- sponsorowane
- WIADOMOŚCI
Local Content w energetyce. Jak zatrzymać w polskiej gospodarce 1,5 biliona złotych z transformacji?
Autor. Klub Energetyczny
Transformacja energetyczna do 2040 roku pochłonie w Polsce nawet 1,5 biliona złotych, a kolejne setki miliardów zasilą w nadchodzących latach strategiczne inwestycje obronne. Walka o to, by ta gigantyczna pula kapitału wzmocniła polski przemysł wchodzi w decydującą fazę. Konferencja „Local Content w energetyce” pokazała prawdę o krajowym łańcuchu dostaw: same chęci, patriotyzm gospodarczy i sztywne wskaźniki administracyjne nie uratują polskich wykonawców. Aby realnie zbudować narodowe kompetencje, państwo i biznes muszą wspólnie zdemontować bariery finansowe, asymetryczne umowy przetargowe oraz iluzję własnej niezależności technologicznej.
Zbudowanie sprawnego systemu wsparcia dla rodzimego kapitału wymaga dziś odrzucenia PR-owych haseł na rzecz twardej inżynierii finansowej i mądrego łączenia interesów różnych sektorów gospodarki. Zamiast liczyć na bezwarunkowy parasol ochronny, polskie firmy muszą precyzyjnie pozycjonować się w globalnym łańcuchu wartości, aby docelowo wyjść z usługami poza rynek krajowy.
Konferencja „Local Content w energetyce” odbyła się 23 września 2026 roku. Wydarzenie poświęcone roli polskiego kapitału i firm w strategicznych inwestycjach rozpoczął organizator Michał Niewiadomski. Zapowiadając premierę najnowszego raportu zwrócił uwagę, że kluczem do sukcesu gospodarczego jest głęboki „sector coupling” – łączenie interesów różnych branż.
Podkreślił gigantyczną stawkę gry. Z jednej strony roczne wydatki na samą obronność wynoszą około 160 mld zł, z drugiej strony transformacja energetyczna do 2040 roku pochłonie nawet 1,5 biliona złotych. Najważniejszym wyzwaniem jest odpowiedź na pytanie, jaka część z tych „poważnych zer” zostanie realnie zagospodarowana przez polski biznes, zgodnie z regułami jednolitego rynku unijnego. Mimo swobody przepływu usług i towarów w UE, państwa członkowskie i tak nieustannie chronią swoje rynki przed zagraniczną konkurencją.
„Musimy też spojrzeć prawdzie w oczy i dyskutować pod włos: wskazać te obszary, w których już wiemy, że nie zawojujemy świata, po to by w takich miejscach mądrze budować międzynarodowe konsorcja i czerpać z zagranicznego know-how zamiast tracić czas na nierealne cele” – zapowiedział Niewiadomski, sugerując, że mądry local content to nie bezwarunkowa izolacja, lecz szukanie synergii.
Podczas konferencji eksperci przeanalizowali najdroższe i najbardziej strategiczne projekty – od morskich farm wiatrowych (offshore), przez energetykę jądrową, aż po kapitałochłonną rozbudowę sieci przesyłowych, zderzając je z barierami finansowymi, prawnymi i mentalnościowymi.
Rola Local Content w transformacji energetycznej Polski
Prezentacja raportu otworzyła merytoryczną część konferencji. Kamil Moskwik, Energy Market Advisor w firmie Plentra, przedstawił kompleksową analizę szans i barier dla krajowego przemysłu w kontekście nadchodzących inwestycji, szacowanych na około 1,5 bln zł do 2040 roku. Jak podkreślił, kwotę tę należy traktować nie jako sztywny budżet, lecz jako „skalę wartości, która musi zostać wdrożona do naszej gospodarki”. Kluczowym wyzwaniem jest zatrzymanie w kraju realnej wartości dodanej – poprzez wynagrodzenia, podatki i reinwestowane zyski, a nie jedynie marże pośredników importujących gotowe komponenty.
