Papugi, modliszki i kleszcze. Jak zmiana klimatu wpływa na polską faunę? [WYWIAD]

11 marca 2020, 11:07
praying-mantis-1590268_1920
Fot. Pixabay

W województwie opolskim od kilku lat gniazdują papugi, modliszki doszły już do Białowieży, kleszcze spotykamy przez całą zimę - m. in. o tych konsekwencjach zmian klimatu dla polskiej fauny mówił prof. Michał Żmihorski w rozmowie z red. Jakubem Wiechem.

Jakub Wiech: Na swoim Twitterze umieścił Pan Profesor informację o tym, że borsuki oraz niedźwiedzie mogły nie zapaść w sen zimowy w związku z temperaturą spowodowaną zmianą klimatu. Jaki wpływ na życie tych zwierząt może mieć taka sytuacja?

Prof. Michał Żmihorski: Nie mamy zbyt wielu badań na ten temat, jednak pewne procesy już znamy. Brak snu zimowego (lub istotnie krótszy sen zimowy) u gatunków do niego fizjologicznie przystosowanych na ogół wpływa na nie niekorzystnie. Borsuki w trakcie hibernacji mają niewielkie zapotrzebowanie energetyczne, bo obniżają temperaturę ciała, spowalniają pracę serca i mają bardzo ograniczoną aktywność. Na przeżycie w takim stanie wystarcza im spalenie tkanki tłuszczowej zgromadzonej przed hibernacją. Tymczasem borsuki, które pozostaną przez zimę aktywne mają większe zapotrzebowanie energetyczne, więc muszą jeść, by przeżyć. Problem jednak w tym, że ich głównego pokarmu (w Puszczy Białowieskiej są to dżdżownice i płazy) o tej porze roku brakuje. W takich sytuacjach możemy oczekiwać ich wyższej śmiertelności. Podobnie w przypadku niedźwiedzi – badania w USA pokazały, że temperatura zimy wyższa o 1°C niż przeciętna skraca sen zimowy niedźwiedzi o 6 dni. Wcześniej wybudzone ze snu niedźwiedzie lub takie, które w ogóle nie hibernują, intensywnie szukają pokarmu, mogą więc odwiedzać zabudowę wiejską i wchodzić w konflikt z człowiekiem. Gdy nie uda im się zdobyć pokarmu – giną.

Jakie inne gatunki dzikich ssaków będą najbardziej dotknięte zmianą klimatu?

Takie prognozy są niezwykle trudne, bo klimat wpływa na wiele komponentów ekosystemów, a nasza wiedza o ich funkcjonowaniu jest ograniczona. Niemniej można przypuszczać, że wszystkie gatunki hibernujące mogą mieć problemy. Poza borsukiem i niedźwiedziem są to nietoperze, pilchy (rzadkie, nadrzewne gryzonie), jeże, susły i kilka innych. Ciepłe zimy mogą skracać lub spłycać ich hibernację, a brak odpowiedniego pokarmu w tym okresie może zwiększać ich śmiertelność: zwierzęta się budzą, nie mają co jeść, więc ich kondycja szybko się pogarsza. 

Małe drapieżniki – gronostaj i łasica – posiadają świetną adaptację zwiększającą ich przeżywalność zimą: jesienią zmieniają futro na białe. Stają się wtedy niemal niewidoczne dla drapieżników i dla swoich ofiar, stapiając się ze śniegiem. Tymczasem zmiany klimatu powodują, że coraz częściej trafiają się zimy bez śniegu. Całkowicie biała łasica na tle ciemnego dna lasu staje się wyjątkowo dobrze widoczna, a badania w Puszczy Białowieskiej potwierdziły, że jest wtedy pięciokrotnie częściej atakowana przez drapieżniki.

Ocieplanie się klimatu może również zwiększać presję niektórych pasożytów na dziko żyjące ssaki. W Nowej Anglii w USA łagodne zimy powodują dramatyczny wzrost liczby kleszczy pasożytujących na tamtejszych łosiach. Naukowcy stwierdzali tam średnio ponad 47 000 osobników kleszczy na jednym łosiu, a ubytek krwi w wyniku żerowania pasożytów był główną przyczyną śmierci ssaków. U nas może być podobnie – kleszcze spotykamy teraz praktycznie przez całą zimę. Również letnie upały mogą wpływać niekorzystnie na łosie. Badania prowadzone w Instytucie Biologii Ssaków wskazują, że wraz ze wzrostem temperatur zmieniają one wzorzec aktywności dobowej i przenoszą się w bardziej zacienione miejsca.

I czwarty przykład, dotyczący ptaków. Ptaki wędrowne wracają wiosną z zimowisk do Polski i rozpoczynają lęgi w takim okresie, by okres karmienia piskląt przypadał na szczyt liczebności bezkręgowców będących pokarmem piskląt. Wtedy przeżywalność piskląt jest względnie wysoka. Jednak skrócenie zimy powoduje, że populacje bezkręgowców wcześniej osiągają wysokie liczebności, a gdy pisklęta ptaków potrzebują najwięcej pokarmu, bezkręgowców jest już mniej. Ptaki co prawda próbują wracać coraz wcześniej z zimowisk, ale mimo to coraz bardziej rozmijają się czasowo ze szczytem liczebności bezkręgowców.

Czy postępująca zmiana klimatu może przyczynić się do wymarcia w przewidywalnej przyszłości występujących w Polsce gatunków zwierząt?

