• Partner główny
    Logo Orlen

Górnictwo

Bolesny kompromis na Donbasie? "W tle energetyczny stan wyjątkowy" [ANALIZA]

Fot. Micolo J / Flickr
Fot. Micolo J / Flickr

Blokada ekonomiczna okupowanych rejonów Donbasu prowokuje możliwe przerwy w dostawach energii, wywołane deficytem węgla grup antracytowych. Sprawa uwypukliła zależność Ukrainy od tego surowca, a także uległość oficjalnych władz wobec oligarchów. Imitacja wysiłków na rzecz rezygnacji z antracytu przez Kijów oraz  oficjalna linia władz wobec tego problemu może także oznaczać próby badania reakcji społecznej na potencjalne zawarcie kompromisu z Moskwą w sprawie statusu Donbasu. Nie wykluczone również, że Kreml zechce wykorzystać problemy Ukrainy.

Blokada i zależność

Blokadę ekonomiczną okupowanych rejonów Donbasu rozpoczęto pod koniec stycznia. Choć jej podstawowym postulatem oficjalnie było zwolnienie ukraińskich żołnierzy z więzień na terenach tzw. DRL i ŁRL, to szybko całą uwagę skupiły na sobie walka z kontrabandą i kontynuowanie kontaktów biznesowych z tym obszarem, a przede wszystkim problem uzupełniania deficytów antracytowych grup węgla. Według blokujących najwyższy czas zaprzestać tego procederu, a ton ich postulatom zaczęli nadawać politycy.

W krótkiej perspektywie czasu, czyli obecnego sezonu opałowego, blokada ma oczywiste, negatywne implikacje. Na jej skutek antracyt przestał być dostarczany do ukraińskich elektrowni, co zmusiło rząd do wprowadzenia stanu wyjątkowego w energetyce, który oznacza ręczne zarządzanie sektorem w celu optymalizacji zużycia surowca. Władze nie wykluczają także tymczasowych przerw w dostawach prądu i ciepła już za około miesiąc. Działania blokujących i polityków ich wspierających są w tym kontekście wyjątkowo mało odpowiedzialne. Jednak w dłuższym terminie, pod wpływem dyskusji publicznej konflikt może sprzyjać podjęciu przez Kijów dawno oczekiwanych i strategicznych decyzji wobec okupowanych rejonów, w tym zależności od antracytu.  

Zobacz także: Energetyczny stan wyjątkowy na Ukrainie. ,,Możliwe cięcia dostaw prądu"

Antracytowe grupy węgla są wydobywane wyłącznie na terytorium Donbasu pozostającym poza kontrolą Ukrainy. Tymczasem 7 z 14 ukraińskich elektrowni cieplnych, a także 5 elektrociepłowni pracuje tylko na antracycie. W 2016 roku elektrownie wyprodukowały 37% energii elektrycznej kraju, z której 40% przypadło na elektrownie antracytowe. Znaczenie węgla grup antracytowych pokazują także inne dane: w ubiegłym roku ukraińskie elektrownie zużyły 24,1 mln. ton węgla, w tym 9 mln. ton antracytu. Nie mniej istotnym jest także fakt, że energia pochodząca z elektrowni cieplnych pełni bardzo istotną rolę z uwagi na zdolności manewrowania mocami w zależności od bieżących potrzeb. Ma to szczególne znaczenie w okresach szczytowego zapotrzebowania, zwłaszcza zimą. 