Ekspert uporządkował definicję komponentu krajowego. To ta część wartości inwestycji, która realnie zostaje w kraju: reinwestowany zysk, wynagrodzenia napędzające konsumpcję oraz podatki. Niewielkim udziałem local contentu jest natomiast marża importera czy działalność zagranicznej fabryki transferującej zysk za granicę. Potencjał zilustrowano przykładem offshore: przy 33 GW mocy i nakładach rzędu 700 mld zł, komponent krajowy może sięgnąć 346 mld zł, generując 56 mld zł wpływów publicznych.
Analiza porównawcza doświadczeń zagranicznych pokazuje, że sztywne, administracyjne progi local contentu rzadko się sprawdzają. Podczas gdy Dania przez dwie dekady budowała przewagę poprzez strategiczne inwestycje w infrastrukturę portową, a Wielka Brytania w projekcie Hinkley Point C skutecznie współpracowała z inwestorem by osiągnąc jak najwyższy poziom zaangażowania miejscowych firm, to Brazylia i Czechy poniosły porażkę. W Brazylii narzucono odgórne wskaźniki bez diagnozy zdolności produkcyjnych, co doprowadziło do niewydolności łańcucha dostaw. W Czechach ambitne cele ustawowe (60 proc.) w praktyce spadły do 20 proc. przy budowie elektrowni jądrowej w Dukovanach.
Polskie przedsiębiorstwa stoją przed wielowymiarowymi barierami. Rodzime firmy często przegrywają przetargi offshore nie z braku potencjału, lecz przez błędne pozycjonowanie w łańcuchu wartości, bariery gwarancyjne oraz kryteria wyłącznie cenowe. Dodatkowym obciążeniem są wysokie koszty energii i gazu, które bezpośrednio uderzają w konkurencyjność kosztową polskiego przemysłu. To klasyczne „błędne koło, w którym polskie firmy są zamykane”: brak kontraktu blokuje uzyskanie referencji, co uniemożliwia zdobycie certyfikatów, które z kolei są warunkiem dopuszczenia do kolejnych postępowań.
„Wskaźnik local contentu działa jak prędkościomierz w samochodzie – pokazuje aktualną wartość, ale sam nie generuje napędu. To odpowiednie instrumenty polityki przemysłowej muszą być silnikiem, który realnie rozpędzi krajowy łańcuch dostaw” – wyjaśnił Kamil Moskwik, podkreślając, że sam monitoring nie zastąpi aktywnego wsparcia.
Ekspert zarekomendował podejście hybrydowe, ściśle uzależnione od głębokiej diagnozy przemysłu. Wskazał na przykład Norwegii, która przy rozwoju sektora naftowego nie zaczynała od wymogów, lecz od stopniowego transferu kompetencji. W takim modelu „tworzy się przestrzeń, gdzie te firmy zaczynają budować swoje kompetencje” – najpierw na poziomie pracowników, potem podwykonawców, a finalnie całych przedsiębiorstw, które z czasem stają się globalnie konkurencyjne.
Raport zamyka sześć kluczowych rekomendacji mających przełamać obecne bariery:
- Ujednolicenie nadzoru administracyjnego nad wszystkimi programami inwestycyjnymi.
- Wdrożenie systemu gwarancji finansowych i współfinansowania certyfikacji.
- Stworzenie dedykowanego programu kadrowego dla sektora energetycznego.
- Wprowadzenie warunków local content bezpośrednio do kontraktów wykonawczych.
- Zastosowanie kryteriów pozacenowych w aukcjach i przetargach publicznych.
- Realistyczne pozycjonowanie wskaźników w oparciu o faktyczne zdolności wytwórcze, a nie deklaracje.
„Kluczowe jest to, żeby zadać sobie trud, wykonać pracę analityczną i znaleźć realne przewagi oraz bariery polskiego przemysłu. Jeżeli założymy wysoki wskaźnik w segmencie, w którym nie mamy kompetencji ani zdolności wytwórczych, to niestety się rozczarujemy” – podsumował Kamil Moskwik.
