcjonowaniu państwa (w ramach tej cywilizacji, moralność i prawo mogą mieć pewne znaczenie realne co najwyżej w wymiarze prywatnym). Innymi słowy, oczywiste jest, że zniszczenie NS 2 - oby nastąpiło jak najprędzej - będzie zasługą głównie Amerykanów, przy współudziale Polski, państw nadbałtyckich i Ukrainy.

Kiks
czwartek, 3 września 2020, 18:02

Tzw. niemiecka solidność i uczciwość to od dawna mit.

mc.
czwartek, 3 września 2020, 14:06

Pecunia non olet - myślę że Niemcy z pełną determinacją będą próbowali doprowadzić projekt do końca, oskarżając nas (Polskę) i USA o "rozbijanie jedności UE". Tak naprawdę to Niemcy rozbijają jedność UE dbając tylko i wyłącznie o własne interesy. Nie interesuje ich bezpieczeństwo militarne i energetyczne (bo to nie oni poniosą straty), interesuje ich bycie "kolegą Schrödera". Czyli trochę zmieniając tekst Don Fanucciego (Ojciec Chrzestny): "Bądź co bądź jest to moja Europa i powinniście pozwolić mi trochę umoczyć dziób"

HeHe
piątek, 4 września 2020, 11:28

Niemcy mają takie samo a nawet większe prawo do oskarżania nas o rozbijanie jedności UE jak nasze władze i ich poplecznicy w oskarżaniu Niemiec o rozbijanie jedności UE. Oni chcą NS2 dbając tylko i wyłącznie o interesy swoje oraz zachodniej i centralnej Europy (co potwierdzają politycy krajów popierających ten projekt) a my nie chcemy NS2 dbając tylko i wyłącznie o interesy wrogiej nam Ukrainy. Popierają nas w tym Litwa, Łotwa i Estonia a spoza Unii żywo zainteresowana Ukraina i równie żywo zainteresowani Amerykanie.

T72B3
sobota, 5 września 2020, 12:45

A moim zdaniem NS2 to jest coś więcej niż sam gaz

mc.
piątek, 4 września 2020, 16:35

1/ Nie zarabiamy na przesyle gazu Jamałem (a właściwie zarabiamy od niedawna i pewnie będzie to trwało bardzo krótko) 2/ Ukraina zarabia na przesyle gazu, zrezygnowała z zakupów gazu w Rosji 3/ Wyłączenie Sojuza oznacza tylko jedno - wojnę o Morze Czarne (już w 2014 roku Rosja próbowała zrobić w Odessie drugi Donbas) 4/ Nikt rozsądny jej nie chce poza Moskwą

HeHe
piątek, 4 września 2020, 21:11

1/ Działający NS2 ani dwie rury TS nie mają nic wspólnego z żadną wydumaną "wojną o Morze Czarne". Kim wg. Ciebie Rosja próbowała zrobić "drugi Donbas" w Odessie? Nieuzbrojonymi ludźmi w wieku od kilkunastu do ponad 70 lat protestującymi na ulicach przeciw "Majdanowi" i banderowcom z których to 60 osób zostało zamordowanych przez "prawy sektor" pod Domem Związków? 2/ Poza Moskwą NS2 chcą Niemcy, Francja, Holandia, Belgia, Czechy i Węgry czyli klienci NS a więc wg Ciebie to "nikt rozsądny"... .

mc.
sobota, 5 września 2020, 01:54

No to trochę faktów: 1/ 2 maja 2014 o godz. 14:00 EET w Odessie odbył się proukraiński pochód kibiców Czornomorcia Odessa i Metalista Charków. Jednocześnie aktywiści Antymajdanu zbierali się na Ołeksandriwskim prospekcie. Manifestacja Antymajdanu została zaatakowana o 14:40 EET przez mężczyznę o nieustalonej tożsamości. Następnie przeciwnicy Majdanu zaatakowali kibiców. W czasie ataku użyto bomb dymnych i granatów hukowych. W gwałtownych starciach ulicznych zginęły cztery osoby. Wieczorem ukraińscy nacjonaliści i bojownicy Prawego Sektora obrzucali koktajlami Mołotowa budynek związków zawodowych, w którym zabarykadowali się aktywiści Antymajdanu, kontratakowani uprzednio przez kibiców. Spowodowało to wybuch pożaru. W trakcie walk i pożaru zginęło łącznie 48 osób, w tym 40 aktywistów Antymajdanu, wśród których byli Rosjanie i obywatele separatystycznego Naddniestrza. 214 osób odniosło rany. Dzień później w Odessie doszło do marszu poparcia dla separatyzmu. Dwutysięczny tłum skandował: „Rosja!”, „Odessa to rosyjskie miasto” i „Odessy – nie wybaczymy”. W mieście wywieszono flagi "Donieckiej Republiki Ludowej". Zwróć uwagę na ostatnie zdanie - w mieście wywieszono flagi "Donieckiej Republiki Ludowej" - czy będziesz twierdzić że specjaliści ze Specnazu w doniecku byli tam na wakacjach, a Odessa nie ma z tym nic wspólnego ? 2/ Mylisz kraje z politykami i biznesem. Gazociągu (NS i NS2) chcą ludzie tacy jak Pan Schröder, który już politykiem nie jest ale wpływa na ludzi z polityki niemieckiej, oraz "biznesem" tak jak np. Siemens który wbrew zakazom sprzedał turbiny na Krym. Tego typu "biznes" jest niezbyt dalekowzroczny i nie rozumie jakie są konsekwencje współdziałania z KGB

Gasanov Faig
czwartek, 3 września 2020, 13:41

Baśń I. A. Kryłowa Kwartet. A Wy, Polacy, jak nie pracujecie, wszyscy na dyrygentów się nie nadajecie.

Tweets Energetyka24