Naimski: w 2033 r. będzie uruchomiony pierwszy reaktor jądrowy

3 marca 2021, 11:27
840_472_matched__qoz54k_naimskiNOWEADNEFLICKRKRPM
Fot. Flickr/Kancelaria Premiera
Energetyka24
Energetyka24

Przewidujemy, że w 2033 r. będzie uruchomiony w Polsce pierwszy reaktor jądrowy - mówił w środę pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski. Brane są pod uwagę dwie lokalizacje Lubiatowo i Żarnowiec.

Jak wskazał Naimski, pytany na antenie radia RMF FM gdzie w Polsce powstanie pierwsza elektrownia atomowa, "na Pomorzu Gdańskim są rozpatrywane dwie lokalizacje - wybierzemy ostatecznie tę lepszą".

Reklama
Reklama

Te dwa miejsca to Lubiatowo Kopalino i Żarnowiec - powiedział Naimski. "Dla tych dwóch miejsc opracowywany jest w tej chwili tzw. raport lokalizacyjny, czyli mówiąc krótko ocena tych miejsc" - wyjaśnił. 

Pytany o termin wybudowania elektrowni jądrowej Naimski powiedział: "Przewidujemy, że w 2033 r. pierwszy reaktor będzie uruchomiony".

Jak mówił pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, nie jest to zła wiadomość dla Bełchatowa, bo wielka elektrownia w Bełchatowie zużywająca brunatny węgiel będzie funkcjonowała do połowy-końca lat 30. 

"Plan jest taki, że będziemy budowali sześć reaktorów atomowych. Będziemy mieli dwa miejsca, może trzy, gdzie te elektrownie powstaną" - wskazał. Pierwsza z nich będzie na Pomorzu Gdańskim, ale druga najprawdopodobniej będzie w Bełchatowie. "To jest racjonalne miejsce - tam mamy linie energetyczne, wszystko mamy przygotowane do przesyłania wyprodukowanej tam energii, a będziemy musieli zamknąć to, co tam jest" - przekonywał Naimski. 

Powiedział, że "realny termin zaczęcia budowy, jako takiej, jak to się mówi wbicia łopaty, to jest 2026 r.", a realny termin ukończenia pierwszego bloku to jest 2033 r. "To jest od dzisiaj 12 lat" - zaznaczył. Podkreślił, że w ciągu 12 lat "chcemy zbudować jeden reaktor, a potem co dwa lata oddawać następne".

Dodał, że na Pomorzu powstaną dwa albo trzy reaktory. "Albo będziemy mieli w dwóch miejscach po trzy, albo w trzech miejscach po dwa" - mówił.

Trzecie rozważane miejsce pod budowę elektrowni atomowej, jak mówił Naimski, to Pątnów. "Warto czymś realnym zastąpić wypadający stamtąd węgiel brunatny" - zaznaczył. 

Powiedział, że elektrownie węglowe będą zamykane. "To perspektywa 30 lat, a może więcej. One są w różnym wieku i stanie technicznym" – dodał. 

Naimski przyznał, że transformacja energetyczna "będzie nas kosztowała bardzo dużo". "Szacunki są od 700-800 mld zł do 1 bln i więcej". Dodał, że według obliczeń do 2045 r. transformacja w elektroenergetyce będzie kosztować ok. 450 mld zł. Pytany czy Polskę na to będzie stać, wskazał, że "niewykonanie tego wysiłku, niewydanie tych pieniędzy i nieprzejście przez ten trudny okres będzie więcej kosztowało niż niedokonanie tego". 

"To są pieniądze, które będziemy mieli w większej części z naszego budżetu. Będziemy też mieli pieniądze, które będą przeznaczone na to z funduszy UE" - powiedział Naimski. 

W przyjętej przez rząd Polityce Energetycznej Polski do 2040 r. zakłada się, że w 2033 r. uruchomiony zostanie pierwszy blok elektrowni jądrowej o mocy ok. 1-1,6 GW. Kolejne bloki będą wdrażane co 2-3 lata, a cały program jądrowy zakłada budowę 6 bloków o mocy do 9 GW. Zgodnie z PPEJ, Polska planuje budować nowoczesne, ale sprawdzone i duże reaktory typu PWR. (PAP)

Energetyka24
Energetyka24
KomentarzeLiczba komentarzy: 7
Gizja
czwartek, 4 marca 2021, 12:17

