Requiem dla Philippsburga. RFN dokonuje zbrodni klimatycznej, Polacy protestują [KOMENTARZ]

2 grudnia 2019, 13:58
960px-KKP_Auslauf
Elektrownia Philippsburg/ Fot. Von Michael Kauffmann - Eigenes Werk, CC BY 2.0 de, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid3529167

Niemiecka elektrownia jądrowa Philippsburg wraz z końcem grudnia przestanie wytwarzać energię elektryczną. To element planu zmierzającego do wyłączenia wszystkich takich jednostek w RFN. Berlin rezygnując z atomu i walcząc z tą technologią w Europie popełnia zbrodnię klimatyczną, przeciwko czemu protestują m.in. polscy aktywiści.

Wraz z końcem 2019 roku ostatni działający blok jądrowy w elektrowni Philippsburg, który dysponuje mocą rzędu 1468 MW, zostanie ostatecznie wyłączony. Będzie to kres operowania tej elektrowni, która dostarczała prąd do niemieckiego systemu elektroenergetycznego od początku lat 70-tych.

Wygaszenie Philippsburga to element konsekwentnie realizowanego planu wychodzenia Niemiec z atomu, który został przyspieszony podczas rządów Angeli Merkel. W 2011 roku, kiedy cały świat żył wydarzeniami w japońskiej elektrowni jądrowej Fukushima Dai-ichi, Berlin zadecydował, że wyłączy wszystkie swoje moce jądrowe już w roku 2022, a nie – jak planowano wcześniej – w roku 2037.

Choć bilans katastrofy w Fukushimie okazał się mniej tragiczny niż sądzono (nie doszukano się m.in. ofiar spowodowanych incydentami radiacyjnymi), a scenariusz z Japonii nie jest możliwy do powtórzenia w Niemczech (zachodnim sąsiadom Polski nie grożą bowiem takie trzęsienia ziemi i takie fale tsunami), to RFN została przy swoich antyjądrowych planach, które stoją w sprzeczności z ochroną klimatu, ale są zadziwiająco zbieżne z niemieckimi interesami gospodarczymi i politycznymi.

Według przygniatającej większości scenariuszy zawartych w raportach Międzyrządowego Panelu ds. Zmian Klimatu, bez zwiększania potencjału energetyki jądrowej ludzkość nie ma szans zatrzymać zmian klimatycznych. Atom to źródło praktycznie bezemisyjne, a przy tym bezpieczne i stabilne, które może z powodzeniem pracować przy każdych warunkach pogodowych. Jest też wysoce wydajne i nie potrzebuje stabilizacji. Kraje, które oparły swoją energetykę na elektrowniach jądrowych cieszą się stabilnymi i niskoemisyjnymi systemami (vide: Francja). Szereg państw i regionów używa też atomu do dekarbonizowania swej energetyki (vide: Chiny, Indie, Ontario).

Tymczasem Niemcy wolą oprzeć swój profil energetyczny na miksie złożonym ze źródeł odnawialnych i gazu. Innymi słowy mówiąc, RFN wyłącza praktycznie bezemisyjne bloki jądrowe, by w ich miejsce wstawić m.in. paliwa kopalne. Wycięcie atomu (który odpowiada obecnie za ok. 12% niemieckiego miksu) może spowodować wzrost zużycia węgla i emisji w RFN oraz opóźnić plany dekarbonizacji tego kraju (która ma nastąpić w pełni już w 2038 roku), a nawet przynieść zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Niemiec.

Trzeba zauważyć, że na wspieranie źródeł odnawialnych Niemcy do 2022 roku wydadzą 680 miliardów euro (tak powiedział minister gospodarki RFN Peter Altmaier), wyciągniętych z kieszeni obywateli w postaci tzw. EEG Umlage, czyli specjalnej opłaty zawartej w niemieckich rachunkach za prąd dla odbiorców indywidualnych. Za tę kwotę Niemcy mogłyby wybudować dostatecznie dużo elektrowni jądrowych, by zasilać się w pełni czystą i bezpieczną energią.