Jedna z elektrowni antracytowych (Starobesziwska) znajduje się na terytorium okupowanym. Produkuje ona energię elektryczną nie tylko dla tzw. DRL i ŁRL, ale także obszarów znajdujących się pod kontrolą Kijowa, np. tak ważnego ośrodka jakim jest Mariupol. Niezwykle istotnym czynnikiem dla tego problemu jest fakt, że elektrownie funkcjonujące na węglu wysokokalorycznym znajdują się przeważnie w rękach prywatnych: DTEK Rinata Achmetowa (trzy obiekty) i Donbasenerho związana z Ołeksandrem Janukowyczem (dwie elektrownie, w tym jedna na terytorium okupowanym). W rękach państwa są tylko dwie antracytowe elektrownie, co ogranicza pole manewru Kijowowi. Dodatkowo, DTEK włada także elektrowniami pracującymi na węglu grup gazowych i gazie, co łącznie daje mu 75% udziałów w energii produkowanej przez ukraińskie elektrownie. Wreszcie, DTEK jest właścicielem kopalń antracytowych, co czyni go zwolennikiem zachowania status quo. Blokada uwypukliła zatem wrażliwość Ukrainy wobec surowca wydobywanego na Donbasie. Ponadto dobitnie pokazała następstwa monopolu DTEK na rynku (spotęgowanego zbieżnością interesów z Donbasenerho), co stwarza przesłanki do dyktowania warunków państwu, które de facto jest zakładnikiem interesów najbogatszego Ukraińca.        

Jak zrzucić zależność?

Istnieje zaledwie kilka sposobów na uniezależnienie od dostaw antracytu, które od dawna są dobrze znane. Pierwszym jest intensyfikacja importu tego surowca z rynków międzynarodowych. Jednak problemem jest wysoka cena węgla w porównaniu do pochodzącego z Donbasu. Według danych ministerstwa energetyki i przemysłu węglowego, w lutym tego roku antracyt sprowadzany ze strefy ATO kosztował około 63 dol. za tonę, a surowiec importowany średnio 103 dol. za tonę. Ponadto antracyt jest wydobywany tylko w nielicznych państwach np. w USA, RPA, Australii, Wietnamie czy też Rosji. Dostawy to zatem dodatkowe problemy logistyczne, także w związku z ograniczonymi możliwościami ukraińskich portów. Import na razie nie odgrywa znaczącej roli w uzupełnianiu deficytów – w zeszłym roku sprowadzono zaledwie 1,2 mln. t.

Kolejnym wariantem wyjścia z sytuacji jest modyfikacja bloków elektrowni pracujących na antracycie na węgiel grup gazowych. Wymaga to czasu i pieniędzy, ale nie to jest kluczową przeszkodą. Są nią wspomniana słaba pozycja państwa na rynku, a z drugiej interesy prywatnych kompanii. Wreszcie, trzeci kierunek dywersyfikacji polega na zwiększaniu produkcji energii elektrycznej z innych źródeł (elektrownie atomowe, wodne i OZE). Musi to się wiązać z rozbudową infrastruktury – powstaniem nowych linii energetycznych i podstacji, bo w niektórych częściach kraju Ukraina ma nadwyżki energii, których nie może przesłać do terenów zależnych od energii pochodzącej z elektrowni antracytowych.

7 lutego minister Ihor Nasałyk na specjalnej konferencji prasowej poświęconej tylko temu tematowi, zaprezentował rezultaty dotychczasowych wysiłków rządu i plany na przyszłość. Według ministra, Ukraina realizuje lub zrealizowała cztery duże projekty, które zmniejszą zapotrzebowanie na antracyt o około 3 mln ton. Pierwszym jest oddanie do użytku jednego bloku i rozpoczęcie budowy kolejnego na Dnistrowskiej elektrowni wodnej. Drugi projekt, to modyfikacja dwóch bloków Zmijewskiej elektrowni (obwód charkowski) pozwalająca na pracę na węglu grup gazowych. Pierwotnym terminem zakończenia tych prac była jesień ubiegłego roku, ale przeniesiono go na październik tego roku. Nasałyk wspomniał także o oddaniu do użytku w grudniu 2015 roku linii energetycznych łączących Równieńską elektrownię atomową z podstacją Kijowska, co pozwala na przesyłanie tradycyjnych nadwyżek energii na Ukrainie Zachodniej do deficytowych części kraju i odciążenie elektrowni, w tym antracytowych. Czwartym projektem ma być zakończenie jesienią budowy połączenia Zaporoska elektrownia atomowa – podstacja Kachowska.

