Dania wstrzymuje budowę Baltic Pipe. Co dalej z kluczowym projektem? [KOMENTARZ]

4 czerwca 2021, 10:10
840_472_matched__qsh432_BalticPipeDKStenderup120
Fot. www.baltic-pipe.eu

Decyzja duńskich władz o uchyleniu zgody na budowę Baltic Pipe wywołała wiele pytań o przyszłość całego projektu. Czy sprawa wywoła opóźnienie? Czy jest to zwiastun poważnych kłopotów przedsięwzięcia? Dlaczego Dania podjęła taką decyzję akurat teraz? Odpowiedzi znaleźć można poniżej.

Duński łącznik

Projekt Baltic Pipe to przedsięwzięcie kluczowe dla polskiego bezpieczeństwa energetycznego. Ten system gazociągów, o przepustowości 10 mld metrów sześciennych, połączyć ma Polskę ze złożami gazu na norweskim szelfie kontynentalnym. W rezultacie, Warszawa będzie w stanie porzucić dostawy błękitnego paliwa ze Wschodu – cel ten ma zostać zrealizowany już w przyszłym roku, wraz z wygaśnięciem tzw. kontraktu jamalskiego, w ramach którego nad Wisłę trafia paliwo od Gazpromu.

Polskiej opinii publicznej termin „Baltic Pipe” kojarzy się głównie z podbałtyckim gazociągiem, jaki połączyć ma Polskę i Danię. Jednakże ten element to jedynie część systemu. Doliczyć do niego trzeba także infrastrukturę budowaną na Morzu Północnym oraz elementy powstające na duńskim terytorium. To właśnie ta ostatnia część systemu Baltic Pipe napotkała istotne kłopoty.

31 maja 2021 roku Komisja Odwoławcza ds. Środowiska i Żywności cofnęła wydane pozwolenie na budowę gazociągu lądowego Baltic Pipe w Danii – taką informację podał w czwartek 3 czerwca duński Energinet, czyli podmiot odpowiedzialny za realizację tego kluczowego dla Polski projektu energetycznego. Decyzja (odnosząca się do zażaleń żłożonych w sierpniu 2019 r.) została uzasadniona niedostatecznym opisaniem środków przedsięwziętych na rzecz ochrony „popielic, nordyckich myszy drzewnych oraz nietoperzy”, które chronione są na mocy prawa europejskiego.

image

 Reklama

„Jesteśmy zaskoczeni tą decyzją Komisji” – twierdzi Marian Kaagh, wiceprezes ds. projektowych Energinet, dodając jednocześnie, że kiedy wydane w 2019 roku pozwolenie na budowę Baltic Pipe wskazywało na potrzebę wyszczególnienia środków do ochrony wymienionych wyżej zwierząt, co zostało zresztą zrealizowane i wdrożone.

Cofnięcie pozwolenia oznacza de facto tymczasowe wstrzymanie budowy duńskiej części systemu Baltic Pipe. Na taki scenariusz przygotowuje się właśnie Energinet, wskazując jednocześnie, że zamierza zbadać skutki decyzji dla projektu oraz dążyć do ponownego otrzymania pozwolenia. Do tego czasu realizacja duńskiej części projektu będzie jednak zawieszona.

Wyścig z czasem

Czy ta sytuacja jest zagrożeniem dla projektu? Na razie trudno to oszacować, lecz warto wystrzegać się paniki i kasandrycznych wizji.

Projekt Baltic Pipe ma zostać oddany do użytku jesienią 2022 roku. Termin ten nie jest przypadkowy – zakłada on bowiem uruchomienie systemu na kilkanaście tygodni przed wygaśnięciem umowy na dostawy gazu z Gazpromem. Nieprzedłużanie kontraktu z rosyjskim dostawcą zostało już dawno zasygnalizowane przez polski rząd i spółkę PGNiG – co jakiś czas podnoszą się jednak głosy nakłaniające do kupowania niewielkich ilości błękitnego paliwa od Rosjan, co ma być atrakcyjne cenowo dzięki presji konkurencyjnej wytworzonej przez dywersyfikację, której narzędziem jest m.in. Baltic Pipe. Jednak rola polsko-duńsko-norweskiego gazociągu w tym procesie jest szczególna – to właśnie on ma uzupełnić bezpośrednio lukę w dostawach gazu spowodowaną wygaśnięciem kontraktu jamalskiego. Dlatego też wszelkie zaburzenia w realizacji Baltic Pipe są szalenie niekorzystne z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego państwa.