Walka Niemiec z atomem wywołała serię sprzeciwów, m.in. ze strony polskich aktywistów i naukowców. W maju tego roku wysłali oni list do niemieckiego rządu federalnego, prosząc o rewizję planów dotyczących energetyki jądrowej. „Jako obywatelki i obywatele sąsiedniego kraju, przedstawiciele wielu środowisk i organizacji, świata nauki i kultury, mieszkańcy Unii Europejskiej, świadomi bezprecedensowych zagrożeń biosfery związanych z globalną zmianą klimatu, zwracamy się do Was o ponowne rozważenie decyzji o ostatecznym wyłączeniu operujących na terenie Republiki Federalnej Niemiec sprawnych elektrowni jądrowych, podjętej przez rząd niemiecki w 2011 r.” – pisali w swym apelu naukowcy i aktywiści.

Co ważne, Berlin chce nie tylko zamknąć własne jednostki jądrowe (ma to nastąpić już w 2022 roku), ale też przeciwdziałać finansowaniu budowy podobnych elektrowni z funduszy Unii Europejskiej (co zapisane jest w umowie koalicyjnej CDU/CSU-SPD). Niemcy starały się m.in. wyrzucić energetykę jądrową z europejskiej taksonomii, czyli de facto agendy inwestycyjnej Unii Europejskiej. Kilka dni temu, gdy Parlament Europejski zajmował się rezolucją przygotowywaną na szczyt klimatyczny COP25, grupa europosłów z Niemiec chciała w niej zawrzeć zapis, który uznawał energetykę jądrową za „niebezpieczną i niezrównoważoną ekonomicznie”.

Dlaczego Niemcy wytoczyły wojnę elektrowniom jądrowym w Europie? Poza – dość irracjonalnymi – obawami dot. bezpieczeństwa pracy tych jednostek, podkreślanymi głównie przez tamtejszych Zielonych, promowanie wychodzenia z atomu ma dla Berlina ukryty cel gospodarczy i polityczny. Wygaszanie bloków jądrowych w Europie (zwłaszcza w jej środkowej i wschodniej części) zwiększy popyt na gaz, którego Niemcy będą mieli pod dostatkiem dzięki dwóm gazociągom Nord Stream. RFN już teraz eksportuje rocznie ok. 30 mld metrów sześciennych błękitnego paliwa.

Wspomniany list to nie jedyny wyraz sprzeciwu wobec planów Berlina ze strony polskich aktywistów. „29 grudnia odbędzie się protest przeciwko zamknięciu elektrowni, który realizowany będzie z inicjatywy polskiej organizacji obrońców przyrody FOTA4Climate. W zeszłym roku FOTA została usunięta przez organizatorów z Marszu Klimatycznego w Katowicach. Powodem były proatomowe postulaty ekologów i przyrodników, którzy w dobie kryzysu klimatycznego apelują o pragmatyczne a nie ideologiczne traktowanie energii jądrowej która dostarcza połowę niskoemisyjnej elektryczności w Europie” – powiedział serwisowi Energetyka24 Adam Błażowski, przedstawiciel FOTA4Climate.

„Blok Philippsburg-2 to jeden z najnowszych niemieckich bloków jądrowych” – mówi Adam Rajewski, asystent w Instytucie Techniki Cieplnej Politechniki Warszawskiej. „Do eksploatacji przekazano go w 1985 roku. Taka jednostka bez problemu byłaby w stanie pracować jeszcze przez co najmniej kilkanaście lat – choć nominalnie projektowane na 35-40 lat, instalacje z reaktorami wodnymi ciśnieniowymi otrzymują w innych krajach zgody na pracę nawet poza granicę 60 lat. Zresztą nawet dla tego konkretnego bloku decyzja rządu CDU-FDP z września 2010 roku przewidywała pracę do 2032, czyli o 13 lat dłuższą" - mówi Rajewski.

"Przez tych 13 lat, blok ten mógłby dostarczyć ok. 130 terawatogodzin energii elektrycznej bez żadnych emisji. Zatem gdyby zamiast niego wyłączyć takie same moce w jednostkach węglowych, których w Niemczech pracuje jeszcze całkiem sporo, możliwe byłoby niewyemitowanie około 120 mln ton dwutlenku węgla. W związku z tym trudno mi zrozumieć w jaki sposób wycofywanie sprawnych mocy jądrowych, przy jednoczesnym utrzymywaniu w ruchu węglowych, można logicznie pogodzić z poważnym traktowaniem walki ze zmianami klimatu” – podkreśla Rajewski.

