Wywiady

I ty możesz zainwestować w polski atom. Tak sfinansujemy budowę [WYWIAD]

Fot. atomic-energy.ru

Każda polska rodzina, każdy przedsiębiorca, czy duży, czy mały, powinni mieć dostęp do najtańszej możliwej energii z atomu z własnej produkcji - mówi Łukasz Sawicki, współtwórca modelu SaHo, który ma służyć jako model finansowy polskiego programu jądrowego.

Jakub Wiech: Na czym dokładnie polega Model SaHo?

Łukasz Sawicki Łukasz Sawicki, Główny Specjalista do spraw strategii i analiz ekonomicznych sektora jądrowego, Departament Energii Jądrowej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska, współautor Modelu SaHo: Model SaHo to między innymi: najtańsza możliwa energia dla odbiorców końcowych, czyli polskich rodzin, przemysłu i samorządów, najmniejsze obciążenie budżetu państwa kosztami budowy elektrowni, własny prąd z atomu dla każdego, zmniejszenie inflacji, dzięki znacznemu obniżeniu rachunków za prąd, transfer wszystkich korzyści z atomu do społeczeństwa, zamiast zatrzymywania ich jako zysku w spółce jądrowej dla wybranych oraz budowanie wspólnoty narodowej ponad podziałami, skupionej wokół celu gospodarczego, z którym każdy może się identyfikować i z którego każdy może czerpać korzyści dla siebie i swoich rodzin na kilka pokoleń.

Te wszystkie korzyści jeszcze omówimy – ale czym dokładnie jest ten model?

Najkrócej mówiąc Model SaHo, którego jestem współautorem razem z panią dr Bożeną Horbaczewską ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, polega na tym, że państwo buduje elektrownię jądrową i przed przyłączeniem do sieci sprzedaje ją odbiorcom końcowym energii. Stają się oni jedynymi właścicielami i od tego momentu mają prawo i obowiązek odbioru energii wytwarzanej w tej elektrowni po kosztach produkcji. Model ma różne warianty, jeden z nich, który opisaliśmy w naszym artykule w „International Journal of Management and Economics", zakłada, że sprzedaż akcji elektrowni (przyjęliśmy formę spółki akcyjnej, jako najbardziej transparentnej) odbywa się stopniowo i może się zacząć już na etapie zamknięcia finansowania.

Komu dokładnie można sprzedać akcje spółki jądrowej?

Akcje mogą być sprzedane każdemu typowi odbiorcy końcowego energii, zarówno dużym przedsiębiorstwom energochłonnym, jak huty czy firmy wydobywcze, ale także mniejszym przedsiębiorstwom z różnych sektorów (przemysł przetwórczy, handel, transport), samorządom, a nawet gospodarstwom domowym, choć w tym przypadku trzeba je zagregować w trochę większe podmioty, np. spółdzielnie energetyczne. Sprzedaż może się odbywać w formie aukcji podzielonych na koszyki, w sposób transparentny i z poszanowaniem zasad równego traktowania, pod kontrolą państwa w zakresie niezbędnym z uwagi na bezpieczeństwo narodowe. Jest to model, który nawiązuje do koncepcji państwa jako wspólnoty wolnych (także ekonomicznie) ludzi. Państwo jest tylko narzędziem w rękach społeczeństwa, narodu, i powinno realizować jego interesy, a nie interesy wybranych grup czy elit. Każda polska rodzina, każdy przedsiębiorca, czy duży, czy mały, powinni mieć dostęp do najtańszej możliwej energii z atomu z własnej produkcji. Rolą państwa jest umożliwienie im tego, bo przecież po to aparat państwowy jest utrzymywany z naszych podatków.

A skąd pomysł na ten model, skąd inspiracje?

