Strona główna

Trzęsienie ziemi w rosyjskich elitach. Ulubieniec Putina zdradzony przez protektora

  • Fot. President.gov.by

Igor Sieczin zachowa fotel szefa naftowego superkoncernu Rosnieft jeszcze przez pięć lat. Mimo to dotychczasowy ulubieniec Władimira Putina i de facto najpotężniejsza po nim osoba w Rosji powoli traci na znaczeniu. 

Igor Sieczin zostanie szefem Rosnieftu na kolejną kadencję. Tym razem nie 3-letnią, ale aż 5-letnią kończącą się w 2020 r. Informacja ta, obszernie przytaczana przez rosyjskie media, ucina spekulacje dotyczące odejścia menadżera z największej paliwowej spółki w Rosji. Nie oznacza to jednak wzmocnienia mocno ostatnio nadszarpniętej pozycji Sieczina. Wręcz przeciwnie - choć pozostaje on ważnym elementem zapewniającym równowagę w obrębie rosyjskiej elity władzy, to jednak nadal słabnie.

 

Na szczególną uwagę zasługują przynajmniej dwie informacje z ostatnich dni, za pomocą których można określić aktualne usytuowanie szefa naftowego giganta w rosyjskiej wierchuszce. Obie koncentrują się wokół głównego doradcy ekonomicznego prezydenta Władimira Putina – Andrieja Biełousowa, który już w marcu br. rzucił wyzwanie Sieczinowi zostając członkiem Rady Dyrektorów Rosnieftu i próbując z niej usunąć protegowanych swojego konkurenta (z sukcesem) forsując przy okazji własne kandydatury ich kosztem (nieskutecznie).

 

Początek maja przyniósł Biełousowi duże sukcesy w rozgrywce jaką (zapewne z polecenia Putina) toczy ze Sieczinem. Rosyjski rząd przedstawił bowiem listę kandydatów do Rady Dyrektorów państwowego Rosnieftiegazu (posiadającego udziały Gazpromu i Rosnieftu). Znaleźli się na niej ponownie Igor Sieczin i Andriej Akimow (prezes Gazprombanku), ale także zupełnie nowi menadżerowie – Larissa Calandy z Rosnieftu, rosnący w siłę Siergiej Iwanow i…Andriej Biełousow. To układ sił wybitnie niesprzyjający szefowi Rosnieftu, co ma wielkie znaczenie choćby z tego powodu, że środki z dywidendy Rosnieftiegazu mogłyby wzmocnić naftowego giganta w obszarze kluczowych projektów jakie prowadzi.

 

Druga informacja rzutująca na konflikt Sieczina i Biełousowa dotyczy Arktyki. Do tej pory dostęp do skarbów Dalekiej Północy posiadały państwowe koncerny Rosnieft i Gazprom oraz ich spółki zależne. To one prowadziły na szelfie prace badawczo – wydobywcze korzystając z zasobów własnych i joint venture tworzonych wraz z zachodnimi koncernami. Jednak w wyniku zachodnich sankcji i spadających cen ropy naftowej model ten załamał się a prace na Dalekiej Północy zamarły. Wysunięto pomysł otwarcia Arktyki na koncerny prywatne – przy czym chodziło tu głównie o Łukoil. Koncepcję forsował aktywnie Biełousow i dość boleśnie uderzała ona w Sieczina, który z powodu pogłębiających się kłopotów finansowych Rosnieftu, musiał wstrzymać prace na Dalekiej Północy, co spotkało się z dezaprobatą Putina.

 

Szef Rosnieftu nie pozostawał bierny wobec inicjatywy wspieranej przez Biełousowa i podjął kontratak wymierzając swoje ciosy w ministra zasobów naturalnych Rosji, Siergieja Donskoja, którego oskarżył o niezgodny z prawem lobbing na rzecz Łukoilu. Efekt tych działań był mizerny. 4 maja br. rosyjski prezydent podpisał dekret w sprawie dopuszczenia podmiotów komercyjnych do prac na szelfie arktycznym, w przypadku otrzymania przez nie licencji poszukiwawczo-wydobywczych przed 2008 r. Biełousow i Łukoil wygrali ważne starcie, pozycja Sieczina, ale i koncernu którym zarządza została osłabiona.

 

Powyższe wydarzenia to prawdziwe trzęsienie ziemi w rosyjskich elitach. Pokazują one, że w skomplikowanym systemie jaki funkcjonuje w Rosji to nie oficjalne stanowiska definiują realną pozycję w strukturze władzy. Sieczin pozostanie szefem Rosnieftu, ale nadal traci na znaczeniu. Nie jest w stanie efektywnie chronić związanych ze sobą ludzi nawet we własnym mateczniku, jego ruchy są coraz częściej krępowane przez zmiany personalne w gremiach, w których zasiada, poza tym traci wpływ na Putina w zakresie strategii opracowywanych dla rosyjskiego sektora energetycznego. A to nie koniec jego problemów…

 

Roszada w Rosnieftiegazie pokazuje, że Sieczin może mieć problem z otrzymaniem życiodajnych środków finansowych dających Rosnieftowi szansę na realizację zadań zleconych przez Kreml. Nie jest tajemnicą, że fiasko tych projektów zdopinguje jego wrogów do działania tak jak miało to miejsce w przypadku Arktyki. Tymczasem ruchy Sieczina wyglądają na coraz bardziej rozpaczliwe. Pod koniec kwietnia br. w specjalnym piśmie do rządu poinformował, że jeśli Rosnieft nie zostanie wsparty środkami z Narodowego Funduszu Dobrobytu (gdzie ulokowane są rosyjskie zyski z handlu węglowodorami) do 1 czerwca br. to będzie musiał opóźnić prace na kluczowym polu naftowym Jurubczeno-Tochomskoje na Syberii…

Komentarze