Specyfika niniejszej sprawy zasadza się na tym, iż wynika ona z wewnętrznych rozstrzygnięć w Danii pomiędzy organami administracji a podmiotem odpowiedzialnym za budowę duńskiej części Baltic Pipe – czyli Energinet. Jest to zatem procedura, na którą państwo polskie ma bardzo ograniczony wpływ, choć wiceminister spraw zagranicznych Paweł Jabłoński zapowiedział już działania dyplomatyczne w tej kwestii.

Podstawowym pytaniem dotyczącym decyzji duńskiej Komisji jest to, czy spowoduje ona opóźnienie dla całości projektu. Realizacja pozostałych elementów Baltic Pipe przebiega dotychczas bez problemów, dlatego jest szansa, że sprawne załatwienie spornych kwestii w ramach procedury administracyjnej ustrzeże przedsięwzięcie od tego rodzaju zaburzeń. Dużo zależy tu jednak od działań Energinetu oraz tempa np. badań środowiskowych niezbędnych do poszerzenia opisu wpływu Baltic Pipe na wskazane gatunki zwierząt.

Kubeł zimnej wody

Wieści z Danii wywołały lawinę komentarzy w polskim Internecie. Wiele z nich doszukiwało się w decyzji Komisji drugiego dna. „Harmonogram od początku był napięty. Kto chce może wierzyć, że chodzi o duńskie <<myszy polne i nietoperze>>, które ucierpią w trakcie prac realizacyjnych na duńskim terytorium. Mamy realny problem. Można zaklinać rzeczywistość, ale fakty są brutalne (…).  Wyjątkową analityczną naiwnością jest bagatelizowanie dzisiejszej decyzji o wstrzymaniu budowy (…)” – napisał na Twitterze poseł Janusz Kowalski. Niektórzy internauci doszukiwali się związku tej sprawy z kwestią łagodnego podejścia USA do gazociągu Nord Stream 2.

Wysuwanie takich wniosków jest nieuprawnione. Warto – dla pełnego obrazu – przywołać tu dwie okoliczności, które mogą nieco zmienić perspektywę na decyzję Komisji. Przede wszystkim, Dania jest jednym z beneficjentów projektu Baltic Pipe. Duńczycy zwiększają przepustowość swego systemu przesyłowego oraz poszerzają możliwości importowe. To dla Kopenhagi istotny zysk – choć warto odnotować, że kraj ten, w przeciwieństwie do Polski, nie musi śpieszyć się z budową tej infrastruktury. Po drugie, Dania w 2019 roku odegrała kluczową rolę w blokowaniu gazociągu Nord Stream 2, opóźniając jego budowę w taki sposób, by Rosja musiała przedłużyć umowę tranzytową z Ukrainą. Dlatego też głosy zapisujące Duńczyków do jakiejś gazowej osi wraz z Niemcami czy Rosjanami są niesprawiedliwe.

Decyzja duńskiej Komisji to oczywiście kłopot – ale nie warto wpadać w panikę i kreślić najczarniejsze scenariusze. Na pewno nie należy również traktować tej sytuacji jako dowodu na nieskuteczność lub zbędność dywersyfikacji dostaw gazu – a zapewne tak będą chcieli przedstawić do Rosjanie.