W pierwszej kolejności wyszliśmy od celu budowy elektrowni jądrowych w Polsce – czy mają one być celem samym w sobie, mocami wytwórczymi w systemie elektroenergetycznym za wszelką cenę, czy tez może mają być instrumentem polityki gospodarczej i społecznej państwa służącym realizacji celów nadrzędnych – tworzenia dobrobytu, wyrównywania szans, zapewnienia wolności ekonomicznej ludziom poprzez własny tani prąd przez całą dobę, tyle ile potrzebują. No i oczywiście bezpieczeństwa energetycznego. W większości innych projektów jądrowych w państwach ze „zliberalizowanymi" rynkami energii prawie wszystkie korzyści z atomu zostają w rękach dostawców technologii, instytucji finansowych, w tym banków, i zarządów spółek budujących i eksploatujących elektrownie, czy to prywatnych czy państwowych. Dobrym przykładem są gigantyczne marże obecnie generowane przez większość elektrowni jądrowych na Zachodzie, korzystających z wysokich cen hurtowych na rynku energii, właśnie kosztem zwykłych ludzi, którzy płacą słone rachunki za prąd i zastanawiają się czy wystarczy im pieniędzy na przeżycie na kolejny miesiąc. Działalność prosumentów OZE niewiele zmieni, ale to temat na osobną dyskusję. Z kolei korzyści z innych modeli oferowanych społeczeństwom w przypadku nowych projektów jądrowych są iluzoryczne albo znikome. W polskim internecie już pojawiają się wypowiedzi, że należy jeszcze bardziej podnieść rachunki za prąd, bo inaczej, rzekomo, nie da się sfinansować polskich atomówek. Czyli w myśl zasady „budowa atomu za wszelką cenę – niech ludzie jedzą trawę".

Jak rozumiem, Państwo, jako twórcy, macie inne podejście?

Cytując postać z filmu – „biegunowo odległe". Celem naszego modelu jest zapewnienie najniższych możliwych kosztów energii dla odbiorców końcowych. Jest to możliwe zarówno dzięki początkowemu zaangażowaniu państwa, które ma dostęp do najtańszego kapitału, i które przejmuje te rodzaje ryzyka, których unikają inwestorzy prywatni, albo wysoko je wyceniają, ale także dzięki temu, że odbiorca końcowy odbiera prąd z własnej elektrowni po koszcie wytworzenia, bez marży zysku dla wytwórcy i pośredników, czyli spółek obrotu (prościej mówiąc handlarzy prądem). Oczywiście dochodzą koszty przesyłu i dystrybucji, ale jak widać na przykładzie dzisiejszych cen energii, największym składnikiem rachunków za prąd są właśnie marże i wysokie koszty wytwarzania energii w blokach węglowych i gazowych (drogie paliwo i opłaty za CO2). Koszty opłat za CO2 są tak duże, że nasza energetyka zawodowa (głównie państwowe grupy energetyczne) co dwa lata przepala wartość jednego bloku jądrowego.

Czy rozmawialiście na ten temat z polskim przemysłem i innymi odbiorcami energii?

Prace nad modelem zaczęliśmy w 2016 roku od dogłębnej i wszechstronnej analizy dotychczasowych modeli we wszelkich stosowanych odsłonach. Zauważyliśmy wtedy, że rozwiązania stosowane w innych projektach jądrowych na świecie oraz te, które proponowano do naszego projektu i nadal się proponuje, są niekorzystne dla gospodarki, a w szczególności dla przemysłu energochłonnego i odbiorców najbiedniejszych. W tamtym czasie ceny energii były kilkukrotnie niższe niż dzisiaj, ale polski przemysł energochłonny już wtedy był na granicy rentowności. W ramach naszej pracy analitycznej między innymi odbywaliśmy liczne rozmowy z przedstawicielami przedsiębiorstw energochłonnych działających w Polsce, spisywaliśmy ich uwagi i przemyślenia dotyczące funkcjonowania polskiego rynku energii i sektora elektroenergetycznego w ogóle. Odbywaliśmy też rozmowy z menedżerami różnych przedsiębiorstw energetycznych z Polski i innych państw, które działają w formułach innych niż energetyka zawodowa. W lutym 2019 roku stworzyliśmy pierwszą wersję modelu, potem była publikacja artykułu i uruchomiliśmy drugi etap rozmów z odbiorcami, tym razem w szerszym gronie, bo z udziałem samorządów i hubu zrzeszającego spółdzielnie energetyczne. Zainteresowanie Modelem SaHo jest bardzo duże.