Jednak wystąpienie ministra jest co najmniej manipulowaniem faktami. Za wyjątkiem projektu modyfikacji bloków na elektrowni Zmijewskiej, pozostałe przedsięwzięcia rozpoczęto i zaplanowano na długo przed wydarzeniami na Donbasie i nie jest związane z systemową polityką ukierunkowaną na rezygnację z antracytu.

Jeszcze więcej dowiadujemy się z zapowiedzi Nasałyka i opublikowanego 10 lutego przez Ukrenerho „Planu Rozwoju Zjednoczonego Systemu Energetycznego na lata 2017–2026”. Minister poinformował, że rząd zaplanował całkowitą modyfikację bloków antracytowych na gazowe na drugiej państwowej elektrowni – Trypilskiej (w obwodzie kijowskim). Problem w tym, że zamierza tego dokonać w latach 2017–18 (jeden blok), 2020–21 (drugi blok) i 2023–24 (trzeci), co świadczy o dość dużej opieszałości. Jednak znacznie istotniejszymi dla oceny działań rządu są plany rekonstrukcji elektrowni należących do DTEK i Donbasenerho. Władze zaplanowały ich modernizację, ale polegającą nie na umożliwieniu funkcjonowania na węglu grup gazowych, a zwykłej poprawie efektywności pracy bloków antracytowych. Do tego wszystkie prace mają się przeciągnąć do 2024 roku. To dość twardy dowód, że Kijów nie traktuje na poważnie pomysłu rezygnacji z antracytu.

Można zatem skonstatować, że po pierwsze, wysiłki rządu w zakresie rezygnacji z antracytu są imitacją lub, co najwyżej bardzo powolnymi ruchami, które niewiele poprawiają sytuację. Po drugie, władze nie rozważają na poważnie scenariusza przewidującego zmuszenie prywatnych właścicieli do rezygnacji z antracytu.   

Biznes, wojna i kompromis

Jeszcze dosadniej o tym można się przekonać analizując inne wypowiedzi czołowych urzędników. W ostatnich tygodniach premier Wołodymyr Grojsman kilkakrotnie podkreślał, że „nie ma alternatywy dla węgla ze strefy ATO”. 10 lutego podczas tzw. godziny pytań do rządu w Radzie Najwyższej, Nasałyk stwierdził, że zrezygnować z antracytu można, ale Ukraina potrzebuje na ten cel 15 mld. hrywien, które trzeba będzie zabrać „płatnikom podatków”. Przywołanie znacznie zawyżonej sumy świadczy o próbach przekonania opinii publicznej do zaniechania aktywnych działań ukierunkowanych na uniezależnienie od antracytu. To samo można powiedzieć o wprowadzeniu stanu wyjątkowego w energetyce i zapowiedziach tymczasowych przerw w dostawach energii na skutek blokady Donbasu.

Pozostaje tylko pytanie o motywację tych zabiegów. Można tu wskazać dwie wersje odpowiedzi, jedna nie wykluczająca drugiej. Po pierwsze, nie ma wątpliwości, że podstawowym elementem kształtującym taką politykę rządu jest uleganie interesom wpływowego Achmetowa. Od kilku miesięcy w Kijowie mówi się o tym, że prezydent Poroszenko znalazł wspólny język z najbogatszym Ukraińcem. Zawarcie jakiejś formy kompromisu między władzą i DTEK jest więc wysoce prawdopodobne.

„Biznesowe” wyjaśnienie kursu władz przedstawił także portal „Ekonomiczna Prawda”, ale w nieco innej wariacji. Jeszcze jesienią zeszłego roku portal informował o apetytach struktur związanych z Ihorem Kononenką (szarą eminencją w szeregach Bloku Petro Poroszenki i jednym z najbliższych sojuszników prezydenta) dotyczących stworzenia nowej grupy węglowej. Jej trzon miałyby stanowić aktywy Ołeksandra Janukowycza, które w znacznej mierze operują węglem grup antracytowych. Jeśli te doniesienia się potwierdzą, a w kontekst wydarzeń wpisują się przecież idealnie, to przyczyny pasywnej postawy rządu stają się jasne.