Jak skutecznie wdrożyć Local Content? Przykład wdrożeń w PSG
Podczas gdy polski sektor offshore wind i energetyka jądrowa stawiają dopiero pierwsze kroki w budowaniu krajowego łańcucha dostaw, polskie gazownictwo ma już wypracowane praktyki w zakresie wdrażania inicjatywy Local Contect. PSG od lat kształtuje warunki współpracy w taki sposób, aby z jednej strony skutecznie zabezpieczać interes Spółki, a z drugiej tworzyć warunki sprzyjające rozwojowi i stabilnemu funkcjonowaniu krajowych wykonawców.
W PSG poziom Local Content monitorowany jest przede wszystkim w oparciu o strukturę kapitałową wykonawców. Obecnie ponad 93% podmiotów realizujących inwestycje na rzecz Spółki spełnia kryteria Local Content, rozumiane jako posiadanie polskiego numeru NIP oraz 100% polskiego kapitału. Potwierdza to bardzo wysoki udział krajowego potencjału gospodarczego w realizowanych przez PSG inwestycjach i wydatkach zakupowych.
Dr Szymon Paweł Moś, Prezes Zarządu PSG, podkreśla, że tak wysoki wskaźnik jest efektem konsekwentnego eliminowania nieuzasadnionych barier we współpracy z rynkiem, przy jednoczesnym zabezpieczaniu interesu Spółki. Fundamentami tego podejścia są stabilność inwestycyjna PSG, przekraczająca 3 mld zł rocznie oraz odpowiednie jej komunikowanie, by umożliwić krajowym podmiotom planowanie rozwoju kompetencji i bezpiecznie skalowanie działalności. PSG koncentruje się także na takim kształtowaniu warunków umów, by ich postanowienia nie nakładały nieuzasadnionych interesem Spółki, nadmiernych obciążeń, które mogłyby ograniczać ich rozwój.
Kluczowym elementem skutecznego wdrażania Local Content w PSG są także konkretne rozwiązania finansowe wspierające kontrahentów. Spółka odeszła m.in. od praktyki nadmiernego, nieuzasadnionego realnym charakterem przedsięwzięcia angażowania linii kredytowych wykonawców i podwykonawców. Istotnym narzędziem jest również faktoring odwrotny. Dzięki swojej wiarygodności finansowej PSG umożliwia wykonawcom szybkie uzyskanie środków po realizacji zlecenia, przejmując na siebie ciężar związany z organizacją i obsługą finansowania.
- Te rozwiązania są przejawem nowoczesnego patriotyzmu gospodarczego. Umożliwiają wejście na rynek nowym podmiotom, które w innym przypadku mogłyby mieć trudności z udźwignięciem wymagań finansowych związanych z realizacją dużych projektów – podkreśla Prezes PSG.
Filarem strategii jest także rozwój kapitału ludzkiego. PSG zatrudnia blisko 12 tysięcy pracowników, jednak Spółka konsekwentnie inwestuje również w rozwój przyszłych kadr. W celu ograniczania ryzyka utraty wiedzy i doświadczenia, wynikającego z tzw. luki pokoleniowej, wdrażane są programy mentoringowe, w ramach, których doświadczeni pracownicy przekazują swoją wiedzę następcom. PSG aktywnie współpracuje także ze szkolnictwem zawodowym, m.in. z renomowanym Zespołem Szkół Naftowo-Gazowniczych w Krośnie, wspierając proces kształcenia poprzez wyposażanie pracowni dydaktycznych i tworzenie warunków do pozyskiwania wykwalifikowanych pracowników dla inwestycji gazowych realizowanych na terenie całego kraju.
W jaki sposób liczyć Local Content ? Potencjał dla polskich firm
Jak pokazał panel prowadzony przez Dominikę Taranko z Wind Industry Hub, właściwe zdefiniowanie udziału polskiego komponentu gospodarczego stało się dla państwa potężnym wyzwaniem.