W ciągu ostatniego roku zaprezentowaliśmy Model na forum międzynarodowym, m.in. w ramach Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i Agencji Energii Jądrowej OECD, gdzie otrzymaliśmy pozytywne recenzje, ale też konstruktywne uwagi, które dodatkowo wzmocniły niektóre elementy modelu. Nadal prezentujemy Model na webinariach i konferencjach w Polsce, zbierając konstruktywne uwagi od wielu osób z różnych branż i specjalności, zarówno energetyków, finansistów, jak i innych specjalistów. Mamy zainteresowanie i pozytywne opinie ze strony dostawców technologii i wykonawców EPC, pomimo że dla nich sprawa modelu biznesowego jest mało istotna, bo oni w większości przypadków chcą tylko fizycznie zbudować elektrownie, a nie je eksploatować. Obecnie kontynuujemy rozmowy z odbiorcami energii.

Jakie korzyści może przynieść ten model dla kluczowych zainteresowanych: państwa, przemysłu, samorządów?

Maksymalne, jakie tylko może dać energetyka jądrowa. Po pierwsze najtańszy możliwy prąd, ale dla odbiorców końcowych, a nie tylko dla właściciela elektrowni, który w innych modelach (poza spółdzielczymi) generuje sobie wysoką marżę zysku i stopy zwrotu właśnie kosztem odbiorców. Dla polskiego przemysłu koszty energii elektrycznej to już dawno nie jest kwestia wysokości zysków z działalności operacyjnej, ale po prostu dalszego funkcjonowania zakładów w Polsce. Likwidacja przemysłu już się rozpoczęła, co widać po stopniowym zmniejszaniu działalności hutnictwa, ale problem dotyczy też innych branż, np. sektora IT. Ostatnio na przykład w mediach pojawiły się informacje, że Comarch wynosi z Polski swoje moce obliczeniowe (czyli albo przenosi fizycznie swoje serwery za granicę, albo przestaje wynajmować je na rynku) z powodu zbyt drogiej energii elektrycznej. Droga energia powoduje stopniowy zanik działalności gospodarczej we wszystkich działach gospodarki. Ruszyły już pierwsze duże fale zwolnień w zakładach. W przemyśle energochłonnym i w branżach powiązanych, zagrożonych likwidacją jest 1,3 miliona miejsc pracy. A to dopiero początek. Oczywiście w krótkim terminie atom, nawet w najtańszym modelu biznesowym, nie rozwiąże problemu, ponieważ fizycznie go jeszcze nie będzie, ale już samo pojawienie się dobrej i pewnej perspektywy dla przedsiębiorców może wpłynąć na ich decyzje. W tej chwili oni nie mają żadnych perspektyw, więc ich decyzje nie mogą dziwić.

Czyli model biznesowy dla atomu mocno wpływa na gospodarkę?

