Wiadomości

Polityczne półprawdy o fuzji Orlenu i Lotosu [KOMENTARZ]

Zdjęcie ilustracyjne
Fot. Pexels.com

O sprawach, które powinny być w gestii ekspertów, często i chętnie wypowiadają się politycy. I jest to doskonała ilustracja tezy, że w Polsce partie nie mają programów, tylko publicystykę, czego dowodzą m.in. komentarze polityków wokół sfinalizowanej już fuzji Orlenu i Lotosu.

Dzień po rejestracji przez sąd fuzji Orlenu i Lotosu głos zabrał Janusz Piechociński. Warto rozłożyć na czynniki pierwsze argumentację skądinąd zasłużonego i merytorycznego w sprawach rolnictwa europosła – widać tu bowiem jak na dłoni powtarzane przez polityków stereotypy. Nikt nie ma obowiązku pozytywnie oceniać pomysłu fuzji – ale jeśli ją krytykuje, to niechże to czyni w oparciu o fakty, a nie wykazuje sięwishful thinking.

Pierwszym z tych stereotypów jest przekonanie, jakoby dzisiaj – przede wszystkim ze względu na wojnę na Ukrainie – każde aktywo rafineryjne było pożądanym łupem i niemal o każde trwał wyścig światowych potentatów. Tyle tylko, że  sytuacja jest radyklanie inna. W ostatniej dekadzie  w państwach Unii Europejskiej zamknięto kilkanaście rafinerii, z czego pięć po 2018 roku i nie zbudowano żadnej nowej. Po prostu rafinerie są kopalniami XXI wieku – aktywami schodzącymi, które w miarę postępów transformacji energetycznej będą coraz bardziej traciły na wartości, o ile nie zostaną radyklanie doinwestowane pod kątem przerobu ropy nie na paliwa, lecz na surowce dla chemii, petrochemii czy jako aktywa energetyczne. Wojna na Ukrainie spowodowała zwiększony popyt na paliwa (co odczuwamy w naszych portfelach), ale dla Brukseli nie jest powodem do zmiany polityki, a wręcz przeciwnie – unijnych decydentów dopinguje do szybszego odejścia od paliw kopalnych.

Skoro Orlen 55% swojego przychodu czerpie z rynków zagranicznych, zaś z handlu paliwami czerpie 18% przychodów (hurt i stacje), to wyobraźmy sobie, że Lotos poza rafinerią i 500 stacjami nie posiadał de facto nic innego. I dlatego przed wojną był liderem spadków na GPW w swojej branży i za 2020 zanotował 1 mld straty – takie to właśnie srebro rodowe. Niestety, zachowanie Lotosu w kształcie sprzed połączenia oznaczałoby jego znikniecie w horyzoncie około dekady. Warto to głośno mówić, jeśli broni się jego odrębności. 

Janusz Piechociński bardzo słusznie zauważył, że w ciągu ostatnich 10 lat zainwestowano w Lotos 10 miliardów złotych, a dzisiaj kilkadziesiąt procent udziałów (dokładnie 30 procent, i to samej rafinerii) sprzedajemy Saudi Aramco za półtora miliarda.  Ale wyciągnął z tego błędny wniosek, że nastąpiła sprzedaż za bezcen. Jest dokładnie odwrotnie: to wyliczenie dokładnie pokazuje, ile dziś warte są niegdysiejsze inwestycje w tym sektorze. Mówiąc obrazowo, jakbyśmy sprzedawali nowoczesną fabrykę powozów w czasie, kiedy Ford zainwestował w taśmową produkuję samochodów.

Zysk Lotosu w II kwartale  br. to 2,2 mld zł. Zdaniem krytyków fuzji to dowód na zaniżoną wycenę transakcji. Nie zauważają oni, że z powodu wojny i wynikającego z niej strukturalnego braku paliw, de facto w tej branży od lutego zarabia każdy. Wyniki wszystkich wielkich koncernów paliwowych za drugi kwartał są fenomenalne, EBITDA podwoiła się albo nawet potroiła rok do roku. Tyle tylko, że rynek w perspektywie roku albo dwóch się ustabilizuje (zwłaszcza w kontekście wygaszania motoryzacji opartej na paliwach kopalnych w UE), a okres zwrotu inwestycji w przemyśle rafineryjnym to 15-20 lat i w tej perspektywie trzeba myśleć i planować.

Kolejny argument – nie tyle przeciw fuzji, co przeciw partnerom, z którymi się Orlen porozumiał – jest taki, że oto polska spółka robi interesy z partnerami, którzy kupują rosyjskie surowce, którzy nie zerwali relacji z Rosjanami. Pomijam fakt, że taki argument można użyć również wobec Niemiec i Francji. Niemniej wejście Saudi Aramco do Europy jeszcze przed wojną było postrzegane przez Rosję jako zagrożenie dla jej planów uzależniania krajów europejskich od rosyjskiej ropy. Dzisiaj, dzięki współpracy Orlenu z saudyjskim partnerem – współpracy zapoczątkowanej za rządu PO-PSL – do Polski płynie dodatkowa ropa. Czy Saudi Aramco ma swoje relacje biznesowe z Rosją? Ma. Czy jest dla Polski ważnym i perspektywicznym partnerem? Tak. Niestety, nie wszystko da się podzielić na czarne i białe.

Manipulacją jest natomiast inny, pojawiający się w ostatnich dniach argument, odnoszący się tym razem do połączenia Orlenu i  PGNiG. Rzekomo warunkiem tego połączenia ma być sprzedaż magazynów gazu o pojemności 3,5 mld m sześciennych. To już historia jak z dowcipu o Radiu Erewań, które ogłosiło, że na placu Czerwonym w Moskwie rozdają samochody. Nie w Moskwie, a w Erewaniu, nie samochody, tylko rowery, nie rozdają, ale kradną. Magazyny pozostaną własnością PGNiG, a sprzedana będzie jedynie spółka zarządzająca. Kiedy zmienia się administrator apartamentowca, to kto inny sprząta klatkę i wymienia żarówki, ale właściciele mieszkań nie tracą przecież swojej własności.

Nasuwa się oczywista konkluzja. Warunki makro da segmentu paliwowo-rafineryjnego będą się z powodu regulacji europejskich i zmian na świecie już tylko pogarszać. Gdyby to pan Janusz Piechociński byłby dziś na przykład wicepremierem odpowiedzialnym za gospodarkę, musiałby podejmować dokładnie takie same działania albo akceptować fakt, że za parę lat transformacja energetyczna będzie zabijać nasza gospodarkę, gdyż w imię świętego spokoju nic nie robimy, aby się do zmian dostosować.

dr Dawid Piekarz

Wiceprezes Instytutu Staszica

Komentarze (2)

  1. M.

    Panie Doktorze, a czy nie jest półprawdą podawanie wyniku Lotosu z 2020 roku i pomijanie wyników z 2021, 2019, 2018 gdzie odpowiednio były zyski netto wysokości 3,,211 mld za 2021, 1,152 mld za 2019 i 1,587 mld za 2018 ?

  2. cyberbrain666666

    Co za bzdura. Nikt normalny nie wybiłaby Węgierskiego MOL-u. Gdzie prezes tejże firmy jest ścigany listem gończym za korumpowanie chorwackiego rządu.