KomentarzeLiczba komentarzy: 25
Ale głupi ci Rzymianie???
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 19:18

A co nam do tego? Dbajmy o nasze brudne podwórko i zadymione miasta. Może kiedyś dojdziemy do tych samych wniosków co Niemcy. Może... za jakieś 100 lat

Kaligula
środa, 4 grudnia 2019, 13:08

Łacina to język wymarły.

mc.
wtorek, 3 grudnia 2019, 00:07

Zbudowanie elektrowni jądrowej to ogromne pieniądze. My potrzebujemy dwóch. Niemcy próbują zablokować dotacje unijne na ten cel, bo... chcą handlować gazem. W bieżącym roku sprzedali 30 mld m3 ROSYJSKIEGO GAZU, a chcą więcej. Nic nie robić, a KASĘ (za pośrednictwo) zarabiać.

Sidematic
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 18:24

Niemcy to chory naród ale jedno im trzeba przyznać. Jak już podejmą jakąś decyzję to realizują ją ze stalową konsekwencją. Choćby to było nie wiem jak głupie.

zefirek
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 17:51

w niemczech powinno być zimą 2metry śniegu i -20oC przez cały styczeń,bez wiatru i z całkowitym zachmurzeniem.

kwark
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 15:33

O co chodzi w tym konsekwentnym "szaleństwie"?

Ciekawy
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 18:40

Należy być ostrożnym w pochopnym posądzaniu Niemców o bezmyślność

Gustlik
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 18:24

O konsekwencję.

Noman
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 17:42

O zmuszenie całej Europy do przejścia na gaz, którego jedynym sprzedawcą będą Niemcy (Nord Stream).

surojadka
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 15:20

Niemcy maja problem ze składowaniem odpadów - nie mają na nie miejsca juz teraz a koszty rosną coraz szybciej

janusz z passeratu
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 22:33

Co ty pleciesz ???... odpadów jest tyle, że.... składowane są na terenie elektrowni!

Noman
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 17:45

Tak, Niemcy składują setki milionów ton CO2 w atmosferze, a miliony ludzi na świecie od tego umierają. Niemcy mają tysiące wiatraków i co kilka lat muszą wymieniać w nich łopaty, które ważną nawet 3 tony/szt i są zrobione z nieprzetwarzalnego włókna szklanego, które trzeba zakopać w glebie. Niemcy mają miliony paneli PV, które zawierają zabójcze dla ludzi i zwierząt metale ciężkie. Tak, Niemcy mają problem i podrzucają te odpady wszystkim naokoło.

AB
wtorek, 3 grudnia 2019, 12:40

Zacznijmy do tego, że CO2 nie jest odpadem.

CdM
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 17:18

Jeden blok to jakieś 3m3 odpadów rocznie, reszta to uran i pluton do recyklingu i ponownego wykorzystania. Problem składowania jest wydumany, tj sztucznie stworzony poprzez wywołanie oporu społecznego.

Adi
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 16:50

Masz na myśli hałdy pyłu węglowego czy zdemontowane panele i wiatraki.

Ekspert
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 16:23

Pani tak na poważnie? Jaka jest objętość odpadów z niemieckich elektrowni jądrowych, a jaka odpadów radioaktywnych z niemieckich szpitali? Podpowiem Pani - odpadow z wykorzystania medycyny nuklearnej jest kilkadziesiat razy więcej od odpadow z EJ. Może mi Pani wyjaśnić wobec tego, dlaczego Niemcy mieliby mieć techniczny problem ze składowaniem niewielkiej objętości odpadów z ich EJ, skoro nie mają takiego problemu z o wiele większą objętością odpadow radioaktywnych z zastosowań medycznych? Proszę włączyć samodzielne, krytyczne myślenie i nie powielać fałszywej propagandy.

rmarcin555
wtorek, 3 grudnia 2019, 15:49

@Ekspert Niemieckie składowisko odpadów kosztowało miliardy, a będzie kosztować kolejne. Problemem nie jest objętość, ale czas składowania.

zzz
poniedziałek, 2 grudnia 2019, 21:46

Zapewne część odpadów szpitalnych jest niskoaktywnych a i te średnioaktywne też z czasem tracą moc. Więc nawet jeśli początkowo jest ich bardzo dużo to po kilku latach jest ich być może z 20% początkowej objętości. W odpadach medycznych największą objętość mają chyba tylko ich opakowania.

Reklama
Tweets Energetyka24