Model jest kluczowy, ponieważ samo postawienie elektrowni jądrowych nie rozwiąże problemu wysokich cen energii, a ponadto przy złym modelu jeszcze spotęguje problemy gospodarcze na skutek konieczności spłacania wielomiliardowych zobowiązań przez podatników i odbiorców energii przez dekady. Dlatego decyzja co do jego wyboru, którą podejmie Rada Ministrów, będzie chyba najważniejszą decyzją gospodarczą polskiego rządu w ciągu ostatnich 30 lat, bo przesądzi o losach naszej gospodarki i społeczeństwa na kolejne 100 lat. Drugą korzyścią dla polskich przedsiębiorstw, nie tylko tych największych, obok najtańszej energii z własnej produkcji, będzie większa kontrola kosztów prowadzenia działalności i długookresowa pewność, ponieważ będą wiedzieli, ile będzie kosztowała ich energia w perspektywie kilkudziesięciu lat. Ten czynnik był jednym z głównych, które doprowadziły do podjęcia decyzji akcjonariuszy fińskiej spółki TVO o budowie kolejnego bloku w modelu Mankala w elektrowni Olkiluoto. I pomimo ukończenia budowy kilkanaście lat po planowanym terminie nadal chcą oni zbudować czwarty blok w tej samej formule. Z informacji, które pojawiły się na stronach jednej z agencji ratingowych wynika, że koszt produkcji energii w tym przepłaconym i bardzo opóźnionym bloku będzie wynosił zaledwie 40 EUR/MWh – to pokazuje jak odporne są modele spółdzielcze na ryzyko inwestycyjne w branży jądrowej. Trzecia korzyść to elastyczność biznesowa, ponieważ w Modelu SaHo akcjonariusze mają możliwość obrotu akcjami, oczywiście pod nadzorem państwa (chodzi tu m.in. o niedopuszczenie do zakupu tych akcji przez podmioty realizujące politykę wrogich nam państw – takie instrumenty istnieją w polskim prawie od wielu lat i są wykorzystywane w odniesieniu zarówno do spółek państwowych, jak i prywatnych, jest to norma także w innych państwach takich jak choćby Niemcy, Francja, Wielka Brytania). Właśnie ta możliwość w miarę swobodnego obrotu akcjami jest jednym z tych elementów, za które otrzymaliśmy od polskich firm najwięcej pozytywnych opinii.

A jakie korzyści będą miały samorządy?

Korzyści dla samorządów są w większości te same, co dla przedsiębiorstw, czyli tani prąd dla własnej działalności. Przełoży się to nie tylko na oszczędności budżetowe samorządów, ale także na niższe opłaty za komunikację miejską (metro, tramwaje, autobusy elektryczne i trolejbusy, koleje regionalne). Dodatkowo dochodzi tu możliwość zapewnienia ich mieszkańcom taniej energii, na wzór energetyki komunalnej w państwach zachodnich. Jedna z osób, której prezentowaliśmy Model jakiś czas temu, zwróciła uwagę, że w polskich realiach samorządy posiadające spółki komunalne zwykle zarabiają na swoich mieszkańcach, więc tu raczej prąd byłby sprzedawany gospodarstwom domowym nie tak tanio. Być może tak jest, natomiast w Modelu SaHo mamy wbudowane instrumenty, które eliminują możliwość tego typu nadużyć.

Dobrze, a co z państwem?

Katalog korzyści dla państwa jest chyba najdłuższy. Po pierwsze jest to zmniejszenie inflacji, która jest w tej chwili źródłem większości naszych problemów gospodarczych. Naszym zdaniem, Model SaHo ze względu na swoje cechy jest w stanie zmniejszyć inflację nie tylko długoterminowo (tj. od momentu uruchomienia EJ), ale nawet w średnim terminie, dzięki zmniejszeniu oczekiwań inflacyjnych. Zwłaszcza, gdy już każdy potencjalny akcjonariusz będzie mógł sobie wyliczyć swój koszt energii z tej elektrowni (dla każdego ten koszt będzie nieco się różnił, ale dla wszystkich będzie on najniższy z możliwych spośród wszystkich modeli biznesowych dla atomu). Druga korzyść to wzrost działalności gospodarczej, dzięki zmniejszeniu kosztów funkcjonowania przedsiębiorstw i zwiększeniu ich konkurencyjności na rynku nie tylko europejskim, ale też światowym. To się przełoży na wyższe wpływy z podatków i ogólny wzrost potencjału gospodarczego kraju. Z tym wiąże się też reindustrializacja, wdrożenie nowych technologii, przemysł 4.0, automatyzacja, cyfryzacja, gospodarka zeroemisyjna oparta na elektryfikacji transportu i przemysłu, gospodarka wodorowa itd. Bez taniej energii to wszystko się nie wydarzy. Trzecia korzyść to zwiększenie i utrzymanie poparcia społecznego dla energetyki jądrowej, dzięki temu, że każdy obywatel będzie mógł dobrowolnie posiadać „swój kawałek" elektrowni dający mu najtańszy prąd przez całą dobę. Nie będzie on do niczego zmuszany, np. poprzez dokładanie mu kolejnej dopłaty na rachunek za prąd na poczet sfinansowania cudzej jądrówki, bez realnych korzyści dla niego ani w krótkim, ani w długim terminie. Z badań opinii społecznej wynika, że duże poparcie dla energii jądrowej jest mocno skorelowane z oczekiwaniem niższych cen energii z tego źródła, czyli ludzie nie zgodzą się na budowę atomówek, które nie zagwarantują im odczuwalnie tańszej energii. Nie przekonają ich puste obietnice. Ministerstwo Klimatu i Środowiska wspólnie z Ministerstwem Finansów oświadczyły niedawno we wspólnym komunikacie, że nie prowadzą żadnych prac nad takimi opłatami ani podatkami „atomowymi", ponieważ zwiększałoby to inflację i pogorszyło i tak już ciężkie warunki funkcjonowania polskich przedsiębiorstw i gospodarstw domowych. Link do tego komunikatu znajduje się tutaj .