Po drugie, uwadze nie powinien umykać fakt braku jasnej strategii Kijowa wobec Donbasu. Ten swoisty stan „zawieszenia” wpływa destrukcyjnie na efektywność bloku energetycznego w rządzie także w zakresie rozwiązania kwestii antracytu. W tle mamy politykę Moskwy stosującą na przemian przeróżne instrumenty wpływu na Kijów. Lokalna eskalacja działań wojennych, presja ekonomiczna, ataki cybernetyczne, wojna informacyjna. Ale co najmniej od drugiej połowy zeszłego roku nasiliły się tendencje (równoległe do wymienionych) polegające na narzucaniu tonu pojednawczego. W całości można to określić jako zmuszanie do kompromisu na własnych warunkach. I sprawa Donbasu ma być centralnym punktem tego dealu. Nawet prawdopodobne kolejne zaostrzenie na froncie nie będzie przekreślało realizacji takiego scenariusza. Przeciwnie, będzie się wpisywało w podobny rozwój wydarzeń, bo wtedy będzie można przekonać opinię publiczną, że „kompromis jest znacznie lepszy niż wojna i straty ludzkie”. Tak samo jak „kompromis jest lepszy od poważnych problemów w energetyce”. Tym bardziej na tle doskwierających podwyżek na usługi komunalne.

Jeszcze 6 lutego reprezentujący Ukrainę w podgrupie ds. bezpieczeństwa podczas negocjacji w Mińsku Jewhen Marczuk oświadczył, że na Ukrainę „na Donbasie czeka bolesny kompromis”. W świetle przywołanych wypowiedzi i działań oficjeli wydaje się zatem, że blokada ekonomiczna terytorium okupowanego i szum medialny tym wywołany, są wykorzystywane do szerszej gry władz w Kijowie. Polega ona na badaniu potencjalnej reakcji społecznej na próby przywrócenia kontroli nad Donbasem, nawet na niezbyt korzystnych warunkach. Głównym przesłaniem w ostatnich dniach ze strony władz jest rzekoma niemożność funkcjonowania bez donbaskiego antracytu. Wprowadzenie stanu wyjątkowego w energetyce i możliwych przerw w dostawach energii ma być dla opinii publicznej przekonującym argumentem.

Na razie możemy mówić o braniu pod uwagę podobnego rozwiązania przez władze w Kijowie. Ale jeśli ukraińscy decydenci zechcą przejść od rozważań do czynów, to warto im przypomnieć, że re-integrowany Donbas po trzech latach rosyjskiej okupacji, działalności służb i propagandy będzie dla Rosji wymarzonym kanałem wpływu na Ukrainę. Dlatego dalsze konserwowanie zależności od węgla grup antracytowych oznaczać będzie zachowanie priorytetu interesów biznesowych nad bezpieczeństwem państwa i zastosowanie tylko doraźnego rozwiązania problemu, który z czasem powróci ze zdwojoną siłą. Mimo wysokiego stopnia upolityczniania problemu blokady, ma ona szansę stać się przyczynkiem do szerszej dyskusji publicznej nad Dnieprem, co może sprzyjać nie tylko ostatecznemu rozwiązaniu kwestii deficytów węgla, ale także sprecyzowaniu celów w polityce wobec okupowanych rejonów Donbasu.

Zaniedbany, sztucznie sprowokowany i eksploatowany do wewnętrznych sporów politycznych temat niedoboru antracytu jest także zachętą do agresywniejszego kursu dla Moskwy. Na tle problemów Ukrainy w energetyce cieplnej nie można wykluczyć wzmożenia ataków cybernetycznych, czy też sprowokowania przez Kreml pod byle pretekstem kryzysu z tranzytem rosyjskiego gazu do krajów UE. Prawdopodobieństwo zastosowania przez Rosję któregoś ze wspomnianych rozwiązań wzrosło, choćby z uwagi na dogodne warunki do wygrania takiego kryzysu propagandowo.

Zobacz także: PE postuluje zaostrzenie polityki klimatycznej Unii

Komentarze