- WIADOMOŚCI
Zmasowany atak na ukraińską energetykę dzień po zakończeniu „rozejmu”
Autor. Państwowa Służba Ukrainy ds. Sytuacji Nadzwyczajnych (DSNS)/Facebook
Ukraińska premierka Julia Swyrydenko oznajmiła, że od początku 2026 roku wojska Federacji Rosyjskiej przeprowadziły 217 ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy.
„Energetycy, pracownicy służb komunalnych i kolejowych nadal likwidują skutki intensywnych ostrzałów infrastruktury energetycznej. Ogółem od początku tego roku odnotowano 217 rosyjskich ataków na naszą energetykę. Rząd nadal zapewnia wszechstronne wsparcie w sytuacji nadzwyczajnej w energetyce” - napisała Swyrydenko w komunikatorze Telegram.
Moskwa nie ma litości
Ukraiński wywiad wojskowy (HUR) przekazał, że w nocy z poniedziałku na wtorek rosyjskie wojska przeprowadziły zmasowany atak powietrzny na obiekty infrastruktury energetycznej Ukrainy, używając w sumie 562 środków powietrznych. Według HUR całkowita wartość uzbrojenia użytego przez Rosjan wyniosła 324,8 mln dolarów, o ponad 190 mln USD więcej niż podczas intensywnego ostrzału 20 stycznia.
„Za te środki przez cały rok mógłby funkcjonować Żydowski Obwód Autonomiczny Federacji Rosyjskiej z populacją około 144 tysięcy osób lub miasto Kaługa z populacją ponad 320 tysięcy” - czytamy w komunikatorze Telegram.
HUR zaznacza, że większość wydanych środków rosyjskich - 79,2 proc. – okazała się bezużyteczna, ponieważ ukraińska obrona przeciwlotnicza zniszczyła 450 celów powietrznych.
Rosja przeprowadziła w nocy z poniedziałku na wtorek największy od początku roku atak na ukraińską energetykę. Do bombardowania doszło zaledwie dzień po zakończeniu nieoficjalnego „rozejmu energetycznego” między Moskwą a Kijowem, o który wcześniej zabiegał prezydent USA Donald Trump i który - według Kremla - miał obowiązywać do 1 lutego.
Minister energetyki Ukrainy Denys Szmyhal informował w drugiej połowie stycznia, że siły rosyjskie zniszczyły lub uszkodziły niemal wszystkie elektrownie cieplne w kraju, a większość energii jest produkowana przez trzy elektrownie atomowe.
Iryna Hirnyk / PAP