Czy to wszystko?

Oczywiście, że nie. Czwarta korzyść dla państwa to mechanizm, który nazwaliśmyrecyklingiem pieniądza. Po angielsku nieco inaczej z uwagi na specyficzne znaczenie tego terminu w niektórych krajach – nie tłumaczymy tego dosłownie, ale używamy określeniafunds reuse). Polega on na tym, że państwo po sprzedaży akcji jednego bloku może wykorzystać pozyskane w ten sposób pieniądze na sfinansowanie kolejnego bloku. Tutaj wiele zależy od tempa sprzedaży akcji, ale w pewnych warunkach, w dużym stopniu zależnych od rządu, możliwe byłoby nawet sprzedanie wszystkich akcji zanim rozpoczęłaby się budowa. Jest to jeden z wariantów, skrajnie korzystny, ale wykonalny, jeżeli rząd podejmie pewne działania, które już mamy wstępnie zidentyfikowane. Ale nawet w mniej optymistycznych przypadkach i przy wolniejszym tempie sprzedaży akcji, mechanizm recyklingu pieniądza będzie działał i dzięki niemu koszt programu jądrowego dla państwa będzie znacznie mniejszy niż w innych modelach. Będzie to miało szczególne znaczenie w najbliższych latach ze względu na walkę z inflacją, redukowanie wydatków budżetowych i co za tym idzie także zmniejszenie możliwości udzielania gwarancji przez Skarb Państwa, których wymagają wszystkie instytucje finansowe zainteresowane atomem w Polsce. Korzyści dla państwa jest znacznie więcej.

Czy Model SaHo można nazwać modelem spółdzielczym?

Nasz Model znajduje się w umownej grupie modeli spółdzielczych, obok m.in. spółdzielni amerykańskiej (tzw. Electric Membership Corporation) i fińskiego modelu Mankala. Ale ściślej mówiąc zarówno SaHo, jak i Mankala są paraspółdzielniami, ponieważ w ich przypadku elektrownia jądrowa należy do spółki kapitałowej, która działade facto jak spółdzielnia (to znaczy nie generuje zysku i należy do wielu podmiotów), natomiast spółdzielnią formalnie nie jest. Model SaHo wyróżnia się od dwóch wspomnianych przed chwilą tym, że jest inicjowany przez państwo, które jednak w pewnym momencie wychodzi z niego, choć nadal może utrzymać niezbędną kontrolę nad spółką jądrową z poszanowaniem praw własności prywatnych akcjonariuszy. Zakres kontroli państwa nad spółką należy ustalić z góry, aby każdy akcjonariusz wiedział w co wchodzi. Drugim wyróżnikiem Modelu jest nacisk na partycypację odbiorców końcowych. W Mankali i spółdzielni amerykańskiej akcjonariuszami (lub członkami spółdzielni) są także spółki obrotu. U nas te podmioty są dopuszczalne tylko w ostateczności, w określonych sytuacjach, aby nie zaburzyć celu funkcjonowania Modelu. Najważniejsi dla nas są odbiorcy końcowi, czyli my sami, zwykli ludzie, czy to jako gospodarstwa domowe, czy jako właściciele firm. Po prostu polskie społeczeństwo, polskie rodziny.