KomentarzeLiczba komentarzy: 41
Wawiak
piątek, 4 czerwca 2021, 21:33

Dania zablokowała budowę NS2, by pomóc Ukrainie. To mogło być na rękę Niemcom, którzy chcą Ukrainę mieć po swojej stronie (docelowo zapewne również jako podwykonawcę, źródło taniej siły roboczej i rynek zbytu - w polityce rządzą interesy i nie ma co się temu dziwić). Z nami sprawa ma się zgoła inaczej. Jeśli Polska, Ukraina i kraje bałtyckie zaczęły mówić w miarę jednym głosem, dla Niemców i Rosji byłby to spory problem. Amerykanie niech mają na względzie, że dla Niemiec Chiny są bardzo dużym rynkiem zbytu. Jeśli zbyt mocno popuszczą im cugli, ci gotowi dogadać się z Rosją, a potem z Chinami - i świat, gdzie USA jest hegemonem odejdzie do przeszłości. Dla nas to nic dobrego - pora, by Amerykanie zrozumieli, że to właśnie mocne wspieranie państw pomostu Bałtycko-Czarnomorskiego jest tym, co może temu zapobiec. Inaczej stracą Europę, a z nią - swoją wiodącą rolę na świecie. Nie chodzi o to, że Amerykanie są tacy super idealni (bo nie są) - ale lepszy jest świat pod ich butem, niż taki, w którym dominować będą Chiny.

Pavel
sobota, 5 czerwca 2021, 22:55

Gdyby Polska, Ukraina i kraje bałtyckie mówiły jednym głosem, byłby to duży problem dla Niemiec i Rosji. Więc co dalej? Co te kraje mogą zrobić z Niemcami i Rosją swoją rozmową?

krzys
niedziela, 6 czerwca 2021, 15:08

Pytanie co prawda nie do mnie. Co dalej? W zasadzie poza współpracą nic więcej nie trzeba. Ta część Europy (też Słowacja, Rumunia, Węgry) jest traktowana jako rynek zbytu i dostawca taniej siły roboczej. Jesteśmy przy gazie, osobno te kraje, Niemcy i Rosja mogą rozegrać jak tylko chcą. Współpraca kilku krajów w tym rejonie mogłaby sprawić, że Niemcy z Rosją mogą sobie robić ten NS2, a później zastanawiać się, po co im to było (to nie jest gaz dla samych Niemiec, nie przełkną tego). Przy czym ta współpraca musiałby iść nie tylko w zrobieniu alternatywy dla NS2, ale co ważniejsze, musiałby być zablokowany pomysł Niemiec, by energetykę w tej częśc Europy oprzeć na OZE i rosyjskim gazie. Starczy kilka EA (co Niemcy będą ostro blokowali), a co tam sobie Rosja i Niemcy na ten temat powiedzą, to zwyczajnie olać.

krajan
piątek, 4 czerwca 2021, 18:20

Z artykuły wynika ze Duńczycy dbają o nasz wspólny interes Może już najwyższy czas sprawdzić, czy duńskie fermy działające w Polsce spełniają normy ekologiczne i jaki mają wpływ na zaburzenia polskiego systemu eko w faunie i powietrzu, na co od lat, bezskutecznie skarżą sie okoliczni mieszkańcy

zaq
piątek, 4 czerwca 2021, 17:42

Tak czy owak ta decyzja śmierdzi na kilometr blokować projekt wart mld euro podobno ważny dla Danii o Polsce nie wspominając z powodu myszy i nietoperzy. W tym kontekście należy się głęboko zastanowić nad likwidacją polskich kopalni i elektrowni węglowych, przecież ktoś w Danii może wpaść na pomysł zakazu przepływania przez cieśniny duńskie dla tankowców LNG bo mewy się ich boją.

Sobiepan
piątek, 4 czerwca 2021, 17:21

Kontrakcja na Polskie działania w Turcji?

Buczacza
piątek, 4 czerwca 2021, 15:10

Nie tylko rosjanie. Miłośnicy ruskiego dobrobytu na tym forum również. A tak serio to nikt nie mówił że będzie łatwo i przyjemnie. Róbmy swoje i tyle.

gonić pastuchów
niedziela, 6 czerwca 2021, 11:44

"...Róbmy swoje i tyle...". Ale najpierw duża dawka "węgla" aby po takim szoku i wywołanym przez niego rozwolnieniem jakoś wyjść z łazienki.

Buczacza
poniedziałek, 7 czerwca 2021, 14:34

To bierz chodź nie sądzę żeby pomogło!

Tweets Energetyka24