Kluczową rolę w tym procesie odgrywa Główny Urząd Statystyczny (GUS), który przygotowuje pionierskie narzędzie badawcze. Renata Bielak, Wiceprezes GUS, zdradziła, że instytucja jest w trakcie pilotażu badania komponentu krajowego w inwestycjach realizowanych przez największe grupy energetyczne. Zidentyfikowano w nich 14 inwestycji, które stanowią – jak oceniła wiceprezes – „niebagatelny kawałek projektów” o łącznej wartości 82 mld zł. Wiceprezes stanowczo zapowiedziała koniec epoki, w której interesariusze opierają się na założeniach i „zgadują trochę”, jaki udział w rynku mają polskie firmy. GUS opracował „uniwersalną metodykę”, która ma standaryzować ten pomiar na poziomie całej gospodarki.
„Docelowo idziemy zdecydowanie w kierunku ujęcia ekonomicznego; chcemy na twardo analizować i badać, jak komponent krajowy rozkłada się w gospodarce i jak oddziałuje na PKB, wychodząc w kolejnym roku poza energetykę, aż do pięciu kluczowych sektorów państwowych” – zadeklarowała Renata Bielak.
Ministerstwo Aktywów Państwowych (MAP) podchodzi do tematu ze strony nadzoru właścicielskiego i zmian systemowych. Eliza Zeidler, Sekretarz Stanu w MAP, oceniła, że fundamentem sukcesu jest trwała zmiana „sposobu myślenia” po stronie spółek Skarbu Państwa. Choć wiceminister przyznała, że przy transformacji przepisów wiele detali „będzie wychodzić w praniu”, resort silnie motywuje podległe podmioty do wprowadzania oczekiwań wobec podwykonawców już na etapie partnerstw i spółek celowych. Używane są do tego m.in. nowe kryteria pozacenowe, takie jak „czas dostawy”, „czas serwisowania”, „ślad węglowy” czy twarde wymagania dotyczące „cyberbezpieczeństwa”.
„Najważniejsze jest to, żeby polskie podmioty brały udział w postępowaniach i żeby kryterium najniższej ceny – najbezpieczniejsze, bo najłatwiej się z niego wytłumaczyć – ostatecznie przestało być dominujące przy wyborze ofert” – podkreśliła wiceminister Eliza Zeidler, dodając, że tanio nie zawsze znaczy dobrze dla łańcucha dostaw.
Z kolei Ministerstwo Energii (ME) patrzy na Local Content przez pryzmat konkretnych, skomplikowanych technologii. Dr Konrad Wojnarowski, Podsekretarz Stanu w ME, zaznaczył, że wdrażanie polskiego kapitału w OZE i atom to de facto „system naczyń połączonych”. Zauważył on, że dzięki inwestycjom w morską energetykę wiatrową oraz projektowi jądrowemu, „wektor transformacji” gospodarczej w Polsce widocznie przesunął się dziś na Pomorze. Resort energii aktywnie zabiega też w Brukseli – w sposób, jak ujął wiceminister, „nieagresywny, ale stanowczy” – o uwzględnienie infrastruktury okołojądrowej w przyszłej unijnej perspektywie finansowej 2028-2034.
„Traktujemy Local Content jako wektor budowy PKB. W samej tylko energetyce jądrowej mamy już zawartych około 500 umów z polskimi podmiotami na rozbudowę infrastruktury towarzyszącej, co może przełożyć się na wzrost krajowej gospodarki nawet o 3 procent” – wyliczył dr Konrad Wojnarowski, optymistycznie oceniając możliwości polskiego przemysłu.
Jak uniknąć pułapek i realnie budować polski łańcuch wartości?
Debata „Rozwój lokalnego rynku – łańcuch wartości, gotowość polskich firm sektora energetycznego, przykłady udanych i nieudanych polityk Local Content na świecie” pokazała, że polskie firmy często nie są gotowe na zagraniczną ekspansję, a państwowi zamawiający dopiero uczą się, jak chronić rynek bez łamania reguł konkurencyjności.
