- sponsorowane
- WIADOMOŚCI
Geopolityka strachu. Jak działa dezinformacja?
Autor. Grupa PTWP
Dezinformacja w polskim sektorze energetycznym jest coraz wyraźniejsza. Nie ogranicza się przy tym już tylko do umieszczanych przez anonimowe konta komentarzy w social mediach – działania te sięgają dalej, przez co są trudniejsze do rozpoznania i coraz bardziej niebezpieczne. Rosyjska wojna hybrydowa weszła w fazę krytyczną.
Nad tematem pochylili się eksperci panelu „Dezinformacja energetyczna i odporność informacyjna” podczas Energy Days 2026. I nie pozostawili złudzeń: celem ataków jest wywołanie lęku i zablokowanie uniezależnienia się Polski od importu surowców ze Wschodu.
Cel: uderzyć we wrażliwość społeczną
Jak wynika z prezentowanych podczas debaty danych, tylko pomiędzy 2022 a 2025 r. w polskiej przestrzeni medialnej zidentyfikowano aż 70 tys. materiałów zawierających elementy dezinformacji klimatycznej. Ich łączny zasięg oszacowano na 1,2 mld odbiorców – przeciętny obywatel Polski był więc w tym czasie wyeksponowany na fałszywy przekaz średnio 37 razy.
A te przekazy także ewoluują. Wśród przykładów podawano podrobione pisma prezesów spółek państwowych, fałszywe konta ich pracowników z kłamliwymi wpisami podbijanymi przez rosyjskie boty, czy nawet zorganizowane grupy sprzeciwiające się lokalnym inwestycjom wiatrowym.
Dezinformacja kosztuje. Mówimy o zorganizowanych celowych działaniach wrogich Polsce państw. Te zagrożenia pochodzą z Rosji, a budżety idą w miliardy euro i dolarów.
Paweł Wojtunik, wiceprezes zarządu ds. bezpieczeństwa i ryzyka w Orlen
Paweł Wojtunik, wiceprezes zarządu ds. bezpieczeństwa i ryzyka w Orlen wskazał, że operacje dezinformacyjne celują w najwrażliwsze punkty społeczne. Przykładem jest powielana masowo narracja, zgodnie z którą Polacy mieliby sponsorować darmowe paliwo dla Ukrainy na stacjach koncernu.
Rosyjski budżet na strach
Agresja dotyka także kluczowych projektów strategicznych. Grzegorz Łaguna, rzecznik prasowy Ministerstwa Energii, podzielił się przypadkiem sfabrykowania pism z logotypami i podpisami prezesa Polskich Elektrowni Jądrowych (PEJ). Fikcyjne dokumenty wysyłano do instytucji, sugerując wstrzymanie finansowanie i upadek wartego 200 mld zł projektu atomowego.
Jeśli chodzi o energetykę jądrową czy offshore, dezinformacja szkodzi im przede wszystkim wizerunkowo. Jednak – przykładowo – w przypadku lądowej energetyki wiatrowej, zjawisko może doprowadzić do paraliżu inwestycyjnego.
Jak wskazywała Małgorzata Żmijewska-Kukiełka, prezeska Fundacji Green Transition Hub, na dezinformowanie Polaków w temacie transformacji energetycznej, Kreml przeznacza ok. 7-8 mln zł tygodniowo.
Efekty tych działań są widoczne w samorządach, gdzie często powtarza się schemat: inwestor przechodzi żmudny proces konsultacji społecznych, po czym na otwarte spotkania przyjeżdżają opłaceni lub zmanipulowani przeciwnicy spoza danej gminy. Wykorzystując fałszywe autorytety, wzbudzają skrajny lęk w społecznościach lokalnych.
A dezinformacja góruje nad faktami – opiera się bowiem na podstawowych lękach: o zdrowie i portfel. Sytuację pogarsza instrumentalizacja tematu oraz pogoń wielu mediów za klikalnością. Jak mówił Wojtunik: „Niemal połowa Polaków uważa politykę wspierania OZE za czynnik podnoszący ceny energii. Mówiąc młodzieżowo: to po prostu zażarło. Ci, którzy organizują te operacje, będą je nasilać, bo widzą ich skuteczność”.
Eksperci zgodnie podkreślili, że dotychczasowe metody, oparte na debunkingu (reaktywnym prostowaniu kłamstw) są niewystarczające. Potrzebny ma być prebunking – edukowanie społeczeństwa o mechanizmach psychologicznych stosowanych przez dezinformatorów z wyprzedzeniem.
Polski sektor energetyczny znajduje się na pierwszej linii frontu wojny informacyjnej. Jeśli państwo, spółki i odpowiedzialne media nie podejmą skonsolidowanych działań edukacyjnych, stawką może być nie tylko wolniejsze tempo transformacji, ale bezpośrednie zagrożenie dla niezależności energetycznej kraju.
Materiał sponsorowany