Czy gdzieś budowane są elektrownie jądrowe oparte na podobnym modelu finansowania?

Model SaHo jako całość jest nowym pomysłem, ale wszystkie jego mechanizmy w praktyce od dawna funkcjonują albo w Polsce albo w innych państwach. Model spółdzielni amerykańskiej wykorzystano do budowy kilkunastu bloków jądrowych w USA, w tym dwóch najnowszych bloków AP1000 w elektrowni Vogtle w stanie Georgia. Z kolei fińska Mankala jest trochę bardziej znana, w oparciu o nią spółka TVO zbudowała i eksploatuje dwa bloki BWR, a od niedawna nowy blok EPR w elektrowni Olkiluoto i planuje kolejny (blok nr 4). Ostatnio pojawiła się informacja, że także fińska państwowa spółka Fortum zamierza w oparciu o model Mankala zbudować nowe bloki. Zbliżony model energetyki komunalnej wykorzystano do zbudowania elektrowni jądrowych w Holandii i w Niemczech, a także w USA, gdzie zresztą ten model komunalny także występuje na budowie bloków AP1000 we wspomnianej elektrowni Vogtle (równolegle do modelu spółdzielczego, tam są aż trzy modele równolegle). W Modelu SaHo zawarte są również mechanizmy, które od lat stosujemy w Polsce, zwłaszcza niektóre firmy, których nazw nie mogę ujawnić z uwagi na podjęte przez nas zobowiązania do zachowania tajemnicy przedsiębiorstwa. Oparcie Modelu o sprawdzone rozwiązania zostało wysoko ocenione przez nasz przemysł.

Od kilku lat w branży jądrowej na świecie trwa gorąca debata jak finansować nowe inwestycje, bo dotychczasowe klasyczne formuły inwestorskie nie sprawdziły się, albo wymagają dużego wsparcia państwa dając jednocześnie iluzoryczne lub znikome korzyści dla odbiorców końcowych, co wytykają różne organizacje konsumenckie i media. W tym kontekście modele spółdzielcze stopniowo wchodzą do dyskusji.

Czy Model SaHo określa źródła finansowania budowy elektrowni jądrowej?

Jest to model dotyczący struktury właścicielskiej i sposobu uzyskiwania przychodów przez spółkę jądrową. Nie wskazuje konkretnych źródeł finansowania dłużnego ani struktury kapitałowej, więc w tym sensie jest elastyczny – daje wiele możliwości. Kapitał własny dostarczany jest przez właścicieli, a więc w początkowym etapie przez państwo. Dzięki zaangażowaniu państwa, projekt inwestycyjny jest w stanie pozyskać tani kapitał, co ma duże znaczenie w przypadku budowy elektrowni jądrowej. Natomiast głównym celem modelu jest zapewnienie najniższych możliwych kosztów energii odbiorcom końcowym. Niski koszt kapitału jest tu tylko jednym z wielu narzędzi do osiągnięcia tego celu. Oczywiście inwestorzy końcowi mają swoje własne wyceny kosztu kapitału w zależności od ich typu, wielkości itd., ale dla nich to nie jest inwestycja mająca generować zysk. Ich własny koszt kapitału nie będzie jedynym czynnikiem determinującym decyzje o wejściu w projekt.

Czy prawo UE umożliwia wdrożenie Modelu SaHo? Nie ma tu ryzyka?