Warunki realizacji polskich ambicji eksportowych przedstawił Piotr Tomczyk, Członek Zarządu ENPROM. Wejście jego firmy z usługami wykonawstwa sieciowego na rynek niemiecki trwało aż siedem lat i wymagało wcześniejszego zdobycia twardych referencji z innych rynków (Danii i Finlandii). W Niemczech rygorystycznie chroni się własny rynek przed drenażem kadr – od firm wykonujących prace na sieciach najwyższych napięć wymaga się posiadania własnego personelu i zakazuje posługiwania się podwykonawcami w pracach specjalistycznych.
„Niemieccy operatorzy doskonale wiedzą, że muszą opierać się na silnych wykonawcach dysponujących własnym personelem, a nie na firmach zabijających rynek wyłącznie najniższą ceną. Dlatego na rynkach rozwiniętych od startujących w przetargach wymaga się setek stron opisów technologicznych, rygorystycznie audytuje się ich pod kątem standardów BHP, ale też daje im możliwość zgłaszania konstruktywnych uwag do umowy. Te wszystkie jakościowe aspekty dodają czasami nawet 60 procent do samej ceny” – wyjaśnił mechanizmy dojrzałych rynków Piotr Tomczyk.
Zbliżone doświadczenia z rynku niemieckiego, ale w segmencie dostaw sprzętu, zaprezentował dr Artur Bratkowski, Prokurent i Dyrektor ds. Aparatury i Systemów Pomiarowych w firmie Apator. Zdobycie kilkunastoprocentowego udziału w tamtejszym rynku układów pomiarowych zajęło spółce dekadę. Wymagało to przejścia rygorystycznych, corocznie odnawianych audytów, które fizycznie weryfikują standardy bezpieczeństwa pracy oraz umiejscowienie produkcji w Europie. Niemcy bezwzględnie chronią infrastrukturę krytyczną – moduły komunikacyjne mogą być dostarczane wyłącznie przez rodzimych producentów.
W Polsce jedną z głównych barier skutecznego wdrażania local content pozostaje opieranie się przez zamawiających na deklaracjach wykonawców bez możliwości ich weryfikacji. Brak jasnych i praktycznych narzędzi weryfikowania pochodzenia produktu, miejsca powstawania technologii oraz rzeczywistego udziału krajowych kompetencji i wartości dodanej sprawia, że local content może pozostać jedynie deklaracją na papierze.
„Na dzień dzisiejszy mamy do czynienia z pielęgnowaniem zjawiska frontingu. W statystykach wykazuje się, że przetarg wygrała polska firma, podczas gdy tak naprawdę całe urządzenie zostało wyprodukowane w Azji, co nie wnosi żadnej wartości dodanej dla naszej gospodarki” – zaznaczył dr Artur Bratkowski, postulując, by państwowe spółki weryfikować rzeczywiste miejsce i sposób produkcji, na przykład poprzez audyty zakładów produkcyjnych oferentów.
Na konieczność skrajnie wczesnego planowania zwrócił uwagę Thierry Deschaux, Dyrektor Generalny Przedstawicielstwa EDF w Polsce. Omawiając budowy brytyjskiej elektrowni jądrowej Hinkley Point C (gdzie udział krajowego komponentu sięgnął 64 proc.), zaznaczył, że współpraca z lokalnymi izbami przemysłowymi rozpoczęła się tam aż na 7 lat przed wylaniem pierwszego nuklearnego betonu. Mimo tak starannych przygotowań, gigantyczne projekty w końcu zderzają się z barierami demograficznymi – zwłaszcza na etapie wymagającego ogromnych zasobów ludzkich montażu elektromechanicznego.
„Nawet przy maksymalnym zaangażowaniu rodzimego kapitału w inwestycje strategiczne, w pewnym momencie zderzamy się z barierą demograficzną. Jeżeli przy równoległej budowie atomu i infrastruktury offshore nie ściągniemy do Polski fachowców z zewnątrz, to przy braku własnych kadr po prostu nie zdołamy utrzymać harmonogramów budowy” – ostrzegł Thierry Deschaux, przypominając, że Brytyjczycy odczuwają dziś potężne spowolnienie w inwestycjach właśnie z powodu pokryzysowych, administracyjnych blokad w zatrudnianiu zagranicznej kadry.