W co my się pakujemy. Przecież nikt u nas się na tym nie zna. Tyle co przeczyta. Rosjanie są obecnie globalnym liderem, jeśli chodzi o eksport elektrowni jądrowych. Na chwilę obecną, nie licząc tych białoruskich, budują pięć kolejnych. Dodatkowo Rosjanie twierdzą, że mają jeszcze 29 zamówień, choć nie wiadomo, ile z tych ostatnich faktycznie zostanie zrealizowanych. Wartość portfel zamówień ma sięgać 130 miliardów dolarów. Tak naprawdę rosyjski przemysł jądrowy jest jedynym, który odnosi na świecie większe sukcesy eksportowe. Amerykanie od dekad nie sprzedali ani jednej elektrowni. Podobnie Japończycy, pomimo wielu prób i nawet podpisanych wstępnych umów. Jedynie Francuzom coś się udaje, ale w porównaniu z wynikami Rosjan, to drobne. Razem siedem reaktorów budowanych i planowanych. Dzisiaj Rosatom, czyli państwowy koncern odpowiedzialny za cały przemysł jądrowy, jest jedną z pereł w koronie Kremla. Oczywiście nie osiąga takich dochodów z eksportu (góra kilka miliardów dolarów rocznie) jak koncerny sprzedające ropę (około 250 miliardów dolarów w 2019 roku), czy gaz, ale jego produkt jest zaawansowany technicznie i przyszłościowy. Czyli odwrotnie od produktów przemysłu wydobywczego. Atrakcyjna oferta na kredyt W czym tkwi źródło sukcesu Rosjan? Ich reaktory nie są jakimś wybitnym cudem techniki. Najczęściej kupowany jest reaktor taki, jakie powstały na Białorusi, VVER-1200. Skrót VVER oznacza "wodno-wodny reaktor energetyczny", a 1200 moc w megawatach. To najpopularniejszy radziecki, a teraz rosyjski, reaktor wodno-ciśnieniowy. Jego pierwszą wersję opracowano w latach 70., ale do dzisiaj wielokrotnie zmodernizowano i zwiększono moc. Ma zupełnie inną konstrukcję niż ten z Czarnobyla. Tamtejszy, RBMK, był specyficznym radzieckim pomysłem bez szczelnej ciśnieniowej obudowy rdzenia, co istotnie przyczyniło się do skali katastrofy w 1986 roku. Opracowany w latach 70. VVER jest natomiast zbudowany podobnie do standardowych reaktorów zachodnich, a co za tym idzie znacznie bezpieczniejszy. Rdzeń jest zamknięty w solidnej stalowej obudowie, ważącej niemal 400 ton. Rosjanie twierdzą, że ich reaktory i elektrownie mają wszystkie konieczne systemy bezpieczeństwa i nie odstają w tym zakresie od współczesnych konstrukcji zachodnich, czy japońskich. Mają to potwierdzać certyfikaty Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Co więcej, szereg elektrowni budowanych przez Rosatom, jest częściowo wyposażanych w systemy kontroli i bezpieczeństwa produkcji zachodniej. Na przykład Tianwan w Chinach, czy Kudankulam w Indiach. Nawet te budowane współcześnie w Rosji mają elementy zachodnie. Skoro więc sama technologia jest podobna do zachodniej, a nawet w pewnym stopniu ją wykorzystuje, to gdzie źródło sukcesu? W całej otoczce biznesowej. Rosjanie oferują bardzo dobre warunki finansowe transakcji i przystępne kredyty. Do tego Kreml daje Rosatomowi silne wsparcie polityczne na najwyższym szczeblu. Kiedy w 2018 roku rozpoczęto budowę pierwszej tureckiej elektrowni jądrowej Akkuyu, to pomimo trudnych relacji obu państw, prezydenci Recep Erdogan i Władimir Putin zgodnie przecinali uroczyste wstęgi.

Davien
poniedziałek, 8 marca 2021, 16:02

Tianwan jest budowany przez Chiny przy współpracy z Rosjanami a ni przez Rosjan. Podobnie Kudankulam buduja Hindusi przy współpracy z Rosjanami. VVER to standardowe reaktory PWR doskonale znane na całym swiecie. Amerykanie to własnie buduja w Chinach dwie elektrownie z własnymi reaktorami znacznei nowocześniejszymi od rosyjskich VVER.

Henryan
piątek, 5 marca 2021, 09:33

Dziękujemy Ci za ten wyczerpujacy wykład, tylko po co? Przecież każdy wie, że z przyczyn politycznych nigdy nie skorzystamy z rosyjskiej oferty. Rosjanie dziś są liderem, jutro mogą nim być Chiny (i wszystko wskazuje na to, że tak się stanie). USA chcą bardzo wrócić do gry i potrzebują jakiejś dużej inwestycji do zrealizowania (żeby wpisać sobie do CV;)), można to wykorzystać i wynegocjować korzystne warunki finansowania. Inna sprawa czy nasi "politycy" będą umieli to wykorzystać...

stępka pod prom
środa, 3 marca 2021, 15:42

Zakład, że w 2033 nie będzie uruchomiona?

prawdziwy komentator
sobota, 6 marca 2021, 23:48

nie będzie tego, przecież cała Unia dywiersyfikuje albo zmiejsza ilość elektrowni jądrowych, a w Polsce dadzą to wybudować?

piom
środa, 3 marca 2021, 20:25

Nie przyjmuje takiego zakładu, szanuje swoje pieniądze.

Szwejk 85/87
środa, 3 marca 2021, 17:57

Jak Naimski się za to wziął, to ja się bardzo chętnie założę

Tweets Energetyka24