Z całą pewnością może, przy czym wpływ zmian klimatu na populacje zwierząt postępuje różnymi drogami. Wyższe temperatury przy zmienionej dynamice opadów (np. brak pokrywy śnieżnej, a zatem brak wiosennych wód roztopowych) sprzyjają wysuszaniu torfowisk, dolin rzecznych, lasów. Ptaki – dla których mamy najlepsze dane monitoringowe – preferujące podmokłe łąki i turzycowiska gwałtownie zmniejszają liczebność m.in. z powodu przesuszenia ich siedlisk i całkiem realne wydaje się wyginięcie w najbliższych dziesięcioleciach kulików, rycyków, niektórych brodźców i bekasów.

Zmiany klimatu przyspieszają też przekształcanie wciąż obecnych w Polsce środowisk typowych dla chłodnych stref klimatycznych – torfowisk, jezior oligotroficznych czy borów szpilkowych – a to zwiększa ryzyko wymarcia gatunków z tymi środowiskami związanych. Głuszec, cietrzew, łęczak i szlachar są przykładami takich gatunków, z pewnością więcej ich wśród bezkręgowców.

Czy zmiana klimatu może zaowocować napływem nowych gatunków zwierząt do Polski?

Populacje zwierząt mają naturalną tendencję do ekspansji i – ujmując rzecz przenośnią –nieustannie sondują, czy nie dałoby się poszerzyć granicy zasięgu. Pojedyncze osobniki zapuszczają się na nieskolonizowane tereny i jeśli jest na nich zbyt zimno, to bezpotomnie giną. Lecz gdy napotkają na dogodne warunki, mogą zacząć budować w nowym miejscu lokalną populację. Z pewnością więc będą pojawiać się nowe gatunki w Polsce, gdyż zmieniający się klimat umożliwia im kolonizację terenów dotychczas zbyt chłodnych.

Szakal złocisty jest dobrym tego przykładem. Ten średniej wielkości drapieżnik z rodziny psowatych, o zasięgu południowo-wschodnim, występujący na Bałkanach i w Azji Mniejszej szybko poszerza swój zasięg na północ. W 2015 był po raz pierwszy stwierdzony w Polsce, a ostatnio obserwowano też młode osobniki, co świadczy o rozrodzie szakali na ternie Polski. Jest już obecny w krajach bałtyckich. Trudno dziś powiedzieć, jak ten drapieżnik wpłynie na inne gatunki obecne w Polsce – z pewnością będzie polował na rodzime ptaki i ssaki, będzie też konkurował z rodzimymi drapieżnikami.

W województwie opolskim od kilku lat gniazdują zielone papugi – aleksandretty obrożne. Ich ekspansja ku północy jest wspomagana uwalnianiem osobników z hodowli, ale ciepłe zimy z pewnością jej sprzyjają. Badania w Izraelu, w których uczestniczyłem pokazały, że ten gatunek skutecznie wypiera występujące tam dudki, zajmując ich dziuple w plantacjach palmy daktylowej. Na powierzchniach, na których pojawiła się papuga, liczba dudków wyraźnie spadła. W parku miejskim w Sewilli, w Hiszpanii, obserwowano podobny wpływ papug na nietoperze: po pojawieniu się papug duża kolonia nietoperzy – borowców olbrzymich – zmniejszyła się pięciokrotnie, a wiele z nich zostało zabitych przez papugi.

Zmiana klimatu to nie tylko napływ nowych gatunków do Polski, ale też poszerzanie zasięgów gatunków dotychczas występujących na pojedynczych stanowiskach. Dobrym przykładem jest modliszka – duży, ciepłolubny, drapieżny owad. Jej dotychczasowe stanowiska w Polsce obejmowały niemal wyłącznie Kotlinę Sandomierską. Tymczasem w ciągu ostatnich kilkunastu lat notuje się szybką ekspansję modliszki w kierunku północnym. Od kilku lat jest obserwowana regularnie w Białowieży, czy w Białymstoku, pojawiła się też na Litwie.

Czy da się postawić ogólną diagnozę dotyczącą wpływu zmiany klimatu na polską faunę?

Każda zmiana środowiskowa jest korzystna dla części gatunków, a dla innych nie. Z tej perspektywy zmiana klimatu nie jest wyłącznie niekorzystna, bo co prawda część gatunków zmniejszy w Polsce liczebność, ale inne wejdą na ich miejsce. Zwierzęta mogą się też do zmian klimatu przystosować: tak zmienić swój behawior, fizjologię, fenologię, itp., by przetrwać w nowych warunkach. Trzeba jednak pamiętać, że przystosowanie do nowych warunków ma podłoże ewolucyjne: w kolejnych pokoleniach cechy dające korzyść są utrwalane, a inne, które okazały się mniej przydatne, eliminowane. Ale to wymaga czasu (wielu pokoleń), a tempo zmian klimatu czasu daje zbyt mało, więc istnieje obawa, że część gatunków wymrze (lokalnie lub całkowicie), bo nie zdąży się przystosować. Dlatego należy sądzić, że ogólny wpływ zmian klimatu na polską faunę będzie niekorzystny.

Dziękuję za rozmowę.

Mówił dr hab. Michał Żmihorski, profesor IBS PAN Instytut Biologii Ssaków PAN.

KomentarzeLiczba komentarzy: 2
Matka Greta
środa, 11 marca 2020, 22:40

Nie tak dawno, bo np. w 1711 roku zdarzały się w Polsce masowe pojawy pewnego owada i były dla ludzi katastrofalne. Ten owad to szarańcza. Jak wiemy często można jest spotkać pod kołem podbiegunowym.

AB
środa, 11 marca 2020, 13:11

Widzę, że dzień bez ekoidololo jest was dniem straconym.

Reklama
Tweets Energetyka24