Zamawiający również redefiniują swoje polityki zakupowe. Jarosław Tokarczuk, Pełnomocnik Zarządu Enei ds. Local Content, zauważył, żespółka musi godzić wsparcie dla krajowego przemysłu z harmonogramem inwestycji szacowanym na 108 mld zł do 2035 roku. Aby wspierać płynność dostawców, Enea rezygnuje w wielu przetargach z wymogu wnoszenia wadium, co zdejmuje z wykonawców obowiązek mrożenia kapitału. Z kolei przy najnowszych technologiach, takich jak planowane magazyny energii o pojemności 600 MWh, inwestor prowadzi z rynkiem otwarte dialogi techniczne. Dzięki tym mechanizmom w pracach sieciowych realizowanych przez Enea Operator wskaźnik local contentu sięga obecnie 95 proc.
„Nie możemy dopuszczać do sytuacji, w której lokalni dostawcy dowiadują się o inwestycji dopiero w momencie ogłoszenia przetargu, bo to drastycznie zawyża koszty i obniża jakość ofert. Otwarcie publikujemy nasze harmonogramy projektowe na lata do przodu, aby polskie firmy miały realny czas na zawiązanie konsorcjów, wytworzenie synergii i znalezienie swojego miejsca w łańcuchu dostaw, od Tier 1 do Tier 3” – zadeklarował Jarosław Tokarczuk z Enea.
Ostatnim elementem rozbudowy kompetencji narodowych jest wymiar bezpieczeństwa surowcowego państwa. Adam Grzebieluch, Dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Ministerstwie Aktywów Państwowych, obnażył iluzję krajowej niezależności technologicznej. Jak zauważył, nawet jeśli inwestycja zrealizowana jest w 99 proc. przez Polaków, to brak jednego komponentu elektronicznego sprowadzanego z Azji może przerwać prace na wiele miesięcy. Odpowiedzią państwa musi być mądre łączenie branż i inwestowanie w technologie podwójnego zastosowania (tzw. dual use).
„W dzisiejszej sytuacji geopolitycznej morskie farmy wiatrowe to potężna infrastruktura krytyczna wymagająca całodobowego zabezpieczenia. Polskie stocznie mają pełne kompetencje do budowy statków instalacyjnych podwójnego zastosowania, które oprócz pracy przy wiatrakach, stałyby się dla państwa niezbędnym, integralnym narzędziem obserwacji nadwodnej i podwodnej” – podsumował Adam Grzebieluch.
Prawdziwe koszty budowy Local Contentu
Debata zamykająca konferencję (Local Content jako wartość dodana gospodarki – system zamówień publicznych, finansowanie, wpływ na PKB i rynek pracy) obnażyła systemowe i finansowe blokady powstrzymujące polskie firmy przed skuteczną walką o największe kontrakty.
Przemysław Grosfeld, Wiceprezes Urzędu Zamówień Publicznych, zburzył mit o zbawiennej roli kryteriów pozacenowych. Zamiast traktować je jako „wisienkę na torcie”, państwowi zamawiający powinni bezwzględnie wymagać najwyższej jakości już na poziomie specyfikacji bazowej. Jeżeli zamawiający precyzyjnie opisze swoje twarde oczekiwania technologiczne, to konkurowanie wyłącznie ceną staje się zjawiskiem rynkowo pożądanym. Prawdziwymi barierami eliminującymi polski kapitał są w rzeczywistości ukryte blokady w umowach: rygorystyczne warunki płatności, nieproporcjonalnie wysokie kary oraz asymetryczny podział ryzyka. Receptą ma być częstsze stosowanie tzw. wstępnych konsultacji rynkowych, które urealniają warunki przetargów i drastycznie zmniejszają liczbę odwołań do KIO.