Komisja Europejska ma dużą uznaniowość w wydawaniu decyzji o stwierdzeniu pomocy publicznej oraz jej dopuszczalności. Oczywiście istnieją pewne regulacje, ale w ramach nich KE ma duże pole manewru. Mieliśmy od początku świadomość tego problemu, dlatego staraliśmy się tak ułożyć Model, aby miał on jak najmniej elementów, które dawałyby pretekst do jego zakwestionowania, czyli w pierwszej kolejności wszystko to, co może być uznane za niedozwoloną pomoc publiczną. Po drugie, jeśli już KE stwierdzi istnienie takiej pomocy, to powinna ona być szybko zwracana (zaledwie w ciągu kilku lat, w odróżnieniu od innych modeli, gdzie ten okres wynosi 20-60 lat). Po trzecie dołożyliśmy starań, aby było jak najwięcej mechanizmów wolnorynkowych. W Modelu SaHo sprzedaż akcji można realizować np. poprzez aukcje podzielone na koszyki (czyli skierowane do określonych grup odbiorców), przy zastosowaniu zasady równego traktowania i transparentności, oczywiście przy pewnych warunkach brzegowych np. dotyczących minimalnego poboru mocy i energii. Ale nawet najmniejsi odbiorcy będą mieli dostęp do modelu, wystarczy że zorganizują się np. w formie spółdzielni, tak jak to działa w USA przy tamtejszych elektrowniach jądrowych.

Czyli Komisja Europejska powinna się zgodzić?

Temat pomocy publicznej analizowaliśmy od początku, w tej chwili kontynuujemy prace na większym poziomie szczegółowości, aby przygotować się do rozmów z KE, jeśli rząd zdecyduje o wyborze tego Modelu, i odpowiednio ustawić sposób jego wdrożenia. Generalnie, spośród wszystkich modeli biznesowych zakładających udział państwa, Model SaHo jest najbardziej „lekkostrawny" dla Komisji Europejskiej jeśli mówimy o meritum, więc teoretycznie nie powinno być problemu z jego akceptacją. Model jest zbliżony do fińskiej Mankali, której KE nie kwestionuje, a ponadto wpisuje się w trend upowszechniania spółdzielni energetycznych, które Unia Europejska promuje zarówno w dokumentach strategicznych, jak i na poziomie regulacji. Natomiast na politykę i uznaniowość urzędniczą zbyt dużego wpływu nie mamy, niezależnie od tego, jaki model zostanie przez polski rząd zgłoszony do Komisji. To wykracza poza kwestie merytoryczne i wymaga innych działań. Pamiętajmy też jednak, że popieranie rozwoju elektrowni jądrowych jest jednym z uznanych celów Wspólnoty Euratom, a w praktyce także Unii Europejskiej, z którą Wspólnota dzieli państwa członkowskie i instytucje. Wynika to nie tylko z literalnego brzmienia aktu prawa pierwotnego, jakim jest Traktat Euratom, ale ma też potwierdzenie w orzecznictwie Sądu i Trybunału UE, w praktyce Komisji Europejskiej oraz doktrynie prawniczej. Za przykład niech posłużą pozytywne decyzje KE w przypadku HPC w Wielkiej Brytanii i Paks II na Węgrzech oraz potwierdzające je orzeczenia Sądu i Trybunału.

Jak duże są szanse, że polski rząd przyjmie Model SaHo do realizacji?

W tej chwili prowadzone są analizy różnych modeli i nie można niczego przesądzać. Warto zauważyć, że wuchwale Rady Ministrów z dnia 2 listopada w sprawie budowy wielkoskalowych elektrowni jądrowych w Rzeczypospolitej Polskiej w preambule zapisano „...działając na rzecz obniżenia i ustabilizowania cen energii elektrycznej...", a w paragrafie 7: „Rada Ministrów zobowiązuje ministra właściwego do spraw finansów publicznych do współdziałania z podmiotami, o których mowa w § 6, w celu zapewnienia finansowania budowy wielkoskalowych elektrowni jądrowych w Rzeczypospolitej Polskiej w sposób umożliwiający obniżenie cen energii elektrycznej i biorąc pod uwagę interes odbiorców końcowych." Z kolei jeśli rząd innego kraju będzie zainteresowany naszym Modelem, to również otrzyma nasze wsparcie eksperckie. Właściwie już ma to miejsce, bo jako Ministerstwo utrzymujemy stały kontakt z kilkoma państwami planującymi nowe bloki jądrowe, które analizują Model SaHo.

Dziękuję za rozmowę!

Komentarze