„W zamówieniach publicznych możemy tworzyć równe pole gry dla polskich podmiotów i tych z innych krajów. Ważne jest to, żebyśmy mieli zdrową konkurencję na tym rynku i w przypadku kluczowych projektów infrastrukturalnych nie byli całkowicie zależni od zewnętrznych dostawców” – wyjaśnił Przemysław Grosfeld, wskazując, że inteligentne prawo zamówień publicznych to narzędzie suwerenności gospodarczej.
Zupełnie inne wyzwania stoją przed branżą zbrojeniową, zasilaną obecnie kwotą ponad 100 mld zł rocznie. Dr hab. inż. Adam Januszko z Niewiadów PGM zwrócił uwagę na niebezpieczny paradoks jawności procedur. Otwarty system zderza się z realiami bezpieczeństwa państwa, dostarczając obcym służbom informacji, które w wojsku stanowiłyby złamanie tajemnicy. Największą barierą wejścia na ten rynek nie jest jednak sam kapitał, lecz czas, ponieważ w certyfikacji zakładów zbrojeniowych „nie można iść na skróty”. Uzyskanie koncesji z MSWiA wymaga m.in. restrykcyjnych szkoleń i badań psychiatrycznych kadry, co trwa minimum pół roku. Mniejsze zakłady napotykają również fizyczną blokadę infrastrukturalną: surowe normy dotyczące stref bezpieczeństwa wokół magazynów z materiałami wybuchowymi często uniemożliwiają im zwiększenie skali produkcji. Rozwiązaniem tymczasowym dla nowych podmiotów są szybkie konsorcja z certyfikowanymi już graczami, podczas gdy w sejmie trwają prace nad ustawą, która ma sztywno wymusić „co najmniej 50 proc.” udziału komponentów krajowych w zamawianym sprzęcie.
„Państwa ponoszą gigantyczne koszty na działalność wywiadowczą, a my często sami dostarczamy gotowe informacje wprost na tacy w ramach tzw. białego wywiadu, co jest klasycznym konfliktem z prawem zamówień publicznych. W obecnej sytuacji zagrożenia zamawiający muszą skracać ścieżki postępowań, aby dostawy nie były tak jawne, a wykonawców należy po prostu wyłaniać w inny, bardziej bezpieczny sposób” – argumentował dr hab. inż. Adam Januszko, obnażając luki obowiązującego systemu.
Nawet przy sprzyjającym prawie i certyfikatach, polskie firmy zderzają się ze ścianą finansowania. Joanna Smolik z Banku Gospodarstwa Krajowego określiła przygotowania do wielkich przetargów mianem „kupowania losu na loterii”, co często kończy się tzw. sunk cost – kosztami utopionymi. Nakłady na nowe linie produkcyjne są w świetle prawa bankowego niebankowalne; instytucje nie udzielą kredytu firmie celowej, która nie posiada „stabilnej części przychodowej” z innej działalności. Pułapka ta ma charakter pięcioetapowy: sfinansowanie samej inwestycji to błąd, jeśli przedsiębiorca nie posiada jednocześnie kapitału na gwarancje wadialne, gwarancje należytego wykonania, zabezpieczenie zwrotu zaliczki oraz bieżący kapitał obrotowy. Na polskim rynku, poza wąskim segmentem cleantech, drastycznie brakuje publicznych mechanizmów dzielenia ryzyka (risk sharing).
„Dla mnie twardą miarą sukcesu będzie moment, w którym polska firma po spłacie pierwszego kredytu na inwestycje krajowe przyjdzie do banku po finansowanie na ekspansję, albo po instrumenty wymagane na rynkach zagranicznych. Rozwijanie się wyłącznie na rynku lokalnym jest po prostu bez sensu i nie zbuduje długofalowej wartości dodanej” – podsumowała Joanna Smolik, wskazując na konieczność budowy narodowych kompetencji eksportowych.
Całość konferencji w zapisie video: www.localcontentwenergetyce.pl
